wtorek, 7 marca 2017

Stacja - St. Moritz. 1775 m. n.p.m.

"Dopiero gdy ulegamy pasji, jesteśmy naprawdę sobą. Ze wszystkich naszych namiętności najbardziej określają nas te, których nie potrafimy okiełznać. "



Sankt Moritz to nie miasto. To gigantycznych rozmiarów kurort i ośrodek sportów zimowych, mieszczących w sobie enklawy wellness wielu firm. St. Moritz położony jest w dolinie Engadine.
   Engadine rozciąga się na przestrzeni 100 kilometrów. Otoczona ze wszystkich stron wysokimi górami Engadyna słynie ze słonecznego klimatu, wspaniałych krajobrazów i tras wycieczkowych.
   St. Moritz jest również bardzo popularne w miesiącach letnich, w szczególności przez rowerzystów, biegaczy i lekkoatletów. Jego popularność znana jest na całym świecie, miasto słynie też z dobrej pogody. Ze względu na dogodne położenie klimatyczne w mieście panuje 300 słonecznych dni w roku.
   Na listę UNESCO wpisano sieć Kolei Retyckich, których ważna stacja węzłowa znajduje się w St. Moritz i którą to przyjechaliśmy w to miejsce.

Thusis - St. Moritz
Mapka pochodzi z zadrukowanego stoliczka w pociągu.
Nasza lokomotywa.
 Takie krajobrazy rozciągały się wzdłuż całe, kolejowej drogi:
Bardzo ciężko było robić zdjęcia ze względu na drzewa wzdłuż torów,
a także na cały boży świat, odbijający się w szybie od naszej strony.
Jestem zdania, że latem z tej sławetnej kolei, kiedy drzewa są w pełni rozwinięte,
nie widać kompletnie nic.





O tym, że mam niepisaną listę rzeczy, które muszę zdążyć zrobić przed śmiercią, już kiedyś pisałam. Nie spieszę się z jej realizacją, żeby dłużej pożyć. ;) Tym samym rozsmakowuję się w powolnym jej ziszczaniu, nie całkiem planowanym, bo do skreślania pewnych punktów dochodzi spontanicznie. Tym razem padło na sporty zimowe w jeździectwie, które jest moją pasją numer 2, zaraz po podróżach.
   Wyobraźcie sobie, że nigdy wcześniej nie widziałam takich zawodów na żywo! Byłam "jedynie" na międzynarodowych zawodach w jeździe westernowej i... och to były emocje!!
   Porzućmy na chwilkę obraz marzeń, bowiem istnieje jeszcze jedna, być może ciekawsza lista. Widnieją na niej... a to potem. Teraz wróćmy do przyjemności.




Zamarznięty wodospad.
I to nie jedyny! Wdzieliśmy całe mnóstwo zatrzymanych w czasie kaskad,
a to nadawało krajobrazowi niesamowitego odcienia magii.


Zdecydowani pionierskie miasto:
St. Moritz w latach 1137/39, zwało się Ad Sanctum Mauricium, na cześć Świętego Maurycego. Pierwsze wzmianki o ośrodku narciarskim sięgają roku 1864, kiedy to w St. Moritz został wybudowany hotel przez angielskiego pioniera hotelarstwa Johannesa Badrutta.
   Pierwsze biuro turystyczne w Szwajcarii powstało właśnie w St. Moritz i rozwijało się stale aż do końca XIX wieku. St. Moritz było pierwszym miastem szwajcarskim, w którym popłynęło światło elektryczne do hotelu Kulm. Zaś w 1880 roku zostały w mieście rozegrane pierwsze w historii zawody Pucharu Świata w curlingu. [to te ślizgające się "czajniczki"]
   St. Moritz organizowało pierwsze w historii Mistrzostwa Europy w łyżwiarstwie figurowym w 1882 roku. Został tu zbudowany pierwszy tor lodowy na świecie, na którym zawody bobslejowe zostały rozegrane w 1890 roku. Zaś w 1896 roku, miasto zapisało się w historii jako pierwsze miasto w Alpach, w którym został uruchomiony tramwaj elektryczny.
   W 1929 roku została uruchomiona pierwsza szkółka narciarska w Szwajcarii.

Stok narciarski.
W tym samym czasie, gdy my byliśmy na tafli jeziora,
tam wysoko właśnie,
odbywały się (jakieś podobno ważne) zawody.



W 1928 roku, St.Moritz było gospodarzem Zimowych Igrzysk OlimpijskichOrganizowało 20 razy mistrzostwa świata FIBT. [na polski to będzie: Międzynarodowa Federacja Bobsleja i Toboganu].
   Miasto również było czterokrotnym gospodarzem mistrzostw świata w narciarstwie alpejskim. Jest dość częstym gospodarzem zawodów PŚ w narciarstwie alpejskim kobiet. Organizowano tu kiedyś także Puchar Świata w skokach narciarskich i kombinacji norweskiej.
   W mieście odbywało się też dużo zawodów w innych dyscyplinach, między innymi golfie czy polo na zamarzniętym jeziorze Moritz. Dzięki jezioru Moritz miasto szczyci się też zawodami w windsurfingu i żeglarstwie.

Ławeczka na środku jeziora.
A kawałek dalej, na tej samej tafli - wyścigi konne.
Wtedy znak wydał mi się złowieszczy...
Dla turystów zainteresowanych kulturą, stworzono tutaj Muzeum Segantini, [był taki malarz] wpisane do listy światowego dziedzictwa UNESCO.
   Okolica oferuje również takie atrakcje geologiczne jak gra Diavolezza, która gwarantuje zapierające dech w piersiach widoki. Na górę z St.Moritz można dostać się koleją Berninabahn, która łączy St.Moritz z włoskim miastem Tirano.
   Lodowiec Morteratschgletscher o największej powierzchni w masywie Bernina, położony jest w szwajcarskim kantonie Gryzonia. Jeżeli ktoś z Was jest zainteresowany jak to zjawisko wygląda, my już tam byliśmy i zapraszamy do fotorelacji TUTAJ. Mijaliśmy wtedy St. Moritz.
   Jest jeszcze góra Corvatsch i lodowiec o tej samej nazwie. Wart uwagi jest przede wszystkim lodowiec - słynie on bowiem z lodowych jaskiń. Tam jeszcze nie byliśmy...





Wspomniałam na samym początku o liście marzeń, oraz o tym, że istnieje jeszcze jedna, być może ciekawsza lista. Widnieją na niej... rzeczy, których NIGDY nie zrobię. Np wakacje...
   ...nie wyjadę na luksusowe wczasy, koniec i kropka!

Wielogwiazdkowe hotele, SPA, plaża i drinki. Byłam na takich wakacjach, sprawdziłam jak jest, są nudne.
   Hotele same w sobie nie są złe, bo z założenia służą do tego, aby mieć gdzie się wyspać i ewentualnie żeby ktoś mi zrobił śniadanie, a z tego wszystkie hotele wywiązują się przecież na miarę każdej ilości gwiazdek, nawet jednej.
   Wiele razy nocowałam w luksusowych i nowoczesnych przybytkach, ale szczerze mówiąc, poza łóżkiem i drzwiami na klucz, nie potrzebuję niczego więcej, a i bez drzwi raz się obyło, bo spałam kiedyś w hostelu. Reszta oferty jest dla mnie bez znaczenia, bo relaks przez bezczynność mnie po prostu męczy.
   Nie rozumiem też wellness'u... kompletnie nie pojmuję tego zjawiska cywilizacyjnego, dążenia do możliwie najdłuższego zachowania młodości i wszystkiego, co jest z tym związane. Ludzie na to wydają koszmarnie duże pieniądze...
   Gdyby ktoś mi zaproponował wakacje z drinkami, na plaży, na basenie... cholera, zapytałabym, za co chce mnie tak torturować?! Nie pokazywałabym takich "atrakcji" nikomu, kto by zdecydował się do mnie przyjechać. Weekendy w klubie też nie wchodzą w grę... no nie nadaję się do życia w społeczeństwie i wcale nie jest mi z tego powodu przykro. Może ktoś sobie myśleć, że zadzieram w tej chwili nosa, bo siedzę w Szwajcarii, ale moje oczy patrzą wyżej, nad dachy tych budynków. I na całe szczęście wzrok mojego męża sięga równie daleko.




W St. Moritz każdej zimy są rozgrywane wyścigi konne w ramach "White Turf" na zamarzniętym jeziorze St. Moritz.
   Wyścigi były organizowane już przez starożytnych Rzymian, ale pierwsze prawdziwe wyścigi konne zostały zorganizowane w 1780 roku przez angielskiego lorda Derby'ego.
   Przyznam Wam, że nawet jeśli nie uczestniczę w tego typu zabawach, to sama obserwacja koni jest dla mnie niesamowitym uczuciem. I zawsze się tęskni do tego sportu, czasem mniej lub bardziej boleśnie, ale zawsze.











Z widokiem na dworzec kolejowy, który do złudzenia przypomina mi ratusz w Szczytnie... O_o

Macie chęć zobaczyć je w ruchu? :)

Co jeszcze napotkaliśmy w St. Moritz? Oprócz szaleńczo jaskrawego słońca, mięliśmy okazję zwiedzić bardzo stary kościół katolicki. Katholische Kirche St. Karl Borromäus, w którym spotkaliśmy Polaka.
   A potem obok nas wylądowali dwaj ludzie na lotni.





Pozdrowienia od Polaka ze Szwajcarii ;)





Niedaleko okupowanego przeze mnie terenu Szwajcarii, wczoraj, krótko po 21, ziemia postanowiła zadrżeć i postraszyć trochę ludzi. Trzęsienie miało maleńką skalę (4,7), wyczuwalne w bliskiej odległości od epicentrum, jednak naszego miasteczka nawet to nie posmyrało. I dobrze, to musi być trochę dziwne, jak mimo stuprocentowej trzeźwości, nagle ziemia osuwa się spod nóg...
   Tak czy inaczej nic nam nie jest, ale to troszkę niepokojące...

4 komentarze:

  1. Wyścigi konne na nartach!!! Ciekawa dyscyplina sportu :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były jeszcze na takich wysokich saniach, co wyglądało jak zimowa wersja rydwanu. Akurat jak przyjechaliśmy było ostatnie okrążenie, a nie zdążyłam się jeszcze "rozstawić".

      Usuń
  2. Niby ładnie, ale... mam już dosyć tego śniegu! Pragnę wiosny :)

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.