piątek, 10 marca 2017

Regina montium czyli królowa gór. RIGI.

"Cóż zmusza cię, człowieku, abyś opuścił własne schronienie w mieście, porzucił krewnych i przyjaciół i udał się w wędrówkę poprzez góry i doliny? Cóż jeśli nie przyrodzone piękno świata."
~ Leonardo da Vinci



Szczyt w Prealpach Szwajcarskich w kantonie Schwyz o maksymalnej wysokości 1'797,5 m. Jest to głównie szczyt wapienny, ale również sprasowany konglomerat. Podobno w powietrzu wisi ołów z okolicznych, dużych aglomeracji.
   Na wierzchołku znajduje się stacja przekaźnikowa radiowo-telewizyjna szwajcarskiego operatora SRG SSR idée suisse z wysokim masztem oraz automatyczna stacja meteorologiczna.
   My nie skorzystaliśmy z wygodny kolejki, ponieważ uwłaczałoby to nam, a trud uszlachetnia.😶... [no comments... tu nie może być poważnie]
   Naszą wędrówkę zaczęliśmy od wyjścia spod płaszcza mgieł.




Zima, jak widzicie, powolutku dobiega końca. Śnieg tu i ówdzie nadal błyszczy na stokach, ale nie utrudnia on marszu tak, jak to miało miejsce w poprzednich naszych wyprawach. Jestem już prawie na bieżąco w moich opowieściach, a luty'17 w przeciwieństwie do minionych lat, okazał się nam niezwykle łagodny. Jednak nie istotne jaki mamy miesiąc zimowy - to wciąż miesiąc zimowy i tylko biegacze górscy mają na razie prawo do gołych łydek. Jednak z ubiorem nie można przesadzać też w drugą stronę.
   Ludzie przegrzewają się. Przegrzewają dzieci, przegrzewają mieszkania, a potem smarkająca epidemia w domu gotowa. Zmarzlaki - nie róbcie tego, a przestaniecie być zmarzlakami. Wiem co mówię, sama nim byłam.
   Człowiek wcale nie jest podatny na gwałtowne zmiany temperatur, to bujda na resorach, którą karmili nas starsi krewni. "Wczoraj się zgrzałem, a potem mnie przewiało.". Albo "siedziałem w przeciągu". Czy może "wyszedłem bez kurtki do samochodu". Czy znacie te popularne wymówki? Oj znacie, na pewno. Otóż te momenty, dla zdrowego człowieka, mają wyłącznie korzystny wpływ. Hartujący.





Przeciętni Kowalscy ubierają się za ciepło, bo pada, bo wieje. Ogrzewają mieszkania, wysuszając powietrze, które staje się drażniące dla śluzówek, a każdy przeciętny dr. Nowak powie, że to prosta droga do przeziębienia. To w ten sposób właśnie, ludzie sprawiają, że ich organizmy nie mogą poradzić sobie z pozbyciem się nadmiaru ciepła.
   Jest zima, więc musi być zimno - jak to kiedyś ktoś błyskotliwie zauważył. Ale czy strój jak na szlaki bieguna, to rzeczywiście dobry pomysł? Przecież może przenikliwie wiać!

Zimą notorycznie nie mamy ochoty wychodzić na świeże, mroźne powietrze, ani tym bardziej nie mamy chęci na aktywność fizyczną. Boimy się tych różnic temperatur i tego, że spocimy się na wietrze.
   Unikając wychodzenia z domu, osłabiamy odporność. Czy to będzie nowość, jak powiem, że gorąco panujące w domu może wpływać na szybsze powstawanie żylaków?
   Ludzki organizm ma ogromne zdolności adaptacyjne, dlatego hartowanie się to żadna przesada. Cieszę się obecnie wysoką odpornością, nie przejmuję się pogodą za oknem, deszcze nie zniechęca mnie przed wychodzeniem z domu.

Ciepełko jest bardzo przebiegłe, nie wolno z nim przesadzać. Dużo łatwiej jest się rozgrzać w niskiej temperaturze aby uniknąć przeziębienia, niż w lecie schłodzić się lodami, co z pewnością nie skończy się dobrze.
   Przeciętni Kowalscy mają - jak widzicie - głupie nawyki. A doktorzy zacierają rączki by Wydać im drogie recepty 👹






Warunki górskie to nie lada test dla naszego organizmu ale i szczepionka przeciwko grypie. Jednak aby prawidłowo się zaszczepić, trzeba wiedzieć, co robić. Wybierając się w góry zimą, zostawcie najlepiej połowę tych ubrań, które właśnie naszykowaliście. Ubierzcie się tak, jakby było 10stp.C więcej niż pokazuje termometr, ale miejcie koniecznie ze sobą kurtkę przeciwdeszczową i jakąś jedną koszulkę na zmianę.
   Każde z ubrań musi zmieścić się w plecaku, bo gwarantuję, że po drodze będziecie stopniowo zdejmować swoje warstwy, a na pewno nie chcecie tego nosić w ręku. W górach człowiek ubiera się i rozbiera bardzo często, zależnie od warunków. Z reguły jest tak, że podczas podejścia ściągacie większość, zostając w jednej bluzce, a gdy wchodzicie na szczyt, najlepiej tą mokrą szmatę z siebie ściągnąć i założyć suchą (to prawdziwie zbawienne uczucie). A potem założyć na siebie z powrotem pozostałe warstwy. I mamy postój. Samo schodzenie w dół już tak "grzeje".


Cel było widać już stąd. I wydawało nam się, że to baaaardzo blisko...



"Wiele osób pyta, czemu podróżuję pieszo. To proste: wędrowanie piechotą daje możliwość rozmyślania całymi godzinami o rzeczach, które w innej sytuacji nie przyszłyby mi do głowy."
- Łukasz Supergan

Góra oferuje różnorakie atrakcje: piesze wycieczki, saneczkarstwo, jazda na nartach, narciarstwo biegowe, paralotniarstwo, przejażdżki bryczką i niezwykłe kursy kolejką zębatą, a także podobno (my nie widzieliśmy) lokomotywą parową z XIX wieku. Trasa wiedzie przez takie miejsca, że lepiej aby nie wsiadały do kolejki osoby z lękiem wysokości lub... ogólnie lękliwe ;)
   Jeśli się przyjrzycie uważniej, to zobaczycie w tej ścianie wąską skarpę z torami kolejowymi:


Tutaj konkretne zbliżenie:


Ze szczytu Rigi rozciągającą się imponująca panorama m.in. na Jezioro Czterech Kantonów. Obecnie prowadzą nań dwie linie kolei zębatej oraz jedna kolej linowa. Z górą związane są legendarne postacie - Chlyni Lüüt [dziki lud].






Według legendy w zamierzchłych czasach stoki góry Rigi, zamieszkiwali mali ludzie, którzy dziś mogliby być kojarzeni z krasnoludami. Podobno byli niezwykle zwinni i skoczni, a ponadto obdarzeni wieloma nadprzyrodzonymi mocami.
   Swoim dzieciom, zaraz po urodzeniu, rzekomo usuwali śledzionę, co jakoby wpływało na możliwość skakania po górskich zboczach ze zwinnością kozic...

Stacja kolejowa.
Zdjęcie tablicy panoramy.
Panorama miast była okrutnie porysowana, więc spreparowałam własną ^_^


Ciekawostka: tak wyglądała RIGI w 1906 roku. :)
Góra Rigi była znana w już XVIII wieku jako wakacyjny raj. Drewniany pensjonat, którego szeroki taras rozpościera się nad panoramą Zuryską, został zbudowany przez artystę Heinricha Kellera.


A oto widoki z tego tarasu:






Wierzchołek góry.



Kolej zębata różni się tym od zwykłej, że ma dodatkową szynę zębatą, umieszczoną pośrodku toru. Oddziałuje ona na zębate koła napędowe i hamujące tabor trakcyjny. Dzięki temu systemowi, koleje mogą pokonywać trasę o dużych nachyleniach profilu podłużnego.
   Kolej zębata istnieje w Karkonoszach czeskich i w słowackich Tatrach Štrba. Najwięcej jednak linii kolei zębatych znajduje się właśnie w Szwajcarii.
   Dziś zaprezentowałam Wam Vitznau-Rigi-Bahn – szwajcarska normalnotorowa kolej zębata, która prowadzi od Vitznau do Rigi.
   Vitznau-Rigi Bahn to pierwsza kolej zębata w Europie. Została zbudowana przez inżyniera Niklausa Riggenbacha. Pierwszy odcinek zbudował on do Rigi Staffel. Dnia 23 czerwca 1873 roku odcinek został przedłużony do Rigi Kulm na wysokości 1752 m n.p.m.
   Prędkość maksymalna to 30 km/h. Kolejka jeździ przez cały rok.




Dlaczego mimo tak wspaniałych udogodnień, nadal chce mi się wylewać poty i wypluwać płuca na takich podejściach jak RIGI? Musicie tutaj wiedzieć, że to był jeden z trudniejszych szlaków od kilku miesięcy. Oraz, że jazda taką kolejką, tak naprawdę by mi nie uwłaczała... -_-'
   Dla mnie personalnie, taka wędrówka jest wyrazem szacunku i dużej aprobaty dla natury, którą nam stworzył Pan Bóg. Każdorazowo historia, którą Wam później opowiadam, ma na celu przedstawienie świata z tej dzikiej strony (no... może za wyjątkiem stacji kolejowej ;))
   Każdy, nawet najprostszy i najkrótszy szlak, po powrocie do domu okazuje się być wyjątkowy. Pragnę nigdy nie ustawać w swoich wysiłkach i docierać coraz dalej i coraz wyżej. By poznać coraz więcej i dążyć do rozumienia świata. Nasza Ziemia to kompozycja ładu i harmonii, tylko my tak nasze życie wciąż komplikujemy.


Widzicie różnice? To stąd przecież zaczęliśmy podejście.
Mgła całkiem opadła.



Zgodnie z tym, co opowiedział pewnego razu Steve House (amerykański alpinista, himalaista i przewodnik górski). Zamiast na finałowym osiągnięciu, warto skupić się na procesie. Zamiast myśleć o odległym szczycie, docenić sumę chwil, jakie daje wspinaczka na niego. Zamiast wyczekiwanego końcowego punktu podróży, łapać momenty, którymi obdarowuje nas droga. Skoro więc ważna jest droga, a nie cel na jej końcu, czemu mierzyć sukces w podróży końcowym wynikiem, zamiast nieskończoną sumą chwil, jakie nam podarowała?
   Dlatego "w drodze donikąd" ;)



Ludzie zbyt mocno skupiają się na tym, by po prostu przeć do przodu, koncentrując się na wyniku, jakim jest dotarcie do szczytu. Wydaje się im, że bez ustanowienia celu, wędrówka nie spełni pokładanych w niej oczekiwań, a to jest absurd, bo najlepsza podróż to taka, w której każdy krok stawiamy świadomie, z której wracamy odmienieni, która daje nam najwięcej radości.
   Niestety, w cywilizacji nastawionej na wynik „wyżej, dalej, szybciej” ten sposób myślenia bywa obcy. Może właśnie dlatego niektórzy z nas swój sukces w podróży mierzą nie wewnętrznymi przeżyciami, ale ilością czytelników, odsłon filmów czy nagrodami jakie otrzymają. Wyżej niż swoje przeżycia, cenimy Facebook’a, YouTube’a, Instagram, na bieżąco spisywane i nagrywane relacje. Tylko co zobaczymy w naszej drodze, poza skierowanym w siebie obiektywem aparatu/kamery?
   Żeby była jasność, mój blog to nie jest marketing mojej własnej zajebistości.

Samochodowa droga powrotna:




A tak wygląda blokowisko w górach. ;)
Cały czas plagiatuję troszeczkę słowa naszego polskiego podróżnika, Łukasza Supergana, już przesiąknęłam jego blogiem, a i pogląd na świat mamy bliźniaczy. Zadał on na swojej stronie trafne pytanie: "Czy my - podróżnicy - jesteśmy nowoczesnymi rycerzami, prężącymi dumnie piersi i udowadniającymi swoją męskość na turnieju, przy czym naszą areną jest blog, gazeta, udział w programie, scena festiwalowego pokazu? Czy gadając o poznawaniu świata, w skrytości ducha robimy to dla fanów, zasięgu i podziwu? Aby, jak w średniowieczu, budzić szacunek mężczyzn i westchnienia kobiet na trybunach? Czy w dobie mediów społecznościowych potrafimy jeszcze robić coś tylko dla siebie, nie dla uznania, jakie możemy mieć u innych?

Indonezyjski pisarz, Toba Beta, stwierdził kiedyś: „Jeśli czujesz obsesję, by udowodnić coś światu, będziesz potrzebował oczu całego świata zwróconych na ciebie, by tego dowieść”. Jeśli więc w ogóle muszę udowadniać komukolwiek swoją wartość, niech tym kimś będę ja sam i nikt więcej."

Zatem po co to robię? Żeby dzielić się ze światem pięknem Dzieła Stworzenia. Żeby opowiadać o życiu i ukazać inny punkt widzenia. Żeby dać czasem do myślenia, że życie poza domem jest o wiele ciekawsze.
   Zawsze wstawiając tutaj posta, mam nadzieję, że zainspiruję chociaż jedną osobę do tego, aby wyszła z ram konsumpcjonistów i ślepców, żeby wyszła naprzeciw światu i otworzyła swoje serce na to co właściwsze. Siedzenie w strefie komfortu to ułuda, która szybciej Was pożre niż rak cywilizacji. Ale nie wierzcie mi na słowo - ruszajcie aby to sprawdzić!



Kim jest człowiek, którego słów tak często używam?
Łukasz Supergan - realizuje projekty długodystansowych wędrówek górskich i nizinnych. Wędrował w Himalajach, Karakorum, Pamirze, Tien-szanie, Karpatach, Alpach, Pirenejach i irańskim Zagrosie.
   Ma na koncie ok. 15 000 km w ciągu minionych 5 lat, choć swoje szlaki mierzy sumą chwil, nie kilometrów.

Lokalizacja góry RIGI:
Powiększ.
Powiększ.

10 komentarzy:

  1. Jeśli to miejsce dla małych ludzi to z pewnością dla mnie. Bardzo podobają mi się te kolejki. Są cudowne! Napatrzeć się nie mogę. Lubię różne pojazdy. Patrząc na te stoki zaczęłam się zastanawiać: czy Ty jeździsz na nartach?

    Z tym przegrzaniem to prawda. Odkąd wróciłam z Irlandii nigdy nie miałam kaloryfera na "piątce" i rzadko mam na czwórce, przez większość dnia jest wyłączony. Poza tym wiadomo, że nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie jeżdżę na nartach, nie pociąga mnie ten sport. Gdybym miała wybrać jakąkolwiek rekreację zimową dla siebie, to ciekawszym wydaje mi się snowboard... ale... jakoś nie -_-
      No i łyżwy, bardzo lubię jeździć a łyżwach, lecz wyłącznie na hokejówkach, bo na figurówkach nie potrafię... O_O'

      Złe ubranie i negatywne nastawienie. ;)

      Usuń
    2. Mnie narty też zupełnie nie pociągają.

      Łyżwy lubię i też potrafię tylko jeździć w hokejówkach. Całkiem niedawno poszłam u siebie na łyżwy i to była porażka. Kobieta dała mi męskie zamiast damskich, a same lodowisko to tak nierówne, że dziury miało.

      A już się łudziłam, że będę znowu jeździć.

      Usuń
  2. Witaj Hexe.
    Fajnie tak sobie powędrować nie ruszając d... z krzesła.
    Takie górskie wędrówni już nie na moją kondycję.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale posadzić d... w takiej ciuchci mógłbyś ;) Dla chcącego nic trudnego :)

      Usuń
  3. Aż się obudził mój lęk wysokości ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz? Poważnie? Zawsze się zastanawiałam, co się wtedy czuje... Oo'

      Usuń
  4. Kojarzę Łukasza Supergana. Będąc w ciąży z Zosią czytałam namiętnie na Geoblogu ,,Drogę do Shangri-la" :). To najbardziej fascynująca podróż na tym portalu...
    ....wiele ich wtedy przeczytałam :).
    Wiesz... traktuję bloga jak ... pamiętnik. Chwile, kiedy przeżywamy te wszystkie wycieczki są piękne, ale ulotne. Z przyjemnością wracam do nich wertując bloga. Kiedyś namiętnie zamieszczałam zdjęcia na facebooka, jednak blog bardziej mi się podoba. Jest dla mnie... bardziej osobisty... (mimo, że pozwalam, aby każdy miał do niego dostęp ;)).
    Niewiele znajomych o nim wie :).

    Piękna wycieczka... my też niedługo zaczynamy sezon szwendaczka :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha... szmaty to już uzależnienie... jeśli się z niego wyzwolę, będę wolnym człowiekiem :D!!!

      Usuń
    2. Ostatnio postanowiłam nauczyć się wędrować w upał, to dla mnie fizycznie bardzo trudne... Będę teraz czytać wszystkie poradniki Supergana o tym, jak wędrować po pustyni. To będzie adekwatne dla mnie dlatego, że czuję się latem jakbym po Marsie chodziła, a nie po Ziemi. 2 udary słoneczne miałam przecież w Europie... ;)

      Blog to przede wszystkim świetne i czytelne archiwum galerii zdjęć. I dat, bo czasem nie pamiętam kiedy gdzieś byliśmy...
      Też często wracam do oglądania starych wycieczek. Albo gdy komuś coś opowiadam, na blogu bez problemu wszystko potrafię odszukać.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.