piątek, 24 marca 2017

Zamek Belfort i inne okoliczne zjawiska.

"Ścieżka wiodąca z lasu aż pod skalistą ścianę, odsłoniła widok na odległe doliny, pośród których, mieszały się miedziane i zielone połacie szerokiej przestrzeni, poprzecinane żywo iskrzącymi się strumieniami. Łąki zdawały się być wycięte w rozległych lasach. Krzyk młodych sokolików i rudych kani dopełniał to uczucie poruszające nawet najbardziej zatwardziałe serca. Przyroda nie poddała się nienaturalnie długiej zimie i wybuchła siłą wiosny w.........."


- mój frag.

Wiecie co to znaczy? Że moje doświadczenia jako włóczykija górskiego, przyczynią się do stworzenia perfekcyjnego obrazu tułaczki po górach. Właśnie tam zdarzy się coś bardzo ważnego dla głównej bohaterki i nic Wam nie mogę powiedzieć ponad to, że w tym właśnie miejscu rozpoczynam znaczący wątek dla całej powieści.
   Mam za sobą ponad sto pięćdziesiąt stron [w formacie maszynopisu] wprowadzenia, mającego zapoznać czytelnika z całą moją kreacją świata. Dalej to już będzie kwintesencja wielkiej historii i mam nadzieję, że nadal nie rozwiąże ona wszystkich zagadek, bo chciałabym, aby to był dopiero pierwszy tom.
   Do zakończenia jeszcze póki co daleko, ale właśnie teraz rozpoczyna się dla mnie prawdziwa zabawa z licznymi niespodziankami. :)
   Część postaci z początkowych stron jawiła się dość mrocznie i tajemniczo, dopiero na następnych stronach celowo zostają obdarci z tego enigmatycznego woalu i ściągnięci do poziomu normalnych osób... lecz może nie tak całkiem zwykłych... Ale to, co bohaterka spotka w górach, sprawi, że tamte postaci staną się ledwie cieniami w tej magicznej całości. To będą momenty prawdziwie oderwane od rzeczywistości. Już sama nie mogę się doczekać :) mam głowę pełną niebagatelnych pomysłów!





Tiefencastel

Jest to wieś w dystrykcie Albula w kantonie Gryzonia, u podnóża alpejskich przełęczy Albula i Julier, które mam głęboko w swoim sercu. Wszystkie przełęcze tam mam 💗, nawet te, w których jeszcze nie byłam.
   Wycieczki przełęczami górskimi równają się swoją zajebistością z podróżami międzyplanetarnymi. Tak samo robi się dziwnie w człowieku, kiedy pejzaż nagle, ni stąd ni zowąd, zmienia się o 180 stp. To chyba najbardziej wykręcone podróże, choć na wspomnienie lodowca też coś w sercu kołacze. Nic to, ja dziwna jestem, rajcuje mnie lód, śnieg, mróz, albo pustynia, czerwony piasek i kamory. Obojętne mi gdzie umrę - ma być nieziemsko ślicznie.
   Miasteczko mieści się w dolinie na wysokości 851 m n. p. m.
   Ze względu na uwarunkowania terenu, miejscowość ta oraz jej okolice, są popularne wśród konnych jeźdźców. A popros, żadnego nie spotkaliśmy.

Ruszmy jednak w góry, tym wąskim, niepewnym szlakiem nad szumiącymi urwiskami pełnymi potoków. Pod osuwającymi się ścianami, złowrogo pochylonymi rzucając cień na najbliższe godziny marszu.







Czytam i analizuję sobie powieść o Panu Wołodyjowskim i tak strasznie do serca mi Basia przypadła, że od razu bym za nią wyszła... gdybym pomyliła orientację. Rzecz ma się tak, że jej wiecznie potargana fryzura, radosne i głośne usposobienie jak i fakt, że dziewczyna i strzelać i walczyć szablą potrafi, ujęło mnie. Ponad to wszystko urodzona obserwatorka i choć taka pozornie roztrzepana, nic jej oczom nie umknęło, a lepsze wnioski wysnuwała o ludziach niż sam mądry Zagłoba. I nie wiem do tej pory, co Michał z początku widział w tej drugiej mimozie, ale jak to mówią, w serca się nie zagląda, by oceniać co zeń wynijdzie.
   W dwa dni połknęłam pierwszy tom. Takich książek się nie czyta, nimi się delektuje!







Katholische Pfarrkirche St. Calixtus


Pierwsze wzmianki o nim datowano na około 840 rok. Po pożarze w 1874 podjęto renowację z zupełnie innym konceptem architektonicznym, dlatego styl wnętrza tańcuje nieudolnie pomiędzy mistrzowsko wykonanymi detalami zdobień, a tynkowaną na biało nowoczesnością.
   Ołtarz pochodzi z XVI wieku, z pracowni artysty Ivo Strigel'a. Dwa ołtarze boczne są z XVIII wieku i posiadają w głównym polu herb miasta.






Niech mi ktoś powie, dlaczego anioł wychodzi z ust tego gościa?
Po opuszczeniu miasteczka, udaliśmy się prosto w objęcia ukochanej dziczy. Lasy tutaj nosiły znamiona pory letniej. W pełni rozwinięte liście drzew i krzewów, kwiaty w ściółce, szczególnie te fioletowe, robiły niesamowite wrażenie na tle soczystej malachitowej połaci i nader zachwycających, puszystych w dotyku, aż nienaturalnych w kolorze, bo grynszpanowych porostów. Mchy pistacjowe i groszkowe, dosłownie plejada żywotnych barw, byłam zachwycona do szaleństwa. W takim lesie można żyć i umierać.

Tajemniczy szałas.



Podobno lasy potrafią swymi cieniami pogrążyć człowieka w smutku, a poprzez wpływ duchów lasu nawet zatrwożyć, dlatego nie wszyscy je lubią. Indianie mawiają, że ludzi o dobrym sercu, las zawsze wypuści do domu, zaś tym ludziom, którzy mają w sobie jakąś zatwardziałość, mylą szlak, a ci nieubłaganie błądzą, dopóki nie odnajdą w sobie samych harmni. Niektórych las zabija.
   Czy las faktycznie może nie wypuścić człowieka? Zapytajcie tych, dla których dziś zapala się na niektórych szlakach znicze...





W lesie nikt nie patrzy na zegarki. To w dolinach nigdy nie mamy na nic czasu, nie tutaj. Moim zdaniem człowiek nie powinien nauczyć się liczyć czasu. Byłby dużo szczęśliwszy gdyby przestał się spieszyć i miast pieniądzom, służył Bogu.
   W którymś momencie człowiek bardzo pobłądził, inne ma już priorytety, inne zmartwienia i co innego stoi na przedzie w jego najczęstszych myślach. I tak siedzi jak smok na swych skarbach i pilnuje z bojaźnią swego ukochanego dobytku.
   Ten, kto nie potrafi żyć bez otaczania się milionem przedmiotów, będzie miał wielką trudność ze wstąpieniem do Raju. Tak oznajmia Pismo. A wiecie co ja zauważyłam? Że nie potrafię porozumieć się z materialistami. Bo ja im o przyrodzie, konnej jeździe czy górach, a oni przecież i tak nie rozumieją, kiedy ja mówię o uczuciach, o impulsach... i na dokładkę, mają mnie za lekkoducha. Te rozmowy zupełnie nie mają sensu, a jednak wciąż je toczymy, bo... tak wypada.
   Żyję w sile, dbam o zdrowe ciało i przytomny umysł, nie znam uzależnień, ale znam wartość życia. Oni nie wiedzą nawet co to wszystko jest.
   Czy szanujemy się wzajemnie? W niewypowiedziany sposób - nie. Tak naprawdę ledwie się tolerujemy. Czy pomagamy sobie nawzajem? W ogóle nie. Pomoc jest jednostronna, ale nie przeszkadza mi to absolutnie, że nie pojmują co to znaczy współpraca i bezinteresowność. To trochę razi, ale mnie nic do tego.







Zaczęliśmy przybliżać się do historycznego miejsca, w którym stały wielkie ruiny. To rzadkie jak na tutejsze skalne pozostałości, popatrzcie sami, co się tam w tle zarysowuje:




Burg Belfort


Najpierw zobaczcie TO. Nagranie jakie znalazłam w sieci, powaliło mnie na łopatki. Moje zdjęcia będą Wam zbędne po tym.
   Ruiny zamku znajdują się w  dzielnicy miasta Belfort, w dolinie Albula. Stoi on na stromej skale.



Prawdopodobnie najstarszą częścią kompleksu jest potężna wieża tzw. donjon. Dziś jest pokryty szklanym dachem, a do jego wnętrza prowadzą stalowe schody utworzone specjalnie dla turystów, aby mogli z góry spojrzeć w jej ciemną głębię. Jeżeli ktoś by ewentualnie tam wpadł, to zakładając, że przeżyłby brutalny upadek z 20 metrów, przy samej ziemi znajduje się otwór, przy który mógłby się ewentualnie wyczołgać pod kratką zabezpieczającą.
   Zanim jednak ktoś zacznie się wychylać z balkonika do środka donjona, polecałabym nauczyć się latać. Najwyraźniej zamek nie przeżył jeszcze okupacji większej grupy wycieczkowej, bo już by najpewniej balkonik z niewysoką poręczą, został zmieniony w klatkę.
   Nie, ja w ogóle nie emanuję antypatią do grup turystycznych. Ja pałam agresją!

Drugie piętro i w prawo, balkonik do dojona.
Trzecie piętro i w lewo, balkonik widokowy na zewnątrz.
Na dziedzińcu dawniej istniały mniejsze budynki gospodarcze. Południowa część zamku górnego ewidentnie została przekonwertowana i to kilka razy, o czym mniej spostrzegawczy, mogli się później przekonać na zdjęciach poglądowych, datowanych zależnie od zmian.

Wygląd zamku w XIII wieku.
Mocna budowa podzielona została na kamienny parter użytkowy, choć wcześniej tam była brama. Na następnych dwóch piętrach wisiał szeroki, drewniany... parapet? Nie wiem jak to się fachowo nazywa. Takie coś, po czym można było nawet chodzić i ten dobudowany gzyms wisiał do 1468 roku.
   Ściany były tynkowane, ale nie jak u nas, na biało i nic. W średniowieczu takie ściany były pokrywane kolorowymi malunkami, bo to naprawdę barwna epoka, nie dajcie się zwieść, że mroki i zabobon.
   Na samej górze była komnata długa na 20 m i szeroka na 8 m. Wejście do niej było okrągłą arkadą, ozdobioną tak, że po prostu "wykończeniówka - delicja".


Nadal śmiem uważać, że nasze zamki w Polsce powinny być jak jeden mąż, wszystkie rozsławione we świecie całym, ponieważ mając już spore porównanie, powiadam Wam - mamy być z czego dumni! Cegła czy kamień, a może wapień? Te z lepiej zachowanych domów szlacheckich czy warowni, to prawdziwe arcydzieła sztuki. Tylko jaki Szwajcar będzie wiedział, co to jest Malbork albo Łęczyca? Żaden! Za to my wiemy co to jest np. Raperswil. Aha, przecież tam Polacy rezydowali... no tak... No widzicie!?
   Zawsze powtarzałam i znów to powiem: najchętniej zamieszkałabym w zamku wraz z jego przeciągami i duchami. Nie ważne, że palić trzeba, że nie przestrzega norm BHP, że wiecznie zimno i cimno, ale jakby te wnętrza kolorowe ożyły świeżymi barwami, to i te duchy eterycznych dziewic bym do serca przytulała, a co!


Niższy zamek jest obok południowego skrzydła zamku górnego. Jego wnętrze niezaszczytnie wypełnione jest gruzem z południowej elewacji zamku górnego...
   A teraz czas na trochę historii, czyli pożywka dla mnie, bo ja ją lubię opowiadać na swój niewykładowy sposób. Dlatego nie mogłabym zostać nauczycielem, bo moje opowieści nie mieszczą się w granicach przyzwoitości ciała pedagogicznego, choć przypuszczam, że dzieci by mnie uwielbiały. Tak samo sławetna historia Szwajcarii, którą podałam w pigułce, czyli "Historia klepania się po mordach". Jak ktoś zainteresowany, zapraszam TUTAJ.


Pierwsze wzmianki o tym zamku, jako własności panów Vaz, szacuje się na 1222 rok. Chodzą słuchy jakoby jednak zamek stał tu od 1200 roku.
   Nieprzemyślane polityki przyniosły im wielokrotne konflikty z innymi panami feudalnymi. Zdarzyła się tu również scena batalistyczna. Ostatecznie Vazowie utrzymali się na swoim.
   Później gdy ostatni z mężów Vaz odszedł z tego padołu, na połaci zamkowej pozostała jedynie córuchna, panna Kunegunda, ale ona później wyszła za Toggenburga i tu historia się urywa, nie wiadomo co z vazowymi włościami było dalej.

SŁUCHAJCIE WAŚĆ!
Poszły słuchy, że Toggenburgowie chcieli przejąć twierdzę, ale zapędy się skończyły, gdy małżonek Kunegundy zmarł zanim się za to zabrał.
   Potem w 1436 roku, w wyniku różnych skomplikowanych dziedziczeń, zamek stał się własnością Williama z Montfort i Heinrich von SAX-Misox. Z panami SAX'ami znam się dobrze, mieszkam w ich sąsiedztwie... choć oni sami są raczej paranormalnym już towarzystwem.
   To byli baronowie, a w godle mięli smoka osłoniętego tarczą. Ja ich kiedyś wezmę pod lupę, bo dotychczas przyglądałam się tylko ich siedzibom.
   Tak czy owak, posiadłość została sprzedana 35 lat później. Kupcem był ktoś tam z Davos, nie znalazłam jednoznacznej informacji.


W 1486 roku, osiedlił się tu tymczasowo niejaki Niklaus Beeli z Austrii. Potem wojna austriacko-szwajcarska w 1499 roku, przyniosła upadek Belfortu. Gryzonia spaliła zamek 14 marca 1499, czego mury niosą wyraźne znamiona, nawet dla niewprawnych obserwatorów. Świadectwem tej historii są popalone belki, oryginalnie pozostawione w oknach.


Gdy nastał wiek XX, prawie rok potrwały prace nad ochroną tych murów, które rzeczywiście powstrzymały dalszy rozpad, ale w tym samym czasie w dużej mierze zniszczono dowody archeologiczne. Obecnie badania techniczne budowy zamku są prawie niemożliwe, a jest czego żałować. Włości panów Vaz odgrywały w tym rejonie bardzo ważną rolę i skrywały w sobie tajemnice szwajcarskiej Gryzonii.
   Zamek został poddany całkowitej renowacji w latach 2002 do 2007. Wtedy to, dołączono do ścian metalowe drabiny, które ułatwiają wejście do ruin.


Nie wiem jak Wy, ale ja jestem osobiście zachwycona tym zamkiem. Zazwyczaj po takich włościach pozostaje jedna wieża bądź dwie ściany czy kawałek muru. Historia coraz słabiej trzyma się gruntu, a jednak jest czego zazdrościć średniowiecznym budowniczym , bo postawili coś, co mogą oglądać ludzie w XXI wieku, a my przecież nawet nie potrafimy zbudować drogi, która przetrwałaby chociaż jeden rok...
   Zwiedzanie zamków to nie tylko wspaniała zabawa i sesje fotograficzne, ale i kawał historii. Zapach i gładkość kamieni, których kiedyś dotykał ktoś sprzed dekad. To niesamowite wrażenie zdać sobie sprawę, że kiedyś ktoś tu mieszkał, żył, jadł i kochał, podczas gdy my oglądamy jedynie mury nadgryzione pazernym zębem czasu.



Zszedłszy w doliny, dzicz wcale nie straciła na wartości, mimo iż już tak okropnie blisko byliśmy cywilizacji... Indianie uważają, że ludzie zapadają na choroby przez niespełnione pragnienia. Szaman przecież leczy duszę człowieka, rzadziej zajmuje się ciałem od strony chemicznej.
   Kiedyś ktoś powiedział, że bliżej mi do pradawnych ludów, niżeli do współczesnego świata. I przyjęłam to jako komplement. Nasi słowiańscy rodzimowiercy zawsze troszczyli się o siebie nawzajem. Tylko później się tak porobiło, że człowiek człowiekowi stał się wilkiem, nawet w rodzinie. Braterscy Słowianie zapomnieli kim są.
   Chrześcijanie też po stokroć przeinaczając Słowo Boże i robiąc z Kościoła niepomierny bazar, nie żyją już według nauk Chrystusowych. Interpretują Jego słowa dowolnie, dopasowują jak łatę, na miarę swoich potrzeb. Coś poszło w naszej cywilizacji nie tak...

Taki dowcip ;)
Tęskno mi bardzo do tego uczucia, kiedy wraz z włożeniem nogi w strzemię, cały ludzki świat przestaje mieć znaczenie.





Od dłuższego czasu mam ochotę wystrzelić się w kosmos, bo niestety nadal zjedzenie Marsa nie oznacza podbicia kosmosu. A wiadomo, że im rzyć cięższa, tym gorzej z oderwaniem się od ziemi.
   Mam czasem jednak takie głupie wrażenie, że kosmos to tak naprawdę tylko potężny biznes i że on wcale tak nie wygląda jak nas uczą...
   Ale jeśli kosmici istnieją, to warto z nimi trzymać, bo podobno atakują tylko USA. ;) Na pewno są mądrzejsi od większości ludzi, bo nie rysują nam kutasów na polach. Zawsze jednak zastanawiało mnie, dlaczego nigdy nie wylądowali na polu buraków...
   Szczerze mówiąc... chyba łatwiej byłoby mi zaufać nacji kosmitów, bo ludzkim narodom, które toczą wojny o to, która z religii jest bardziej pokojowa, jakoś nie potrafię.
   A gdyby kosmici z filmów istnieli, to z pewnością już bym wyprowadzała na smyczy obcego z Nostromo... Jest... taki... słodki... O_O


10 komentarzy:

  1. A u Ciebie kolejna zachwycająca wyprawa i wspaniałe miejsca do wypoczynku, sama bym na tej ławeczce poleżała. Bardzo piękne zdjęcia, a i parę rzeczy do pośmiania. Dziękuję Ci, trochę mi się poprawił humor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fantastycznie, że mogłam choć na małą chwilkę wpłynąć na Twój świat pozytywnie :) Mam nadzieję, że zdrówko powróci do Ciebie definitywnie i wkrótce znów będziesz osobiście zarażać optymizmem :)

      Usuń
  2. Czekam na Twoją powieść z niecierpliwością i.... tak, mam ogromną nadzieję, że to nie będzie tylko jedna książka :)!!!!

    Przepiękna wycieczka. Teleportuję się do Was :D!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem jak lasy, ale czytam książkę Sekrety drzew i jestem zaskoczona tym, co tam znalazłam. Mianowicie dowiedziałam się, że drzewa troszczą się o siebie nawzajem, stare drzewa dbają o młodsze, ostrzegają się przed niebezpieczeństwem i pomagają w chorobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam języka drzew, ale myślę, że to całkiem logiczne, bo cała ziemia troszczy się o siebie. Tylko człowiek jest takim gatunkiem, co to wie jak wykorzystać ostre słowa lub gniew.

      Usuń
  4. Witaj Hexe.
    Ale Fajna wyprawa, szlak malowniczy, a i moich klimatów nie zabrakło.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjątkowo w tym poście były chyba WSZYSTKIE klimaty XD Od przyrodniczych po kosmiczne.
      Pozdrawiam serdecznie i wiosenne :)

      Usuń
  5. Przepiękna wyprawa, zdjęcia i opowieść!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i zapraszam do siebie częściej :)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.