wtorek, 10 stycznia 2017

WILDHAUS - NESSLAU – WATTWIL. Wasserweg - część druga.

Z treści biblijnej wynika, że pewien anioł nie pogodził się z faktem, iż Bóg stworzył człowieka. Był przeciwny i nie zaakceptował podobieństwa człowieka do Boga. Sprzeciw ten świadczy tylko o tym, że pierwszy człowiek musiał być po prostu prawdziwie   p i ę k n y.
   Lucyfer, mimo swojej oczywistej, anielskiej urody, posiadał też niestety wielką pychę i marzył, by dorównać Ojcu. Po stworzeniu świata człowiek był najdoskonalszym tworem i posiadał wolną wolę, której nie miały anioły, bowiem były one całkowicie posłuszne. Miały również wiernie służyć człowiekowi, oraz - tak nakazał Bóg - oddać mu hołd. Mimo tego jednak w sercu Lucyfera zakorzenił się bunt.
   Przyszedł czas, że nasz Stwórca dał częściową wolę także aniołom, mimo iż doskonale wiedział jak zachowa się najbardziej zbuntowany charakter w nowej roli. Właściwie nie ma sensu bym przytaczała dalszy ciąg tej historii, podejrzewam, że dla przeważającej większości z Was, dalszy ciąg jest dobrze znany. Zmierzam jednak do czegoś innego.
   Biblia podaje, że pierwszym buntownikiem wcale nie był Lucyfer. To ktoś inny przekonał znaczną część aniołów, by z nim na czele sprzeciwiły się Bogu, a była to długa wojna, wynikiem której część aniołów jednak pozostała w służbie Boga, zaś przeciwnicy, wedle bajecznej opowieści o spadających gwiazdach, zostali strąceni nocą z nieba na Ziemię. Biblia jednak nie podaje, iż by był w tej grupie Lucyfer.
      Zatem kto to tak naprawdę był?

c.d.n.




Kontynuacja naszej "wodnej drogi" rozpoczęła się dokładnie w tym samym miejscu gdzie poprzednio skończyliśmy, ale nastąpiła pewna zmiana. Otóż jak widzicie na poniższych zdjęciach, zima na ten czas zniknęła.
   Jeżeli ktoś nie pamięta tych bezkresnych śniegów, lub dopiero tu trafił, zapraszam do części pierwszej TUTAJ.
   Myślę sobie, że aby czytelnik się nie znudził, trzeba go czymś zaskoczyć. Środki niekonwencjonalne, takie jak np. zmutowana pszczoła, nie zdały rezultatu, więc może przyznam się, że jestem obecnie w trakcie pisania jeszcze jednej książki. Będzie ona rozszerzeniem moich opowieści z tego bloga, coś w rodzaju przewodnika o tym jak przeżyć na emigracji z punktu widzenia świeżo upieczonej mężatki. Myślę, że temat jest równie chwytliwy jak fantastyka i tak samo zawiera ona wątki grozy, co więcej: o zabarwieniu dramatycznym... Tak, tak, moim drodzy, życie to podróż z nieba do nieba z przerwą na trud.
   Moje pisanie skutkuje na razie tylko tym, że piję dużo więcej kawy, a kręgosłup wysiada jakbym przepracowała zmianę w Tesco na dziale warzyw i owoców.
   W powieści fantasy rój pomysłów przerodził się w miażdżący natłok nowych koncepcji na przygody, przynoszących korzyści w formie snów dużo dalej posuniętych w przyszłość niż to, co już jest napisane i chciał nie chciał, od rana zapisuję wyśnione fragmenty następnych rozdziałów, które skrupulatnie wiążę w całość i tak aż do wieczora.
   A tymczasem, skoro w części pierwszej o"wodnej drodze" wyczerpałam już temat...

Kapliczka na wyspie.

Na wyspę prowadził kapitalny, zadaszony mostek.


Ciąg dalszy wodnej drogi, okazał się przyrodniczą perełką.
Ten szlak swój urok zawdzięczał w główniej mierze panującej wówczas porze roku.

...wrócę do przeterminowanego już tematu, aczkolwiek niestarzejącego się nigdy, bo mamy to co rok, a nawet częściej, wszak przed nami (już w kwietniu) Wielkanoc. Otóż do świąt mam stosunek mocno ambiwalentny w porównaniu z resztą narodu. Zauważyłam, że pod koniec tych pełnych chwały dni, najbardziej przejęci świętowaniem są tymi najbardziej zmęczonymi. Panie domu zaangażowane w przygotowania dwunastu potraw, do tego sprzątanie i wiecznie pragnące uwagi dzieci. XXI w. - dlaczego by tego nie zmienić? Dlaczego by sobie tego nie ułatwić?
   Mam pewne sposoby, mimo iż nie jestem Katoliczką, to jednak dla mnie w pewien sposób ten czas jest również wyjątkowy, bowiem w rodzinnym domu święta   s ą. Na tym koniec, są i tyle, u większość są, ale w tym poście skupiłam się na innym zagadnieniu, czyli: jakie mam sposoby na niezmęczenie?






Szału na sprzątanie w moich progach nigdy nie widać, gdyż nie gromadzę niczego po kątach, a kurz właściwie nie ma się na czym osadzać. Lubię przestrzeń w domu, nie cierpię się zagracać, nie zbieram ramek ze zdjęciami, nie kolekcjonuję ozdób na półkę innych niż te, które mogłyby się do czegoś przydać, lub mają jakąś szczególną historię (albo kojarzą mi się z czymś wyjątkowym), jednakże nie jestem za grosz sentymentalna, wiec jak się zapewne domyślacie, nie jest tego dużo. Minimalizm pozwala mi zachować czystość w mieszkaniu przez cały rok, toteż nie mam nawału obowiązków przed świętami czy np. przed przyjściem gości.
   Nie czyni mnie to jednak pedantką i dodam jeszcze, że moje mieszkanie nie jest ani puste ani martwe. Najpiękniejszą ozdobą ożywiającą wnętrza swymi kolorami są rośliny doniczkowe, mam ich dużo. Ponad to gdzie nie spojrzeć, leży tęcza. Ha, ha już tłumaczę: zwykła kolorowa narzuta albo ciekawa poszewka w kolorowe wzory. Jakiś zwariowany motyw serwety na stół, to wszystko sprawia, że u mnie jest bardzo „domowo”.





Co jeszcze kojarzy się z czasem świąt? Nadal panuje ten sam stereotypowy obrazek w większości domów – mama przy garach (XXI w., a wciąż się na to godzą!!), zaś ojciec ciężko ległszy przed telewizorem, domaga się. Zawsze czegoś, np uwagi, piwa, jedzenia, ale domaga się.
   U mnie w domu rodzinnym jest nieco inaczej, ponieważ tata jest z wielkiego zamiłowania kucharzem, toteż mama ogranicza się do co najwyżej odgrzania sobie potrawy. Ba, tata żelazka też się nie boi! Generalnie panuje u nich ład i partnerstwo w małżeństwie.
   Jest to schemat dla mnie jak najbardziej oczywisty i naturalny, małżeństwo pod wspólnym dachem powinno sobie pomagać, to przecież wspólny świat, Dom z dużej litery.





Poruszyłam mimochodem jeszcze jeden ciekawy temat, który warto rozszerzyć do całego akapitu. Schemat rodziny z dziećmi, który jest powielany we wszystkich domach. (Przynajmniej ja nigdy nie zauważyłam innego.) Na przykład taka sytuacja: mama wraca z pracy do domu (po drodze odbierze młodego z przedszkola), potem zajmuje się domem, posprząta, zrobi pranie, coś ugotuje, pozmywa, jeżeli nie ma od tego maszyny, a jednocześnie zajmuje się dzieckiem, bo je też trzeba ogarnąć. A jeszcze jakiś posiłek mężowi upichci, który to w najlepsze siedzi sobie przed TV bądź w necie. Okazuje się, że facet po pracy jest ciężko zmęczony, a kobieta to w swojej pracy najpewniej leży i pachnie. Oj moi drodzy panowie, jeśli tak jest i jej szef na to zezwala, to zaczęłabym się na waszym miejscu martwić, skoro ona tak przed nim leży. I pachnie. Osobiście wolałabym, by leżała i pachniała w domu, a przy tym ponętnie wyglądała... no tak, ale ona przecież nie ma na to czasu.
   Albo inny scenariusz: po powrocie z pracy mąż oświadcza, że wychodzi do kolegi i wróci późno. Normalne, nie? ;] Męski High Life.
   Dowiedziałam się z od innej blogerki/emigrantki, że w Irlandii 6 stycznia jest dniem zamiany ról. Kobieta siedzi przed telewizorem, a mąż zajmuje się domem i dziećmi. Powtórzę: kobieta ma wolne jeden raz w roku. Iście złowieszcza konfiguracja kalendarza, brzmi niesprawiedliwie, prawda? Ale pomyślcie teraz, ile kobiet w Polsce za ten JEDEN dzień dałoby się pokrajać!?



A co byście zrobili w takiej sytuacji? Zaznaczam, że nie ma innej drogi.
W takich chwilach wyobrażam sobie, że jestem jedną z bohaterek serialu "Nieśmiertelny"
i tylko dekapitacja mogłaby mnie powstrzymać. Od razu zrobiło się raźniej, prawda?


Słówko do Panów Domu:
Po pierwsze - pranie nikomu nie uwłacza, przecież robi się samo, trzeba tylko obsłużyć pralkę. Od kiedy urządzenie napędzane silnikiem elektrycznym nie jest domeną panów? A dlaczego brudne ciuchy nie trafiają do kosza na bieliznę, tylko na podłogę? Oj, widzę jakieś kłopoty z celowaniem ;]
   Po drugie - dziecko jest Wasze, nie jej. Postawcie się w jej skórze. Piwo nie ucieknie, zaś ile drinków z koleżankami uciekło Waszym Paniom Domu?
   Po trzecie - nie licytujcie się czyja praca jest cięższa i kto bardziej nie ma siły kiwnąć palcem w sprawie prac domowych.
   Po czwarte - panowie, u kogo Wasza kobieta ma leżeć, pachnieć i czuć się wyjątkowo? Bo niestety w stereotypowym scenariuszu, we własnym domu przeważnie nie ma na to najmniejszych szans.
   Po piąte - nie zrozumcie mnie źle, ale wyjścia z domu to nie tylko zakrapiane spotkania. Balangi są fajne, ale nie jedyne w kwestii spędzania wspólnego czasu poza domem.


Kolejny genialny mostek!




Nawigacja:
Powiększ.
Nesslau–Wattwil: 3 h 55 min

Lokalizacja całej, dwudniowej wyprawy:
Powiększ.
Zaczęłam czytać poradniki lawinowe, a to by znaczyło, że podświadomie wybieram się w góry. Jest jednak inny problem niż lawiny. Nie widzę dróg.

To kto mi kupi taką szaliko-czapkę?
.

10 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    Fajne widoki i ciekawe zdjęcia. No i mostki i ceglany wiadukt. Robią wrażenie.
    Pozdrawiam serdecznie i do siebie do muzeum zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wprost szaleję za tymi mostami :)

      Usuń
  2. Witaj!
    Białe spodnie na wędrówkę pieszą-podziwiam:)
    Pospacerowałam po raz kolejny razem z Wami, choć tylko wirtualnie, ale przyjemnie:)
    Serdeczności ślę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była wędrówka-spacer. Nawet ich nie ubrudziłam :P

      Usuń
  3. Jak zwykle jestem zachwycona Twoim zdjęciami, ale pomijając wartki tekst posta i piękne fotki - dzisiaj wygrywa ostatnie zdjęcie. Po prostu śmieję się do rozpuku - bomba:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wiesz gdzie to kupić, pis czymprędzej! :D

      Usuń
  4. W moim domu rodzinnym panuje taki właśnie ,,tradycyjny" podział ról. Mama po urodzeniu 3 dzieci nie wróciła do pracy, ale oprócz domu prowadziła też gospodarstwo rolne, co nie było małą robotą. Dopiero jej choroba otworzyła oczy mojemu tacie. Zobaczył jak mamuśka zapieprza na co dzień. Nie powiem żeby było teraz idealnie, ale jest lepiej :)!!! Ha, albo tatuś z nudów wziął się do roboty, gdy na emeryturę poszedł ;).
    Z Miśkiem jest fajnie, choć to bałaganiarz i leń, ale lubi zajmować się dziećmi i potrafi wykonać podstawowe czynności domowe (co nie znaczy że je robi ;P).

    Ładna traska :)!!!
    Pozdrawiam serdecznie :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gospodarstwa to zupełnie inna para kaloszy. A wyobraź sobie teraz gospodarstwo, agroturystykę, szkółkę jeździecką i dwójkę dzieci - to jest dopiero hard core!
      Mój mąż na szczęście nie twierdzi, że sprzątanie i pranie to babskie zajęcia i jak trzeba, to nawet obiad zrobi. Ale to też jest leń ;P

      Usuń
    2. Haha... akurat to mogę sobie łatwo wyobrazić. Moja kuzynka prowadzi hotel dla koni (Stajnia Stasiowe). W trakcie rozkręcania tegoż ,,interesu" urodziła dwóch synów. Nie miała lekko... ale jest szczęśliwa bo... żyje z pasją.

      Usuń
    3. I o to właśnie w życiu chodzi. Obłożyć się robotą jest łatwo, każdy potrafi. Ale znaleźć robotę z pasją, to idylla życia.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.