piątek, 6 stycznia 2017

WILDHAUS - NESSLAU - WATTWIL. Wasserweg - część pierwsza.

Oto słowa Izajasza: "... O jakże spadłeś z nieba, ty gwiazdo jasna, synu jutrzenki! Powołany jesteś na ziemię, pogromco narodów. A przecież to ty mówiłeś w swoim sercu, wstąpię na niebiosa, swój tron wyniosę ponad gwiazdy Boże i zasiądę na górze narad na najdalszej północy. Wstąpię na szczyt obłoków i zrównam się z Najwyższym. A oto strącony jesteś do krainy zmarłych, na samo dno przepaści... " (K. Izajasza 14:12-15)


Ale kto powiedział, że on ma na imię Lucyfer? W minionym roku zajmowałam się sprawą diabła grasującego po ziemi. Znalazłam trop, poszłam w ślad za nim, ale to były tylko pozostałości z dawnych lat.

   Nie wiemy kim jest, ani który to z aniołów. Zainteresowanych zapraszam do szpiegowania diabła ulicami Pragi, początek moich prywatnych badań TUTAJ (pod koniec posta). Dalszy ciąg tropienia TUTAJ. Na zakończenie trochę o pogaństwie kultywowanym po dziś dzień przez kościół TUTAJ.
   Zaś chętnych do bliższego poznania wroga proszę o cierpliwość, bo mam zamiar szczątkowo w małych artykulikach wstawiać w nagłówku fragmenty mojego eseju. (Fragmenty - żeby nie zanudzać). I proszę się niczego nie bać, to będzie epizodyczna wędrówka po grząskim, czarnym gruncie, ale najważniejsze to być świadomym tego, po której stoi się stronie.



Jest to pierwszy etap wędrówki z cyklu ostatnio przez nas ulubionych "wodnych dróg". Szlak prowadzi wzdłuż rzeki, a także masywu górskiego. Latem podobno można uświadczyć krajobraz bogato kwitnących łąk, ale my wybraliśmy biały pejzaż zimy.
   Do miejscowości Wildhaus dojechaliśmy piętrowym autobusem. Kompletnie zmieniliśmy środowisko, a sama droga dla samochodów nie jest wcale taka zwyczajna. Ona przebija się krętą serpentyną przez przesmyk między górami, wzdłuż malowniczego potoku z małymi wodospadami, a Wildhaus leży na 1 095 m n.p.m., więc tam nawet pory roku przemijają w innych terminach, bo: podczas gdy w naszej dolinie panowała nadal jesień i było na plusie, tam objawił się nam krystalicznie czysty śnieg, lód i siarczysty mróz.




Zdjęcie definiuje, co to jest
b e z k r e s   z i m y.

Wildhaus jest miastem gminnym w  Toggenburg w kantonie St. Gallen. Miasto ma najwyższy kod pocztowy w Szwajcarii: 9658. Z tej miejscowości można najbliżej obserwować "Dziada", czyli stację Säntis [tak mówię na ten szczyt] i góry Churfirsten.

Czy zauważyliście, że jestem coraz bliżej "Dziada"?
To znak!
"Dziad".






Wildhaus jest okupowane przez turystów zarówno latem przez piechurów, jak i zimą przez maniaków sportów zimowych. Są tam bowiem  dwa wyciągi krzesełkowe oraz wyciągi narciarskie prowadzące na Gamsalp i Gamserrugg. Jeżeli jakiś pominęłam to wcale bym się nie zdziwiła.




W Wildhaus w roku 1484 urodził się Reformator Huldrych Zwingli, a miejsce jego urodzenia stało się dziś Muzeum. Stoi też pomnik Zwingli. Gdzieś tam jeszcze powinien być widoczny znany portret malarza Hans Asper, ale że my bardziej po krzakach chodzimy niżeli alejami po mieście, to nie widzieliśmy go.
   Na południe o od Wildhaus położone jest w rezerwacie przyrody dzikie jezioro Schwendi. Jest także inny zbiornik, również jezioro, dokładnie na wschód od miasta i znajduje się tam mała plaża.
   Wzgórze zamkowe z ruinami zamku Wilde, znajduje się na południe od drogi do jeziora. Rozpoczynamy podróż!






Na pewnym etapie rozpoczyna się niewielki wąwóz, przez który był przerzucony elegancki most. Straszny bałagan był w tym mini-jarze. Pełno patyków. ;]


Jest to łagodny szlak, który można przejść w dowolnych butach, nie jest wymagający, a przez pewną jego część ciągnie się nawet wyasfaltowany szlak dla niepełnosprawnych. Jednakże ja jestem osobą specjalnej troski i musiałam na wszelki wypadek wyposażyć siebie w górskie buty i bardzo dobrze zrobiłam, bo widząc szeroką, kamienistą rzekę, natychmiast zapałałam nieodpartą chęcią skakania po śliskich kamieniach. ;] To było do przewidzenia... 🙊
   Z podchodzenia było do pokonania niewiele metrów na to pokryte czerwonym dywanem wzgórze. Schody strasznie męczą. Po wielokroć wolę zwykłą ścieżkę, choćby i niemal pionową, niżeli schody. Nie cierpię schodów!



Ciężko pokazać na zdjęciu,
jak coś jest ogromne!

Wędrówkę podzieliliśmy na dwa etapy, końcowym punktem była miejscowość Nesslau. Najwyższa góra na obszarze miasta to masyw Alpstein w pobliżu Säntis, 2158 m.
   Nasza towarzyszka - rzeczka, zamieniała się powoli w coraz mniej dostępną, aczkolwiek uroczą i dziką atrakcję.




Włochate drzewa. W dotyku futerko jak u gryzonia.

Futerkiem było pokrytych tylko kilka drzew w tym jednym miejscu.

Mistrzyni kamuflażu :)

Jak natura to robi, że kamienie zbijają się w jeden,
jakąś masą, jakby zaprawą murarską?



Rzeka na całe szczęście była dostępna z bliska. Szczerze mówiąc, liczyłam na to, te kolory nadają się na kalendarz albo do albumu.
   Zaś później ten silny żywioł przekształcił się w wodospad, a także dwa mniejsze potoki, które wylewały się ze skalnych szczelin blokujących nieco przepływ.



Jestem chora na punkcie wodospadów. Mogłabym się tak na nie gapić i gapić i gapić.... i gapić...
   I gapić...




Najstarsze wieści świadczą, iż miasto Nesslau istniało już w XII wieku, w którym to, zostało skolonizowane przez hrabiów Toggenburg i niedaleko położone opactwo. Innymi słowy - chrystianizować, a opornych zabijać.
   Przemoc w imię boże (nie wiem którego boga...) pozwoliła na wybudowanie nawet parafii, a i klasztoru. Powstała także wspólnota katolickiej parafii St. Johann, nazwałabym je "Kółkiem Dla Uciśnionych". Koleją rzeczy niedługo później powstała tutaj siedziba Wspólnot politycznych Krummenau i wprowadzono system podatkowy.





NAWIGACJA:
Powiększ.

Wildhaus–Nesslau: 4 h 25 min


Ciąg dalszy nastąpi... :)


12 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    I znowu porywająca wędrówka. Bardzo mi te wodoki przypominają Karkonosze (Sudety), te potoki, wodospady, etc...
    Ale kto po krzakach łazi, ten o pomnik nie zawadzi. Może więc spotkać jakiegoś diabła, albo sympatycznego anioła.
    Ta niby zaprawa łącząca kamienie, to tzw. zwietrzelina, tak się to u nas nazywa. Spaja dość mocno luźne skały i kamienie. Ale to długi proces.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie porównując Alpy i nasze polskie Tatry, odnajduję całe mnóstwo wspólnego. Czytamy się i oglądamy z różnymi "łaziorami" górskimi z Polski i nasze szlaki niczym się nie różnią, jak bliźniaki, ale to w końcu ta sama Ziemia, nasza Europa. A przyznaję, że po Polskich górach nigdy nie łaziłam. Podobno wiele szwajcarskich szlaków przypomina też Bieszczady, często spotykałam się z takim komentarzem pod moimi postami, chyba raz nawet z Twoim.

      Zwietrzelina, no tak, teraz coś nawet kojarzę z geografii :D Dziękuję za informację :)

      Pozdrawiam zimowo, u nas -17 stp. C!!

      Usuń
  2. Malownicze, piękne zdjęcia. Najbardziej mi się spodobało futerko u drzew, ilekroć patrzę na takie drzewa lub na takie z mchem to mam ochotę się do nich przytulić. Jak widzę mech na kamieniach mam się ochotę na nich położyć, powstrzymuje mnie jedynie zdrowy rozsądek przed ubrudzeniem ubrań.

    Jestem pełna podziwu, że w te śniegu chce Wam się tak wędrować!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego na takie wędrówki zakłada się ubrania, które można pobrudzić. W innych na tych szlakach mnie nie zobaczycie XD
      Dzisiaj zdobywaliśmy zamek, nie pękaj, tylko -17 stp.C :P :D

      Usuń
    2. Wiadomo, ale nie zawsze można. Pamiętam jak pojechałam do Irlandii. Z lotniska odbierał mnie znajomy, do samolotu ubrałam buty w góry (co było błędem bo mi nogi spuchły) i od razu jechaliśmy w góry Wicklow, a tam wpadłam w błoto. Ilość spodni na wyjazd miałam ograniczoną, buty w góry jedne. Nie chciałabyś widzieć jak potem wyglądała moja hotelowa łazienka:P

      Usuń
    3. Chyba się domyślam jak wyglądała Twoja łazienka :D Tak jak nasza łazienka i przedpokój, kiedy wracamy z gór XD

      Usuń
  3. Widzę, że i zimą nie rezygnujecie z wędrówek. Nie wiem, co cię tak ciągnie do tego Dziada, ale pewnie coś przeoczyłam. :)
    Wspaniałe widoki, najciekawsze są te drzewa pokryte futerkiem, chyba to jakiś rodzaj mchu?
    Świetnie, że nie zasiadacie po pracy przed telewizorem, tylko planujecie i realizujecie takie wspaniałe wyprawy!
    Pozdrowienia
    p.s. czy gdzieś zniknął Twój blog sportowy, czy go reformujesz? Nie ma go aktualnie w Twoim profilu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Dziad mi drzazgą w oku stoi. Jest to moje wyzwanie. To bardzo trudny szlak, po części wspinaczkowy, chociaż nie wymaga posiadania sprzętu, wszelkie pomoce wiszą tam na ścianie. I podobno warunki atmosferyczne są tam wyjątkowo kapryśne.
      Zeszłorocznej wiosny skała oberwała się na kobietę, zginęła na miejscu.

      Dziad, czyli Santis, jest najwyższym szczytem w mojej dolinie. Góruje nad innymi szczytami, zewsząd go widać. Denerwuje mnie, tak jak kiedyś denerwowała mnie "Bandytka", jeśli pamiętasz o której górze mówię... to też była długa historia, głównie z pokonywaniem własnych słabości i barier. Wejście na nią decydowało o wielu sprawach, to też pierwsza góra, na którą weszłam samodzielnie.
      A Dziad to dla mnie jak Mon Everest dla prawdziwych alpinistów.

      Te drzewa to było dziwne zjawisko, pierwszy raz takie długie włoski widziałam. To futerko w dotyku trochę było jak świnka morska.

      Z blogiem sportowym to taka sprawa, że straciłam do niego zapał. O istnieje, tylko że nie pisałam tam nic od dawna.
      http://madathouse.blogspot.com/

      Usuń
  4. Droga Hexe!
    Zawsze z przyjemnością do Ciebie przychodzę i skupiam się na czytaniu i oglądania zdjęć:)
    Pozdrawiam najserdeczniej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, takie słowa są niezwykle cenne.
      Również pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Aniu ta skała wygląda mi na zlepieniec. Jest to skała osadowa powstała w wyniku zespolenia grubszych frakcji (kamieni, żwirów) drobniejszym materiałem zwanym lepiszczem. To się wszystko gromadzi na dnie oceanu/morza i scala.
    Dobra, czytam dalej ;)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałabyś przyjść do nas na geologię?!!!
      Piękna wycieczka :)!!!

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.