piątek, 20 stycznia 2017

Grabserberg. Mroźna osnowa to żadna okowa!

Zaczął dominować pogląd, że najpotężniejszy z aniołów, jeden z cherubów, był inspiratorem buntu także innych aniołów przeciwko Bogu i stał się ich wodzem w walce z pozostałymi.
      W tym ujęciu motywem działań Szatana byłaby pycha, która według Pisma Świętego zawsze stoi u korzeni grzechu (por. Syr 10, 12-13). Hipotezę o grzechu pychy, popełnionym przez aniołów, dowartościowuje fragment z listu św. Pawła, który przestrzega, że biskupem nie może być człowiek niedawno nawrócony na wiarę chrześcijańską, aby „nie uniósł się pychą i nie został potępiony jak diabeł” (1 Tm 3,6).
      Orygenes, św. Tomasz z Akwinu, Jan Duns Szkot i wielu innych teologów wskazywało na miłość do samego siebie jako przyczynę odwrócenia się Szatana od miłości Boga, co przerodziło się w grzech pychy. Najpotężniejszy z aniołów, zafascynowany swą duchową naturą i autonomią, zerwał jedność z Bogiem, w konsekwencji pozbawiając się źródła swego istnienia i szczęścia.

c.d.n.



Podobno kiedy zmienia się pogoda, nie mamy wpływu na swoje otoczenie. Podobno kiedy potężne tumany nieprzejrzystej mgły przesłaniają niebo, to musi już tak być. Podobno kiedy jest mróz, pozostaje nam szalik, czapka i rękawiczki. Otóż nie trzeba się temu poddawać, niepogoda to nie pułapka. Przekonałam się o tym osobiście TUTAJ.
   Po kilku dniach cieni królujących w mroźnych mgłach, musiałam udowodnić mojemu mężowi, notabene to słoneczny człowiek, że w taki piękny skądinąd dzień, nadal pozostaje on panem sytuacji i może zobaczyć słońce kiedy tylko chce.
   Plan podróży był taki - jedziemy samochodem do Grabs i włazimy na Grabserberg tak wysoko, póki nie stwierdzimy, że wystarczy.
   Jest to wysokość ok. 800m n.p.m. Granica tego typu chmur i mgieł w dolinie, nie wznosi się wyżej. My poszliśmy troszkę wyżej, aby móc lepiejobserwować płynące fale chmur.


Ja z kolei, chciałabym potrafić czynić na opak. (zupełnie jak Dracula, który władał żywiołem, aby w cieniu chmur móc przechadzać się za dnia) Chciałabym w letnie, upalne dni, potrafić stworzyć chmurę burzową. Jeśli nie miałabym takiej mocy aby przesłonić nią słońce, to chciałabym chociaż stworzyć ją nad swoją głową. Każdy by mi zazdrościł takiego cienia i prysznica w letni, upalny dzień. Mogłabym pożyczyć chmurkę w zamian za miłą rozmowę. Popatrzcie jakby to pięknie wyglądało: siedziałabym sobie na ławeczce w parku we własnym, prywatnym cieniu zraszającym mnie chłodną wodą, a obok mnie człowiek korzystający z udogodnienia odpłatnie - walutą byłaby jego historia. Każdy człowiek ma własną. Każdy człowiek, to zupełnie inny i fascynujący punkt widzenia.
   Chmura za opowieść, od lipca mogę zacząć! Tylko najpierw wampir musiałby mnie ugryźć... -_-

Po niezbyt wyczerpującym marszu pod tą niewysoką górę, oślepił nas blask słońca. "Oślepił" wcale nie jest słowem nad wyrost, gdyż siedzieliśmy z mglistej ciemnicy kilka dni.




Zostaliśmy tam aż do czasu, w którym słońce schowało się za górę. Takie są tutaj zachody słońca, mimo iż w rzeczywistości dzień jeszcze się nie zakończył, a słońce tak naprawdę miało daleko do linii horyzontu, to nasz horyzont kończy się wraz z linią gór.
   Odpoczynek i piknik pod drzewem. W dole dywan zakrywający szczelnie całą naszą, zamarzniętą Dolinę Mgieł. Jak mówiłam - zawsze jest jakiś wybór. Trzeba tylko potrafić dostrzegać inne alternatywy.
   Tę wędrówkę odbyliśmy na początku grudnia.




Wyższe zaś szczyty, powoli przestawały być gościnne, ale zdradzę Wam, że w 2016 roku jeszcze jedna góra nas do siebie przywołała. Dziś wszystkie masywy są pokryte śniegiem, był czas lawin, słyszeliśmy je. Nadal jest niebezpiecznie. Biały puch w tym roku jest bardzo uparty, a poranki mroźne, -13 stp. C, witają nas każdego dnia.
   Lubię to, podoba mi się zima, jest przepięknie, co nie umniejsza miejskiemu trudowi, jakiemu poddają się teraz ludzie. Ja np, aby przedrzeć się przez zaspy śniegu do sklepu, ubrałam się jak na wędrówkę wysokogórską i powiem Wam, że wcale nie przesadziłam! Wcześniej ubrana po cywilnemu, wróciłam z przemoczonymi skarpetkami, potem już nie popełniłam tego błędu. W odpowiednim zestawie, byłam co najwyżej upocona, bo to już nie spacer, a raczej wyczyn.
   Co więcej, traktory/pługi jeżdżą non stop po ulicach i chodnikach także. Ciecie biegają z łopatami, albo jeżdżą z pługiem przyczepionym do swojego samochodu. Tu nikogo zima nie zaskoczyła, mimo że nasypało hałdy do pasa. Samochody jeżdżą, autobusy jeżdżą. A w Polsce sypnie kilka centymetrów i już komunikacja sparaliżowana. Przecież miasto to nie góry, nie trzeba walczyć o życie.


 

Powolutku trzeba było podnosić rozleniwione cielska. Mnie wystarczy naprawdę bardzo minimalna ilość słońca na witaminę D i nie musi być to częste. Podejrzewam nawet, że jestem aż tak długodystansowym dziecięciem cienia, że polarna noc również by mnie nie zabiła. Jestem jak zygokaktus. Kwitnę tylko w kącie zimnego pokoju. XD
   Notabene tzw. grudnik ma się dobrze w mojej pieczarze XD


I niema w tym nic negatywnego, ani mrocznego - to już przesada. Każdy z nas jest inaczej uwarunkowany. Ja jestem wytrzymała na niskie temperatury, doskonale znoszę długookresowe deszcze. Kiedy ciśnienie leci w dół, nie boli mnie głowa, jestem nawet bardziej wydajna, co na tle pracowników padających wtedy jak muchy, okazywałam się nagle potrzebna w firmie i niezawodna. Nie muszę pić codziennie kawy.
   Jednak są wady takich uwarunkowań, lato to da mnie gehenna. Zaś mąż ma zupełnie odwrotnie. Całkiem inne potrzeby. On by wędrował po górach całe lato, dla mnie to jednak jest zbyt niebezpieczne. Na swoim koncie mam już dwa udary słoneczne, więc to nie żarty.




Schodząc do doliny, robiłam więcej zdjęć. Wcześniej spieszyliśmy się przed zachodem. Przyznam, że zanurzenie się na powrót w mroźnej krainie jest zjawiskowe. Szron na drzewach wygląda czarująco, spójrzcie raz jeszcze na pierwsze zdjęcie z tej notatki :)
   A właśnie, bym zapomniała... Żebyście nigdy nie mieli wątpliwości: Ja nie przeklinam. Ja rzucam zaklęcia. I jeszcze jedno: Ja nie siedzę nigdy na Fejsie. Ja ogarniam socjal media.




Mam jeszcze dla was wiedźmakową nowinkę. Czuję się zobowiązana czasami opowiedzieć Wam coś kosmicznego. Otóż Ziemia co kilka lat wpada w strumień kosmicznych odłamków, które skumulował rezonans z Jowiszem. Dawno, dawno temu w naszej galaktyce, doszło do katastrofy, w której zniszczone zostało ciało o rozmiarach kilku lub nawet kilkunastu kilometrów. Powstałe w ten sposób szczątki poruszały się po orbicie, która aż w dwóch miejscach przecina się z orbitą naszej planety, przez co Ziemia wpada w te śmieci aż dwa razy do roku. To jest ruj meteorów w lipcu (Beta Taurydy). Słynna katastrofa tunguska jest z nimi związana. Do drugiego spotkania dochodzi w październiku i listopadzie każdego roku.
   Kolejne spotkanie tych wszystkich śmieci ze skutkiem katastrofalnym tym razem, Bóg zaplanował na 2019 rok na przełom lipca i sierpnia. Podobno ma być ostro. Pożyjemy, zobaczymy.




A oto we mgle pojawia się hrabiowski, trzynastowieczny zamek, należący niegdyś do hrabiego Rudolfa von Montfort. Jeśli nabraliście na niego ochoty... na zamek, nie na hrabiego; zapraszam TUTAJ. I TUTAJ.




Nawigacja:
Powiększ.
Naprawdę cieszę się, że zima zaszczyciła nas swoją obecnością na dłużej, potraktowałam to za dobry omen. Mam nadzieję, że lato będzie łaskawsze niż ostatnio bywało. Przychylne licznym wędrówkom, także polskim przygodom, na jakie nie mogę sobie pozwolić w Szwajcarii. Czas płynie, ucieka nawet, ale nie wolno stać w miejscu. Przecież idzie lepsze. Wszak śnił mi się świstak. Ranny świstak.
   "Jest to znak wytrwałości. Oznacza to, że jesteś perfekcjonistą i że każde zlecone Ci zadanie starasz się wykonać jak najlepiej zapominając o wszystkim." Jako że był on ranny, pozwoliłam sobie przetłumaczyć sytuację ze snu na opak, co by znaczyło, że iluzja, którą sobie wykreowałam, prysnęła już dawno, oraz że mam przyjaciół, na których nie mogę do końca polegać, nie mogę patrzeć po nich w obliczu problemu, bo mi to nic nie da.


Kochani, cieszę się że tutaj ze mną jesteście. Wciąż Was przybywa, liczniki poszalały, wynika z nich, że jedna notatka otwierana jest kilkaset razy. Zostawiajcie komentarze, dajcie mi znać, że po drugiej stronie nie siedzą roboty. Piszcie, komentujcie, chcę Was widzieć.
   Wszystkim serdeczności i ciepełka :)

10 komentarzy:

  1. Nie lubię marznąć, ale lata nie znoszę. Zdecydowanie lepiej znoszę niskie temperatury niż lato. Ładnie wyglądacie sobie pod tym drzewem. Jestem pod wrażeniem, że tak dużo i często wędrujecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak Ci pisałam - wykorzystujemy każdy dzień wolny, nie czekamy na jeden w roku urlop.
      Będąc w Polsce, to wyglądało dokładnie tak samo. Jeszcze się w domu nasiedzimy jak staruszkami zostaniemy ;) A może wtedy też nie...? :)

      Usuń
  2. Ach, jak baśniowo! Ta mgła, ten szron na drzewach... uwielbiam takie widoki, są absolutnie magiczne. Przepiękne zdjęcia.
    W tym roku w moim mieście spadł spory śnieg, teraz wprawdzie topnieje, ale przez pewien czas była prawdziwa, bajkowa zima - drzewa były tak cudnie otulone śniegiem, gałęzie wyglądały jak obszyte koronką, ach ♥ Uwielbiam taki widok.
    No i ten zamek tonący w mgle - poczułam się jak w krainie fantasy, chociaż przez chwilę :D
    Upały to dla mnie koszmar, nienawidzę, gdy jest mi za gorąco. Już wolę niższe temperatury, zdecydowanie. Najlepiej, jak jest ciepło, ale nie za gorąco, taka wiosna, wczesna jesień, to są dobre temperatury, o!
    Chmura za opowieść? Podoba mi się ten pomysł! Taka prywatna chmura to dobra rzecz. Ja też bym nie pogardziła prywatnym wiaterkiem, latałby wokół mnie i chłodziłby mnie w upały:D
    Pozdrawiam cieplutko!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drzewa jak obszyte koronką, pięknie to napisałaś :)
      O! Już druga zwolenniczka chłodu, wspaniale. To ze mną już nas jest trzy :D

      Usuń
  3. Witaj Hexe.
    Komu w droge, temu wygodne buty i dobry aparat.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komu w drogę, temu parasol na deszcz i okulary przeciwsłoneczne. Dowiodłam, że pogoda zmienia się zależnie od pokonanego metra :)

      Usuń
  4. Nie mogę się napatrzeć na te zdjęcia. Niektóre są magiczne i chyba sobie ukradnę je na tapetę - jeżeli pozwolisz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmiało ;) Jedyne czego nie akceptuję, to używania moich zdjęć i podpisywania ich jako własne, ale to są odczucia znane przez każdego publikującego swoje prace i treści.
      Niemniej, cieszy mnie, że zdjęcia aż tak się podobają. Myślałam nawet, by czasem wkleić coś większej rozdzielczości. Hmmm...

      Usuń
  5. Przepięknie :)!!!

    W ostatnią sobotę też poszliśmy szukać Słońca i... pooddychać powietrzem wolnym od smogu :)...
    ... niesamowite to uczucie, dreptać po chmurach :)!!!
    Pozdrawiam :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednakże utknęłam pod chmurami. Planuję wyprawę w wyżej położoną dolinę, ale nadal to będzie przestrzeń okolona wyższymi górami. Wg webcam, tam również jest biało-smoliście, ale powiem Ci szczerze, że gniję bez wędrówek.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.