piątek, 31 marca 2017

Der Rheintaler Höhenweg. O tym dlaczego Alpy przypominają mi Andy i że jest to słuszne skojarzenie.

Kiedy jest Ci źle, nie przejmuj się, tylko spakuj plecak i wyrusz w podróż. Pozbądź się natarczywych myśli o pracy. Pozbądź się też problemów rodzinnych i dalekosiężnych perspektyw. Bo tu i teraz jest TWÓJ czas!
   A teraz chodź, pokażę Ci gdzie można zniknąć najprzyjemniej. Nie... cofam to słowo, przecież wcale nie będzie Ci przyjemnie, bo czeka Cię taki moment w podróżowaniu, w którym zawsze robi się bardzo smutno. To ten moment, w którym uświadamiasz sobie, że trzeba już wracać...
   I nie - podróż nie jest ucieczką od życia. Podróż jest metodą na to, aby życie nie uciekło nam. Ale to prawda, że im bliżej nieba, tym mniejsze oddziaływanie mają na nas sprawy ziemskie.



Tzw. "Der Rheintaler Höhenweg", to szlak górski, którego widok doliny Renu jest stałym towarzyszem. Rozpoczyna się od jeziora Bodeńskiego, prowadzi przez sady i winnice. Krajobraz jest bardzo zróżnicowany, kulturowy: pełen zamków i pałaców. Szlak górski nr 86, umiejscowiony jest na wysokości około tysiąca metrów,  prowadzi od miejscowości Rorschach do Sargans, co daje 52000 m pieszej radości.
   Góry wokół doliny Renu są nam doskonale znane, więc wybraliśmy jeden nieprzemierzony jeszcze fragment, którym wędrowaliśmy od miejscowości Sevelen, [z której wspięliśmy się do tego konkretnego szlaku], a następnie zeszliśmy w dolinę w miejscowości Buchs. Wędrówka zajęła nam calutki dzień.
   Ścieżka biegnie głównie na wysokościach tuż pod Alviergruppe. Te góry skutecznie zdobywaliśmy w zeszłym roku. Z tego miejsca rozciąga się doskonały widok na Austrię i Liechtenstein.

Cała trasa. [powiększ]
Nasz odcinek na drodze nr 86 [powiększ]
 Nasz odcinek odbył się w regionie Alvier. Droga wiedzie przez dzikie krajobrazy porośnięte gęstymi lasami, do złudzenia przypominającymi puszcze. Wychodząc zaś na otwarte tereny rozległych, górskich równin, dostrzega się alpejskie chaty i wiejskie życie mieszkańców.
   Choć Amerykę Południową znam tylko z albumów, ten szlak zadziwiająco przypomina mi... Andy ;] W końcu zostały wypiętrzone w orogenezie alpejskiej, czyli dokładnie tej samej co naszej europejskie łańcuchy.
   Lądy są do siebie podobne, różnią się jedynie gatunkami zwierząt, mocą ukropu i wilgotnością powietrza. Andy są położone w kilku strefach klimatycznych: od klimatów równikowych, poprzez zwrotnikowe, podzwrotnikowe i umiarkowane aż po klimat subpolarny na krańcach południowych. Prawie całe Andy mają surowy, chłodny klimat górski.
   Skąd takie moje odczucia?

Na północy stoki Andów porośnięte są przez wilgotne lasy równikowe. Zapraszam:





Tablica informacyjna po drodze, uświadomiła mnie, że w tych chaszczach żyją salamandry ogniste. Czyli plamista słodycz w kolorze czarnym, z żółto-złotymi plamkami na całym ciele.
   W dawnych  czasach uważano, że salamandry są zwierzętami odpornymi na działanie płomieni, a nawet, że potrafią one ugasić ogień. Czasami, z powodu ich jakoby szczególnego upodobania do ognia, uznawane były za symbol artylerii.
   Przesądy te nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Salamandra plamista jest, co prawda, wybitnie lądowym płazem, jednak na dłuższą metę nie wytrzyma bez wilgoci. Jest wyjątkiem wśród płazów - dorosłe osobniki wrzucone do wody pływają bardzo słabo i nieudolnie. Jeżeli woda jest głęboka, szybko toną. W rzeczywistości nawet na lądzie poruszają się dość niezgrabnie i wolno. Z tego też względu zwierzęta te najaktywniejsze są o zmierzchu i w nocy, kiedy to, pod płasczem ciemności, mogą czuć się bezpiecznie.
   Posiadają silnie rozwinięte gruczoły jadowe w skórze oraz tzw. parotydy, (charakterystyczne dla płazów zgrubienia z tyłu głowy). Mocno urażona salamandra wydziela z nich silnie toksyczną substancję - salamandrynę. W zetknięciu z błonami śluzowymi potencjalnego konsumenta wywołuje ona ich ostry stan zapalny. Reakcja taka następuje np. w przypadku uderzenia, ukąszenia lub gwałtownego ściśnięcia salamandry. Delikatnie wzięta do ręki jest ona zupełnie niegroźna.

- magazyn.salamandra.org.

Niestety za dnia jest bardzo trudno takiego zwierzaka spotkać, dlatego nie poszczęściło się nam.



Podobno gdyby do ziemi w dżungli wetknąć parasol, to po 2 miesiącach zakwitnie albo obok wyrośnie drugi. Jestem w stanie zgodzić się z tym, ponieważ wilgotna dżungla to najbardziej gęsty i płodny las. A skoro nawet w Alpach utworzył się mały mikroklimat, nie trudno uwierzyć, że nad wielką Amazonką pijawki spadają z drzew.


Znalazłam na liściach zarodniki.
Na spodniej stronie liści wykształcają się skupiska zarodni, w których powstają zarodniki. Po pewnym czasie kiedy zarodnie dojrzeją, ich ściany pękają uwalniając zarodniki, które roznoszone są przez wiatr. Widać, że wrastają na chybił-trafił. ;)






I tu powoli zbliżaliśmy się już do wytyczonego szlaku. To była pierwsza wędrówka na lekko, w butach podejściowych "połówkach", bez sterty zapasowych ubrań w plecaku i jak później zobaczycie - w swobodnym bezrękawniku. To nie lada komfort.
   W upale w górach konieczne jest jak najlżejsze ubranie. Aż takiego skwaru, co prawda, teraz nie było, ale lato zbliża się wielkimi krokasami, poza tym mamy z mężem w planach TAKIE wędrówki, że czas najwyższy zacząć czytać poradniki o wędrowaniu po pustyni...
   Postanowiłam zawalczyć ze swoim ciałem i przygotować je na bliskość słońca. Jako babka po dwóch w życiu zaliczonych udarach, wiem, że zagrożenie jest dla mnie realne, bo moje uwarunkowania fizyczne nie pozwalają mi na dobre samopoczucie w pełnym słońcu lipca czy sierpnia. Zamierzam to zmienić w tym roku, czy to się da, nie mam bladego pojęcia.

W długich spodniach i koszuli z długimi rękawami jesteśmy chronieni przed oparzeniami, nasz organizm nagrzewa się mniej, mniej także tracimy wody. I to będę musiała rozważyć przy zdobywaniu np powierzchni Marsa.
   Przede wszystkim LEN. Ubrania z lnu są lekkie, przewiewne i chronią ludzi przed słońcem od starożytności. Cienki len chłodzi ciało, nie przepuszczając przy tym słońca. Jest bardzo lekki i nie wymaga prania nawet po wielu dniach. Kłopotem jest niska wytrzymałość mechaniczna. Lniana koszula bardzo szybko zamienia się w sito.
   Najlepsi doradzają, że poza kapeluszem z szerokim rondem, dobrze mieć okulary przeciwsłoneczne ze szkłami klasy 4.
   My tymczasem pozostajemy jeszcze w ziemskim tropiku i powoli zmieniamy otoczenie w lepiej nam znany, europejski las.



Wkraczamy na szlak nr 86.

Limax cinereoniger, czyli gatunek ślimaka z rodziny pomrowiowatych.
Osiąga długość do 20 cm. Zamieszkuje całą Europę. Głównym źródłem jego pokarmu są grzyby, przy czym preferuje już nadgryzione. Zjada zarówno grzyby jadalne dla człowieka, jak i te dla ludzi trujące. Nie gardzi jednak innymi źródłami pokarmu: roślinami, glonami i porostami, a także martwą materią organiczną.





Dalej Alpy zaczęły wreszcie bardziej zdecydowanie przypominać Alpy. Swojskie sarenki i widok na Dolinę Renu czyli naszą Dolinę Mgieł, która oczywiście zasnuła się na czas naszej nieobecności, gęstym woalem cienia.


W dole zamglona Dolina Renu.


Domowej roboty czekolada. Nic prostszego - gorzka czekolada 87% kakao, całe orzechy i owoce suszone wysypałam w płaskim naczyniu, zalałam je dwiema roztopionymi tabliczkami masy czekoladowej, ostudziłam w lodówce i gotowe.
   Nie ma jak zdrowe chrupersy w całości, a nie jakaś tam kruszonka sklepowa :)
Nie szlaku nie powinno się w ogóle myśleć o jakiejś tam kaloryczności czy diecie. Człek w górach ma być zdrowo nażarty i silny!



Dalej w stronę południa pojawiają się w Andach Stepy. Dla części środkowej Andów charakterystyczne są formacje pustynne i półpustynne. Tak samo tutaj niekiedy można sobie te pustkowia z wielką, naprawdę wielką łatwością podciągnąć pod półpustynie.
   Zapraszam:


Zdjęcie wyraźnie pokazuje, że po drodze okazał mi swą miłość PIES. ;]





Stacja Malbun po stronie szwajcarskiej (Liechtenstańska ma własną o tej samej nazwie). O specjalnej wędrówce prosto w to miejsce, opowiadałam TUTAJ.




Powiększ.
Powolutku zaczęliśmy zmierzać w dół do doliny. Po drodze piękne, wysokie lasy, niektóre nawet bardzo cieniste, skrywały nas przez zamęczającym już trochę słońcem rozgrzanego popołudnia.
   Wspomniałam o trekkingu po Marsie, cóż, ja wcale nie żartowałam, to jest do zrobienia, mamy tam nawet koleżankę.
   NASA szczyci się zdjęciem łyżeczki na powierzchni tej trochę wyschłej planety. My olewamy sztućce. My polecimy zrobić sobie tam selfi.
   Co to w ogóle za poroniony pomysł, sztućcami się jarać...





Skała wygląda sztucznie do niemożliwości, ale to nie fotomontaż. Absolutnie nic z tym zdjęciem nie robiłam.
Dolina Renu i Bandytka w calutkiej swej okazałości.
Duży zoom - półpustynie na Bandytce.
Hoher Kasten.

Przyroda mnie fascynuje. Kocham głaskać mchy, [ten na drugim zdjęciu był tak obłędnie miękki, że wtuliłam weń twarz].
   Gdybym mogła, wyłożyłabym nim podłogi i łóżko.



Dalej na szlaku nr 86.
Najlepsza mineralka pod słońcem :)



Akrobatyka mojego męża czasami mnie powala XD

Orzechówka.
Gatunek średniego ptaka z rodziny krukowatych (Corvidae) - widziałam go po raz pierwszy w życiu. Jest wielkości gołębia, obie płci są ubarwione jednakowo. Ma chrapliwy głos.
   Żyje w rozległych drzewostanach iglastych, borach głównie świerkowych (również sosnowych, jodłowych i mieszanych), przede wszystkim w tajdze i w górach.
   W Alpach zamieszkuje lasy limbowe, w średnich górach lasy mieszane z leszczyną i świerkiem. Poza okresem lęgowym, orzechówka widywana jest w piętrze kosodrzewiny ponad granicą lasu. Pojawia się także w dolinach i w pobliżu siedlisk ludzkich.
   Ptaszyna jest wszystkożerna. Głównym pokarmem są nasiona sosny, orzechy laskowe, bukiew, żołędzie, nasiona z szyszek, różne mięsiste owoce oraz latem w mniejszym stopniu zwierzęca zdobycz – owady i ich larwy, ślimaki, ale nie gardzi też jajami i pisklętami, jaszczurkami, myszami i innymi drobnymi kręgowcami. Nie ma więc wyspecjalizowanej diety i chwyta to, co znajduje się na obszarze jej żerowiska.













Kania ruda.
Wreszcie kanie są. Trzy krążyły po niebie. Na zdjęciu nie widać, ale były białe pióra na skrzydłach od spodu, to je mocno charakteryzuje poza rudym korpusem.
   Kanie to niezłe ziółka. Ze względu na agresywność wobec innych ptaków drapieżnych i przechwytywanie od nich pożywienia, w okolicy lęgowisk kań rudych nie ma gniazd innych gatunków szponiastych.
   Gatunek jest pod ścisłą ochroną.

I po co jechać do Ameryki Płd.? ;) Otóż po oryginalną kawę. Peruwiańska jest najlepszą jaką dotąd piłam!