wtorek, 27 grudnia 2016

Zug.

Ostatnio skończyłam opowieść pewnym tajemniczym zdjęciem mgły, będącej zapowiedzią wydobywania z owej mrocznej czeluści, dość ciekawej tajemnicy. Otóż zagłębiliśmy się w pomroki i cienie, wydobywając z okowy tajemnicy i niewoli tychże mroków, całkiem przyjemne, malownicze miasteczko.
   W niniejszej opowieści, zapraszam Was do Zug, kolorowej zabudowy portowej w dolinie okolonej górami sięgającymi niewiele ponad 1500 m.n.p. ale nieco głębiej na południe, zamykają ten region Alpy Glarneńskie mające ponad trzy tysiące m.n.p.m., które stanowią bajeczną panoramę w oddali. Nie ujrzeliśmy ich z uwagi na warunki atmosferyczne, bo aura akurat miała ten swój zadziorny humor.
   Pod dywanem białej chmury, którą poprzednio mogliście oglądać z przełęczy Klausenpass, przebijało nawet słońce, ale zanim mogliśmy dostąpić pełni dnia, musieliśmy przebić się przez scenerię rodem z powieści Brama Stokera.






Gdy już opuściliśmy kokpit pojazdu, udaliśmy się spacerem wzdłuż jeziora do naszego celu: starego miasta, którego uliczki zachwycały swoimi kolorami i licznymi, zdobnymi detalami na elewacjach.




Brama główna do starego miasta,
a za nią więcej niż mogliśmy oczekiwać:
I wciąż przykrywała nas gęsta i całkiem ciepła mgła.
Nawiązując znów do Stokera, nie robiła się czerwona,
więc byliśmy zupełnie bezpieczni.





Nie znalazłam informacji wyjaśniającej, dlaczego to miasto nazywa się "pociąg".
   W XIII stuleciu, Hrabiowie Kyburg rządzili wioskami nad tutejszym jeziorem. Prosperowało doskonale, handel jak ta lala, przechodził przez nie szlak handlowy z Zurychu do północnych Włoch, aż pewnego dnia aglomeracja rozrosła się dumnie na tyle, aby połączyć wioski w jedną i nadać jej prawa miejskie.




Dostąpiłam też ciekawego spotkania. Przecież nie mogło u wiedźmy zabraknąć jakiegoś magicznego wątku!
   Sowa jest znana w przyrodzie jako cichy zabójca, bowiem jej lot jest zupełnie bezszelestny. W szamanizmie uznana jako jeden z bardziej wartościowych totemów. Puchacz i inne odmiany sów jest pośrednikiem pomiędzy światami/wymiarami. W Chinach z kolei budzi nabożny lęk - uchodzi za symbol pioruna. U Greków ptak ten był symbolem mądrości, jasnowidzenia, ale wróćmy do Indian.
   Jest częstym duchem przewodnikiem samych szamanów. Dzięki niemu, czarownik może dostrzec to, co ukryte jest przed innymi, może wyjść poza ramy fałszu i iluzji. Sowa jako totem jest nośnikiem inspiracji i wskazówek, niezbędnych szamanom. Przecież to ostoje wiedzy i odpowiedzi na wszystkie pytania!
   Jak już dawniej pisałam, człowiek jest dosłownie nacechowany swoim Duchem Przewodnikiem. Sowa obdarza swojego wybrańca doskonałą intuicją dzięki której zyskuje się dostęp do Uniwesrum. Podopieczni tego Ducha lubią odkrywać to co nieznane, tajemnice życia stanowią ich pole zainteresowań, w związku z tym wciąż się taka osoba doskonali i ciężko pracuje nad swoim rozwojem. Kiedy duch Sowy pojawi się w naszym życiu, baczniej należy zwracać uwagę na symbole i znaki którymi obdarowuje nas życie
   Natomiast we snach, sowa może oznaczać wołanie naszej intuicji. Może również symbolizować kogoś kto już nie żyje, przyjaciela, rodzica bądź członka rodziny.



Następnie wybraliśmy się do MUSEUM BURG ZUG czyli muzeum stworzonego w zamkowych murach.
   Muzeum jest historią kultury Zug. Pokoje tematyczne zwiedza się jak sznur z pereł, a każda z nich odzwierciedla kolejne lata. W ten sposób odwiedzający zanurzają w świat z przeszłości, przechodząc korytarzami z pokoju do pokoju, na różnych piętrach, nurzając się w pradziejach wśród oryginalnych kolekcji przedmiotów i dzieł sztuki, oraz interaktywnych, krótkich opowieści opowiadających o żuciu ludzi w Zug w ciągu ostatnich pięciuset lat.
   Dobrze się tam czułam, uwielbiam tą kolorystykę wnętrz, drewno i wysokie sufity z długimi żyrandolami. Burgund, bordo i wszelkie odcienie brązu, to zdecydowanie moje barwy. Bo fiolet, który oficjalnie jest moim ulubionym, to kolor mojej krwi.





Sądzę, że to była przemiła osoba.
Miała bardzo sympatyczną twarz, portret zrobił na mnie miłe wrażenie.

Sala ładnie oprawionych gnatów,
czyli relikwie świętych:

Rzeźba z najszczerszym uśmiechem
jaki ostatnio mogłam zobaczyć w dziełach sztuki 😁

Odnalazłam się w żywiole antycznego sklepu ze wszystkim:



You need something specific?

"W poradniku młodego zielarza
Napisanym dla szczęścia ludzkości
Pewien przepis się stale powtarza,
A zawiera on sekret młodości:
Kwiat rumianku, liść pokrzywy,
Ziele bratka, pieprz prawdziwy,
Pestki z dyni i borówki,
A do tego sok z makówki,
Owoc głogu, dzikiej róży
I tymianku liść nieduży.

Zsuszyć, skruszyć, zmielić, zwarzyć,
Podgrzać, zalać i zaparzyć."

- Z poradnika młodego zielarza






Były puzzle,
ułożyłam taki obrazek:

Rękopisy... czy ja już mówiłam, że kocham stare rękopisy?



Tak z ciekawości zapytam,
czy ktoś z Was grywa jeszcze w gry planszowe?


To nie jest zwykły piec.

To Św. Graal wszystkich kotów.


Otwierasz szafę - a tam multum szufladek i mini szafka.
Otwierasz mini szafkę - a tam multum mini szufladek.
Dlaczego w Ikei nie ma takich mebli?

Praktyczne dzieła sztuki - zegarki, mechaniczne kalendarze, kompasy.
Dlaczego tego się już nie robi? Wszystko zżarła elektronika.
Kiedyś miałam zegarek na łańcuszku. Niestety umarł. Marzy mi się znów taki mieć...





Gabinet szewca:


Komnata dla najmłodszych. Jest sprzęt do rysowania oraz przebieralnia
i kostiumy z dawnej epoki. Mieli kiepską rozmiarówkę :P


A później spaceru ciąg dalszy.
Wyszło słońce.

Jezioro Zug leży u podnóży północnych Alp, nieco na północ od Jeziora Czterech Kantonów. Jest to jezioro polodowcowe, a jego powierzchnia wynosi 38 km², głębokość do 198 m. Lustro wody jeziora leży na średniej wysokości 417 m n.p.m.




To było niezwykłe... Okno na końcu tego tunelu,
przypuszczam, że w jakiś letni, słoneczny dzień
może dostarczyć niezapomnianych wrażeń.
Tym razem jednak, oglądaliśmy jedynie zielony kolor i plankton.



Celowo ostatnio piszę o Ascezie, ponieważ jest to moje noworoczne postanowienie. Od lat żadnego nie miałam, generalnie nie są mi potrzebne, bo gdy potrzebuję zmian, po prostu je wprowadzam bez względu na datę w kalendarzu i akurat teraz moja potrzeba zbiegła się z popularnym dniem zmian.
   Być może tu Was zaskoczę, bo jak dotąd pisałam czego nie wolno: prawdziwa asceza nie polega na rezygnacji, lecz na ćwiczeniach w stawaniu się wolnym człowiekiem oraz na nauce odczuwania przyjemności. Prawdziwy bój ze ściągającymi duszę w dół przywarami, do których należy także gniew. Od lat uczę się na przykład wybaczać (a tak się składa, że ja mam komu wybaczać) i nadal tego nie potrafię, tak w sercu. Chciałabym to móc zmienić.
   Chyba najwyższą ascezą jest oczyszczenie z pychy, na szczęście z tym nie musiałam toczyć boju.




Mogę objąć to jeszcze prostszymi słowami: asceza to rezygnacja z tego, co po prostu nie jest konieczne i niezbędne do przeżycia w dążeniu do wartości wyższych, jest dostosowana do każdego z nas indywidualnie, postronnych zapewniam, że nie zamierzam zaszyć się na pustyni czy zniknąć bez echa w klasztorze. To nie jest sprawa z innej epoki i tylko dla zakonników.
   Na gruncie zmagań o wolność, należy rozpatrywać w sposób oczywisty zdanie: "nie pozwalaj sobą rządzić!" Np nałogi rządzą ludźmi. Każdy nałogowiec powie Ci, że jego nałóg to nie nałóg, robi to, bo chce, bo lubi itd. A to jest tylko szukanie usprawiedliwienia. Naprawdę nie wierzysz w to, że bez czystej przyjęcie się nie uda? Naprawdę wierzysz, że jak nie zapalisz z kumplem, to nie będzie fajnej pogaduchy? To są kwestie irracjonalne dla samych nałogowców, każdy tu się obruszy i będzie prawił farmazony, że to go niby nie uzależnia. Palacze na przykład, mówią, że papierosek ich odstresowuje. To nie tak, po prostu jak nie zapalą, to wtedy będą się denerwować, to nie tak, że palą z powodu bodźców zewnętrznych, które faktycznie potęgują tą potrzebę. Palą, bo już muszą, bo mózg tak chce.
   Sentymenty. Przywiązujemy się do rzeczy, niekiedy do miejsc, zazwyczaj jednak do prestiżu lub wygody z nią związanej. Mamy w naszych domach całą plejadę gwiazd, które może i ładnie świecą, ale są nam do niczego niepotrzebne. Czy naprawdę wierzysz, że jak wyrzucisz te zbieracze kurzu z półek, to twoje życie straci wartość? Po co ci trzy pary sandałek, skoro możesz lato przechodzić w jednej? Bo te drugie i te następne podobały Ci się, prawda? Ale po co ci one?
   Człowiek od dawna lubił otaczać się ładnymi rzeczami, przede wszystkim lubił MIEĆ. Mania posiadania rozwinęła się szczególnie w miastach, w wyższych sferach, dziś już każdy ma telewizor, wypchane szafy, telefon, tablet i inne cuda techniki. Ja też - przyznaję, ale czy potrzebny nam co roku nowy model? Czy potrzebne nam później są obudowy i inne gadżety do naszych zabawek? Czy nasze auto nie pojedzie bez nowych alufelg i kultowych dywaników? Czy nie przyjmiemy gości dlatego, że design naszego mieszkania już się przestrzał? Czy nie możemy wychodzić z domu bez kupowania co sezon nowego ubrania, tyko dlatego, że tamte są już niemodne?




Nie mam pojęcia co przedstawia ta rzeźba...

Dla ascety prym wiodą wartości duchowe nad pogonią za materialnym dobrobytem czy niepohamowanym dążeniem do realizowania własnych ambicji, a szczególnie żądzy władzy. Chrześcijańska asceza to w rzeczywistości rozumne dążenie do „większego szczęścia”, do radości trwałej i większej niż wszystko, co może dać ten świat. Tu chodzi o pewną, ewangeliczną prostotę życia, która zdolna jest oprzeć się dyktatowi mentalności konsumpcyjnej.
   W dzisiejszych czasach funkcjonuje swoisty przymus posiadania dobrych ciuchów, samochodu i elektronicznych gadżetów. To jest inny punkt widzenia - mam to, co jest mi absolutnie niezbędne. Tak samo post chrześcijanina jest czymś zupełnie innym niż dieta kogoś zatroskanego jedynie o szczupłą sylwetkę.




Pożegnanie z miastem.
To zdjęcie tak naprawdę przedstawia interaktywną makietę. Noc zrobiłam jednym guzikiem.
Jak najprościej zabrać się do tego? Zrobić rewizję dotychczasowych wyobrażeń, jakie mieliśmy o ludziach, rzeczach, sprawach. To tyle o świecie materialnym, co jeszcze? Powściągnij emocje. To dążenie do zapanowania nad reakcjami, jakie w nas są wywoływane codziennie.
   By wziąć się za to na poważne, trzeba najpierw uporać się z apetytami ciała (obżarstwem, nieczystością, chciwością, gniewem, smutkiem, próżnością, pychą), żeby następnie opanować namiętności jakie nami rządzą.
   To takie moje stare już, postanowienie noworoczne, bo kiedyś zostałam taką świecką ascetką i czułam się z tym wspaniale. Bo w tym nie ma nic strasznego, to banalnie proste. Czy teraz już rozumiecie, że asceza tak naprawdę uczy jak być wolnym człowiekiem?


Nawigacja:

Powiększ.

Powiększ.
A tymczasem w mojej alternatywnej rzeczywistości...

Dla wszystkich zainteresowanych tym jak Hexe i Hexer spędzili 24 grudnia, nasza opowieść wigilijna:


Na notatkę trzeba będzie troszeczkę poczekać, obecnie opowiadam o wędrówkach z listopada, chronologia musi być!

Pod mgłą, miasto Walenstadt i jezioro Walensee.

16 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    Lubię takie stare miasta ze zwartą zabudową, uliczkami, zaułkami, prejściami bramnymi, etc...
    No i takie miejskie muzea, gdzie jest wszystko czego dusza zapragnie. Niby taki misz masz, a swój urok i magię posiada.
    No te jedzonko obfite i kalorie zdobyte...
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masa na kolejne wędrówki jest XD

      Usuń
  2. Wprost cudownie najbardziej mi sie podoba stwierdzenie do matki boskiej cwiczebnej serdecznie pozdrawiam
    SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO 2017 ROKU



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i również życzę szczęśliwego, a przede wszystkim pogodnego serca w nowym roku. :)

      Usuń
  3. Zdjęcia są prześliczne, aż chciałoby się tam być! Ogólnie kocham Alpy, sama bywałam już nieraz. A jeszcze bardziej kocham te małe, urocze miasteczka które są położone między górami. Jak byłam w Szwajcarii mieszkałam w takim- niezapomniane przeżycie, naprawde polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkam w dolince, ale wiem o czym mówisz. Miasteczka położone wysoko w górach, wydają się takie ciche i niedostępne, lubię je fotografować. Drewniana chata z dala od cywilizacji, marzenie chyba każdego wędrowca, by mieć taką bazę wypadową i jednocześnie mieszkanie.

      Usuń
  4. Nigdy nie odwiedziłam Alp, ale góry te są jednym z moich celów podróżniczych. Przepiękne miasteczko, ma magiczny klimat (ten fakt sprawia, że chcę tam pojechać jeszcze bardziej). Byłam w wielu muzeach antycznych, ale to wydaje się jakieś takie ciekawsze. Chyba, że to Ty nadałaś mu taki klimat swoim opisem.
    Ja gram w planszówki! Chociaż bardziej lubię układać puzzle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię planszówki, puzzle, lubię malowanki i kredki, gry komputerowe też ;) Teraz zdmuchnęłam kurz z "Eurobizness'u", będziemy zbijać fortunę :D
      Jak będziesz układać konkretny plan wyprawy p tych rejonach, polecam muzeum w Lucernie. Punkt obowiązkowy:

      http://wdrodzedonikad.blogspot.com/2015/01/lucerna-cz-2-gletschergarten-ogrod.html

      i

      http://wdrodzedonikad.blogspot.com/2015/01/lucerna-cz-3-gletschergarten-ogrod.html

      (wyjaśniam podpisy na zdjęciach: blog miał kiedyś inny adres)

      Usuń
  5. Boże, jak tam pięknie! Ze wszystkich miejsc, o których napisałaś, chyba najbardziej podoba mi się właśnie Zug. Zapiszę sobie jako miejsce, do którego chciałabym pojechać. Tam jest tak pięknie! Te kolorowe domy, to muzeum z pokojami z różnych epok... uwielbiam zanurzać się w dawne czasy!
    Kurczę, ten kredens jest cudny :D Ciekawe, ile tam łącznie jest tych szufladek i szafek?
    Uwielbiam widok mgły. Krajobraz w niej skąpany od razu wydaje się jakiś taki tajemniczy, mroczny, urokliwy, magiczny :) Pamiętam, że jak byłam w Avignon, to z początku właśnie miasteczko było skąpane w gęstej mgle, z której wyłaniały się stare mury. Coś pięknego ♥
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to widziałaś?

      http://wdrodzedonikad.blogspot.com/2016/12/laufenburg-najbardziej-kolorowe-miasto.html

      Usuń
  6. Witaj
    Jak zwykle przeniosłaś mnie wirtualnie w piękny, ciekawy świat. Szwajcarię nadal odkrywam, może kiedyś w realu odwiedzę.
    A już dziś życzę Tobie i Bliskim wszelkiej pomyślności w Nowym Roku, ale nade wszystko zdrówka, bo bezcenne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie :) I Tobie życzę wszystkiego naj i dużo, dużo pogody ducha :)

      Usuń
  7. Matko Boska Ćwiczebna-przydałaby mi się mobilizacja, ale ja to się chyba za mało modlę:P

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne miasteczko Aniu :)!!!

    Mnie do ascetki daleko. Rozumiem o co Ci chodzi i podziwiam, jednak sama nie dałabym rady :)!!! Lubię swoją pełną szafę nienajnowszych ciuchów ;)!!!
    Pozdrawiam serdecznie :)!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, nie zamierzam przecież chodzić w jednym ;) Dziś w mojej garderobie pojawiła się kolejna para szarawarów :P
      Istotniejsze są jednak dla mnie parametry przesady. Oj kiedyś grubo przesadzałam ze skupowaniem rzeczy. Jak się ma naście lat, to wiekszość rzeczy robi się głupio ;)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.