piątek, 23 grudnia 2016

Klausen pass.

Ponieważ jestem kobietą pracującą i nie gardzę pracą nawet w święta, korzystając z okazji, chciałam dać ogłoszenie:


Z tego miejsca pragniemy również życzyć, aby przy stole nikt nie zepsuł Wam apetytu, aby nie było kłótni, aby rodzina poruszała tylko miłe tematy i aby nikt nie wątpił w to, że święta Bożego Narodzenia nie mają nic wspólnego z Chrześcijaństwem.
   Ponadto wszystkim Wam, drodzy Czytacze, życzymy rodzinnej i ciepłej atmosfery, bo to często jedyny moment, w którym wszyscy mogą spotkać się razem przy wspólnym stole. Aby to spotkanie było przepełnione radością, a nie rewią mody wśród ciotek, aby wujkowie nie 'prężyli muskułów' w co lepszych opowieściach z bohatersko wykonywanego zawodu, aby prezenty były darowane ze szczerego serca, a nie bogatego na pokaz portfela.
   Wszystkiego tego, zdrowia i uśmiechu życzą Hexe i Hexer.
      A my ruszamy w kolejną drogę ;)

I pamiętajcie jeszcze o jednym:

Ku pamięci wszystkim ciężkim tematom przy stole.


Obiecałam, że zabiorę Was na Marsa... ja wcale nie żartowałam! Przełęcz górska pokryta głównie czerwonymi skałami i piachem jest jednak o tyle lepsza, że nie potrzebujemy tam specjalnych skafandrów ani butli z tlenem.
   Przełęcz w najwyższym punkcie przekracza 1 ' 948 m ü. M. Jest to przejazd łączący kantony Uri i Glarus. Klausen pass jest zamknięty w okresie zimowym z uwagi na niebezpieczeństwo powodowane warunkami pogodowymi. W lecie jeździ nawet po tych serpentynach autobus linii regionalnej.
   Zdjęcia, które Wam tu pokazuję, nie świadczą o mojej nieśmiertelności. Zostały zrobione w większości przez szybę ostrożnie kierowanego pojazdu, po drogach, które nadają się do pokonywania każdym pojazdem dalekobieżnym w bezpieczny sposób. Nigdy nie spotkałam na podobnych drogach szaleńca bawiącego się w drifting czy inne Colin McRae. Piszę o tym zanim ktoś dostanie paroksyzmu strachu przez niektóre widoki.




Wzdłuż drogi można znaleźć dużo bezpiecznego pobocza aby zatrzymać się i zrobić kilka lepszy zdjęć, lub pokontemplować przestrzeń, tak jak ten pan:


 W latach 1993, 1998, 2002 i 2006 odbywały się tutaj wyścigi zabytkowych samochodów i motocykli w celu uhonorowania prawdziwych zawodów z lat 1922-1934.
   Dziś trasa jest wyzwaniem dla kierowców (potrzeba cierpliwej i ostrożnej jazdy, czyli droga nie nadaje się dla większości Polaków), świetną zabawą dla motocyklistów i morderczą próbą sił dla rowerzystów i innych sportowców. Z mojej strony szacun i głęboki ukłon!





W tej dzikiej przełęczy można natrafić także na kiosk z mini restauracją oraz na restaurację samoobsługową, które znajdują się obok kaplicy. Jest to 100 metrów powyżej samej trasy w kierunku starego hotelu Village.





Asceza... zawiało w poprzednim poście chłodem, co? Jest taki archaizm, że asceta to wychudły, pożółkły starzec albo... włosienica, biczowanie etc.
   Po pierwsze, asceza ze starogreckiego oznacza "ćwiczenie, trening". Po drugie, asceza zakonnika, która jest elementem życia zakonów, a tam jak wiecie, panują precyzyjne przepisy regulujące życia mnicha, znacznie różni się od ascezy osoby świeckiej. Ma to nadal związek z Chrześcijaństwem, ale jej charakter śmiało można porównać do stylu życia np sportowca, bo przecież wiąże się to z pewnymi wyrzeczeniami, można nawet na tej podstawie określić dietę... ale ja mam skojarzenia XD - nie obżerać się, żreć tyle i to, co Ci faktycznie potrzebne do przeżycia. Lepiej brzmi niżeli słowo "post", prawda?
   Jednym tchem: asceza to praktykowanie dobrowolnego wyrzeczenia się pewnych dóbr i zmiana poglądu na pojęcie wartości życiowych. Już nie brzmi tak strasznie? To doskonały sposób na zrobienie w swoim życiu porządków.




Aby uświadomić sobie ile to niesie dobrego, trzeba przeprogramować swoje postrzeganie. Napisałam "wyrzeczenie się", to pewnie spowodowało już dreszcze u większości z Was, bo to kojarzy się z ograniczeniem... i tu mamy problem. Otóż temat ograniczenia znam  z autopsji i muszę Wam szczerze wyznać, że obecnie nic mnie bardziej nie ogranicza jak nadmiar rzeczy, ani też, nic bardziej mnie nie ograniczało wcześniej (choć nie byłam tego świadoma), od dążenia do doświadczania przyjemności oraz zaspokajania potrzeb materialnych.
   Od razu uprzedzam komentarze, wcale nie twierdzę, że sprawianie sobie przyjemności jest be. Ograniczało mnie to, bo dążenie do zaspokojenia materialnego oraz wygody, przesłoniło mi cały świat. Praca, wypłata, mnogość możliwości, voila i mamy pętlę konsumpcjonizmu.




To dobra okazja, aby polecić książkę "Minimalizm daje radość" Francine Jay. Łatwa w odbiorze, wielka czcionka i wszystko o tym jak odgracić sobie mieszkanie, zmienić punkt widzenia materializmu i nie pozwolić sobie nigdy więcej na zaprzątanie głowy tym, co w istocie dla człowieka kompletnie nie jest istotne.
   Autorka jest propagatorką minimalizmu jako stylu życia, zachęca do zaprzestania pogoni za dobrami materialnymi.





Ascezę można najprościej rozumieć jako sposób myślenia zmierzający do duchowej wolności od nieuporządkowanych przywiązań do rzeczywistości. Jest to też doskonały sposób na opanowanie własnych słabości, który może stać się wyłącznie swoistą walką z wadami. Chodzi bowiem o to, aby przez ascezę, stawać się człowiekiem wewnętrznie wolnym.
   Prawda to wolność, a więc nie kłam. Trzeźwość to wolność, a więc nie pij. Minimalizm to wolność, a więc nie gromadź rzeczy. Nie zamykaj się w ciasnych ramach pewnych reguł, wyjdź poza nawias, przestań przejmować się wyglądem. Kobieto, przestań umartwiać się brakiem nowej sukienki, mężczyzno, przestań zazdrościć koledze markowego garnituru, niech nie zajmuje Cię zbieranie kasy na samochód, nie udręczaj się pracą, której masz tyle, że ledwie starcza Ci czasu dla rodziny. Żyj, pracuj, ale bez szkody dla siebie i innych. Bądź uczciwy, to też wolność.


Niniejszym zdjęciem kończę już wpis o Klausenpass, jest on jednak równocześnie początkiem. Niech ta mgła będzie wprowadzeniem do następnego posta, bo w tej mrocznej dolinie kryje się kolorowe miasteczko, pełne zaskakujących atrakcji. Oprowadzę Was także po zamkowych włościach i jego oryginalnie zachowanych komnatach, oraz przedstawię sowę Hedwigę... no przynajmniej jej podobną.

Miłej wigilii, a my tymczasem idziemy spakować plecaki,
wlać w bidon białą herbatę (pozdrowienia dla Rose) i ruszamy na szlak :)
Mawiają, że jaka choinka takie święta
jakie święta, taki cały rok. XD

10 komentarzy:

  1. Ha, ha, piękne życzenia! U nas karpia nie ma (bo wanny też nie ma), więc z ogłoszenia nie skorzystam, ale może ktoś się skusi.
    Wesołych Świąt!
    Łaaał, ale pięknie... rzeczywiście trochę przypomina Marsa! Mi przywodzi na myśl jeszcze... prerię? W każdym razie, pierwsze zdjęcia wyglądają surowo, ale im dalej, tym piękniej, tak jesiennie... obłęd! Coś pięknego. Chętnie bym tam pojechała. Kurczę, dzięki Tobie dowiaduję się o nowych miejscach :D
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już po wigilii, ogłoszenie nieaktualne :P
      To zabawne, że ja wciąż zaczytuję się w książkach o podróżach w miejsca naprawdę dla mnie niedostępne, dzikie i niebezpieczne, a Wy mi piszecie tak samo o tym, co przedstawiam ja tutaj. I pomyślałam sobie właśnie, że przecież kilka lat temu tak samo mogłabym napisać pod zdjęciami jakiegoś alpinisty, myśląc, że to kompletnie nie dla mnie. Może... krok po kroku zbliżam się w ten sposób do największych marzeń?

      Usuń
  2. Ciekawe gdzie Was znów powiało?
    Pozdrawiam serdecznie :)!!!!

    Piękna ta trasa :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw powiało nas w głębię mgły, potem nad jej dywanowe połacie, a potem do dżungli, ale niestety z tego ostatniego odcinka nie mam zdjęć, bo tam były bardzo ciężkie warunki, praktycznie pionowa ściana do pokonania przy schodzeniu i do tego zaczął padać deszcz, dlatego niestety relacja będzie cząstkowa. Cóż, co przeżyliśmy, to nasze :)
      Nie byliśmy jedyni. Taką wigilijną wędrówkę zafundował sobie jeden samotny pan kilka metrów przed nami.

      Usuń
  3. Gdyby nie było dróg to faktycznie - widoki jak z Marsa. Zdjęcia z mgłą powalają na kolana. Wyglądają fantastycznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza wigilijna wyprawa to esencja górskich mgieł, ale na tą relację będziecie jeszcze musieli poczekać, dbam o chronologię ;)

      Usuń
  4. Mam nadzieję, że dobrze Wam te świąteczne wyprawy minęły :D Zdjęcia zacne, zwłaszcza te z mgłą robią wrażenie, które odważnie (taki ze mnie chojrak!) nazwę przytłaczającym.
    Minimalizm ma rzeczywiście coś w sobie. Może to mały krok, ale w ostatnich dniach zrobiłam generalny przegląd swoich rzeczy - wszystkich bibelotów, pamiątek, wreszcie ubrań (książki jutro i pojutrze pewnie). Powyrzucałam (lub może raczej planuję przekazać dalej) wszystko, czego nie potrzebuję. I jest tak świeżo, ojej. Genialne uczucie. Pedantka ze mnie żadna, zwykle mam jednak bałagan, ale mimo wszystko odpowiada mi takie sprzątanie, bo rzeczywiście oczyszcza.
    Ej - powiesz coś więcej o swojej wierze? Czy identyfikujesz się z jakimś konkretnym odłamem chrześcijaństwa? Wybacz, że tak pytam, ale zaintrygowała mnie ta kwestia (jakwszystkocowiążesięzwiarąiBogiemmatkoilemożnaotymmyślećczemujasiętakprzejmuję).
    Chylę czółka,
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyprawa świąteczna będzie stanowić opowieść wigilijną, ale na to potrzeba mi troszkę więcej czasu. Zdradzę, że było jeszcze więcej takiej mgły, jeszcze gęstszej, ale wszystkie wiedźmy lubią taki klimat ;)

      Każdy pierwszy krok jest tym największym, bo prawdopodobnie będzie kontynuacja. A jak tam Twój minimalizm po świętach, ile prezentów stoi na miejscach po starych, oddelegowanych rzeczach? XD [złowieszczy śmiech]

      Ależ z chęcią Ci odpowiem na to pytanie, bo mnie również wiara bardzo zajmuje. Jestem Chrześcijanką i nie identyfikuję się z żadną religią ani Kościołem. Czytam Pismo Św., polecam wydanie Gdańskie, jest najwierniejszym tłumaczeniem na Polski, choć i tak nie idealnym, niestety Kościół sporo pozmieniał dla swojej wygody.
      Jestem antykatolicka i antyklerykalna, ponieważ Pismo rzuciła mi światło na sporo rażących, karygodnych kwestii. Najistotniejsze opisałam tutaj: http://wdrodzedonikad.blogspot.com/2016/03/koscio-ktory-ustanowi-jezus-vs-koscio.html

      Usuń
  5. O matko! A ja przegapiłam ten post. Wstyd mi, będę się musiała za karę wychłostać;]

    Najcięższym tematem przy stole jest druga połówka i powszechny brak zrozumienia, że ja jej nie potrzebuję, że nie jestem zdesperowana i nie wcale nie mam w szafie wibratora na który rodziny i tak nie stać:P No bo taki społeczny model i już, nie pogadasz. A jak już pogadasz to usłyszysz, że może lesbijką jesteś;] Szczęśliwie święta się skończyły, mogę być nadal pewna swojej orientacji;]

    Jednak biała herbata?

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.