wtorek, 1 listopada 2016

Bodensee - wędrówka na jednośladach oraz kilka zdań o tym jak przetrwać jesień.

Mam w sobie wieczny głód wędrowania. Na szlakach spotkałam i nadal spotykam, całe rzesze ludzi robiących to samo, co ja. Rzadko dochodziło do wymiany zdań. Zastanowiło mnie dlaczego wśród moich bliższych znajomych, nie ma wędrowców? Co stało się przyczyną, że nie jednałam nigdy podobnych sobie, lubiących ten piach, kurz i błoto, pot, zmęczenie i kontuzje?
   Od dawien dawna istnieje w obrębie tych samych zainteresowań, wirtualne kółko wędrowców - czytamy swoje opowieści, oglądamy zdjęcia z dalekich lądów, podziwiamy i celebrujemy wszelki trud. Nigdy nie spotkaliśmy się. Ujmijmy, że wędrowcy to takie górskie lwy, które łażą własnymi ścieżkami i prychają sobie na bliższe kontakty.
   Na całe szczęście mój mąż wyraża moje zainteresowania i to mi wystarczy. Ciekawi mnie jedynie dlaczego nie uzbierało się przy mnie więcej szaleńców, a jedynie sami sceptycy, którzy podziwiają, a jednocześnie nie rozumieją po co to robię. Po co człowiek podróżuje, męczy się i poci? Jedyne czego mogłam się nauczyć od takich osób, to aby nie przyjmować absolutnie żadnych rad, bo oni nie osiągnęli nigdy tego, co ja chcę osiągnąć.

Dziś zapraszam Was nad Jezioro Bodeńskie. Na swych porośniętych bujnie brzegach ma od strony austriackiej dużo wdzięcznych dróg, które najlepiej odwiedzać na rowerach. Taką wędrówkę odbyliśmy na początku sierpnia i choć chcę zamienić z Wami parę słów o jesieni, raczyć Was będę fotografiami pełnymi lata i ciepła.
   Prawdopodobnie pierwszy i ostatni raz dostąpiliśmy zaszczytu od mojego męża który wystąpił w nietypowej dla siebie odsłonie, tego dnia był rasowym dresiarzem. A towarzyszył mu jego ognisty smok górski.








Drewniany, zadaszony most. Bardzo je lubię. :)


A tu dla zobrazowania tego o czym mówiłam, lew górski. Tak, jest coś takiego. Ludzie mówią jeszcze na niego
kuguar albo pantera. I w zasadzie nie jest to lew, a puma płowa.

Obecnie mamy jesień. Kto zagląda do mnie na FB, już może zobaczyć jaka jest piękna... Oczarowuje mnie i nie mogę zrozumieć, co ludzkość od niej chce. Narzekają na nią, smucą się, słabną, aż wreszcie rozchorowują. Moim zdaniem jesień nie jest zła - są tylko niedostosowane ubrania. Wg mnie grypa nie szaleje szczególnie jesienią (przeziębić możemy się zawsze) - to my szalejemy na widok pochmurnego nieba i już zalewamy siebie wyobraźnią o sobie chorych.


Dlaczego nie widzą tego, co jest piękne, tylko to, co ponure?











Nasza odporność podupada z wielu przyczyn i jesień nie jest wcale jedną z nich. Rozumiem, że nie każdy chce się hartować na świeżym powietrzu, ale siła naszego zdrowia tkwi gdzie indziej. Ona jest w naszym brzuchu, w naszej florze bakteryjnej. Trzeba o nią zadbać, ogrzewać i dobrze karmić. Wysypiać się.
   Ostatnio potwornie mnie przewiało, a byłam totalnie spocona. Nie mogłam się przebrać w suche rzeczy (dopiero później) i wymarzłam okrutnie, telepało mną. I jestem zdrowa. Dlaczego? Jeżeli dobrze traktujecie swój organizm, on nie pozwoli się złamać. Never!
   Jeżeli interesuje Was ten wątek, zapraszam TUTAJ.

Wspaniały Amfiteratr na wodzie, zanurzony w jez. Bodeńskim, za każdym razem szczyci się innym wystrojem tematycznym. O jakim kraju były spektakle w sierpniu? :) podpowiedzi na poniższych zdjęciach :)






Wedle tego znaku, tam można zjeść Anję Orthodox. Podobno jesteśmy tym, co jemy. Chodakowską już zjadłam, teraz czas posiąść piękny wokal i można iść do telewizji. Na początek pójdę do Polsatu, zagram w "Trudne sprawy". Potem, jeśli wznowią program, wezmę udział w TVNowskim "Nie do wiary".



A ten domek na palach, widziałam raz na blogu u jednej z Polek mieszkających w Szwajcarii. Nie potrafię sobie przypomnieć u której...


Taka sytuacja.
Jezioro. Przepiękne, wielkie jezioro, szumiące fale, słodka bryza, rozpostarte żagle licznych łodzi, statki, jachty, co tylko dusza zechce. Musicie koniecznie posłuchać szumu fal, filmik poniżej.


Ma tak nowoczesny design, że aż dziwny...


Poziomy jeziora w dawnych latach.





A my krążyliśmy tutaj:
(gruba, granatowa krecha)

Powiększ.

Mamy pierwszy listopada, ze zrozumiałych przyczyn nie mogłam być na grobach bliskich, tradycji polskiej nie stało się zadość i prawidłowo. Mówi się, że powinniśmy kultywować święta naszej religii, a nie przyjmować obce i ja jestem jak najbardziej za, a więc wywalmy z kalendarza święto zmarłych, bo to też nie są chrześcijańskie święta. Zachęcam do przeczytania mojego szerszego opracowania na ten temat TUTAJ.












W weekend zaproszę Was za granicę... jakby to za granicą nie było... ale za tą jeszcze cieplejszą granicę, abyście mogli wygrzać swe pomarznięte dusze we Włoszech :)

9 komentarzy:

  1. Wiesz, nigdy nad tym się nie zastanawiałam. Skłoniłaś mnie do przemyśleń, ponieważ ja też nie mam takich znajomych. Ludzie wolą chodzić na piwo, oglądać filmy, a nie marznąć, chodzić w błocie, narażać się na wiatry. Są bardziej dziś roszczeniowi i mało kto lubi wychodzić poza strefę komfortu.

    Widzę to po niektórych, że wolą chwalić się w jakich hotelach byli, a nie tym co dookoła. A ja nie lubię hoteli. Jasne, jak mogę spać za darmo to śpię, ale wolę przytulne, klimatyczne miejsca z duszą, gdzie nie jestem bezoosobowa, anonimowa.

    Moja rodzina zupełnie nie rozumie moich zapędów. Czytałam ostatnio książkę Gelhorn, korespondentki wojennej i bardzo spodobały mi się jej poniższe słowa:

    "Nie mam samochodu, bo go nie potrzebuję. Uważam nabywanie i posiadanie (i utrzymywanie) za stratę czasu. Nie można być całkowicie wolnym, ale można być bardziej wolnym, a pułapką w którą najłatwiej wpaść, jest pułapka własności. Posiadam rzeczy, których potrzebuję, ale nie pożądam ich ani nie gromadzę z wyboru.

    Pożądam jedynie biletów na samolot i nie odmówiłabym biletu okresowego żadnej z linii lotniczych. "

    Choruję, chorowałam już nie raz i nie skupiam się na dobrach, które można gromadzić. Mam inną perspektywę. Dla mnie ważniejsze to, co gromadzę w głowie i w sercu, ale dla pospolitych tego świata jestem nikim, bo nic nie mam. Nie mam domu, nie mam samochodu, żadnego majątku. Męża nie mam i dzieci, więc to już w ogóle! Bo ludziom nadal nie mieści się w głowie, że nie wszyscy jesteśmy stworzeni do powielania tych samych schematów.

    Rasowy dresiarz:D

    Piękne to Jezioro Bodeńskie. To nie jest lokalizacja, w którą bym się wybrała, więc mam szansę zobaczyć i poznać te widoki, krajobrazy u Ciebie.

    Uwielbiam jesień i drewniane mola, mosty!

    Z odpornością to nie do końca jest tak. Ja solidnie zapracowałam sobie na chorobę autoagresywną. Moja odporność mnie niszczy. Nie powinnam brać leków odpornościowych, chociaż biorę. Biorę też leki, które niszczą moją odporność, aby ona nie zniszczyła mnie. Jakkolwiek bym jadła (a jem dobrze), cokolwiek bym nie robiła (ruch i świeże powietrze) to mi i tak nie pomoże. Złem nie jest jesień, a chorzy ludzie dookoła od których chłonę wszystko jak gąbka. I muszę z tym żyć. Aktualna praca pozwala mi na dosyć dobre funkcjonowanie i z tego się cieszę.

    Nie spotkamy się nigdy. Bo Ty zjadasz ludzi. Boję się Ciebie:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "mało kto lubi wychodzić poza strefę komfortu", są wygodniccy i leniwi. Luksusowy hotel i biuro podróży, czy namiot i górski szlak? Słońce i plaża czy deszcz, mgła i las? To są dwie odrębne kategorie troszkę szufladkujące ludzi skłonnych do wychodzenia z domu, na tych co zwiedzają, oni są turystami, oraz na tych co wędrują, oni są podróżnikami albo łaziorami. Ja jestem takim łaziorem, bo prawdziwej podróży z namiotem z dala od cywilizacji i innych ludzi, gdzieś w kompletnej głuszy dłużej niż jeden dzień, jeszcze nie przeżyłam.
      Zdecydowana większość ludzi z mojego grona, woli pojechać gdzieś samochodem, przespać się w hotelu, zwiedzić atrakcyjne turystycznie uliczki, napić się wieczorem drinka i iść spać, podczas gdy ja wolę rozłożyć mapę i zobaczyć gdzie można pójść dalej pieszo.
      Znam też parę osób, które powiedzą - a po co podróżować? W ogóle dla nich liczy się tylko mieszkanie i jego obejście, kilka sklepów na ośce i do widzenia. No po co podróżować?
      Tacy są moi najbliżsi.
      Ale nie znaczy to, że ich potępiam. Każdy żyje tak jak mu najwygodniej, a że ja się nudzę jak mi jest wygodnie i ustawicznie dążę do pogarszania swoich warunków, to już moja prywatna sprawa i nie podlega ona ocenie, tak samo jak nie podlega ocenie żadna burżujska wyprawa pani Kowalskiej, czy liczba seriali w TV pana Nowaka.
      Jedynie dziwi mnie i zaskakuje, gdy sobie zaczęłam o tym myśleć, czemu nie przyciągam do siebie żadnych wędrowców? Przez całe moje życie trafił się jeden i za niego wyszłam.

      Tego cytatu ja się nauczę na pamięć i będę korzystać wszędzie gdzie będzie trzeba. Bo to druga kwestia z moimi ludźmi - i ta jest problemem. Ja nie chcę MIEĆ, a oni mi ciągle powtarzają, że ja MUSZĘ MIEĆ. Z powodu braku sensu w takich dialogach, rozkładam ręce i potulnie przytakuję - tak oczywiście, jak tylko odłożę, kupię sobie samochód.
      Jedyne co ja muszę mieć, bo jest moim hobby, to aparat fotograficzny i laptop, na którym te zdjęcia obramiam i publikuję, a gromadzę tylko dwie grupy rzeczy - zdjęcia i kamienie. Bez których oczywiście mogę się obejść. Gdyby zabrano mi aparat, nie przestałabym podróżować. Za to może wreszcie nauczyłabym się malować w kolorze, bo w ołówku nie wszystko da się przedstawić. Wierzę, że nie ma rzeczy nie do zastąpienia, jest przecież pozytywne nastawienie i kreatywne myślenie.
      Nie przyzwyczajam się do miejsca, przywiązuję się do ludzi (jak kot, prawda?) świadczy o tym ilość moich przeprowadzek, ale Ty w tym temacie pobijasz mnie po wielokroć :P Więc po co MIEĆ i GROMADZIĆ? Wolę być troszkę bardziej mobilna. Owszem, czasem mi się nazbiera jakiś pierdół w domu, ale nie ma nic, czego bym nie mogła wyrzucić, bo nie jestem kompletnie sentymentalna. Ani trochę.

      Schematy. Walczyłam z nimi od lat. Teraz już nie walczę, teraz mi to zwisa. Czasem tylko denerwuję się jak mi ktoś próbuje wyjaśnić, że źle postępuję, np nie gromadząc dzieci.

      Chyba wiem dlaczego byś się nie wybrała do Szwajcarii. Bo tu nie ma morza. :P

      Kiedyś wymyśliłam, że lekarze powinni przepisywać na receptę dobre zawody. Może byłoby inaczej z moim kręgosłupem, gdybym nie przepracowała sześciu lat w markecie.

      Zjadam ludzi... i widzisz co to się robi z ludźmi jak w górach zamieszkają :E

      Usuń
    2. Przyznam się, że za wygodna jestem, aby spać pod namiotem. Nie spałabym również ze względów praktycznych-podróżuję sama. Też lubię łazić. Marzy mi się kiedyś taka wyprawa, aby wędrować ileś dni pod rząd. Myślę o drodze do Santiago de Compostela.

      Ja ich nie potępiam, niech sobie żyje każdy jak chce. Często jednak ludzie, których ja nie potępiam (patrz ateiści na przykład czy właśnie Ci lubiący siedzieć w fotelu) potępiają mnie. Mówią mi co powinnam, co muszę i jak nierozsądne jest trwonienie pieniędzy na książki, teatry, kino, podróżowanie. Powinnam gromadzić je do sakiewki, a jeśli przypadkiem przejdę na łono Abrahama znajdą się tacy, którzy tą sakiewkę od razu przejmą. Taka rzeczywistość.

      Popatrz. Trafił się tylko jeden, ale jaki. Taki, że od razu porzuciłaś swoją ukochaną samotność. Nie liczy się ilość, a jakość.

      Nie przeżyłabym bez aparatu, laptopa i książek. Ja jestem sentymentalna, ale rzeczy materialne nie są dla mnie rzeczami najwyższej wagi.

      No właśnie o te nerwy chodzi. Są święta, zgromadzenia rodzinne, ile to trzeba się nasłuchać.

      O widzisz! A ja człowiek morza jestem:P

      To nie kwestia zawodu, a miejsca, w którym pracujesz i ludzi.

      Yyy, stają się kanibalami? Ludzi pozwalam. Mogę Ci dać namiary na kilku, ale zwierząt nie ruszaj, ok?:P

      Usuń
    3. Gdy podróżowałam sama, wybierałam jakieś hostele albo tanie pokoje, sama też trykam przed spaniem pod namiotem, wiadomo, że ulicami miejskimi tak samo jak ścieżkami leśnymi, przechadzają się niebezpieczni ludzie. Dość mi wrażeń w życiu, swoje z takimi deklami przeszłam, więcej nie chcę.

      To są bzdury, którymi karmią się ludzie nie potrafiący wyjść poza ramy schematu. Mam wrażenie, że PRL stworzył właśnie ten schemat i że niewygodnie ludziom coś zmienić, niedobrze uwierzyć, że to już nie te czasy, że w sklepach im niczego nie zabraknie, nie trzeba spędzać całego weekendu pchając koszyk alejkami marketu, tylko dlatego, że będzie święto i na 1 dzień zamykają.
      Mam wrażenie, że ja jestem ostatnim rocznikiem, który odważył się przekląć standardy.

      Zagranica ma swoje plusy - rzadziej muszę się nasłuchać :P Jak przejdę na dietę ludzką, mogę przestać jeść zwierzęta. Tylko że to się troszkę kłóci z religią... W biblii było, żeby krwi nie pić, bo w niej jest życie. Tzn, że mam wysuszyć człowieka, a dopiero potem go zjeść? To daj te namiary...

      Usuń
  2. Witaj Hexe.
    Lubię twój głód wędrowania, a jako fachman stwierdzam, że to już uzależnienia. Jednak daj Bóg każdemu takiego uzależnienia. Jako terapeuta bym ci pomógł..., w wędrowaniu oczywiście.
    A ta podtopiona terakotowa armia zwaliła mnie na kolana.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To terapia obowiązkowa dla każdego człowieka, szkoda że takie rady - jak nieważne recepty - wyrzuca się i zapomina.
      Armia świetna, prawda? I fajnie, że można tam wchodzić cały dzień gdy nie wystawiają sztuki. Zaś sztuka z takimi efektami musi być dopiero przeżyciem! Zaplanuję to sobie jak stwierdzę, że wystarczająco poznałam tubylczy język.

      Usuń
  3. A wiesz, że na nas patrzą jak na dziwolągi, że z dzieciakami chce nam się tak wozić?!! Zawsze miałam łazika w dupce i mam nadzieje, że zostanie mi tak do późnej starości :D!!!
    Fajna wycieczka :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Szwajcarii to norma. Maluchy w nosidełkach na plecach rodziców to częsty widok. Dużo dzieciaków wchodzi samodzielnie, tak na oko czterolatki już śmigają w góry i to wcale nie te najniższe. Np na Bandytce spotykam sporo rodzin, a wiesz, że określam tą górę stopniem całkiem trudnym.

      Usuń
  4. Droga Hexe!
    Podziwiam na kondycję, wytrwałość i chęć przeżywania coraz to nowych wyzwań:)
    Serdeczności przesyłam:)

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.