piątek, 9 grudnia 2016

Laufenburg - najbardziej kolorowe miasto Szwajcarii.

Laufenburg leży w kantonie Argowia [Aargau (AG)] i zajmuje niewielki obszar 14,49 km². Skąd się wzięło to zacne miasteczko?
   Pewien szlachetny jegomość Säckingen, który żył sobie w epoce karolińskiej, miał ziemię wzdłuż Renu. Dorabiał sobie dziesięciną z klasztoru stojącego na tym terenie. Po śmierci zacnego jegomościa, ziemię przejęli Habsburgowie i nazwali teren od słowa Loufinberg.







Hrabia Rudolf II Habsburg... [Rudolf, przepadam za tym imieniem!! i do tego hrabia! zacny pan, zacny...] rozwinął osadę aż osiągnęła status ufortyfikowanego miasta. Po drugiej stronie rzeki na klifie, uwidziało się Rudolfowi postawić zamek.
   Na tym terenie przetwarzano rudy żelaza z doliny jurajskiej [Jura – góry na granicy Francji i Szwajcarii, stanowiące północne odgałęzienie Alp] i z Czarnego Lasu [to w Niemczech].



Zastanawiam się, czy publikowanie takich zdjęć jest na miejscu, czy jakaś głupia małpa nie ubzdura sobie, że też jej się podoba... No bo mi tu mąż jak z żurnala wyszedł. O_o






Przeszła tędy wojna: Zürich - Berno - Bazylea. Laufenburg zostało oblężone, jednak bezskutecznie, ale później znalazło się pod zaborem austriackim.
   W XV wieku, wielki pożar zniszczył ponad 130 domów.







Spacerowanie tymi alejkami to magiczna sprawa. Istnieje wiele tajemniczych zakamarków na świecie jest nawet prawdziwy odpowiednik ul. Pokątnej z Harrego Pottera, nie pamiętam gdzie, Cejrowski w radiu kiedyś mówił. A tu mamy prześliczne miasteczko rodem z dowolnej ekranizacji, wypisz wymaluj, (wymyślcie sobie której). Mogłyby tu jeszcze wozy konne pomykać, jakieś targi się rozstawić i baby w kiecach chodzić. W gruncie rzeczy, marzy mi się miasto-skansen, do którego w cywilu wchodzić nie można. Cofanie się w czasie (byle nie w rozwoju) to rzecz niebywale mnie interesująca.

Ciekawostka: ten drugi brzeg to Niemcy.
Przeszliśmy mostem za granicę.







A tu jakaś gwiazda pozuje fotografowi.


Zaczęło pojawiać się coraz więcej schodów, przed nami w planach zamek, którego włości skrywają co prawda pospolitą historię ale wielka szkoda, że te kwitnące czasy nie zachowały się kamień na kamieniu, bo pospolita historia oznacza, że było tutaj po prostu pięknie, a rozwój trwał w najlepsze. Jednakże nie zostało nic więcej prócz murów i wieży, bo zamek był naprawdę monumentalny. Niestety możemy to obserwować tylko na starych rycinach.









Oczywiście tam gdzie zamek, stoi także kościół. Znajduje się na płaskowyżu wzgórza zamkowego, jest to parafia katolicka, a jej patronem Jan Chrzciciel.
   Zbudowano go w roku 1510. Wieść niesie, że do tej pory Kościół nie zezwolił na wykopaliska archeologiczne i inne badania. Ciekawe dlaczego...








Przydałoby się coś więcej o samym zamku: syn Rudolfa przeniósł swoje miejsce zamieszkania do tejże zacnej twierdzy, bo sam był zacny po tatusiu. Włożył sporo sił aby przekształcić zamek w siedzibę mieszkalną i założył dynastię Habsburgów-Laufenburger.
   Niestety budowla stoi w ruinie, dziś w pełni swej okazałości stoi tylko masywny donjon. W XIII w. wokół okazałego wówczas zamku, rozwinęła się osada, życie tętniło, handel dzięki Renowi kwitł, Guldenów przybywało, było... przezacnie. Póki się te Austriaki na głowy nie zwaliły.
   Zamek był wielopokojowy, miał piękny ogród, a nawet kaplicę. Zamek w czasach świetności miał ogromną wartość.
   Nie zgadniecie kto tu wpadł na szwajcarskie ziemie! Szwedzi podczas wojny trzydziestoletniej! Podbili miasto i zamek aż trzy razy.
   Widoki z wierzy:








Dziś wokół ruin jest park.



A takim widokiem zaszczyciła nas przyroda, gdy wracaliśmy do domu :)



15 komentarzy:

  1. Piękne zdjęcia i Wy pięknie wyglądacie na tle tych zabytkowych murów :) W ogóle uwielbiam takie miasteczka nad wodą, mosty, mostki, zaułki.
    Z przyjemnością obejrzałam całość.
    A Twoje nie wiem jak je nazwać zarękawki :), są z takiej samej nici, z jakiej właśnie kupiłam sobie komin i czapeczkę :)!
    Pozdrowienia serdeczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja je nazywam "ocieplacze" :)
      Dziękuje!

      Usuń
  2. Witaj Hexe.
    I znowu ciekawa wędrówka w dobrym towarzstwie.
    Mo i ten kościół z barokowym wystrojem jak mniemam.
    Zdjęcia super.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy uprzejmie za miłe słowa i pozdrawiamy zimowo :)

      Usuń
  3. Urokliwe miasteczko i Wy też. Jako, że u mnie w domu na tapecie telenowele brazylijskie to ten Twój mąż mi się skojarzył jako ten bohater z telenoweli, bo oni podobne kapelusze noszą:P No i możesz być spokojna, zupełnie nie mój typ:P

    Ładną masz spódniczkę :) Nie zimno Ci? Ja to ostatnio chodzę jak ubrany kartofel. Po szyję, po uszy i skarpetki antygwałtki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty już mnie drugi raz pytasz czy mi nie zimno. Ostatnio rok temu w pierwszy śnieg, miałam leginsy na polarze, a na to krótkie spodenki (żeby tyłek ze szwami ładnie zakryć) i wałkowałaś mnie o ten strój i marznięcie :P
      JA ZAWSZE JESTEM UBRANA ADEKWATNIE DO POGODY :P
      Na mnie trzeba też brać poprawkę, że ja kompletnie nie marznę, raczej odwrotnie, notorycznie jest mi za gorąco, dobrze czuję się jesienią i zimą, lubię jak jest mróz albo mada. Natomiast bardzo źle się czuję latem.

      Usuń
    2. Ty wiesz, że ja tego nie pamiętam? Stara jestem;]

      Coś w tym jest. Ja mam chyba podobnie. Kiedy podbijałyśmy z koleżanką teraz nowe lądy w Europie ona narzekała ciągle, że jej zimno, a mi nie. Różnica jest taka, że ja miałam podkoszulkę, bluzkę z długim rękawem, swetr i parkę z futerkiem, a ona koszulę, sweterek i cienki płaszczyk rzekomo zimowy.

      To jest tak jak na tym demotywatorze. Albo jesteś damulką i marzniesz albo przypominasz ziemniaka i jest Ci ciepło:P Tobie zdaje się udaje się połączyć jedno z drugim. Wyglądasz dobrze i jest Ci ciepło:)

      Usuń
    3. Czasami przypominam ziemniaka. Np jak idę na poranny spacer albo po domu chodzę jak ziemniak ^_^
      A wiesz, że my w domu wgl nie ogrzewamy? Kaloryfery całą zimę na zero i nam ciepło. Za to jak teraz byliśmy w Polsce na kilka dni, wytrzymać w blokach z centralnym ogrzewaniem, które jest non stop rozkręcone, bo rodzice lubią ciepło, to gehenna była. Od razu dostałam kataru, ciągle kichałam i zatoki mi spuchły. Skóra mi wyschła, twarz napięta jakby folijką pokryta, reszta ciała sucha aż siwa i swędziała. Ja się nie nadaję do ciepła i sucha. JA MUSZĘ MIEĆ ZIMNO I WILGOĆ!!

      Usuń
    4. Ja taki szok przeżyłam po powrocie z Irlandii. Tam w ogóle nie grzeją. Tu miałam zakręcony kaloryfer cały czas i wietrzyłam jak wróciłam. Teraz jest inaczej. W pracy mamy za gorąco, w ogóle nie wietrzymy i jest tam okropne powietrze, więc tak się przyzwyczaiłam do tego ciepła, że mój kaloryfer w domu też grzeje. Codziennie wietrzę i nadal mimo mrozów chodzę do pracy piechotą zamiast jeździć komunikacją.

      Usuń
  4. CUDOWNE MIEJSCE I BARDZO KOLOROWE ZDJECIA REWELACYJNE I UJMUJACE SERDECZNIE POZDRAWIAM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie za odwiedziny i przemiłe słowa :)

      Usuń
  5. Ogromne wrażenie robią na mnie takie miejsca! Te kręte uliczki, kolorowe kamieniczki, ach... idzie się w nich zakochać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały sekret tkwi w kolorach. Na czarno-białych zdjęciach miasto już nie robi takiego wrażenia, a teraz pokoloruj sobie w wyobraźni, kamieniczki dowolnego miasta w Polsce. Zobaczysz o ile piękniejsze te ulice się stają. Diabeł tkwi w szczegółach :)

      Usuń
  6. Pełne uroku są takie miasteczka. Uwielbiam bywać w takich miejscach, choćby i czytając Twojego bloga :)!!!
    Hej, hej... Hexe w sukience!!! Niecodzienny to widok :)!!!
    P.S. Mąż rzeczywiście jak z żurnala :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sukienka wisi u mnie w szafie już kilka lat, czasami zdmuchuję z niej kurz, ale taka okazja trafia się niezwykle rzadko :)
      Zjawisko przeszło już do historii :D

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.