wtorek, 20 grudnia 2016

Flims, trzy jeziora i kanion Vorderrhein.

Miałam w dzieciństwie bardzo dużo kolorowanek, ale jedna tylko należała do moich ulubionych. Nie pamiętam autorstwa. Miała wielkość standardowego bloku rysunkowego i cała była o jesieni, a do tego diablo szczegółowa, trudna, wspaniała, zajmowała mnie na bardzo długi czas. Nawet już pomalowana, była przeze mnie często oglądana, pamiętam jej wysłużoną okładkę.
   Jako dziecko dostaje się zawsze bardzo dużo prezentów, czasami nawet jakiś się powieli. Pamiętam, że dostałam taką samą malowankę o jesieni ok rok może dwa później, była identyczna, ale czysta i szaleńczo ucieszyłam się na jej widok.
   Zostało mi tak do dziś, że jesień dla mnie jest najprawdziwszym motywem dla twórczych wyzwań, tym razem fotograficznych. To prawda, że już w dzieciństwie widać, co młodego człowieka będzie zajmował w przyszłości.
   Dla mnie jesień jest romantyczna. Nawet ta bez słońca i mglista. Wiecie, miłość w swetrze, skowronki, sikorki i słonina, takie tam.



Flims, w języku rätoromanisch: Flem. Jest to gmina w regionie Imboden w kantonie Gryzonia, pod tą nazwą są także okoliczne góry, opowiadałam o nich ostatnio. Nazwa pierwotnie wywodzi się z łacińskiego fluvius "przepływ".
   W okolicy głęboko w lasach spoczywają trzy jeziora, o których w tej wędrówce opowiem i pokażę. Mają one unikalne kolory, mogą swobodnie rywalizować z urodą wód serialu "Grom w raju".
   Istnieje też punkt widokowy, który stoi na gigantycznej wysokości skarpie, a widok jaki się z niego rozpościera na wielkie osuwiska, dosłownie hipnotyzuje.
   Pierwsze, na co chcę zwrócić uwagę to prawdziwy czar jesieni. Ostatnio wspominałam u jednej czytelniczki, że tegoroczna jesień mnie zawiodła, bo ile ona trwała? Dwa dni? Będąc w Polsce już było pozamiatane, nie miałam okazji popodziwiać. Rok wcześniej w Polsce, zdążyłam uczynić sobie przyjemność z sesji zdjęciowej w łódzkich Łagiewnikach. Spójrzcie tylko TU...




Pierwsze jezioro niestety statystycznie rzadko w ciągu roku je przypomina. Wahania poziomu nie mają nic wspólnego z porą roku, jak wyczytałam, jest ono czasem zalewane w jakiś sztuczny sposób, można się zorientować po dnie, po którym swobodnie sobie dreptałam, chrzęszcząc po zamrożonych trawach. Leżało trochę stwardniałego mułu, raczej jednak to, co tu powstaje naturalnie to z pewnością bagno. Też musi być ładnie, wszak odsłonięta polana pośrodku lasu ma tendencje do okrywania się urokliwymi mgłami, w której może i wilki chodzą i upiory może jakieś, rusałki, sikorki i słonina, takie tam, mówiłam już na początku, że romantico.
   Bardzo sympatycznie jest zniknąć we mgle. Robię tak czasem.




Następne jezioro na szlaku, Caumsee, było trwalsze i bardziej niżeli we mgle, zakochane w słońcu. Ma nawet wyspę i łódeczki, pomost i restaurację przy brzegu. W lecie musi tu być niezły rejwach...
   Dodać należy, że ten romans wody ze słońcem, wyszedł całkiem efektownie, rzekłabym perliście i te kamory pieczołowicie dodane przez przyrodę jakby w zaplanowanym układzie i te skowronki, sikorki i ja. Muszę przyznać, że z takim tłem, każdy człowiek będzie się prezentował kwitnąco, dużo lepiej niż nie byle jaka słonina. Np. człowiek w swetrze i od razu jest miłość!







Dla niektórych jesień jest nostalgią i depresją, dla mnie nostalgią i lekiem na depresję. Depresją jest tylko momentami, kiedy próbuję uchwycić na zdjęciu czerwone liście obficie lecące z drzew, a potem w domu okazuje się coś takiego:

Gdybym nie napisała, że lecą, to nikt by nie widział, że lecą.
Czy próbowaliście kiedyś przed snem wyłączyć TV, telefon, komputer, czy co tam Was angażuje, miast wytrwale siedzieć przy elektronice aż oczy wreszcie nie powiedzą pass? Niektórym na pewno byłoby ciężko, ale to jest fantastyczne wyciszenie, polecam! Można w tym czasie np poczytać sobie książkę, albo iść na wieczorny spacer, byle skutecznie uspokoić mózg nastawiony przez cały dzień na odbiór elektronicznych bodźców.
   A gdyby wyznaczyć sobie dodatkowo wyzwanie przed samym snem, jeszcze w łóżku? Wziąć zeszyt i zapisać to co nam się przydarzyło, tak samo jak kiedyś niektórzy to robili tworząc przepiękne, ręcznie pisane dzienniki? Na pewno każdego dnia zauważacie coś pięknego, albo otrzymujecie miłą wiadomość, być może ktoś obcy uśmiechnął się do Was na ulicy albo cokolwiek zdarzyło się i przyniosło Wam radość - jest to warte zapisania. Codziennie.


W stromych ścianach wąwozu, który leży na południe od rozległego lasu, wyłania się przepiękny widok, w który wejrzeć można dzięki wysokiej platformie widokowej. Platforma została zaprojektowana w imieniu Wspólnoty Flims przez architekta z Chur, Corinna Menn i otwarta we wrześniu 2006 roku. Zowie się Conn.
   Można z niej podziwiać wielki wąwóz 400 m głęboki, zwie się Vorderrhein. Mieszkańcy mówią o tym regionie: "Little Swiss Grand Canyon"

źródło zdjęcia: internet Wikipedia.
A widać z niej to:








Pisanie dziennika to miłe zajęcie i jest także genialnym ćwiczeniem na wyrobienie sobie pozytywnego sposobu myślenia, które pozwala zobaczyć świat z cudownie pięknej, jaśniejszej strony. Zawsze powtarzałam, że nasze nastawienie jest kluczem do sukcesu i do bycia szczęśliwym.
   To byłby w zasadzie nie dziennik, ale "Pozytywnik". To wyrabianie w sobie nawyku na szukanie pozytywów w każdym dniu, bo będziecie chcieli codziennie coś dobrego zapisać. Udowodnijcie sobie samym ile piękna jest dookoła, koniec z chandrą, precz z negatywnym nastawieniem do świata! Tylko żarcie się liczy! Słonina dla sikorek, chleb ze smalcem i ogórkiem dla mnie! Mrozy idą! (A nawet już czasem szczypią.)
   W moim termosie o tej porze roku zawsze jest herbata zielona z czyste z wciśniętą cytryną. Rano dowiedziałam się, że zielona herbata w drogę nie jest dobra, bo odwadnia. Jakim cudem, ja się pytam, życiodajna zielona herbata odwadnia?! Oficjalnie protestuje!


Idą święta, wszyscy emigranci pakują swoje walizki aby powrócić na ten czas do kraju, spotkać rodziny, przyjaciół, obdarować się podarkami i obeżreć we wigilię. Kolejność dowolna, Wasze priorytety ;)
   A gdyby miast dwunastu potraw, było dwanaście godzin na szlaku? Inspirujące, prawda? Bo wyjazd do Polski i tak się kiedyś tam nadarzy, a że postanowiłam w domu zrobić czystkę [czyt. pozbywanie się rzeczy bezużytecznych], to mój wyjazd do Polski raczej w wątku przewodnim nic wspólnego ze świętami mieć nie będzie, bo zostanę tragarzem.
   Zamierzam zatachać do rodzinnego domu i przywrócić na pierwotne miejsca wszystko to z czego nie korzystałam od dwóch lat. Przy okazji: 3 worki nieużywanych ubrań, które również uznałam za bezużyteczne, wylądowały w puszce dla potrzebujących. Jestem ciekawa co się z nimi dalej stanie, w Polsce przeważnie trafiają do lumpeksów, a ktoś może wie co robią z tym w Szwajcarii?
   Grunt to nie magazynować rzeczy. Żadnych rzeczy. Minimalizm to sprawa dla mnie bardzo ważna, wg niektórych z Was mój styl życia może się wydać nawet ascetyczny. Wpadłam na pomysł, aby na nadchodzący rok znów wcielić w życie taki zwyczaj utrzymywania czystości otoczenia.
   Czas otworzyć się nowe, oczyścić nie tylko przestrzeń, oczyścić duszę i kreatywnie projektować każdy dzień. A jeśli św. Mikołaj zamierza poczekać, aż przyjadę i koniecznie zechce mi coś dać, to niech idzie do Empiku albo do Decathlona.


Ostatnie jezioro wryło nas w ziemię. Dzikie, trudno dostępne brzegi porosłe krzakami, obstawione wielkimi, omszałymi kamorami niczym murem, nad głowami złote i czerwone korony drzew, a jeszcze wyżej majestat gór. I ta woda...
   To miejsce mnie opętało. Może nie dosłownie, nie powykręcało mi rąk do tyłu z wonią siarki w tle, ale w istocie poczułam się inaczej. Dosłownie pasowałam do tego krajobrazu, jak ogień do zapalniczki, jak ryba do wody, jak sikorka do słoniny. Bo zgodnie z motywem przewodnim akapitu, człowiek do diabła też pasuje, niestety A niektórzy ludzie są dosłownie tacy sami, wystarczy otworzyć jakiś serwis informacyjny. Czasem nawet człek siarą śmierdzi, szczególnie jak papierosa podpala zapałkami, a większość narodu to palacze. Jeszcze niech taki bąka puści - wypisz wymaluj, diabeł. Dosłownie jak w książkach o opętaniach: siarka i kupa. Powiadam Wam, zło czai się wszędzie. Jedyne do czego mogę z tego miejsca nawoływać, to abyście byli dobrymi ludźmi i nie dajcie się zabić! Pozostaje jedynie modlić się.











Przyszło mi na myśl, że szatanowi powinno dać się marichuanę, może by wtedy odpuścił. Może zostałby Rastafarianinem...
   Tak czy inaczej, w Szwajcarii zalegalizowano ten produkt, oczywiście na pewnych państwowych zasadach. Mnie to prywatnie nie obchodzi, ale może lepiej to będzie wdychać na przystankach niż ten nieszczęsny tytoń.




Nawigacja:
Powiększ.

Powiększ.

Powiększ.

Była to ostatnia wędrówka października 2016. W następnej opowieści zabiorę Was na Marsa :)

13 komentarzy:

  1. Witam serdecznie. Już od jakiegoś czasu zaglądam na bloga, ale jeszcze nic nie napisałam. Muszę się poprawić:) Ja też kocham jesień. Jesienią się urodziłam, ale dla mnie jest ona po prostu piękna. Wiele osób z mojego otoczenia nie lubi tej pory roku. A ja lubię. I podobają mi się Twoje zdjęcia, wszędzie tak kolorowo. Też lubię wybrać się do lasu i zrobić jakieś zdjęcia, które sobie potem kolekcjonuję i do nich powracam co jakiś czas. Teraz poluję na zimowe pejzaże, śniegu w mojej okolicy nie ma, ale jak był mróz to udało mi się sfotografować zmrożone drzewa:)
    Też lubię mgłę. Przez większość roku dojeżdżam do pracy rowerem. Lubię takie mgliste poranki, można się ukryć :)))Tej jesieni udało mi się bliskie spotkanie z sarnami, bo chyba właśnie przez mgłę nie zauważyły mnie i nie uciekły. I w mojej pracy się dziwią jak to taka mgła a ja rowerem przyjechałam. Zupełnie nie rozumiem. Teraz też się dziwią bo niby zimno. Ja już nawet nie komentuję jak słyszę coś takiego.
    Odnośnie robienia czystek w rzeczach to jest to bardzo dobry pomysł. Gdzieś kiedyś czytałam, że sprzątanie i wyrzucanie niepotrzebnych klamotów powoduję, że człowiek czuje się lżej na duszy. Ja tez staram się ostatnio robić małe czystki. Tysiąc razy się zastanawiam, czy mi coś potrzebne czy nie. Jestem takim typem, że często mi czegoś szkoda, a potem po jakimś czasie stwierdzam, że dana rzecz naprawdę tylko zagraca przestrzeń. Te moje czystki idą małymi kroczkami, ale chyba ostatnio jestem dumna z siebie, że udało mi się pozbyć trochę rupieci.
    Ale się rozpisałam. Muszę chyba częściej coś naskrobać, wtedy może krócej będzie. Pozdrawiam serdecznie z Polski. Asia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z sarnami spotkania najczęściej zdarzały mi się zimową porą, dlatego że ludzi bardzo mało łazi po lasach, jest cisza, nie ma też psów. Mgła nie ma tu znaczenia, przecież one słyszą i czuja sto razy lepiej niż my. Myślę, że one nie uciekają tak szybko, bo nadziwić się nie mogą jak człowieka widzą w lesie o tej porze ;)

      A jak ktoś się dziwi, że jeździsz we mgle, to powiedz, że bezpieczniejszej pory nie ma - przecież nikt Cię nie widzi :)
      A to, że jeździsz w zimno, świadczy o tym, że jesteś zahartowana i wirusy Cię tak łatwo nie dopadną, to wielki plus!

      Kiedy ja robię czystkę, weryfikacja jest bardzo prosta: jeżeli czegoś nie użyłam przez cały rok, to jest mi niepotrzebne. I tyle.
      W ciuchach robię czystkę co pół roku. Nic nie kupuję, ale u mnie w rodzinie jest handel wymienny i zawsze pomimo tych czystek mam pełna szafę ;) Jednak mój rozmiar nie pasuje na nikogo, więc ostatecznie trafia to do puszki dla potrzebujących.

      Śmiało możesz pisać dużo, to dla mnie wiele znaczy, bo niekiedy mam wrażenie, że większość tylko zdjęcia ogląda... co w sumie nie jest złe, ale lubię kiedy zachodzi konkretny dialog.

      Pozdrawiam, Ania.

      Usuń
  2. Kocham jesień całym sercem pomimo tego, że zawsze w tym czasie popadam w stany depresyjne i jestem zdezorganizowana. Idealnie pasuje do niej określenie "kłopotliwa pora roku". Można ją wykorzystać robiąc piękne rzeczy (tak jak zdjęcia zawarte w tym poście) lub pójść na łatwizne i użalać się nad sobą dniami i nocami. Może kiedyś opanuję pierwszą z powyższych umiejętności.
    Niezwykłe zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu odzależnij się od pogody. Wiem, że jesień nie zawsze jest taka jak na zdjęciach tutaj, że ciśnienie spada na łeb na szyję, że pada deszcz i wieje, ale pogoda zawsze musi jakaś być ;)

      Usuń
  3. Jak mi jeszcze raz kiedyś powiesz, że Szwajcaria jest nieciekawa to ja osobiście zrobię Ci krzywdę. Obiecuję.

    Piękna ta jesień tam, tam. Każda herbata i kawa odwadniają. Zielona herbata oprócz toksyn wypłukuje potas i magnes z organizmu, dlatego ja nie mogę jej pić za często, ponieważ od razu to czuję (skurcze łydek mam identyczne jak po jednym piwie). Nawet woda spożywana w zbyt dużych ilościach szkodzi.

    Na taką wędrówkę przydatna jest moim zdaniem biała z różnymi witaminami lub yerba na przykład:)

    Nie ma diabła, są tylko ludzie. To jedno z moich ulubionych zdań zasłyszanych kiedyś w filmie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam ;]

      A mówili mi, że wody to dużo trzeba, bardzo dużo... Bo widzisz, ja mam problem z piciem wody, mogę wcale nie pić. Za wyjątkiem upalnego lata oczywiście... Ale tak normalnie, to bywa że ten kubek herbaty jest jedynym co wypijam w ciągu dnia. (i szklanka cytryny z rana jeszcze). Po prostu nie chce mi się pić. Stawiam obok siebie butelkę wody z zamiarem popijania i nie robię tego. Na szlaku wmuszam w siebie picie. Całe życie tak mam. Kiedyś doigrałam się zdrowotnie i jakiś czas się trzymałam wlewania w siebie wody, ale teraz znowu mam to samo, nie piję prawię nic.

      Podobno w góry nie pije się nic, co podnosi ciśnienie. A że ja strasznie reaguje na te zmiany ciśnień tutaj, to trzymam się tej zasady, więc yerba odpada. (zielona w góry tylko z drugiego parzenia)
      Jak będę w Polsce, nabędę sobie białą, bo w Szwajcarii wszystko w expresowych sprzedają, a wolałabym całe liście. Pamiętam, że mi nigdy nie smakowała, może jak wcisnę cytrynę to zmienię zdanie. Yerbę mam, rzadko pijam i pewnie źle ją parzę.

      Moim zdaniem jest możliwe, że człowiek sam sobie diabła wymyślił, na usprawiedliwienie swoich złych czynów. Tak samo jak mitologia zna różne potwory, które usprawiedliwiają przeróżne ludzkie słabości, jak np sukkub. Pewien mężczyzna tak wytłumaczył żonie zdradę:
      - Ależ kochanie, to demon był, zahipnotyzowała mnie! Ale zaraz, zaraz... Kochanie? Co tym masz na szyi? Czy to malinka?
      - Ależ skąd, drogi mężu. Gdy ciebie nie było nocą w domu, napadł mnie wampir. To wszystko twoja wina!

      Usuń
    2. Ja piję ogromnie dużo. Wody nie potrafię się samej napić, muszę do niej przynajmniej mieć cytrynę. Inaczej woda nie gasi mojego pragnienia.

      Biała herbata jest pobudzająca (yerba też), więc najlepiej pić ją do południa. Próbowałaś yerby pomarańczowej? Ja od tej zaczynałam. Ważna jest temperatura parzenia, bo inaczej zrobi się kwaśna i niedobra.

      Usuń
  4. Udało Ci się złapać w obiektyw wszystkie możliwe kolory jesieni - cudne zdjęcia z bajkowego miejsca:)
    Przyznać muszę, że kiedy patrzę w dół na te wszystkie przepaści, aż ciarki przechodzą po po plecach.
    Przesyłam pozdrowienia z zimowego i słonecznego Krakowa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I kto by pomyśleć, że do jesieni będzie pasował też turkus ^_^
      Punkt widokowy był całkowicie bezpieczny z mocnymi, wysokimi barierkami. ;)
      Pozdrawiam z Doliny Mgieł, która obecnie doskonale wywiązuje się ze swojej nazwy. :)

      Usuń
  5. Witaj Hexe.
    Fajna i ładna jest ta Szwajcaria. Szkoda, że nie w moim zasięgu.
    Ale wędrówki z Tobą też mają swoją wartość. No i te zdjęcia...
    Pozdrawiam świątecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wartość poznawczą, to trochę jak ten program "Boso przez świat", ukazujący z kolei tereny dla mnie nieosiągalne.
      Pozdrawiam, jeszcze zupełnie nieświątecznie, jakoś nie łapię klimatu, ale dobrze, nie ma spiny ;)

      Usuń
  6. Przepiękna jesień. Choć krótka w tym roku i tak udało się nam złapać ją w tych najstrojniejszych szatach:)!!!
    Dawno, dawno temu pisałam co wieczór pamiętniczek :)!!! Przypomniałaś mi ile to sprawiało mi radości. Ha!!! Powrót do tego zwyczaju mógłby spowolnić erozję mojego mózgu!!! (Postępuje w zastraszającym tempie ;P!!).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Erozja mojego mózgu występowała za każdym razem kiedy musiałam iść do monotonnej pracy. Znaczy to, że teraz się odradzam, bo jedyna praca jaką wykonuję, to pisanie książki XD Czyli mamy MÓZG-RENESANS XD
      Pisanie ogółem sprawia mi wiele radości, bo czy to powieść, czy to ten blog, to sama przyjemność :)
      Żółty sweterek zniszczę do ostatniej nitki, często go noszę, powinnam oszczędzać, prawda? O_o

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.