wtorek, 3 stycznia 2017

Potwór z Regitzer Spitz.

"Książętom naszym, błagam, daj opamiętanie,
Niech widzą, że zdradzili obowiązek swój.
Przecz każdy z nich, puściwszy cugle świata z ręki,
Z imienia tylko stróż jest, z istoty zaś wilk?..."

Kiedyś Mikołaj Hussowski tak pisał o książętach, dziś my moglibyśmy podobnie o naszych politykach.
   Wychodzi na to, że w naszym państwie nic się nie zmienia.



Tylko człek potrafi w człeka językiem godzić. Nawet tak proste instynkty zwierzęce nie znają języka obrażania, języka chamstwa czy oszczerstwa. Zwierzęta kąsają się zębami, jak wilki wołu dopadają, co powodowane jest oczywiście głodem. I tu nachodzi mnie pytanie - co powoduje, że człek człeka godzi ozorem? Czemu nad bliźnim, jadowitym pastwi się językiem?
   Kto co gani, tego nie kocha; czego nie kocha, o to nie dba; słowami Andrzeja Maksymiliana Fredry - tak wedle przyrodzonego idzie porządku. Obyczaje kulturowe więcej ostrości i prostoty mają niżby się zdawało. Wprawdzie jednak na dzisiejsze czasy człowiekowi niezwykle trudno jest owych przestrzegać. Nie wyśmienitości ale przystojności ducha winniśmy szukać, ale gdzie tam! Każdy każdego po majętności śmie oceniać, a zaślepiony swoim, nie chce nawet słuchać! I że ktoś bogatsze może mieć życie, to już nie godzi się wspominać, bo najładniej błyszczą monety i złote bransolety, niżeli bogaty duch i bogate serce - nasze prawdziwe bogactwo życia.
   Takież to ostatnio mam dziwne refleksje... A tymczasem, przed Wami kolejna opowieść alpejska. Wędrówka jeszcze starej daty z początków listopada.





Regitzer Spitz to zaledwie 1135 m n. p. m. Leży na terenie gminy Fläsch. Cała ta góra jest bastionem szwajcarskiej armii, widać niekiedy  poukrywane w zaroślach okna kwater i wejścia do bunkrów.
   Szczyt góry jest jednak bardzo często odwiedzany przez turystów pieszych i rowerzystów górskich. Szlak, którym zaplanowaliśmy ruszyć, jest zamknięty od 2013 roku z powodu osunięcia się ziemi. Doczytałam w internecie, że do lata 2014 był uprzątnięty i dostępny, jednak lawina błota runęła ponownie i tak w kółko, dlatego nieoficjalnie szlaku nie ma. Zaś oficjalnie widnieje on nadal na wszystkim mapach. Cóż, natura jest silniejsza.





Góra tak naprawdę nie jest bezpieczna z żadnej strony. Kilka lat wcześniej oberwała się wielka skała, na szczęście zatrzymał ją las, inaczej spadłaby na domy.
   Mówi się, że góra jest byt mała aby ryć w niej tunele. Lawiny ziemi i głazów nie powstają tak często bez przyczyny, ale kto to wojsku wytłumaczy?




Lecz to nie koniec niebezpieczeństw, bowiem krąży po okolicy złowroga legenda. A brzmi ona tak:

Przytknąwszy rzyć do ściany, przez silne tąpnięcie
jak się echo nie rozejdzie!
tak kurzu tumany, a już trzydzieści razy na wylot przejedzie.
Już, jako on, i stolec do ściany przyciska,
Jeszcze gorzej po ścienie żółtą juchą pryska,
a już u wylotu paskudnej jaskini
wisi ogromnych rozmiarów nad pogorzeliskiem
gniazdo paskudnie cuchnące, błyszczące, a śliskie.
Na to się żadną miarą nikt nie odważy,
ni spojrzeć, ni tknąć, uciekać trzeba!
Bo kto weń wejrzy, tego potwór wyczuje:
włochata pszczoła na sterydach!

[na podstawie Wacława Potockiego]

I dlatego należało naładować akumulatorki mocy i odważnie ruszyć naprzeciw żywej legendzie! Oboje epatowaliśmy mocą.



Bój był zażarty. Pszczoła na sterydach okazała się większa niż sobie wyobrażaliśmy, a smród jej gniazda był dławiący. Wierzyliśmy jednak, że wraz z zabiciem potwora, ślad po gnieździe magicznie zniknie pozostawiając tylko czystą jaskinię, która w przyszłości będzie zamieszkiwana przez jakieś miłe nietoperze.


ODNIEŚLIŚMY ZWYCIĘSTWO!!
porażając potwora piorunem.

Musieliśmy oczywiście sprawdzić czy dalsza część szlaku jest bezpieczna, bo potwór mógł zdążyć się rozmnożyć. Już mogę zapewnić, że pszczoła na sterydach była jedna. Unicestwiona, pozostanie jedynie postacią z legend, którymi Szwajcarzy będą straszyć swoje dzieci.
   Szlak, mimo braku potwornego zagrożenia, wcale łatwy do przebycia nie był. Choć góra nie wysoka, trzeba było się nieźle namęczyć.
   W skali trudności od 1 do 10, oceniłabym podejście na mocną siódemkę, a nawet ósemkę. Jesienią wystąpił mały problem z liśćmi, na "kreskach" nie było widać gdzie stopy stawiać. Względy bezpieczeństwa są najważniejsze, moja różdżka idealnie nadawała się do odgarniania liści ze ścieżki.






Po obszarze mocno zalesionym i przyjemnie jesiennym, otworzył się przed nami szeroki obszar otwarty, niezwykle wietrzny i trawiasty.
   Ukazała się nam panorama na inne góry. Powstał nawet plan na nową wędrówkę, a natchnęły nas wierchy, które zdecydowanie nad nami górowały.




A następnego dnia po wędrówce...
...miałam straszne zakwasy :P

A widok ze szczytu był kapitalny!
Szczególnie na te zaśnieżone, złowieszcze góry...

...żeby nie było. Wyglądają bardzo podobnie:




Jeśli cię bez guzów tęskno,
Wyprawuj się w drogę spieszno,
A jeśli chcesz ujść tej wady,
Zostań w doma słuchaj rady.

Gdzieś pomyślił jedź bezpiecznie,
Boć ta droga pożytecznie,
Tobie będzie i szczęśliwa,
To rzecz istna, a prawdziwa.

- Seweryn Bączalski



Na szczyt zajechali także panowie z klubu górskich rowerzystów. Jeden miał około trzydziestki, ale koledzy około pięćdziesięciu lat. I można? Można. Stary człowiek i może. Chociaż z tym "stary" nie przesadzałabym nigdy za bardzo... bo prawda jest taka, że człowiek się nie starzeje, jeżeli jest pełen pasji!


Niedługo później dołączyli do nas biegacze. Szczyt jest popularny, w sportowym tempie przemierza się go krótko, idealny na to, aby zadbać o swoje ciało i porządnie je zahartować. Góry takie są - albo zabiją, albo porządnie wzmocnią. I zabiją. ;]
   A przynajmniej nie umrę ze śniegiem w butach, nabyliśmy wreszcie z mężem stuptuty, rychło w czas, zima już jest. Doświadczyłam już śniegu w butach. TO BOLI! Przez cały szlak można go sobie wyciągać i wyciągać... co krok. -_- A skóra i tak się paskudnie odmraża. Cieszę się, że już nie będę musiała umierać w tego typu cierpieniach.



Pokaźny wodospad.
Do samego dołu zdjęcia sięga. A fizycznie na pewno jeszcze dalej.


Intrygujące twarze wydłubane najpewniej przez jakiegoś pozytywnego jegomościa. Przypominają o tym, że uśmiech na twarzy powinno się nosić zawsze i dla każdego. Świat byłby prostszy gdyby ludzie okazywali sobie bezinteresowną życzliwość.
   Tymczasem gdzieś niedaleko, najprawdopodobniej ktoś obrabia mi dupę. Tylko po co?



A tu mamy ślady po już nieistniejącym, śmierdzącym gnieździe pszczoły na sterydach. A w dalszej części drogi, znów mieliśmy okazję zanurzyć się w soczystym złocie jesieni.






Mieliśmy szczęście mogąc obserwować niesamowity obiekt: prehistoryczny, olbrzymi orzeszek wbity w drzewo.
   P.S. jeśli ktoś ma pomysł, co to rzeczywiście jest, poproszę o podpowiedź.



W tak zjawiskowej przyrodzie nie sposób powstrzymać się przed rozsypaniem sobie liści na głowę. Brakowało mi jeszcze wytarzania się w nich i przeturlania przez nie.
   Wszystko jest nadal przede mną. :)







Takie własnie okienka wystawały ze skał.
Idziesz sobie idziesz, a nawet nie wiesz, że tupiesz komuś w sufit ;]

Przed nami roztoczył się słodki widok na przesmaczne pola winogronowe. Tak, jedliśmy. XD




To już koniec wędrówki, zostało tylko przejść przez małe miasteczko i uderzać do domu.
   Zaś następna wędrówka zdecydowanie wprowadzi Was w mroźny klimat krainy śniegu. I pamiętajcie:

K + M + B
koperta musi b


Nawigacja Regitzer Spitz:
Powiększ.

12 komentarzy:

  1. Witak Hexe.
    No to sobie powędrowaliśmy, aż zadyszki dostałem.
    szkoda, że takie szlaki w realu już nie dla mnie. Ale wirtualnie, to czemu nie.
    Pozdrawiam serdecznie i do siebie zapraszam na miejską wędrówkę.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są więksi szaleńcy od nas, uwierz mi. Podbiegi pod górę, chciałam tego dokonać, ale zdrowie wykluczyło mnie z tego zajęcia. Maszerowanie też jest świetne, dla mnie znacznie bezpieczniejsze, no i aparat można ze sobą dźwigać :)
      Wiedz, że każdy już chyba w dzisiejszych czasach zmaga się z jakąś niedoskonałością, bez względu na wiek. Wszystko szyte na własna miarę, wędruję póki mogę.
      Pozdrawiam również i oczywiście wpadnę za chwileczkę :)

      Usuń
  2. Ale widoki!!! I te liście kolorowe. Chętnie bym zanurkowała w taką kupę liści. I wielkie wrażenie zrobiła na mnie winnica. Zawsze chciałam pojechać w takie miejsce,gdzie wkoło same winogrona, może kiedyś się uda:). Swoja drogę coś czuję, że bym się trochę objadła.
    "Tylko człek potrafi w człeka językiem godzić"- to bardzo prawdziwe zdanie. Niektórzy ludzie potrafią być okrutni bez powodu. Ja kiedyś brałam wszystko do siebie i za bardzo się przejmowałam pewnymi osobami. Ale wiem że nawet nie robiąc niczego złego, można komuś przeszkadzać. Ja też mam ostatnio różne refleksje. Ale jeżeli nie krzywdzi się innych, wtedy można żyć po swojemu, zgodnie ze sobą i z własnymi przekonaniami. Pozdrawiam w Nowym Roku. Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest najważniejsze - żyć w zgodzie z własnym sumieniem. Jeśli już to wiesz, to jesteś na najlepszej drodze, by zacząć szczycić się bogactwem swojego życia. Bo ten szczęśliwy, kto bogaty jest sercem i duchem. Obmawianie innych nie chodzi ze szczęściem w parze.
      rzesyłam śnieżne pozdrowienia. Czy u Ciebie też już biało?

      Usuń
    2. Zrobiło się biało, dzisiaj było śnieżnie i mokro. Podobno idą mrozy, chociaż może wtedy wrócę do domu w suchych butach i skarpetkach:)

      Usuń
    3. Na pluchę niezawodne są górskie buty, sama w nich chodzę normalnie po mieście. Albo glany, bo nieprzemakalne, ale niestety niewygodnie na zimę, bo zbiera się gula śniegu pod podeszwą.
      Straszą poważnymi temperaturami na minusie i dobrze, zarazki pozabija, płuca nam wymrozi i odkazi ;)

      Usuń
  3. Przepiękne kolory!!! Przepiękne jesienne krajobrazy :)!!! Możecie mnie zaadoptować? ;D

    P.S. Ten ,,orzeszek" to nie jest grzyb jaki???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możemy Cię adoptować, mąż wyraził zgodę :P

      P.S. Może to być grzyb, na pewno jakaś narośl, bo nie wyglądało to na część drzewa. To wyglądało jakby się coś w nie wbiło, ale dosłownie rozrosło się w nim.

      Usuń
  4. Przepiękne jesienne kolory, woda i góry, czegóż chcieć więcej. Wyglądacie jak wytrawni wędrowcy, zaopatrzeni porządnie, plecaki wypchane z wyposażeniem i jedzeniem, nie zginiecie jakby co. A te stuptuty to są takie wełniane nakładki na buty i spodnie? To co nosisz na zdjęciach?
    Co do orzeszka wbitego w drzewo - a może to jakiś rodzaj drzewnego pasożyta?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tych zdjęciach to tylko wełniane nakładki. Chroniły jedynie przed wpadaniem liści i igieł do butów. Na trudniejsze warunki typu błoto i śnieg, mamy normalne do trekingu ;) Są noworocznym nabytkiem, więc zanim się tutaj pojawią, trochę czasu minie, bo obecnie publikuję wędrówki z listopada. Prawdziwe stuptuty zaś, są jeszcze nierozdziewiczone ;)

      Zasugerowano mi, że ów "orzeszek" może być rodzajem grzyba, który rozrósł się prawdopodobnie w drzewie, stąd te pęknięcia, przez co wygląda dosłownie jakby się w nie wbił. Tak czy owak, macie racje - to najpewniej pasożyt.

      Usuń
  5. Przepiękna jesień w Twoim obiektywie:)
    Podziwiam męża, że chętnie pozuje do zdjęć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On się domaga zdjęć :D Zwłaszcza z górskich szczytów. Takie zdjęcie jest przecież jak trofeum.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.