piątek, 3 lutego 2017

Alp- und Kulturweg Schrina / Alp Tschingla. | Podróż z siłą, która rozkrusza lodowce.

"Kiedyś szukałam spełnienia w alkoholu i słodyczach, ale dzisiaj wiem na pewno, że one mogą dać tylko chwilową iluzję. Prawdziwy, zdrowy stan sensu i spełnienia pochodzi ze zdrowego stanu duszy."
"Masz w sobie siłę, żeby pokonać swoje słabości. Masz w sobie mądrość, żeby wiedzieć co jest dla ciebie mądre. Masz w sobie moc, żeby zrealizować to, co zamierzyłaś."
"Jestem spokojna, bo chcę być spokojna. Wybieram spokój. Wybieram skupienie i konsekwentne działanie zamiast miotania się w chaosie."


~ Mój kalendarz mnie zaskakuje, swoimi sentencjami. Zeszłoroczny egzemplarz robił na mnie wrażenie średnio raz na dwa tygodnie. Ten raz na dwa dni. Polecam "Rok pozytywnych myśli" Beaty Pawlikowskiej.



24. grudnia 16'
Wigilię spędza się rodzinnie, a więc spędziłam ją z moją rodziną w osobie mojego męża, szczęściem podzielającego moje zainteresowanie podróżami. Tym razem kruszyliśmy lód na szlaku górskim, wznoszącym się nad jeziorem, a jeszcze wyżej nad płaszczem chmur, którym szczelnie otuliła się cała dolina. Boże... te chmurzaste dywany... Gapienie się na to zjawisko, nigdy mi się nie znudzi...
   Walensee jest jednym z atrakcyjniejszych jezior w obrębie niskich terenów. Łatwo dostępnym z własną plażą i możliwością wybrania się w rejs małym statkiem.
   W dzisiejszą treść wplotłam lekki motyw przewodni, który, można powiedzieć, jest etiologią wszystkich moich wypraw, czyli zespołem przyczyn składających się na każdy mój uśmiech w drodze donikąd. Kroczenie przez życie samotnie ma także wiele plusów i ja je znam. Ale ocena ważona sprawiła, że jak dotąd nie skorzystałam z instytucji wydziału cywilnego, rodzinnego ds. odwołań.








Potężne fale rozbijające się o klif...



Gdzieś pod tym płaszczem z chmur, zaklęte śpi miasto Walenstadt.
Naszym świątecznym szlakiem był Alp- und Kulturweg Schrina. Rozpoczyna się on u podnóża masywu górskiego o nazwie Walenstadtberg, wznoszącym się nad miasteczkiem Walenstadt. Od niedawna region ten, nosi zmyśloną przeze mnie nazwę "Kraina Waleni". Powinnam zająć się opracowaniem własnej mapy... Umieściłabym ją w nagłówku, byście wiedzieli, co mam na myśli opowiadając o wspinaczce na Bandytkę, Trzy Dziwki lub na Dziada... Kiedyś będę sławna, mówię Wam. Moja fantazja sięgnie granic przyzwoitości, popchnie wszelkie nazewnictwo w obszar kompletnej demoralizacji, a wszystko to z błogosławieństwem mej miłości, bowiem małżonek zaczął korzystać z mojego słowniczka.

Poprzednim razem, tj. ok. rok temu, dotarliśmy tym szlakiem ledwie do trzech czwartych zaplanowanej trasy. Powodem był śnieg, który przykrywał masyw górski ponad nasze kolana. Brak odpowiedniego sprzętu uniemożliwił nam dalszy marsz, lecz tym razem udało nam się zgodnie z koncepcją. No może poza wyjątkiem końcówki, gdzie szlak zniknął nam pod lodem... ale o tym później.
   Dla zainteresowanych, fotoreportaż z zeszłorocznego podejścia tym szlakiem, TUTAJ.






Na tej wannie skończyliśmy poprzednio.
Aby tradycji stało się zadość, tym razem również tutaj spałaszowaliśmy posiłek.
Niestety nie towarzyszyły nam ptaszki wieszczki,
których rok temu była tu cała chmara.
Wspólne pasje łączą na poziomie emocjonalnym. Jestem tego pewna. Owszem brak wspólnych zainteresowań nie powinien w żadnym razie być przeszkodą w miłości, ale najwyraźniej tej właśnie, brakowało w każdym z poprzednich związków, w których zdecydowanie terroryzowano moje zamiłowania i predylekcje wszelkie.
   Niewątpliwie każdy człowiek potrzebuje miłości. Jako zatwardziała singielka, nie poszukiwałam jej na siłę. Samej było mi dobrze, czego dowodem jest fakt, iż w ogóle nie czułam się samotna. Na pewno duży wpływ miała na to moja przeszłość, nieudane związki, uczucie straconego czasu. Ale dzięki tym doświadczeniom, na pewno wiedziałam, czego w życiu nie chcę.
   Nasza wigilijna opowieść, jak każda wędrówka, wiąże wsparcie w pocie czoła oraz dzielenie się pięknymi doświadczeniami w kurzu, mgle, krwi i wyczerpaniu na granicy nierzadko abstrakcji.
   Onegdaj nie sądziłam, że można mieć przy sobie kogoś z kim jest realne dzielenie swojego życia i zachwytów. Nie sądziłam, że kiedyś odnajdę drugą połówkę, która nie wyśmieje moich łez, gdy poruszy mnie do głębi piękno natury. Ktoś taki to prawdziwy skarb.
   Wiecie, że dotychczas ukrywałam swoje łzy? Zawsze. A przecież nie ma się czego wstydzić. Tak, tak, ja jestem bardzo wrażliwa na przyrodę. Prędzej bym człowieka zabiła i zjadła, niż sarenkę przetworzyła na kotlety.


   Dobry przykład niedopasowania:
W moim życiorysie pojawił się kiedyś kawaler, który kochał książki i dobre, stare filmy. Można powiedzieć, że wspólne wieczory były prawdziwą ucztą dla duszy głodnej kultury. Niestety alarmujące odkrycie za kanapą walających się butelek po "szczeniakach" było stało się pierwsztm stopniem do ewakuacji. Następnym aspektem okazało się jego zobligowanie do nienawiści wszelkiej duchowości (w tym religijności). Ponad to okazał się być kompletnie niewrażliwy na świat dookoła, oraz zgodnie z przewidywaniami po odkryciu butelek, permanentnej miłości do wódki - nie mogłam im dłużej stać na drodze.

Do samej góry szlak jest dość stromy. Droga przecina równinę gołą jak sawanna. Szlak aż do tego momentu, sprawia ból, a w głowie tworzą się wymyślne przekleństwa, dopóki przeorany piechur nie dotrze do sympatycznego szlaku po płaszczyźnie.
   Po drodze można zwiedzić PAX MAL. My ominęliśmy ten punkt. Już tam byliśmy w lecie, fotoreportaż TUTAJ.

Walensee.


Wspomniana równina. Łatwa i przyjemna.




Wspólne hobby jest ważne, ale jeszcze ważniejsze jest aby nie zabijać pasji w drugim człowieku. Wcześniejsze lata dominowały w relacje, w których nigdy, przenigdy, naprawdę nigdy nie doświadczyłam wspólnej pasji. Ale za to, dawno, dawno temu, doświadczyłam związku z despotą. Moje ulubione zajęcie wówczas, zostało mi definitywnie zabronione. Hola! związki powinny łączyć, nie dzielić. Spór o styl życia jednak dominował.
   Kochani, piszę o tym wcale nie w celu byście wyszukiwali teraz na siłę jakiegoś hobby, ale po to, by wyjaskrawić problem tkwiący w relacjach opartych o walkę z przejawem prób dominacji. Bo miłość powinna być szczęściodajna.
   Na podstawie moich związków mogłabym z powodzeniem napisać książkę o tym jakich mężczyzn unikać, ale zbyt wielu znajomych mogłoby w lot połapać się o kim są poszczególne rozdziały, a wolałabym w związku z tym, uniknąć spotkań z moimi byłymi w sądzie na sprawie o zniesławienie. Choć tak naprawdę sami są sobie winni.
   Czy uważam z kolei, że ja jestem bez winy? Absolutnie nie. Podwaliny roz-wiązków leżą zawsze w niedopasowanych charakterach, a więc po części także i w moim.

   Dobry przykład niedopasowania:
Kiedy rozpoczynałam na poważnie swoją przygodę z jeździectwem (bo wcześniej były tylko urywane epizody), poznałam kawalera, któremu było to nie w smak. Kiedy wychodziłam ze stajni, zarzucano mi nieładny aromat oraz brud... A poza tym słyszałam "na co ci to", oraz "wyrzucanie pieniędzy w łajno".
   W istocie pakowanie pieniędzy w usmolone rury wydechowe, potęgujące ryk silnika, oraz felgi ledwie mieszczące się w nadkolu, to już miało sens, ba, często pochłaniało całą jego wypłatę, a każda z tych rzeczy, jak i sam samochód, były niczym relikwia.
   Samochodzik miał pierwsze miejsce w jego sercu. Ołtarzyk znajdował się w sypialni w postaci obrazka na ścianie, tapety na pulpicie komputera i telefonu, a wnętrze samego sanktuarium (czyli samochodu) było wzbogacane o coraz to nowe elementy mechaniczne. Ale konie są złe, bo śmierdzą i srają.
   Na kilka lat zerwałam z jeździectwem, żałuję. Później postanowiłam oddać swoje serce śmierdzącemu i srającemu koniowi śląskiemu (nie byłam stała w tym uczuciu, stajnia była wszak pełna...), a toksycznego kawalera odrzuciłam.


Alp Tschingla jest najwyżej położonym punktem na tej trasie. W sezonie otwarty jest tam pensjonat. Z jego wysokości można podziwiać wspaniałą panoramę Walensee i spektakularny widok na klify góry Churfirsten. Po południowej stronie tego masywu istnieje krajobraz nie z tej cywilizacji. Jest to utrzymany i nienaruszony przez wieki, fragment naturalnego obszaru Alp.




Nie miałam ze sobą okularów przeciwsłonecznych. Mnie to w marszu nie przeszkadza,
ale na zdjęciach wychodzi się głupio...



Angażowanie się w kreatywne spędzanie czasu razem, jest nie lada wyzwaniem ale i przyjemnością. To wspólne planowanie dnia, oparte na rozmowie o własnych upodobaniach. Przyznaję bez bicia, moje spektakularne wycieczki w całości wymyśla i planuje mój mąż. Ja każdorazowo tylko potwierdzam, bo - co już oboje doskonale wiemy - mamy ten sam gust podróżniczy i wiem, iż ślepo mogę na niego liczyć w tym zakresie. To się zowie "bratnie dusze".

Kontr-przykład:
   Jeżeli żona chodzi na fitness (sama), spotyka się z przyjaciółkami na kręgielni, bo kocha tę grę (a mąż nie), jeśli żona odwiedza mamę (zawsze sama), chodzi na tańce (sama), wiele podróżuje (sama), to warto by zastanowić się pewną kwestią:
   Prędzej czy później małżonka pozna swoją "bratnią duszę" w środowisku, w którym spędza najwięcej czasu (sama).
Teraz wyjaskrawiła się sprawa oczywista. Mam na myśli kreatywny związek, wspólne życie, czas razem. Partnerstwo pełne wspólnych zainteresowań, a więc pasji do życia.
   Doświadczyłam różnych profili związków, sądzę więc, że mogę w tym temacie troszkę się pomądrować.

Wcale nie ukrywam, że chodzę czasem w odwiedziny (sama), że uprawiam fitness (sama), że biegam (sama), że czasem pójdę w góry (sama) i że chodzę na spacery co rano (sama).
   Fitness'u mąż spróbował, ale ze sportem jest jak z jedzeniem, nie wszystko musi smakować wszystkim. Wybrał inną aktywność i to nie jedną. Na przykład, po raz pierwszy w życiu mam towarzysza w jeździe konnej. W góry sama chodzę rzadko, głównie w celach... duchowych. Wtedy jestem bliżej siebie... Jednak najważniejsze jest to, aby wzajemnie akceptować swoje wszystkie "odchyły".
   Zaś współ-przeżywanie tych samych pasji, to jak wyższy stopień doświadczania duchowego.


Trudno wyobrazić sobie nam - ludziom z dolin - życie umiejscowione ponad tysiąc metrów wyżej. Mieszkańcom tych chat towarzyszy praca. Na takich rozległych terenach, można spotkać latem pasące się owce i kozy. Pod Saxer Lücke dla przykładu, na wysokości prawie dwóch tysięcy metrów, pasą się krowy, a praca mieszkających tam sezonowo ludzi, wre od świtu do zmierzchu.












Dopasowany partner to taki, przy którym można rozwijać swoje pasje, a nie zamykać się na świat.  Wobec tego jaki jest przepis na cudowne małżeństwo? Rób to co kochasz i znajdź osobę, która kocha dokładnie to, co Ty, a przynajmniej nie zabrania ci tego robić.
   W małżeństwie chodzi również o to, żeby nie kłaść na szali miłości i swoich hobby. To jak w wyżej wspomnianych toksycznych związkach. Mam wiele pasji, także i takich, których mój mąż wcale nie podziela. Lecz istnieje taka, która definiuje powiedzenie "razem można więcej". Bo szczęśliwy związek to taki, gdy oprócz łóżka i półki w łazience, dzieli się również ulubione zajęcia. A poza tym człowiek z pasją jest po prostu piękny ;) Ma piękną duszę.

   Dobry przykład niedopasowania:
Z pewnym kawalerem wybrałam się na wakacje do Zakopanego. Wyobrażałam sobie, że poznamy niezliczone szlaki, że zdobędę jakikolwiek szczyt, (to byłby mój debiut). Tymczasem ówczesny luby wolał trącać się kieliszkami co dnia w innym przybytku na Krupówkach. Mięliśmy być tam tydzień, ale licznymi pretensjami i "problemami", zamienił wakacje w gehennę. Wyjechaliśmy po trzech dniach.


Niespodziewanie zaczęły nachodzić chmury deszczowe. (a co w górach jest spodziewane?) Droga póki co, nadal była łatwa i przyjemna, jeszcze nie dręczyły nas żadne niepokoje ani walka o życie. Było wręcz sielsko.
   Należy wziąć pod uwagę, że w dniach śniegiem obfitujących, oznaczeń szlaku nie widać. Wszystkie są wymalowane na kamieniach, na tej równinie jest za mało słupków.







Walenstadt.

Kozia.
W udanym związku nie ma uzależnienia, zakazów ani nakazów. Jest niezależność, która pozwala wciąż się rozwijać i odkrywać wspólne szczęście przez całe życie. Związek nie może ograniczać.
   Wspólna pasja to TWIERDZA związku, której nie sposób zburzyć. Ale gdy ta twierdza zbudowana jest z czegoś innego, należy pamiętać, że OBOWIĄZKIEM współmałżonka jest wspierać partnera w realizacji jego marzeń. Nie inaczej. Nie każdy ma na tyle ambicji, aby z iskierki zainteresowań rozpalić płomień pasji, niestety w dzisiejszych czasach staje się to coraz rzadsze.
   Podczas sporządzania tego wpisu, najprawdopodobniej kilka osób zapiekły uszy. To już ludzie legendy. Ktoś mi kiedyś powiedział, że historie moich rozstań są jednymi z ciekawszych... Sama nie wiem czy mam powód do dumy. Raczej do stwierdzenia, że miałam pecha. Byłam skłonna uwierzyć nawet, że rzucono na mnie klątwę, póki ta passa nie skończyła się w Urzędzie Cywilnym.
   Myślę sobie, że te wspomnienia nauczyły czegoś owe legendy. Nauczyły jakimi nie być dla partnerki.

Jej majestatyczna mość - góra. Tam można iść jedynie z odpowiednim sprzętem wspinaczkowym. Podobno istnieje gdzieś w tych skałach, specjalnie wyznaczony szlak dla zaawansowanych alpinistów (szlak niebieski). Wiedzie on na drugą stronę masywu i prowadzi gdzieś dalej... gdzieś... ↓↓↓↓↓↓↓↓↓





Kolęda w języku niemieckim. Głosu użyczył mój mąż we własnej osobie:

Od dawna już trawiła mnie myśl o napisaniu czegoś podobnego, niosącego z sobą przesłanie, że dla każdego człowieka, Bóg stworzył bliźniaczą duszę. Czasami jednak nie znajduje się ona prędko, czasami potrzeba wielu lat, w których z dystansu możemy zgłębiać tajniki cudzych doświadczeń. Dlatego o tym opowiadam. Dobrze jest uczyć się na błędach, ale bezpieczniej na cudzych.


O tym co się działo dalej, mogę tylko opowiadać, ponieważ po wejściu w las, rozpadał się deszcz. Schowałam aparat, a potem nawet gdyby wyszło słońce, nie mogłam dokumentować naszej drogi. Wraz z granicą sawanny, opuściliśmy strefę komfortu. Szlak fragmentem prowadził przez wyschnięty (wówczas) wodospad, ale doszczętnie wypełniony grubym na łokieć lodem gładkim jak lustro. Schodziliśmy ostrożnie na plecach, czasami doświadczaliśmy niekontrolowanego zjazdu kalecząc niestety dłonie i tak, zgubiliśmy wyjście na ubitą ziemię. Szlak gdzieś skręcił, ale nie było tego widać. Albo było widać, ale przekroczyliśmy prędkość na tyłku.

   Najtrwalsze wspomnienia to takie właśnie, w których trzeba powalczyć. Przygoda, którą można tylko opowiadać, bo nie ma szans na zdjęcie.
   Było warto. Nic poważniejszego nikomu się nie stało, obyło się bez kontuzji, odnaleźliśmy szlak kilka metrów dalej. Dobra rada - jeśli szlak wiedzie przez coraz to bardziej pogarszające się warunki, że aż zaczynacie rozważać jakieś harpuny czy motyki - to nie jest szlak. (Ewentualnie wkroczyliście omyłkowo na szlak niebieski)


Wiele z Was wypatruje już walentynek, a skoro dziś w onej treści pojawiły się opowieści o miłości, pozwolę sobie przypomnieć tym, którzy rzadziej zaglądają w kalendarz i zaproponuję wcześniejsze zaplanowanie zakupów. Oferta od Rabble, a w niej: Kody Rabatowe Sephora, prezenty z dostawą do domu.

Nawigacja:
Powiększ.
Mała mapka z uwzględnieniem Pax Mal i kilku innych punktów:
Mapka z nieznanego źródła wszechwiedzącego Googla.

I teraz chyba wszystko jasne :)

P.S. Wszystkie przykłady związków nie-dopasowanych, nie były kompletnym motywem do zerwań. Tak samo jak do tanga trzeba dwojga, tak i do poważnych czynów należy mieć istotne motywy. Były to jedynie przykłady różnic, które za bardzo się gryzły z sobą i doskwierały obu stronom.
P.P.S. A już następnym razem pokażę Wam moją metropolię w Polsce, mój gród rodzinny, moją ojcowiznę.

22 komentarze:

  1. Dobry post, szczerze mówiąc trochę otworzył mi oczy, bo uświadomiłam sobie, że w pewnych kwestiach ograniczam swojego partnera.

    Teraz mam taki problem, że we wrześniu jedziemy w Bieszczady i bardzo chciałabym, by pojechał ze mną. Wiem jednak, że nie lubi łażenia ogólnie, a co dopiero po górach. Ja też nie jestem mega zwolennikiem takich wypraw, ale chcę się czasem zmierzać sama ze sobą. Poza tym przecież to okazja do zbierania dobrych wspomnień i w sumie... nie wiem, jak się zachować. Czy go na ten wyjazd namawiać, czy jednak dać mu z tym spokój? Nie chcę go do niczego zmuszać, bo wiadomo, że człowiek wtedy nie czerpie takiej radości z całego wydarzenia. A jednak czuję, że będzie mi smutno jechać tam bez niego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim musicie o tym otwarcie rozmawiać. "będzie mi smutno jechać tam bez niego." - to też mu powiedz :) i mów mu często ;)

      Zawsze istnieje jakiś kompromis. Przykładowo, ja kocham Mazury i Warmię, a mój mąż wolałby Pomorze. W zeszłym roku pojechaliśmy na Warmię. Hobby mojego męża to wędkowanie, więc jezioro stało się jego celem każdego dnia, podczas gdy ja nieopodal brykałam konno. Byliśmy razem w tym samym miejscu, choć nie robiliśmy wcale tego samego. A byliśmy tak samo szczęśliwi.

      W tym roku jedziemy na Pomorze, ale nad jezioro, więc będę miała substytut swoich Mazur, on znów ryby, ja znów konie, bo tam też jest stadnina.

      Dwa lata temu udało mi się zarazić go swoją pasją. Zaczął uczyć się jeździectwa, więc może na któryś wakacjach, gdziekolwiek to będzie, dołączy do mnie, ale jak na razie, doskonali swoje umiejętności tylko w jednej stajni, tylko u jednej nauczycielki, więc niesystematycznie, bo jesteśmy tam bardzo rzadko. Niemniej, mogę powiedzieć, że załapał bakcyla, skoro wciąż chce tam wracać. Ja czasem dołączam do jego wędek, w dzieciństwie często jeździłam na ryby z tatą, więc pojęcie mam.

      Gdy przyjechałam do Szwajcarii, byłam kompletnie anty nastawiona do szlaków górskich. Nie sprawiało mi to żadnej przyjemności, z kolei mąż kochał to i wyciągał mnie w góry przy każdej okazji.
      Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Przełom nastąpił, kiedy zawzięłam się w sobie i samodzielnie wyszłam w góry. Zatrybiło. Inaczej to nie ma sensu, jeżeli czegoś się spróbowało i nadal się tego nie lubi, nie ma sensu na siłę się w to pchać.

      Ale pomyślcie oboje nad tym, jak połączyć wasze przyjemności. Możecie także postanowić, że jedne wakacje planujesz Ty, a drugie on.
      Wakacje to czas szczególny, aby skutecznie wypocząć, nie można niczego robić wbrew sobie.

      Wyjazdy osobno to też nie jest tragedia, nie bierz do siebie tego akapitu o konsekwencjach robienia wszystkiego samej ;)
      Każdy związek trzeba rozpatrywać indywidualnie, przede wszystkim trzeba znać osobę, zachowania, pewne reakcje... ja nie bardzo mogę stać w pozycji doradcy, ale mogłam podsunąć pomysł. Ty najlepiej wiesz co Twój partner lubi, jestem pewna, że wpadniecie oboje na najlepsze rozwiązanie!

      Pamiętaj, rozmowa to rzecz święta w związku. Ale to na pewno doskonale wiesz.

      Usuń
  2. Przede wszystkim... piękne widoki,piękna podróż!
    Wspólne pasje ułatwiają związek, łatwiej o pomysł na wspólne spędzanie czasu,dodatkowa rzecz umacnia związek i łączy ludzi.
    Brak tych wspólnych zainteresowań może mieć inny plus,bo częściej zmusza do wypracowywania kompromisów. Uczy tego pogodzenia. I to może być plus. Ale jak we wszystkim,można to samo zamienić w minus. I odmienne pasje mogą być tym co dzieli - jeśli ludzie nie będę próbować się dogadywać. Jednakże warto przecież poznawać choć trochę zainteresowania drugiej osoby,nauczyć się coś nowego,czegoś dowiedzieć. Mnie to rozwija,drugą osobę na pewno ucieszy ta obecność w jej pasji - dla oby stron korzyść. Zakazy i nakazy najlepiej jeśli są w związku,ale sami sobie je ustalamy,nie drugiej osobie. Kiedy ustalamy je z nieprzymuszonej woli - dla dobra drugiej osoby,dla dobra związku. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak mnogość pasji - też zmusza do wypracowywania kompromisów. To temat rzeka, a szczęście w związku nie ma tylko jednego oblicza. Jeżeli między dwojgiem ludzi nie brakuje miłości, to da się wykoncypować rozwiązanie - zawsze - jakieś istnieje. Grunt to przyznawać się otwarcie do swoich upodobań i dbać o wspólny czas razem, bo w dzisiejszym systemie coraz go mniej.

      Usuń
  3. Witaj Hexe.
    Bo życie kompromisem jest. Kompromis to sztuka dogadania się i umiejetność rezygnacji z czegoś.
    Nie trawię jednak zgniłych kompromisów.
    I znowu kolejna wędrówka zaliczona. A mnie się marzy taka chata...
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kompromisy to sztuka, bo wcale nie chodzi o to, aby ciągle coś poświęcać, a potem ciągle za tym tęsknić.
      Drewniana chata. Obojętne gdzie i śmiało to może być Polska :)

      Usuń
  4. Wiesz. To chyba najpiękniejszy sposób na spędzenie 24 grudnia, jaki widziałam. Piękne miejsca, piękna podróż. Widoki, natura. Zapaleni podróżnicy mówią, że jeśli chcesz wiedzieć czy chcesz spędzić z kimś całe życie-zabierz go w podróż. W podróży są różne zaskakujące sytuacje-duże pole do sprawdzenia człowieka i siebie razem w funkcjonowaniu z nim.

    Na ograniczanie narzeka dużo kobiet, niemal wszystkie samotne, które znam. Ja też trafiłam na despotę i człowieka mocno zaborczego. Choć to była "miłość" na odległość miałam wymówki o każde wyjście ze znajomymi. Powinnam siedzieć w domu i tęsknić. Zawsze byłam zbyt zimna, za mało oddana. Kiedy ja czegoś chciałam to uszło, ale rajd samochodowy z pobudką wcześnie rano musiał być;]

    Z moich obserwacji wynika, że będąc w różnych, nawet chorych związkach najgorzej jest nie próbować dalej. Ci, którzy wytrwale próbują, jak Tyt trafiają na swoją bliźniaczą duszę. Mi się nawet nie chce próbować. I tyle w temacie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samotne kobiety narzekają na ograniczanie? Jak to możliwe? Bycie singlem prowadzi do wolności, ba... do WYZWOLENIA! O_O
      Nie twierdzę, że w związku nie można się czuć wyzwolonym, ale to musi być dobry związek z naprawdę bratnią duszą.

      Ja nie tyle próbowałam, co po prostu zakochiwałam się i tyle. A że potem ostro zderzałam się z rzeczywistością, to stworzyło wiele historii na miarę długiego serialu w telewizji. Jak już wyżej napisałam - ja nigdy nie szukałam miłości, bo ze mnie zawsze był i jest wolny duch. A jak ktoś to próbuje zmienić, natychmiast jest ewakuacja. W związku nie można się dusić. Wtedy to znaczy, że coś jest nie tak. W związku musi się dać rozwinąć skrzydła.

      Usuń
    2. Samotne kobiety są samotnymi, bo partner je zawsze ograniczał.

      Nie wiem czy kiedykolwiek byłam zakochana. Traciłam głowę, ale nigdy nie było tak, żebym nie potrafiła się ewakuować w imię pseudo miłości. Miałam identycznie. Kiedy tylko ktoś chciał mnie zmieniać wiałam.

      Usuń
    3. Ano to taki do wymiany ;)

      Tak szczerze mówiąc... czym naprawdę były te moje liczne zakochania? Zauroczeniami. Kiedy oczy przejrzały, rozum już wiedział. Emocje. A może to nasza uciążliwa biologia? Skąd się biorą te smutne historia, jak kobieta wiąże się z byle kim, a potem się zastanawia na co jej to było.

      Usuń
    4. Zauroczenie trochę trzaska po głowie, czasami dołącza pożądanie. Ja mam wrażenie, że nigdy do końca, nawet w zauroczeniu nie tracę rozumu. Skąd się biorą smutne historie? Z pragnienia miłości. Człowiek jest czasami tak bardzo spragniony dotyku, odrobiny czułości, kogoś drugiego, że zadowala się byle czym i pozwala ze sobą robić różne głupie rzeczy.

      Im się jest starszą i mądrzejszą tym bardziej zna się swoją wartość i nie wchodzi się już w takie toksyczne związki. Takie jest moje zdanie.

      Usuń
    5. W gruncie rzeczy każdorazowo uczucie zakochania jest bardzo przyjemne, dlatego człowiek rzadko się temu opiera. Ufa osobie, którą obdarza uczuciami, których niestety nie potrafi z przyczyn naturalnych, poprawnie zdefiniować i znajomość własnej wartości tu nie pomaga. Temu pomaga jedynie upływający czas.
      Dlatego zawsze jestem za tym, dobrze poznać osobę w różnych sytuacjach (pojechać razem na wakacje, pomieszkiwać itp) wtedy ludzie niczego przed sobą nie ukryją, stają się naturalni i w takich okolicznościach nadchodzi moment zdefiniowania uczuć. Albo się ludki zżyją, albo okazuje się, że to tak absurdalny związek, że w zasadzie czas już iść do domu.

      Usuń
  5. Piękne widoki. I ta mgła jak ogromna droga mleczna. Jednym słowem macie co zwiedzać.
    To prawda, że dobrze jest spotkać bliźniaczą duszę. Ja spotkałam kogoś, kto jest do mnie niesamowicie podobny charakterem, zadziwia mnie to, że czasem jakby czytał w moich myślach. Każde z nas ma swoje własne hobby, ale też wiele zainteresowań nas łączy. Myślę, że ważne jest spotkać kogoś, przy kim nie trzeba niczego udawać i można być sobą. Pozdrawiam. Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz absolutną rację. Być razem i móc rozwijać skrzydła - kwintesencja szczęścia. To trudne, gdy druga osoba ma całkiem odmienne oczekiwania od życia, od siebie. Lecz mawiają, że to przeciwieństwa się przyciągają. Jak to w takim razie jest? Jeżeli między dwojgiem ludzi miłości nie zabraknie, to wspólny czas zawsze będzie dobrze spędzony. Każdy przykład należałoby rozpatrywać osobno, indywidualnie. Myślę, że nie ma jednej recepty na udane małżeństwo czy partnerstwo.

      Usuń
  6. O matko..te zdjęcia..po prostu nie wiem co powiedzieć, genialne ;o aż zazdroszczę takich widoków, naprawdę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polskich górach znajdziesz takie same widoki i efekty z chmurami w roli głównej. Podglądam zdjęcia chodzących w Tatry. Zawsze możesz nadrobić doświadczenia ;)

      Usuń
  7. Witaj
    Jak zawsze piękny podróżniczy post, ale i życiowy:)
    W stałym związku przede wszystkim należy się obu stronom szacunek.
    Dzielenie czasu i pasji jest miłe. Ale po latach wspólnego życia każdy ma swój "mały intymny świat" tylko nasz. Lubię krótko pobyć sama, zrelaksować się , rozmarzyć, powspominać. Idę wtedy na długi samotny spacer. Przyroda jest moim druhem.
    Pozdrawiam Was serdecznie:)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja i bez dużego stażu małżeństwa, mam taki swój intymny świat. Mój mąż tak samo.
      Z potrzeby pobycia samemu, wynikają bardzo udane, długie wędrówki, głęboko przemyślane i tak samo piękne chwile. Człowiek jest tylko człowiekiem, ale najważniejsze aby był świadom SIEBIE.
      Mam wrażenie, że jeżeli ktoś nie potrafi sam ze sobą wytrzymać, to nikt z nim nie wytrzyma ;) A jeśli ktoś potrzebuje od czasu do czasu samotności, to może oznaczać jedno - ma wrażliwego ducha.
      Oczywiście każdy jest inny i każdy ma na ten temat zdanie dopasowane do siebie.

      Usuń
  8. Misiek mi się trafił jak ślepej kurze ziarno ;D!!!

    Mieliście Wigilię marzeń :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam przekonana, że miłość to fikcja, że między ludźmi istnieje tylko chemia, a małżeństwa są przereklamowane. I ja jak ta ślepa kura ;)

      Usuń
  9. "Idę na spacer. Oddycham. Rozglądam się i patrzę co pięknego świat chce mi dzisiaj pokazać." Mam taki sam kalendarz":)))) Super, że masz góry tak blisko.. Przepiękne zdjęcia:)) Ja znalazłam swoją pokrewną połówkę i od wielu już lat razem zdobywamy szczyty, wyjeżdżamy na wakacje, lubimy spędzać razem czas i ciągle mamy o czym rozmawiać:))))
    Bardzo ciekawie napisałaś, serdecznie pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.