piątek, 18 listopada 2016

Riviera nad Walensee.

Ludzie boją się tego, co jest nowe, inne od tego, do czego są przyzwyczajeni. Stoją w miejscu, nie potrafią zrobić kroku naprzód, tkwią w starych sprawach, obawach i nieporządku. Marudzą miast wziąć się do pracy nad marzeniami. Nigdy niegotowi na to aby zrobić coś inaczej niż wszyscy i samotnie ruszyć po spełnienie.
   W życiu wcale nie chodzi o to aby przebić się, pokazać, odnieść sukces zawodowy, bo on daje krótką radość, no i nie przez pryzmat kariery czy posiadanych rzeczy Bóg nas kiedyś osądzi. Chodzi o to, aby zbudować w życiu swój wewnętrzny dom na bazie wielkiej pasji i równie uczciwej pracy. - to daje szczęście na całe życie.

Pewnego późnego, wrześniowego popołudnia, mąż wpadł na pomysł aby pojechać nad jezioro celem udania się na spacer po przypadkowo wybranym miasteczku. Miasteczko to, jak się później okazało, miało szalenie ciekawą historię, a jego ziemie były zamieszkiwane aż od czasów starożytnych. Posłuchajcie tego:


We wschodniej części Oberweesen istniało kilka starożytnych osad. Dziś śladu po nich nie widać, ale one nie zupełnie zniknęły, bowiem czasem coś się jeszcze w tych ziemiach znajduje. Obecnie leży tutaj urocza przybrzeżna miejscowość Weesen. Głównymi punktami miasta dla zwiedzających są Kościół katolicki parafii St. Martin, klasztor Dominikanów, przepiękna i cicha promenada nad jeziorem Walensee i wspaniałe budynki z czasów średniowiecza, zachowane oryginalnie do dziś, a temu wszystkiemu dodaje uroku naturalne tło z wysokiego zbocza wzdłuż miasta. Podobno na tym jeziorze była kiedyś wyspa...
   Najstarsze znaleziska archeologiczne w obszarze, pochodzą z osady powstałej w czasie panowania rzymskiego. Jeszcze w latach 60tych XX wieku odkryto tutaj pozostałości świątyni Gallo-Roman.
   Miasteczko kiedyś nosiło zupełnie inną nazwę, nie udało mi się jednak dojść do tego jakie. To germanizacja ludności nadała obecne miano.






Niederweesen, zamek zbudowany na przyczółku był... można powiedzieć - pierwszym murowanym centrum dowodzenia.
   Od 1288 trzęśli miastem Habsburgowie. Oszukiwali strasznie, bo mimo iż bogaci, byli zwolnieni od podatku. Zrobiło się miło i przyjemnie, ale to taka cisza przed budzą, bowiem miały nastać iście złowieszcze czasy.
   Prawie sto lat później, po bitwie pod Sempach w roku 1386, Konfederaci zajęli miasto i zmusili mieszkańców do oddania hołdu. Dwa lata później otwarte wojska austriackie na czele z Księciem Albrechtem III przeszły przez ukryte bramy w nocy z 21 na 22 lutego, aby mordować ludność szwajcarską. Domostwa Habsburgów Glarner i Konfederacji zostały zniszczone.



Mąż i łabędź. Zastałam ich w stanie kontemplacyjnym.



W latach 1993-1994 rozległe wykopaliska pozwoliły okryć miejsce gdzie kiedyś stał murowany most Wismet - Höfenstrasse.
   Odkryto także wysokie na 1,5 m mury miejskie. Dokumentacja wykazała, że była też fosa 8 m szerokości, 5 m głębokości i 60 m długości. Kilka budynków było zbudowanych w klifie skalnym, niestety spod grubej warstwy ognia ocalały tylko belki stropowe, cegły, zaprawy i liczne małe znaleziska, wszystko zwęglone. Mnie interesuje co się z tymi murami miasta stało. Zakopali je z powrotem, bo ich jakoś nie widać???
   W maju 2008 roku odkryto przy okazji budowy wodociągu, (kopali tylko pół metra pod asfaltem!) zachowane solidne ściany oraz podłogi budynków, a w nich przeróżne pozostałości wraz z piecem kaflowym. I co, też zasypali?
   Doprawdy... bardzo często trafiam na zapiski o badaniach archeologicznych, o tym co znaleźli, ale nigdzie nie można tego zobaczyć, wszystko ukryte. Co tam jeszcze znajdują? Jakieś portale do innych wymiarów? Gwiezdne Wrota też istnieją?





Przepięknie tego dnia zapadał zmrok, ale nad jeziorom słońce zawsze zachodzi ładnie. 😉 Nietoperki fruwały nad głowami, a na niebie spektakl kolorów.
   Po ostatniej wnikliwej analizie doszłam do wniosku, że mogłabym być wiedźminką. Też przyrządzam i pijam tajemne eliksiry przed walką... ach te izolaty i inne specyfiki... Treningi kondychę urobiły. Machnąć mieczem potrafię, byle jak, bo przeszkolenia nie miałam, ale nie przewracam się pod jego ciężarem. Moje hantle ważą tyle co jeden dwuręczny. Konno jeździć umiem, potworów się nie boję, w lesie nocą mi nie straszno, tylko jest jeden problem. Panicznie boję się zeugli...


   Ostatnio przyjaciółka wykopała stare zdjęcie sprzed dawien, dawien dawna. Za siedmioma górami, za siedmioma marketami sto lat temu o pewnej porze w pewnym miejscu nad uroczym, polskim jeziorem... ale ja gruba wtedy byłam... -____-' ...ćwiczyłyśmy walkę na katany.
   Trzeba będzie to kiedyś powtórzyć...


Mała dygresja, pamiętacie artykuł o smogu w dolinach górskich? To tzw. smog fotochemiczny, pisałam o nim TUTAJ, mniej więcej w połowie posta, obrazując na kilku zdjęciach.
   Alerty tatrzańskie poinformowały o występowaniu takowego w Zakopanem i okolicach. Stężenie pyłem zawieszonym w Zakopanem na Górnej Równi Krupowej (tam znajduje się stacja pomiarowa) wynosiło 239 µg/m3, przy dopuszczalnej normie 50 µg/m3. W niektórych miejscach, takich jak np. tereny pod Gubałówką, bywa ono jeszcze większe.
   W górach to jest istna tragedia od kiedy człowiek zdecydował się budować większe miasta i autostrady, truje sam siebie, a przy okazji męczy całą faunę i florę. Niestety na to nie ma remedium, człowiek zawsze będzie się osiedlał tam, gdzie mu się podoba. Już teraz bezpieczne są chyba jedynie dżungle i pustynie, ale myślę, że i to jest jedynie kwestią czasu.







Nawigacja:

Możesz powiększyć.

Możesz powiększyć.

Ogłoszenia parafialne:

W Dolinę Renu wbił się fen, ciepły i suchy wiatr, wiejący z gór w doliny, odpowiednik naszego halnego. Takie cuś powoduje znaczne podniesienie temperatury do nawet 20 °C Co jeszcze powoduje? Głównie śmierć w ładnych okolicznościach przyrody. Towarzyszy temu niezwykle czyste i przejrzyste powietrze, wywiewa cały ten smog, pojawiają się na turkusowym niebie różowe chmury, czasami Altocumulus lenticularis o soczewkowatym kształcie, ale niestety bardzo ciężko jest to fotografować jak tak napie..........
   Nagłe porywy wiatrów fenowych przynoszą śmierć w postaci szkód w gospodarstwach rolnych i lasach. Ponadto z wiatrami tego typu związana jest niekorzystna sytuacja biometeorologiczna – w czasie ich wiania, obserwuje się pogorszenie samopoczucia, wzrost podenerwowania i agresji, a także wzrost liczby samobójstw.
   Zatem nie bójmy się powiedzieć, że właśnie przybyła do Szwajcarii śmierć na trupio bladym koniu. I będzie się panoszyć aż do jutra.

A z następną notatką mam Wam do pokazania coś ekstra! 😎 Znów pójdziemy w góry, na najwyższy szczyt okolicznego pasma. Karmić i głaskać kury będziemy.

6 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    Fajne widoki i super wędrówka.
    Można wiele zobaczyć nie ruszając się z domu.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odwiedziny, niedługo wchodzimy wyżej :)

      Usuń
  2. A wiesz? Ja jestem takim trochę dziwolągiem. Boję się zmian, ale wciąż marzę... o podróżach głównie. Co ciekawsze, te marzenia powolutku zaczynają się spełniać:)!!!

    Piękne pokazujesz plenery :)!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli marzysz, ale spełniasz marzenia mimo strachu, to nie jesteś dziwolągiem - jesteś trochę rozważna.
      Plenery, plenery, ciągle plenery, a mnie z kataną to nikt nie skomentuje! :P :P :P

      Usuń
  3. Te wiatry to coś jak halny u nas. Też podobno ma związek ze zwiększoną liczbą samobójstw, złym samopoczuciem..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toteż napisałam, że to odpowiednik naszego halnego. Ja osobiście nie odczuwam żadnych zmian w swoim samopoczuciu, mąż także dobrze się czuje. Jedynie tylko czasem mega wkurw mnie ogarnia, kiedy potrzebuję pojechać gdzieś rowerem i nagle okazuje się, że nie potrafię nawet ruszyć z miejsca... Kiedyś przez to spóźniłam się do pracy, potem nauczyłam się sprawdzać alerty pogodowe i jak halny schodził, to wsiadałam w autobus.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.