czwartek, 24 listopada 2016

Rappenstein i wyprawa po złote runo.

Zawsze staram się, jak to zwykle ja, wychodzić do ludzi z otwartym sercem, szczerze i wyrozumiale. Bo taka już jestem, psia mać, życzliwa dla bliźnich! Co się kończy bardzo różnie, zwykle włażeniem mi na głowę i próbą zmanipulowania mnie. [Miła, nie znaczy łatwowierna]
   Dużo o tym rozmyślałam. Ostatnio z konkretnych przyczyn nawet jeszcze częściej. Mogłabym huknąć raz, kazać się odczepić, albo palnąć taki moralitet, że długo jeszcze mój głos grzmiałby pod powałą. I wyjść i już nigdy nie wrócić. Mogłabym. Ale po co? Jednak jestem też dobrym obserwatorem i wiem jakich mogę spodziewać się konsekwencji takiej przemowy. A ja nie lubię krzyku.
   Nie chodzi o to żeby się wypiąć i postąpić jak mi najwygodniej. Nie zawsze się udawało w trudnym dialogu nie czuć tego, co mniej więcej wyobraża ognie Mordoru, ale nigdy nie wybuchłam z jakimś niemoralnym tekstem.
   Może i faktycznie się łudzę, że kiedyś doświadczę szczypty zrozumienia. Może ktoś zauważy, że nie jestem żadnym zbuntowanym outsiderem, ale że ja po prostu chcę żyć swoim życiem, czego zamierzam dowieść pokazując, że też mogę być szczęśliwa ale nie wg cudzego schematu.



Szlak prowadzi przez piorunujące krajobrazy, na którego końcowym szczycie znajduje się potężny krzyż. Są to góry Alpstein położone w państewku Liechtenstein. Podróż najłatwiej rozpocząć od pensjonatu Sücka.
   Zauważyłam, że zanim polubiłam górskie wędrówki, musiałam najpierw ocalić siebie przed zagładą. Poukładać siebie w sobie od nowa. Nie uważam nadal abym była w Szwajcarii całkiem zaaklimatyzowana i twierdzę, że skoro dotąd to się nie stało, to raczej już się nie stanie. Nie zamierzam jednak poddać się temu uczuciu i przyznam szczerze, że te górskie szlaki przyszły mi z wielką pomocą, mimo że na początku ciężko zbuntowałam się przeciwko nim. Stało się to wtedy, gdy podjęłam decyzję o samodzielnym wędrowaniu. Nie daję wiary we własne słowa, ale ostatnio zaproponowałam mężowi Tatry albo Bieszczady na wakacje, bo nie znam w ogóle południa Polski.
   Tymczasem na zdjęciach pierwsza, poważnie jesienna odsłona. Wędrówka z pierwszego października, wspólna z mężem:

Miłość do gór
zaczyna się tam, gdzie nie oczekujesz nic w zamian.

Szukaj magii w swoim życiu. Ona jest wszędzie.
Ale żeby ją dostrzec, trzeba być bardzo uważnym.

Kiedyś to poczujesz, że na koniec świata podróżujesz... Śnij, marz, bajdurz.
Warto marzyć. Im dłużej, tym dokładniej. Im dokładniej, tym konkretniej.
Im konkretniej, tym bliżej do planowania.
A jeśli masz plan, to znaczy, że właśnie spełniasz marzenie.

Tylko pamiętaj, że droga dla spełniających marzenia, to bardzo trudna droga.
Tylko ci, co mają odwagę, zmieniają swe marzenia w swoje sukcesy.

Obserwuj, dostrzegaj, zauważaj.
Tylko w ten sposób nie przegapisz czegoś fascynującego.

Nie pozwalaj na to, aby życie przechodziło obok Ciebie.
Podążaj własną ścieżką, nie tą utartą, nie korzystaj z cudzych map.

W górach można znaleźć chatkę, do której wchodząc, poczujemy się jak we własnym domu. Jest posłanie z podusią, jest piecyk, w którym można napalić, a drewno znajdziemy uszykowane - zawsze jest. W niektórych chatach jest także elektryczność, można zapalić żarówkę, włączyć radio.
   Jest także piecyk, można zagotować wodę na herbatę, są szklanki, jest łyżeczka, a w szafce expresówki. Można tu zostać na noc, albo po prostu zjeść coś w cieple, osłonić się przed wiatrem, tak jak my to zrobiliśmy. I jest jeszcze coś, co zostawia prawie każdy turysta w prezencie dla innych podróżników: wódka.
   My nic ze sobą nie mięliśmy, ale następnym razem wybierając się w taką podróż, będziemy wiedzieć, że należałoby...





Są takie miejsca, są takie chwile,
gdzie nawet zwykła wódka nabiera magii.
Tzn... ja nie piłam, nie mogę tego potwierdzić 😈

Nasi tu byli.
Nie, to nie jest tytułowe złote runo 😔
Postanowiłam zneutralizować siłę drzemiącą w regule wzajemności. Ale zanim to wyjaśnię, jeszcze słówko o słabościach, które neutralizują z kolei moje działania i zapał.
   Tutejsza przyroda nie wpływa na mnie tak całkiem dobrze, ale nie ma ona prawa zmącić mojej harmonii wewnętrznej. Niestety sytuacja w atmosferze obniża mi ciśnienie i nie ma co ukrywać, bywa, że nic mi się nie chce. Tylko spać. Towarzystwo też odpada.

Kto nie chce, kiedy może
nie będzie mógł, kiedy będzie chciał.
Działaj!!

On podniósł się sprzed komputera i poszedł zdobywać szczyt.
Ty też możesz! 😜 Bądź jak on:

Zaprzyjaźnij się z innym systemem swoich myśli i postępowania.
Zwiąż się bardzo z ekosystemem.


Ostatnio moje biologiczne ciśnienie krwi jest porównywalne z ciśnieniem u Draculi. Gdyby nie druga już kawa, kto wie czy bym za moment nie zesztywniała. Jak na razie krew daje jakoś radę dotrzeć do wszystkich moich końcówek (czyt. dłoni i stóp), jeszcze nie leżę niczym ta historyczna postać w formie szczątek, ale kto wie co będzie za godzinę...
   Prócz wprawiania mnie w formę śniętej ryby, pogoda nie ma na mnie wpływu. Nie miewam depresji jesiennych, ani dołów z powodu deszczu. Górski klimat daje mi popalić z innego powodu. Mianowicie cholernie uwrażliwił mnie na ciśnienie. Dlatego czasem jestem blada z sinymi ustami, a czasem czerwona, że aż gorąco czuję na policzkach. Od skrajności w skrajność. Poza tym niepogody są tutaj bardzo ciekawe i efektowne, to tak aby wynik wyszedł na plus.

Szczęście darmowe,
a jednak bezcenne!!

Ten tunel zrobiony jest wewnątrz w całości z wykorzystaniem skały
ma około stu lat, może nawet mniej.

Stalaktyty podobno tworzą się miliardy lat.
Niech mi więc ktoś wytłumaczy, co tu w tym tunelu robią te zaczątki skalnych zębów?

Pamiętaj, że wiele najlepszych dni Twojego życia
jeszcze się nie wydarzyło! Wyjdź im naprzeciw.

Nie sztuka iść drogą, którą idą wszyscy.
Sztuka, to wytyczyć sobie nowy szlak.

Borówkowe krzaczki były najlepsze. Dosłownie wizytówka jesieni i złote trawy w oddali, można było oczy wypatrzeć.



Kliknij aby przyjrzeć się z bliska.
I co nas obchodzą zawistni ludzie, stereotypy, cudze poglądy...
Oni wszyscy pozostają tam na dole, nieważni, bezsilni wobec prawa natury.

Jeżeli uważasz, że Twoja sytuacja jest bez wyjścia
to pomyśl jak zauważyć drogę, której nie ma? Już wiesz?

Trzeba ją zobaczyć z dróg, które są!
Uroczy szlak, prawda? XD
Po raz pierwszy w życiu, właśnie tutaj doświadczyłam co to znaczy halny. Wędrując na Rappenstein przeżyłam coś ekstremalnego, mianowicie huragan, podczas gdy przechodziliśmy grań. Dodam, że sylwetka wyprostowana w pozycji dwunożnej, byłaby tu samobójstwem. Niektórzy nawet używają w takich okolicznościach lin asekuracyjnych. Ja użyłam zdrowego rozsądku, na czworaka i do przodu, to się nazywa "iść na gekona".
   Do wszystkich wrażliwych - nie ryzykowałam życia. Czułam się bezpiecznie, słowo daję! i ogólnie lubię żyć, więc proszę mnie nie podejrzewać o skłonności, którymi nie popisał się niedawno pewien Polak w Tatrach. Wyszedł w góry celem popełnienia samobójstwa, ale że był idiotą, to najpierw poinformował o tym wszystkich znajomych treścią, świadczącą o tym, iż może chcieć to zrobić, a potem nieudolnie skoczył w dół i tylko stracił przytomność.
   Jestem brutalna w swojej ocenie, uważam, że jeśli ktoś tak postępuje, wcale nie chce skutecznie się wykończyć. Ktoś taki zwraca na siebie uwagę, woła pomocy. Lekceważony - spróbował targnąć się na życie. Już to kiedyś mówiłam: nie wolno ignorować gorszych nastrojów ani problemów w życiu bliźnich, bo to nigdy nie wiadomo. Uwrażliwmy się na człowieka! Idiotą tak naprawdę nie jest ten niedoszły samobójca. Jego bliscy są idiotami.


Życie to niesamowita podróż, w której możesz dotrzeć dokąd chcesz,
ale nigdy ci się to nie uda jeśli nie wykonasz pierwszego kroku.

Co to jest prawdziwa wolność?
To brak zasięgu i WiFi XD
A jaki jest paradoks tej sytuacji?
Że jesteś przecież bliżej satelity niż kiedykolwiek XD
a jednak naprawdę nie masz zasięgu!


W górach sytuacja była na poważnie erotyczna. Czas godów najróżniejszych gatunków zwierząt, rozbrzmiewał jak rockowy koncert z użyciem instrumentów basowych i piszczałek, co razem dało kakofonię dźwięku dalece odbiegającą od ciekawej melodii. Brzmiało to jak "daj babo żryć!", albo "babo, piwa mi przynieś!". To aż niemożliwe, że samice łosi np, dawały się zachęcić po tych rykach. A piszczałki? Samice świstaków chyba dają im żeby się uciszyły...



Nasze złote runo :)

Chwila, w której chcesz się poddać,
jest bardzo często chwilą tuż przed przełomem w Twoim życiu!





Zatem jak sprawić, aby żyło się lepiej i nie ulegać swoim negatywnym emocjom? Aktywowanie najstarszej filozofii świata: "Mamtowdupizmu", niestety nie zawsze skutkuje. Bywa, że stoi za tym ktoś trzeci. Zawsze radziłam wówczas, aby odseparować się od takiej osoby, ale co wtedy jeżeli to jest niemożliwe? I tu wracam do wspomnianej wcześniej reguły wzajemności.
   Był kiedyś taki moment w moim żuciu, że musiałam się na chwilę wycofać z zasięgu publiczności i przypatrzeć się pewnemu zdarzeniu z perspektywy, dać temu czas. Teraz wiem, że przeprowadziłam bardzo dobrą politykę, której doktryny stały się niepodważalne. I tu włączył się "honorowy łańcuch zobowiązań i wdzięczności".
   Mam nawet w zanadrzu gotowy nieproporcjonalnie wielki rewanż, gdyby coś. I wtedy pomyślałam sobie, że ja przynajmniej nie muszę silić się na zmyślanie.
   Mam asa w rękawie. W tym mechanizmie tkwi pewien dość perwersyjny urok. Reagowałam automatycznie w sposób bezrefleksyjny i chłodny. Tylko tak możemy skryć się przed zakusami emocji, by znów nie wpaść w pułapkę. "Wybacz wrogowi, ale zapamiętaj typa!" I broń boże nie ukazuj swoich emocji, ani gniewu, ani smutku, nie przejmuj się zbyt ostentacyjnie, bo sprawisz jedynie, że typ będzie miał radochę.

No i co się tak gapisz?
Przecież ja wiem doskonale, że droga do nieba jest ciężka
i że dużo łatwiej jest gnić w ziemi.

Czy jest mi w stanie ktoś wyjaśnić, co to są te różowe kamienie?
Dlaczego ja nie zostałam geologiem... Przecież to jest fascynujące!!!
Hmmm otaczać się kamorami zawodowo... Hmmm....



2 222 m. n.p.m.

I wreszcie on - wierzchołek góry ↠ Rappenstein. Ma piękny, panoramiczny widok na Dolinę Renu, którą tym razem macie okazję zobaczyć od innej strony niż zazwyczaj. Widać Säntis i ogółem całe Prealpy Szwajcarskie, Margelkopf i Alvierkette również.


Na góry wchodzi się nie tylko po to aby zdobywać szczyty
ale przede wszystkim aby pokonywać własne słabości.
Pokonaj siebie - a nikt cię już nie pokona.

Wpis do księgi obowiązkowo!
Po niemiecku o po polsku :)
Człowiek powinien wychodzić w naturę jak najczęściej.
Nie mówić nic nikomu, wyjechać, zostawić wszystkie sprawy...
Przez te kilka godzin nie myśleć o niczym. Polecam!






I jeszcze jedna, bardzo prosta metoda na nieprzejmowanie się: doceniaj życie. Nawet w pochmurny listopad, kiedy jesień już nie jest złota, kiedy jest zimno, wieje, a przed Twoim blokiem szaro. Każdego dnia odnajdź w swoim otoczeniu jedną ładną rzecz albo zjawisko. Zobaczysz, że te poszukiwania wcale nie będą takie trudne. Spróbuj 😊 To jest +1000 do uśmiechu!
   A jeśli boli Cię głowa, wypij zieloną herbatę. Zielona herbata jest dobra na wszystko!


W drodze powrotnej zauważyłam jaskinię, wysoko w pionowej skale.
W takich chwilach bardzo chciałabym potrafić latać... Dobry zoom mi nie wystarczył.


Dlaczego łażę po górach? Przecież to męczarnia.
Bo tam mogę o wszystkim zapomnieć. Im więcej dajesz z siebie, tym bardziej
skupiasz się na dotarciu do celu i mniej myślisz o problemach, które zostają daleko w dole.
Lecz to nie jest ucieczka. To przewianie umysłu, reset i miejsce na wymyślenie rozwiązań.
Zawsze działa!





Widzicie sarnę?




Tratwa - marzenie z dzieciństwa...



Wierzę też w to, iż jedyną skuteczną obroną jest życzliwe odnoszenie się do wszystkich, którzy są niemili i negatywni. Wiem, że ich złość, podniesiony ton głosu, to wynik niewiedzy i niezaradności, to zagubienie i wewnętrzny smutek.

Nawigacja:
Powiększ.

9 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    Fajna wędrówka, fajna trasa i super zdjęcia.
    Tylko świstak sobie śwista i cukierki w papierki zawija.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzyczałam - daj czekoladę! A on nic, tylko tak sta na dwóch łapkach i świstał obracając się dookoła jak megafon automatyczny.
      Pozdrawiam również ;)

      Usuń
  2. Mów co chcesz, ale tam jest pięknie. W pięknych okolicach mieszkasz. I jeśli przyroda to za mało to ja nie wiem co może jeszcze uczynić Cię szczęśliwą i pozwolić Ci się zaaklimatyzować.

    Podobne zdanie, jak Ty umieściłaś na wstępie powiedziała mi kiedyś koleżanka na temat Katowic. Powiedziała, że jeśli mieszkam tu już kilka miesięcy i nie czuję, że to moje miejsce to już nigdy nie poczuję. I wiesz. Dojazdy mnie masakrycznie wykańczają, ale ja nie lubię Katowic i nic na to nie poradzę. Nie lubię mentalności ludzi tam. Oni są martwi za życia, smutni, gderliwi. Przeciwieństwem wszystkiego, co lubię najbardziej czyli życzliwości, otwartości, braku stereotypów.

    Ciężko żyć w miejscu, które nie jest dla Ciebie. Zawsze będziesz chciała stamtąd uciec. I kiedyś Ci się to uda. Ja Ci to mówię.

    Ja jestem takim dziwnym typem, że kiedy już prawie docieram do celu to często się poddaję przed metą. Ten wierzchołek góry nie motywuje mnie, ponieważ go widzę. Demotywuje mnie, bo go widzę i mam świadomość jak długo muszę jeszcze do niego iść. Tak już mam.

    Zwierzęta żyjące w swoim naturalnym środowisku to jedno z piękniejszych zdarzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie przyroda pozwala mi tu jakoś egzystować, ale to logiczne, że nie robię tego codziennie i nie po to tutaj konkretnie jestem.
      Zaaklimatyzować się trzeba w tutejszym systemie...

      Za to ludzie są obłędni. Bardzo tolerancyjni, a może po prostu - NIEUPRZEDZENI! Wyobraź sobie, że idziesz do marketu i obsługuje się kasjerka około czterdziestki, z zielonym irokezem na głowie, bogatym pircingiem i z tatuażami na rękach. I komu to przeszkadza? No powiedz, komu? Bo w Polsce takiej by Cie do pracy nie przyjęli.
      Albo idziesz sobie ulica i mija Cię staruszka z białymi dreadami.
      Tu ludzie są wyzwoleni. Polakom dużo brakuje jeszcze do takiego stanu. Myślisz, że kiedyś w ogóle przestaniemy się oceniać i krytykować powierzchownie? Że kiedyś mężczyzna z długimi włosami nie będzie kojarzony z satanizmem? (dziwne, że Jezus nie jest), ani że za tatuaż nie wywalą z pracy?

      Rozumiem o co chodzi. Póki choć raz się nie uprzesz, nie dowiesz się jak tam jest...

      Usuń
    2. Życie każdego ustawia praca. Niestety.

      My, Polacy jesteśmy mało tolerancyjnym narodem. Nie lubimy ludzi, którzy są inni, boimy się ich i tępimy. A ja wierzę, że to w jednostce jest siła. To jednostki budowały samolot, wynajdywały żarówkę, telefon, najważniejsze równania. Wierzę, że tylko człowiek, indywidualny, pogodzony ze sobą, znający swoją tożsamość ma szansę wzrastać, rozwijać się. Nigdy nie interesowało mnie opium dla mas .

      Nie przerażają mnie ludzie z tatuażami, irokezem, dredami. Ale dla pokolenia moich rodziców każdy wytatuowany człowiek czy wykolczykowany to przestępca;] Kiedy ja pierwszy raz farbowałam włosy mama mi powiedziała, że będę wyglądać jak tirówka;]

      Żeby ludzie byli wyzwoleni muszą się wyzwolić z kompleksów. A do tego nam daleko. Za mało pogłębiamy naszą polską, tożsamość, świadomość, za bardzo zachwyca nas to, co zachodnie. Ty wiesz, że dopiero niedawno dowiedziałam się, że receptura kremu Nivea powstała w Gliwicach? A teraz co? teraz mają ją Niemcy. I można tak mnożyć przykłady, kiedy sprzedaliśmy siebie za bezcen.

      Fakt. Polskie sklepy już chyba szybciej znajdziemy na obczyźnie niż u siebie. Mi się zawsze faceci z długimi włosami podobali;]

      Usuń
    3. Poza systemem, problem stanowi brak dostępu do spraw ulubionych, do mojej największej pasji w życiu i kilku innych małych hobby i nie mogę wrócić do nich póki mieszkam w Szwajcarii. Oczywiście, że tutaj znalazłam sobie inne miłe zajęcia, ale tamte są nie do zastąpienia. Myślałam że są nierozerwalną częścią mnie, że stanowią mnie, a jednak pękła nić i nie było mi z tym dobrze. Teraz, powiedzmy, że przywykłam, ale brak mi tego cholernie.

      A jak czuje się indywidualista wśród ludzi ćpających to opium dla mas? Plusem dla Szwajcarii jest to, że tutaj odpoczywam od szufladkowania i przygnębiających ocen.

      Mój tata ma kiepskie zdanie o ludziach, którzy robią sobie tatuaże, wolę nawet o tym nie pisać, bo to bardzo okrutne... Mina mu zrzedła jak się dowiedział, że miałabym tatuaż, gdybym miała za dużo pieniędzy, bo szalenie mi się podobają. Chciałabym mieć na łopatce ładnie wykonaną dziarę wilka.
      Jak jeszcze miałam kolczyk w języku, ukrywałam go kilka lat przed nim. Fakt, że w wieku dwudziestu lat robię prawo jazdy na motocykle, też ukrywałam, póki nie dostałam dokumentu do łapy.
      To teraz możesz się domyślić jaki miałam image ;)

      Hehe, moja chrzestna, kiedy poznała już dobrze mój gust względem facetów, powiedziała, że mój mąż będzie wyglądał jak szatan albo przynajmniej jak Anioł Zagłady XD
      Troszeczkę się pomyliła, mój mąż dalece odbiega od mrocznego wizerunku, ale fakt jest faktem, długie włosy to mój fetysz ;)

      Usuń
  3. Aniu zabijasz mnie tymi geologicznymi pytaniami :)!!! Czuję się zobowiązana na nie odpowiadać, jednak ze zdjęcia nie jest to łatwe, a bajdurzyć nie mam w zwyczaju. Skały trzeba dotknąć, puknąć młotkiem, polizać :)...
    To różowe zabarwienie może wynikać z mineralizacji, może być spowodowane wietrzeniem, mogą to być też glony, które je porastają??? Jak widzisz jest wiele możliwości :). Aby dojść prawdy, trzeba skałę zobaczyć w realu.

    Piękna trasa :)!!!
    P.S. Udało nam się wyskoczyć w Tatry. Było mgliście, wietrznie, cudownie :D!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to bardzo dobrze, że się czujesz zobowiązana XD Bo to Tobie konkretnie myślałam, zadając te pytania XD :D XD :P
      Polizać? Rozwiń tę kwestię, zaciekawiło mnie to... XD
      Najwyraźniej oznacza to, że kiedyś będę musiała przeprowadzić Cię przez wszystkie szlaki ze znakami zapytania XD

      Te różowe skały były gołe, nic ich nie porastało, macałam te, co były bliżej. Jak zwyczajny kamień, tylko że w takim kolorze.

      Oooo to w takim razie spodziewam się u Ciebie pięknej relacji, bo mglistość górska jest niewyobrażalnie ciekawa :) Tylko nie mów, że o tej porze roku też wdziałaś sukienkę, bo ja już po Tobie wszystkiego mogę się spodziewać :P

      Usuń
    2. Haha... nie, byłam w ciepłej kurtce i spodniach (choć sesyjka też była ;P).
      Jak skała jest mokra to więcej widać :)!!! Choć lizanie praktykuje Misiek i to raczej on mógłby odpowiedzieć rzetelnie na Twoje pytania. Ja to cienki Bolek jestem. Mogę Ci opowiedzieć o piaskach, glinach, iłach i zbadać grunt pod domek ;).

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.