wtorek, 24 stycznia 2017

Słówko o zmaganiach socjalnych z tłem zamarzniętej, alpejskiej ścieżki, którą najczęściej przebywam o poranku.

(...)Tam gdzie jedno uderzenie serca wcześniej szalała trąba powietrzna, czarny punkt właśnie wydłużył swój cień rozprostowując ciało. Zwierzęta przyczajone nieopodal, zaciągały się łagodnym powietrzem. Sarny wdychając zapach spokoju, mrużyły oczy. Lis zaczął wylizywać swoje rude futro, a dwa zające pognały gdzieś w szalonym pędzie, zajęte już tylko zabawą. Ptaki gromadziły się nad gajem, zaś czarna postać rozglądała się wokół spod cienia swego głębokiego kaptura, jak rozmarzony człowiek poruszony widokiem piękna. Uśmiechał się łagodnie. Słońce zesłało właśnie na ziemię złotych tancerzy w postaci snopów światła, krążących dookoła niego zależne od rzednących na niebie chmur.(...)

   - Stworzyłam genialną postać. On troszeczkę pozmienia mój zgoła gotowy scenariusz. Chyba już sama nie wiem jak moja powieść się skończy ;)


Ostatnio zajmuje mnie zagadnienie psychologii środowiskowej. Ten dział dotyczy problemów oddziaływania człowieka na środowisko, lub człowieka na drugiego człowieka. Na pewno każdy po troszeczku liznął, czy to osobiście, czy słuchając opowieści z pierwszej ręki. Skłonił mnie do tego pobyt w kraju ojczystym. Początkowo wprawiło mnie to jedynie w lekkie drżenie serca, to się już zdarzało. Momentami jednak naprzykrza mi się ten motyw i coraz ciężej jest traktować to lekko.
   Szanujmy się. Zawsze o to proszę, czy to na łamach bloga czy prywatnie jeżeli trzeba, bowiem maglowanie o coś sprawia, że ograniczamy drugą osobę. Mało ludzi szanuje wolność bliźniego, a przecież nie żyje w jego skórze i to, co dla niego wydaje się słuszne i dobre, wcale nie musi takie być dla kogoś innego.

Post scriptum - dziś na zdjęciach moja szwajcarska wioska w Dolinie Mgieł, nad Renem (zdjęcia pochodzą z grudnia, przed opadami śniegu). Słoneczne fotografie dla pokrzepienia naszych serc, są zupełnym przeciwieństwem teraźniejszości, o czym opowiem i zaprezentuję na sam koniec.



Myślmy!
Na rewersie mogą skrywać się różne przyczyny, o których przeważnie nie chce się mówić. Znam historię młodego małżeństwa, które nie mogło mieć dzieci z przyczyn medycznych i nie chcieli o tym opowiadać nikomu, aby nie być postrzeganymi przez pryzmat tej przykrej sprawy. Jednak wciąż byli nagabywani o potomstwo. Ta kobieta jest moją daleką znajomą, nawet nie chce mi się wspominać, ile razy przez rodzinę, wycierała łzy o mój rękaw...
   Są też tacy, który preferują wolność, nie nadają się do uziemionego trybu życia, są szczęśliwi tak jak jest, a skoro jest świetnie, to po co wszystko zmieniać? To jest pozytywny typ zakręconego człowieka i nie ma sensu mu wmawiać, że źle żyje.
   Aż tu nagle świat zatoczył koło wokół mojej osoby.



To są przecież sprawy intymne!
Ludzie żyją w zażartym przekonaniu, że macieżyństwo jest celem absolutnym każdej kobiety, nie biorąc pod uwagę jej zdania, ani planów. Jej zdrowia przede wszystkim, jej obaw. To bardzo osobista kwestia i miło by było, gdyby każdy przyjazd do Polski nie musiał kończyć się takim publicznym manifestem.
   Nie mam nic przeciwko rozmowie, podzieliłabym się swoimi myślami, planami czy obawami, szczerze, tak jak potrafiłam rozmawiać o tym z moimi rodzicami. To wcale nie jest dla mnie tabu. Sytuacja zmienia się, kiedy zaczynają padać moralitety z przykładami. Czy ja mam żyć pod szablon?



Prześladowania:
Miarka się przebrała kiedy znajomy łapiąc mnie za brzuch, życzył mi potomka... bo przecież szkoda czasu... halo, halo, gdzie te łapki?
   Tak sobie myślę, że czasu bardziej szkoda na np toksyczne relacje. A jest to każda, która wnosi do życia jakąś negatywną energię, budzi niechęć. Czasu szkoda jeszcze na dyskusje, które nic nie wnoszą do mojego życia.
   Same zapytania najbliższych nie jest drażniące. Są jest naturalne. Jednak kiedy pada archaiczne wyrażenie "tak trzeba", sprawa zaczyna nabierać nieprzyjemnych kontrastów. 



Punkt widzenia:
Indagując ten temat dalej, dla każdej z nas postrzegany jest zupełnie inaczej. Znam całe mnóstwo kobiet, które cieszą się z macierzyństwa. Są zdrowe, są silne i szczęśliwe. Znam też gorsze historie, dużo gorsze... Szczęście gra tutaj najważniejszą rolę, bo jeśli go brak, to cała otoczka rodzinności nie ma sensu.
   Skąd się biorą ludzie, którzy produktywnie ściągają psychicznie w dół? Bo jeśli pojawi się na świecie dzieciak, wcale nie będzie mi lepiej w tej kwestii. Wybuchnie wojna w wojnie, bo dlaczego nie chrzcimy? A w ogóle kiedy wreszcie drugie?

Takie namawianie, nagabywanie, jest okazaniem braku szacunku i próbą odbierania wolności własnego wyboru - to nacisk społeczny. Każda dorosła kobieta sama wie najlepiej kiedy nadchodzi ten czas i zamiast oceniać ją, należałoby przyjrzeć się wreszcie swoim przywarom.
   W dzisiejszych czasach dzięki medycynie i świadomej dbałości o zdrowie, poprzeczka szans na bezpieczna ciążę, została znacznie podwyższona. Zbliżam się do trzydziestki nadal bez konkretnego planu na potomka. Tymczasem fakt ten nie umknął uwadze i postanowiono interweniować. Lubię średniowiecze, ale bez przesady.
   Dla mnie najważniejsze już się stało. Mam męża, którego jestem w tej dziedzinie pewna. Wiem, że nie ucieknie ;) gdyby nasze życie nagle miało wywinąć orła.
   Cel w moim życiu? Szczęście. To już mam. A reszta, wybaczcie, to jest moja prywatna sprawa. Zastanowiłam się, co tak naprawdę powoduje takimi osobami. Czytajcie dalej.



Wnioski:
Na podstawie literatury o psychologii, której w swoim życiu przeczytałam multum, potrafię w tym całym chaosie nazwać pewne kwestie. Niestety swej wiedzy, jak na ironię, nie mogę wykorzystywać, geneza jest więc jedynym, co mi pozostaje. Powód jest prosty: nie jestem lekarzem. Jestem swoim własnym pacjentem i moja teza jest taka:
   W sposób powyższy, jaki dziś opisałam, naprzykrzają się wyłącznie ludzie bardzo nieszczęśliwi, którzy szukają dziury w całym, a uwierzcie mi, że tacy to potrafią dłubać... To co kiedyś najprawdopodobniej było szczęściem dla nich, uważają za szczęście absolutne dla wszystkich. Jest to "syndrom trzech muszkieterów" - nie interpretują potrzeb danej jednostki - jeden za wszystkich, wszyscy za jednego - ja tak zrobiłem, ty też musisz, oni przecież też tak zrobili.
   Książkowy przypadek "osobowości zero" to również klasyczny schemat, czyli - to co ja mówię i robię, jest słuszne, a ty musisz się nauczyć ode mnie, bo to co aktualnie robisz, jest stratą czasu. Ja mam rację, kiedyś to zrozumiesz, jednak oby nie było za późno. Czyli my, maluczcy z kolejnego pokolenia, nic niewiedzący jeszcze o życiu... itd. wychowywani na krytyce. Błąd!


Przecież to takie proste!
Proszę tylko o jedno, bądźcie dla siebie dobrzy i życzliwi, ale zajmijcie się swoim życiem. Ja w Wasze w buciorach nie wchodzę.
   Byłoby cudownie, gdyby każdy człowiek czuł się normalnie w towarzystwie bliźnich. Czasami natomiast, czuję się czarną owcą. Dobrze, że czasami, bo gdyby zawsze, to czasami bym odwiedzała rodzinę.



Tak sobie myślę... Gdyby była dziewczynka, razem latałybyśmy na miotle, gotowały w kociołku wykwintne specyfiki i szukały miejsc nieskażonych ludzką myślą.
   Gdyby był chłopiec, razem nabijalibyśmy na pal niewiernych. Myślę sobie - bomba, ale miło byłoby wiedzieć, że w kraju nie ma ludzi żądnych zbesztać moje praktyki i potępiać tok wychowania.
Bo jakie by ono nie było, nawet gdybym rzeczywiście miała ochotę na każde urodziny potomka postawić w ogródku jeden pal więcej miast świeczki na torcie, to moje prawo i moja decyzja, jak i to, kiedy ów potomek powstanie.
   Z całą pewnością czytuje mnie wielu rodziców. Jestem ciekawa jakie były wasze perypetie zanim zostaliście mamami/tatusiami??


Aktualności:

Prognoza pogody obiecywała na ten czas to:

My natomiast, bezustannie widzimy to:

Choć w rzeczywistości faktycznie świeci słońce i jest czyste niebo! Prognoza nie kłamie.
Kamerka internetowa z Bandytki:
My jesteśmy tam w dole w chmurze.
Bo jak mówiłam ostatnio, Dolina Mgieł zasługuje na taką nazwę ;)
I żeby była zgodność z datą notatki:



12 komentarzy:

  1. Sama nie wiem, ktora z nas ma gorzej - Ciebie molestuje najblizszy krag, co jest niekomfortowe, poniewaz nie powiesz im prosto z mostu "odpierwiastkujcie sie od mojej macicy", gdy ja oznajmilam, ze nie planuje dzieci media podwazyly moje zdrowie psychiczne a trzecia czesc Republiki ma mnie za narkomanke i alkoholiczke jedzaca koty, doradzaja mi rowniez zaszycie pewnej czesci ciala, jakby seks mial sluzyc wylacznie prokreacji (swoja droga - szczyt hipokryzji, ktorego spodziewalabym sie raczej w Polsce, a nie w kraju, gdzie aborcja na zyczenie jest legalna).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawałoby się, że sprawy intymne nie podlegają publicznej ocenie, a jednak.

      Usuń
    2. Nowe zycie nauczylo mnie troszke inaczej oceniac ludzi z okladek brukowcow (szary czytelnik nigdy nie wie co jest prawda, a co "szumem na zamowienie", gdy potrzebne jest promo, nie kazdy tez wywiad jest autoryzowany), ale przyznaje, ze wciaz zdarza sie mi kasliwie skomentowac zbyt skapy stroj piosenkarki / aktorki czy pokrecic glowa z politowaniem na widok zdziadzialego muzyka / aktora z zona, ktora moglaby byc jego wnuczka. Chyba wszyscy mamy to w naturze, ze krytykujemy znanych, a znani (w pewnym sensie) na to pozwalaja, bo jakby nie byli centrum zainteresowania, nie mieliby pieniedzy. Jak sie tak na tym zastanowic... chyba jestem troche hipokrytka ;) Z drugiej strony to wszystko jest skomplikowane - gdzie jest granica przyzwoitosci, co z zycia znanych mozna ukazac, a co jest przegieciem? Istnieje tez kwestia osobistych preferencji danej gwiazdy, preferencji i desperacji - ile jest gotowa sprzedac?

      Usuń
    3. Nie ważne jak - ważne aby gadali.

      Usuń
  2. Witaj Hexe.
    Tak bywa w życiu, że każdy orze jak może.
    Każdy, czy to kobieta, czy mężczyzna podejmuje swoje decyje i wara od nich innym.
    Fajne zdjęcia.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby każdy miał pokojowe zamiary, na świecie byłoby mniej kłótni.
      Gdyby każdy interesował się swoim nosem [czyt. tyłkiem], byłoby więcej miłości.
      Tymczasem każdy ciągle z kimś walczy, upiera się i buntuje. Przykre.

      Usuń
  3. Masz absolutną rację, to Twoje życie i Ty decydujesz o tym jak chcesz żyć. Ja nie miałam dzieci przez kilka lat po ślubie, bo nie chcieliśmy. Wiem jak to jest kiedy ciągle pytają kiedy.. Już zostałam nazwana jako ta bezpłodna.. Normalnie koszmar takie wcinanie się w nieswoje sprawy. Mamy dwójkę dzieci (przyszedł czas, że zapragnęliśmy), teraz już dorosły i nadal jesteśmy szczęśliwi:)
    Piękne zdjęcia, a chmury w doline niesamowite... Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dochodzą mnie wieści od znajomych babeczek, że również zmagały się z nawałnicą namów. Przecież wiadomo, że każda z nas podejmie własną decyzję, że potomstwo nie jest na przykład wynikiem kazania teściowej.
      Moi rodzice tak samo, zanim mnie zrobili, najpierw dużo podróżowali, jeździli pod namioty, spędzali czas bardzo aktywnie. A potem 'przyszedł czas'. Gadanie nie ma sensu. Przypomniał mi się film "zróbmy sobie wnuka" ;)

      Usuń
  4. ,,Każda dorosła kobieta wie najlepiej, kiedy nadchodzi ten czas..." tego się trzymaj Aniu, a gadanie ludzkie puszczaj mimo uszu.
    W tej kwestii nie byłam nigdy nagabywana, ale są inne, też drażliwe. Ja 34-latka pouczana jak smarkula, błehehe... żałość!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla rodziców zawsze będziemy ich małymi dziećmi ;) Ale fakt, że można by już pouczenia zamienić na prostą rozmowę. Na szczęście z rodzicami mam dobry kontakt, potrafimy rozmawiać, jedno drugiego słucha, nie ma przekrzykiwania się, nawet jeśli racja nie leży po niczyjej stronie.
      Właściwie to atakuje mnie reszta rodziny ;)

      Usuń
  5. Hexe uważam że trzeba zrobić porzadek wkoło Siebie a nie pouczac innych żyje się po swojemu jak najlepiej jak się umie i tego Ci życzę pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porządek wokół siebie... niby to oczywiste, ale ludzie mają swój system, swój zakorzeniony głęboko światopogląd. Tak po prostu jest.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.