piątek, 30 grudnia 2016

”2016 for me” - ”Mój rok 2016”.

"Hello, hello, hello,
wiem już czego chcę,
myślę o tym, że to nie koniec!

Nie żałuję ani dnia,
nie żałuję ani chwili,
nowy dzień droga u mych stóp!

Zobacz to ja,
górski szlak i drogi kręte,
zobacz to ja, 
jestem tam..."


- Patrycja Markowska "Hallo, hallo".


"Prawdę mówiąc, daty i lata nie są ważne. Ważne jest to, że mam pozytywne i pełne chęci nastawienie do mojego życia i wszystkiego, co może się zdarzyć".

- Beata Pawlikowska

Z perwersyjną przyjemnością stwierdzam, jako zafiksowany włóczykij, że ten rok był bardzo pomyślny w zdobywanie nowych dróg. W roku 2016 bowiem, dokonałam przełomu, dzięki któremu było możliwe porwanie się na bardziej spektakularne szlaki.
   Niektórzy z Was pamiętają, że na początku, gdy wprowadziłam się do wysokogórskiego kraju, większość wypraw kończyła się niepowodzeniem przez słaby stan mojego zewłoka. Po prostu nie miałam sił na dotarcie na szczyt, budziły się stare kontuzje, wykańczało mnie słońce, raz nawet miałam udar - nie nadawałam się na górskie wojaże. Byłam zbuntowana, a góry wyzywałam od bandytów... i gorzej nawet. W zasadzie nadal nazywam je gorzej niż etykieta przyzwala, ale to już bardziej pieszczotliwie przechodzi przez moje usta. Droga do odnalezienia siebie na górskim szlaku była ciemiężąca.
   Do moich największych wyczynów z całą pewnością można zaliczyć nie jeden szczyt (i nie tylko szczyt), ale chcę wyróżnić te wędrówki, które wlały we mnie szczególną moc wiary w siebie, bo to prawda, że góry zmieniają charakter.

"...są osoby, które idą w góry, by doświadczyć ich oblicza, jakiego inni nie znają. Posłuchać ciszy i zobaczyć barwy, jakich inni nie będą mogli oglądać. Mimo wędrówki w ciemnościach, mimo silnego mrozu i wiatru. Warto."



Najpopularniejszy szczyt północnego regionu: Pizol.
Kawał góry, bo 2844 m. n.p.m. Jest to najwyższy szczyt
łańcucha górskiego kantonu Sankt Gallen.
Więcej przepięknych, zimowych zdjęć, znajdziecie TUTAJ.

Stauberen, góra, którą po raz pierwszy odważyłam się zdobyć samodzielnie.
Był to postęp, a potem było już tylko "gorzej"...
Zaczęłam potrzebować górskiej tułaczki.
Więcej i dokładniej TUTAJ.
Jest to post, w którym najlepiej opisałam swoją mękę górskiej inicjacji.

Saxer Lüce okazało się szczytem wielce pouczającym.
O lekcji pokory TUTAJ.

Wyprawa na Gletscheraussichten Morteratsch wywołała z kolei Wasz największy entuzjazm :)
Przejazd przez Julierpass i wędrówka po lodowcu.
Więcej TUTAJ.

Margelhopf, nie prosta wędrówka, ale przepiękna trasa,
a do tego trafiły nam się bardzo fotogeniczne warunki atmosferyczne.
Sami zobaczcie TUTAJ.

Alvier, poważny szczyt, poważna sprawa. 2 343 m n.p.m., dziobią trawkę kury,
Więcej TUTAJ.

Genialna wyprawa po złote runo, czyli Rappenstein.
2 222 m. n.p.m., wędrówka po wietrznej grani.
Relacja TUTAJ.


Niewielka górka, ale za to z mega widokiem - Regelstein.
Relacja TUTAJ.

REGITZER SPITZ, tej relacji jeszcze nie było,
to również tegoroczna wyprawa, mogę już zapowiedzieć
jako najbliższą opowieść ;)


GRABSERGERG, powyżej linii mgieł,
czyli wędrówka po słońce z mroźnej doliny.
Notatka również jeszcze przed nami.

Alp Tschingla to ostatnia wędrówka tego roku,
ona zamyka naszą dobrą passę 2016,
teraz może być tylko lepiej :)



Prócz szczytów, nie wolno za żadne skarby zapomnieć o wąwozach i podziemnych korytarzach! Po raz pierwszy w życiu właśnie w Szwajcarii mogłam zaszyć się w cienistych szczelinach między strzelistymi skałami.
   Nigdy nie przypuszczałam, że lazurowa woda w takich miejscach może tak wspaniale smakować, a niektóre ściany jaru wyglądają jak ociekające rtęcią.
   Małe miałam pojęcie o środowisku tych ziem, nigdy wcześniej nie interesowałam się Alpami, ogółem nigdy wcześniej nie ciekawiło mnie nic na temat gór, dosłownie byłam anty. Masywy górskie nigdy wcześniej nie budziły we mnie żadnych emocji. Zaś wąwozy owszem - z a w s z e.


VIA SPLUGA
VIAMALA
to absolutny przodownik mojej listy wędrownych hiciorów!
Sami zobaczcie TUTAJ.

Die Schinschlucht. Dziki wąwóz, opowieść prosto z otchłani.
Około 9-kilometrowy, skalisty szlak w kantonie Gryzonia.
Więcej TUTAJ.


TAMINASCHLUCHT
Lecznicze wody prosto z głębin ziemi.
Więcej TUTAJ.

Kristallhöhle Kobelwald
to doskonałe zobrazowanie wnętrza góry.
Wędrówka po jaskini TUTAJ.

Trutg dil Flem czyli w samym środku światowego dziedzictwa UNESCO.
Zdecydowanie powalające pejzaże!
Zajrzyjcie TUTAJ.


Klausenpass, marsjańskie krajobrazy.
Więcej TUTAJ.


Do niemałych osiągnięć zaliczyć należy wszelkie zdobyte zamki Szwajcarii, taniec z martwą historią, odliczone wstecz koraliki na sznurze czasu, oraz rozpościerające się ze szczytów wież, wspaniałe widoki na ośnieżone Alpy.
   Średniowieczne, a nawet starożytne mury pozornie nie do zdobycia, ukryte gdzieś na końcu górskich szlaków w większości niewidzialne z oddali, wszystkie zbudowane z kamienia, zachowane we wspaniałym stanie lub odbudowane kamień po kamieniu zgodnie z oryginałem, bez śladu renowacji - i to się Szwajcarom chwali.

Oberurnen i Niederurnen, zamki z XIII stulecia.
Więcej TUTAJ.

Wildenburg pod białą pierzyną, czyli wędrówka na płaskowyż.
Więcej TUTAJ.

Oberiet. Ruine der Höhlenburg Wichenstein
to zdecydowanie perełka moich zamkowych podbojów.
Cała budowla dosłownie wisi na trzech czwartych wysokości klifu.
Polecam opowieść: TUTAJ. Przypominają bunkry, ale
jest to rzeczywiście średniowieczna fortyfikacja.

Zamek, w którym wisi godło Polski. Nie wolno przez to ominąć Rapperswil.
Adam Mickiewicz, kiedy odwiedził to miasto kilkadziesiąt lat wcześniej, tak się nim zachwycił,
że chwycił ołówek i zaczął je rysować, gdyż jak powiedział:
"słowem urody Rapperswilu opowiedzieć się nie da".
Po więcej zapraszam TUTAJ.

Stary kościół parafialny St. Corneli i zamek w Tosters.
Czasami zdobywaliśmy fortyfikacje Austrii.
Więcej TUTAJ.



Zamek Gräpplang i kaplica romańska St. George's Chapel.
Prześliczna rzeka pełna szaleńczo kolorowych otoczaków,
kapitalny, piętrowy zamek, po którego ruinkach spaceruje się niezwykle przyjemnie
i kapliczka na płaskowyżu z naprawdę ciężkim podejściem.
Wszystko jest TUTAJ.


Trzy zamki Haldenstein.
Trójkątna wieża, ruiny na wysokiej górze i kolejny zamek wiszący w skale.
Wszystko TUTAJ.


Wartenstein - zamek mieszkalny hrabiów.
Szczegóły TUTAJ.

Ruiny nawiedzonego zamku Freudenberg.
Niestety obyło się bez nawiedzeń,
zdjęcia TUTAJ.

Ruiny zamku Wildschloss w Vaduz - Liechtenstein.
Więcej TUTAJ.

PAX MAL, czas pokoju dla dobrych ludzi.
Może to nie zamek, ale historię całkiem ma zacną.
Szczegóły TUTAJ.

W Polsce też zwiedzaliśmy!
Np. piękny zamek w Inowłodziu.
Szczegóły TUTAJ.

źródło: "Wilcza strona" Fanpage FB
Mój apetyt na spektakularne szlaki, rośnie wprost proporcjonalnie do sił jakich nabrałam w poprzednich wędrówkach.
   Zapytam z ciekawości... która z wypraw przypadła Wam do gustu najbardziej? :) O czym chcielibyście przeczytać? Który z trzech zwiedzanych przeze mnie krajów, marzy Wam się bardziej? Jakie zdjęcia sprawiają Wam największą frajdę z oglądania, górskie wojaże czy może spacery przez kolorowe miasteczka? Jestem ciekawa jak odbieracie moją stronę, co do tej pory podobało się Wam najbardziej?
   To jest post, pod którym każdy kto tu zajrzy  o b o w i ą z k o w o  musi zostawić swoją odpowiedź! Nalegam :)


Jestem dumna z tych osiągnięć, jestem dumna także z progresu moich wędrówek. Ten przełom, o którym na początku wspomniałam, nastąpił kiedy zaczęłam chodzić sama. Górskie szlaki nigdy nie były dla mnie gościnne, jednak z czasem, ku sławetnemu stwierdzeniu: "jak się nie ma co się lubi - to się lubi, co się ma", zadomowiłam się na nich.
   Dziś czuję się na szlaku jak ryba w wodzie, kondycja znacznie uległa poprawie, ciało się wzmocniło, wzmocnił się także charakter. Góry wyrabiają psychikę, hartują nie tylko ciało.
   Wiecie, że od lat prowadzę sportowy tryb życia, co w ekstremalnych warunkach jest wystawiane na wielką próbę. Trenowałam na wytrzymałość już od bardzo dawna. Myślę, że największy wpływ na postęp w górskich eskapadach dało mi bieganie, którym w znacznej mierze zapracowałam sobie przez wcześniejsze lata na wzmocnienie ciała. Są jeszcze inne plusy: nie choruję i niełatwo mnie zmęczyć.
   Bieganie na świeżym powietrzu hartuje szczególnie jesienią i zimą. W deszczu i w śniegu - ja nie żartuję!!! Jogging w trudnych warunkach wzmacnia całe ciało, usprawnia działanie głównych układów ustroju, przede wszystkim krwionośnego, daje kondycję i sprawność.
   Mam nadal swoje pierwsze buty biegowe Nike, stare ale nie wyrzucę ich, wciąż są dobre i nadal się przydają. Dla mnie jest to bardzo ważne, by mieć rzeczy niezawodne, bo biegam dużo, (trzy razy w tygodniu to mój standard), także w deszcz czy pluchę. Tak się kuje żelazo!
   W dzisiejszej gonitwie dnia codziennego, wiele osób ma problem ze znalezieniem chwili dla siebie, tego czasu na zadbanie o wewnętrzny spokój i zresetowanie umysłu. Bieg to właśnie taki czas. Znam mnóstwo osób, które po ciężkim dniu w pracy spieszą, by założyć buty biegowe.
   To ma być dla mnie relaks i nie wyobrażam sobie wyjścia na bieg, gdzie po kilku kilometrach but nasiąknąłby wodą i najpewniej w chwilę potem odpadałby podeszwa... Tzn, wyobrażam sobie, bo kiedyś mi się to zdarzyło z inną marką... Nigdy więcej. Tu nie ma czasu na zamartwianie się czy buty wytrzymają!
    Dlatego jeśli macie apetyt na sport, a nie chcecie się zawieść, polecam z czystym sumieniem Nike. Przy okazji tej kwestii, są do złapania zniżki, więc jeżeli zachęciłam, to podpowiadam gdzie szukać odpowiednich cen ;)



8 komentarzy:

  1. Hello Hexe.
    Pomyślałem sobie, że takie górskie wędrówki już nie dla mnie.
    Ale te zamki dodały mi sił, bo to moje klimaty.
    Pozdrawiam Noworocznie.
    Micha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem inspirująca historia średniowiecznych i starożytnych artefaktów. To są bardzo przyjemne wędrówki, krótsze, mniej męczące, a i zamki bardzo lubię. Spacer wśród ruin ma swoistą magię.
      Serdecznie pozdrawiam, udanego Sylwestra :)

      Usuń
  2. Witaj jeszcze w starym roku! W Nowym życzę Ci jeszcze więcej wędrówek, możliwości i okoliczności do pokonywania siebie, swoich granic, wytrzymałości. Piękna przyrody i piękna ludzkiego wnętrza dookoła! Strasz na zamkach, lataj na miotle, czaruj i uprawiaj ziołolecznictwo. Wróćmy do swoich korzeni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem plan ustalony, co spisane to prawomocne, oby się teraz wszystko udało :)
      Spokojności i pomyślności :)
      oraz jeszcze więcej przygód!

      Usuń
  3. Witaj Hexe!
    Życzę wszelkiej pomyślności w Nowym Roku 2017: spełnienia marzeń, sukcesów zawodowych i osobistych, nieustającej miłości, ale nade wszystko zdrówka, bo ono jest bezcenne:)
    Co do mijającego roku- nie był zły, nader spokojny. Za to 2017 zapowiada mnóstwo wrażeń i wydarzeń. Najważniejszymi są ślub i weselisko duże córki, matura syna, koniec studiów drugiego syna:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie :)
      A Tobie aby wszystko pomyślnie się udało i aby nie zabrakło Ci pogody ducha, bo wielkie rzeczy czasami wymagają wiele odporności na stres.
      Bądź twarda! Uśmiechu!

      Usuń
  4. Aniu, czyżbyś weszła we współpracę z marką Nike ;)?!!!!
    Generalnie to podoba mi się no... wszystko. Bo i zamczyska kocham i miasteczka z uroczymi zaułkami i ciekawą historią. Jaskinie, jary, wąwozy, las, to co stworzyła natura. Ale wiesz... te Twoje szczytowania robią na mnie największe wrażenie :)!!! Góry kocham najbardziej i postami o nich rozbudzasz moje pragnienia do ich zdobywania :)!!!
    To był dla Ciebie naprawdę piękny rok :)!!!!
    Życzę Ci kolejnych takich wyczynów :*!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We współpracę weszłam, ale nie z Nike. Chociaż wcale bym nie narzekała ;)
      Mam już 3 głosy. Jeden na zamki, jeden na góry, a ostatnio moja mama powiedziała mi, że jej się jary najbardziej podobały. Co prawda i tak polezę tam gdzie akurat wymyślę :P ale tak po prostu chciałam wiedzieć ;)
      A w kwestii szczytowania, nabyłam dzisiaj ruchomość ułatwiającą łażenie po śniegu, co by się na zimę nie ograniczać :)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.