poniedziałek, 28 listopada 2016

Konfitura z marzeń, plemię retyckie i ogólne sprawy szlacheckie.

[fragmenty]
Under your spell again
Now I can't let go of this dream
Drink up sweet decadence
Shouldn't let you conquer me completely
Now I can't let go of this dream
Can't believe...
And I'm still waiting for the rain to fall
Pour real life down on me
- Evanescence "Evanescence - Good Enough"



[tłum.]
Znów zaklęta przez Ciebie
Nie mogę teraz zapomnieć tego snu
Wypijam słodką dekadencję
Nie powinnam pozwolić Ci zawładnąć mną całkowicie
Nie mogę teraz zapomnieć tego snu
Nie mogę uwierzyć...
I wciąż czekam, aż spadnie deszcz
Napełni mnie prawdziwym życiem



U schyłku epoki kamiennej – pod koniec III tysiąclecia p.n.e. – rozległe obszary Europy były zasiedlone przez Celtów. Początkowo w wyniku przepychanek plemiennych, Celtowie zajmowali większą część naszego kontynentu. Krótko mówiąc, Celtowie mościli się tam, gdzie im było najwygodniej.
   W ten oto sposób słabsze plemiona zostały przepchnięte na południowy-wschód w tym Helweci, którzy przez kilka pokoleń pozostali na ziemiach dzisiejszej Alzacji, zanim ponownie przekroczyli Ren już długo po wygaśnięciu wielkich migracji Celtów.

Na zdjęciach szlachta współczesna w ruinach zamku,
bowiem dziś wysokie rody przeniosły się do bloków.

Konfitura z marzeń... Skład zwykłych konfitur znają wszystkie nasze babcie. A czy my wiemy jak osłodzić sobie życie? Wymarzone życie... a więc nie byle jakie, wyjątkowe, soczyste i zdrowe. Bogate w dobre sny i smak dający uczucie rozkoszy lecz nie na chwilę, nie po to, by stało się wspomnieniem, ale by było nami. Byśmy my byli pozytywną energią. Niemożliwe w dzisiejszych zabieganych czasach? Kwiaty jesienią też kwitną.

Szlachta nie plotkuje
szlachta dzieli się informacjami.

Wróćmy na razie do Celtów. Wszystkie te plemiona zostały oczywiście z czasem zasymilowane przez społeczności reprezentujące wyższą kulturę lateńską, ale w zwyczajach pogrzebowych Sekwanów i Helwetów zachowały się pewne cechy charakterystyczne dla starszego typu halsztackiego, jak np. pochówki w pojedynczych kurhanach, a nie na nowszych cmentarzyskach.
   Inne plemiona, wspierane przez Bojów, zagarnęły duże obszary na północny wschód od Alp należące do Retów – ludu pokrewnego Wenetom (należącym do północnych Italików), od nich wzięła się nazwa - Alpy Retyckie, czyli mówiąc po tutejszemu - Rätikon, w których to z mężem obecnie mieszkamy.

Szlachta nie gubi rzeczy - szlachta je dobrze chowa.
A że nie pamięta gdzie, to już tajemnica szlachty...

Nieznane jest pochodzenie ludu retyckiego. Niektórzy badacze uznają go za lud celtycki, inni za autochtoniczną nie-indoeuropejską ludność Europy, spokrewnioną z Etruskami. Przypuszcza się, że pozostałością po łacińskich dialektach Retów są dzisiejsze języki retoromańskie, które można usłyszeć w Szwajcarii w Gryzonii.
   Słowo daje, byłam kilka razy i nie udało mi się usłyszeć. Podobno tylko w najwyżej położonych, małych wioseczkach. Trzeba by się przejść...

Szlachta nie spóźnia się.
To inni przychodzą za wcześnie.

Kwiaty to dla mnie uśmiech świata. Kolorowe natchnienie zainspirowane dobrem Boga. "Przejrzysty i czysty jak świeżo umyta szyba, w której odbijają się pierwsze promienie wschodzącego słońca(...) doskonałe, racjonalne światło, które w każdej sekundzie gdzieś na świecie zalewa horyzont"
- "Pocałunek mordercy"

"Kończ waść, wstydu oszczędź"
- czasy, w których wstyd bolał bardziej niż śmierć...

Wchodząc do mnie na blog, często piszecie, że też chcielibyście tak często gdzieś jeździć, coś pozwiedzać, ale że urlop raz w miesiącu i basta. To błąd!! Wszystko zależy od Was, od tego jakie macie priorytety i jak spędzacie czas wolny. Przed TV czy na spacerze? Przy stole z wódeczką czy w plenerze? (zwiedzanie knajp w innych miastach, nie liczy się 😝)

Jeżeli życie Was nie zaspokaja, jeżeli marzycie o częstych wyprawach, to znaczy, że należy przeorganizować czas. Każdy z nas spiera się z jakimś grafikiem spraw i obowiązków: praca, szkoła, niektórzy jedno i drugie... Kolejność swoich działań ustala się podług priorytetów. Wiem doskonale co to jest brak czasu na sen i chroniczne zmęczenie.
   Zdajmy sobie sprawę z tego, że niekiedy bierzemy na swoje barki troszkę zbyt wiele odpowiedzialności. Ja rozumiem, że to konieczne, bo to co robiłam, było bardzo potrzebne, ale z perspektywy czasu widzę, że gdybym rozłożyła pewne sprawy inaczej, wykonałabym je o dużo lepiej, bo zarzynanie się za wszelką cenę, nie przynosi zbyt wiele profitów i zamiast dawać z siebie 100%, ledwie wyrabiałam się na styk. Do tego dochodzą oczekiwania jakie mamy wobec siebie samych, ciągłe niezadowolenie - a to recepta na klęskę. Bo jeżeli powstają wyrzuty sumienia o to, że kładziemy się spać, (bo przecież w tym czasie moglibyśmy jeszcze popracować), nasza ambicja staje się naszym wrogiem, stajemy o krok od depresji. Bardzo mały krok...


Można to pokonać, można - uwierzcie mi - jestem tego przykładem, można zrobić cokolwiek, zmienić choćby swoje nastawienie do postrzegania czasu, niekiedy to wystarczy. Jednak droga do tego bywa dłuższa i nerwowa...
   Najpierw ustalcie priorytety.  Jeżeli macie przed sobą jakieś odpowiedzialne zadanie, duże i czasochłonne, zacznijcie od niego dzień. To Wasze osobiste wyzwanie. Stale przy tym pamiętajcie, że jedną z najważniejszych decyzji jakie podejmujecie każdego dnia, jest wybór pomiędzy tym co zrobicie za chwilę, a tym co zrobicie potem... jeśli w ogóle owe zadanie na potem wykonacie, bo może się okazać, że zabraknie czasu na sprawunki podrzędne, ale te możecie przecież narobić innego dnia, zaś ważne sprawy będą ZROBIONE. I spokój! Czy to wszystko jest teraz jasne?
   Jeżeli macie "wyzwanie" przed sobą, zabierzcie się do niego NATYCHMIAST! Z doświadczenia wiem, że przyglądanie się mu zbyt długo ("zbieranie się do tego") to marnowanie czasu. Najlepiej wziąć się za najistotniejsze sprawy już od rana (lub zaraz po pracy, jeśli chodzicie na pierwszą zmianę). To jest klucz do osiągnięcia wysokiego poziomu produktywności i skuteczności działania. - DZIAŁAJCIE, NIE ZWLEKAJCIE!


Krótka wycieczka, którą tu widzicie na zdjęciach, pochodzi z pewnego październikowego dnia, ze środka tygodnia roboczego. Skąd u nas tyle podróży? Ano właśnie wynikają one z dobrej organizacji czasu. Przeważnie planujemy wypady na weekend, są to zawsze wyprawy jedno/całodzienne, bo urlop mamy tylko raz, tak jak każdy z Was ;)
   Wieczory, kiedy pogoda zachęca, a wszystkie priorytety już nam nie straszne, udajemy się na zjawiskowy odpoczynek w plener. Oczywiście, że słowo "zjawiskowy" jest tu na miejscu, bo nawet jeśli możecie wyjść najwyżej na półgodzinny spacer do parczku obok, to już jest Wasz cenny czas, Wasz restart i chwila dla duszy. I te momenty także są cudowne, pielęgnujmy swój czas wolny, dbajmy o siebie, o czystość swojego umysłu, nie zaśmiecajmy głowy głupotami z telewizji, nie warto, nic nam to nie da. Wychodźcie z domu, podróżujcie, a zobaczycie jak wasze życie stanie się wartościowe :)
   Macie już przepis na konfitury z marzeń, każdy ma, więc do roboty i smacznego, wspaniałego życia!


NAWIGACJA tego uroczego miejsca jest TUTAJ.

Więc chodź pomaluj mi życie
na purpurowo i na niebiesko!

A niedługo wszyscy emigranci pojadą do Polski - kraju, w którym coraz trudniej znaleźć sklep z polską nazwą.
   My też się wybierzemy, ale nie w dniu, w którym wszyscy Polacy ułożą rekordowej długości flagę przez całe Niemcy. Jakże to patriotycznie wygląda...

źródło: internet
Ostatnio mężowi zachciało się obejrzeć mnie z czasów gdy miałam o dziesięć lat mniej. Przywrócił wspomnienia, byłam wtedy dość mocno zaangażowana w stajnię pod Łodzią. Udawałam się tam dwa razy w tygodniu i tak przed parę lat, to był niewyobrażalnie piękny czas, cały mój umysł był oddany tej pasji, non stop o tym myślałam, wszystkie konie były moje ukochane, ciągle tylko o tym gadałam.
   Wiązałam z tym przyszłość, los się odwrócił, nie poszło, mówi się trudno, ale pasja pozostaje do końca życia. Lubię wracać do tych zdjęć, ale nie ukrywam, że serce się kraje...
   A jakbyście zobaczyli mój image codzienny, gdy miałam lat dwadzieścia, pospadalibyście z krzeseł 😈


Zatem czy mój dzień może być przykładem? Wstaję rano, bez względu na pogodę, łapię aparat i wychodzę o wschodzie słońca, polować na chwile. Od kiedy zaczynam dzień wyjściem na spacer albo joggingiem (wtedy bez aparatu 😉), to rozpoczynam naprawdę fajny dzień. Zachęcam, spróbujcie codziennie wyjść na pół godziny, lub chociaż na kwadrans, przespacerować się, popatrzeć w niebo, poobserwować ptaki, posłuchać wiatru, pomodlić się, jeśli ktoś z Was jest wierzący, to naprawdę wlewa w serce optymizm, pozytywnie nastraja. Polecam porządkowanie własnej głowy wśród natury.
   Jeśli uważacie, że taka codzienna musztra przed klatką schodową to nuda, to powiem Ci, że każdego dnia coś mnie na tym spacerze zaskakuje. W przyrodzie nie ma rutyny, to niemożliwe! Ale musicie sami osobiście się o tym przekonać, nic Wam więcej nie powiem, może kiedyś pokażę Wam zdjęcia z tych porannych spacerów, ale najpierw muszę się wykopać z zaległych podróży :)

czwartek, 24 listopada 2016

Rappenstein i wyprawa po złote runo.

Zawsze staram się, jak to zwykle ja, wychodzić do ludzi z otwartym sercem, szczerze i wyrozumiale. Bo taka już jestem, psia mać, życzliwa dla bliźnich! Co się kończy bardzo różnie, zwykle włażeniem mi na głowę i próbą zmanipulowania mnie. [Miła, nie znaczy łatwowierna]
   Dużo o tym rozmyślałam. Ostatnio z konkretnych przyczyn nawet jeszcze częściej. Mogłabym huknąć raz, kazać się odczepić, albo palnąć taki moralitet, że długo jeszcze mój głos grzmiałby pod powałą. I wyjść i już nigdy nie wrócić. Mogłabym. Ale po co? Jednak jestem też dobrym obserwatorem i wiem jakich mogę spodziewać się konsekwencji takiej przemowy. A ja nie lubię krzyku.
   Nie chodzi o to żeby się wypiąć i postąpić jak mi najwygodniej. Nie zawsze się udawało w trudnym dialogu nie czuć tego, co mniej więcej wyobraża ognie Mordoru, ale nigdy nie wybuchłam z jakimś niemoralnym tekstem.
   Może i faktycznie się łudzę, że kiedyś doświadczę szczypty zrozumienia. Może ktoś zauważy, że nie jestem żadnym zbuntowanym outsiderem, ale że ja po prostu chcę żyć swoim życiem, czego zamierzam dowieść pokazując, że też mogę być szczęśliwa ale nie wg cudzego schematu.



Szlak prowadzi przez piorunujące krajobrazy, na którego końcowym szczycie znajduje się potężny krzyż. Są to góry Alpstein położone w państewku Liechtenstein. Podróż najłatwiej rozpocząć od pensjonatu Sücka.
   Zauważyłam, że zanim polubiłam górskie wędrówki, musiałam najpierw ocalić siebie przed zagładą. Poukładać siebie w sobie od nowa. Nie uważam nadal abym była w Szwajcarii całkiem zaaklimatyzowana i twierdzę, że skoro dotąd to się nie stało, to raczej już się nie stanie. Nie zamierzam jednak poddać się temu uczuciu i przyznam szczerze, że te górskie szlaki przyszły mi z wielką pomocą, mimo że na początku ciężko zbuntowałam się przeciwko nim. Stało się to wtedy, gdy podjęłam decyzję o samodzielnym wędrowaniu. Nie daję wiary we własne słowa, ale ostatnio zaproponowałam mężowi Tatry albo Bieszczady na wakacje, bo nie znam w ogóle południa Polski.
   Tymczasem na zdjęciach pierwsza, poważnie jesienna odsłona. Wędrówka z pierwszego października, wspólna z mężem:

Miłość do gór
zaczyna się tam, gdzie nie oczekujesz nic w zamian.

Szukaj magii w swoim życiu. Ona jest wszędzie.
Ale żeby ją dostrzec, trzeba być bardzo uważnym.

Kiedyś to poczujesz, że na koniec świata podróżujesz... Śnij, marz, bajdurz.
Warto marzyć. Im dłużej, tym dokładniej. Im dokładniej, tym konkretniej.
Im konkretniej, tym bliżej do planowania.
A jeśli masz plan, to znaczy, że właśnie spełniasz marzenie.

Tylko pamiętaj, że droga dla spełniających marzenia, to bardzo trudna droga.
Tylko ci, co mają odwagę, zmieniają swe marzenia w swoje sukcesy.

Obserwuj, dostrzegaj, zauważaj.
Tylko w ten sposób nie przegapisz czegoś fascynującego.

Nie pozwalaj na to, aby życie przechodziło obok Ciebie.
Podążaj własną ścieżką, nie tą utartą, nie korzystaj z cudzych map.

W górach można znaleźć chatkę, do której wchodząc, poczujemy się jak we własnym domu. Jest posłanie z podusią, jest piecyk, w którym można napalić, a drewno znajdziemy uszykowane - zawsze jest. W niektórych chatach jest także elektryczność, można zapalić żarówkę, włączyć radio.
   Jest także piecyk, można zagotować wodę na herbatę, są szklanki, jest łyżeczka, a w szafce expresówki. Można tu zostać na noc, albo po prostu zjeść coś w cieple, osłonić się przed wiatrem, tak jak my to zrobiliśmy. I jest jeszcze coś, co zostawia prawie każdy turysta w prezencie dla innych podróżników: wódka.
   My nic ze sobą nie mięliśmy, ale następnym razem wybierając się w taką podróż, będziemy wiedzieć, że należałoby...





Są takie miejsca, są takie chwile,
gdzie nawet zwykła wódka nabiera magii.
Tzn... ja nie piłam, nie mogę tego potwierdzić 😈

Nasi tu byli.
Nie, to nie jest tytułowe złote runo 😔
Postanowiłam zneutralizować siłę drzemiącą w regule wzajemności. Ale zanim to wyjaśnię, jeszcze słówko o słabościach, które neutralizują z kolei moje działania i zapał.
   Tutejsza przyroda nie wpływa na mnie tak całkiem dobrze, ale nie ma ona prawa zmącić mojej harmonii wewnętrznej. Niestety sytuacja w atmosferze obniża mi ciśnienie i nie ma co ukrywać, bywa, że nic mi się nie chce. Tylko spać. Towarzystwo też odpada.

Kto nie chce, kiedy może
nie będzie mógł, kiedy będzie chciał.
Działaj!!

On podniósł się sprzed komputera i poszedł zdobywać szczyt.
Ty też możesz! 😜 Bądź jak on:

Zaprzyjaźnij się z innym systemem swoich myśli i postępowania.
Zwiąż się bardzo z ekosystemem.


Ostatnio moje biologiczne ciśnienie krwi jest porównywalne z ciśnieniem u Draculi. Gdyby nie druga już kawa, kto wie czy bym za moment nie zesztywniała. Jak na razie krew daje jakoś radę dotrzeć do wszystkich moich końcówek (czyt. dłoni i stóp), jeszcze nie leżę niczym ta historyczna postać w formie szczątek, ale kto wie co będzie za godzinę...
   Prócz wprawiania mnie w formę śniętej ryby, pogoda nie ma na mnie wpływu. Nie miewam depresji jesiennych, ani dołów z powodu deszczu. Górski klimat daje mi popalić z innego powodu. Mianowicie cholernie uwrażliwił mnie na ciśnienie. Dlatego czasem jestem blada z sinymi ustami, a czasem czerwona, że aż gorąco czuję na policzkach. Od skrajności w skrajność. Poza tym niepogody są tutaj bardzo ciekawe i efektowne, to tak aby wynik wyszedł na plus.

Szczęście darmowe,
a jednak bezcenne!!

Ten tunel zrobiony jest wewnątrz w całości z wykorzystaniem skały
ma około stu lat, może nawet mniej.

Stalaktyty podobno tworzą się miliardy lat.
Niech mi więc ktoś wytłumaczy, co tu w tym tunelu robią te zaczątki skalnych zębów?

Pamiętaj, że wiele najlepszych dni Twojego życia
jeszcze się nie wydarzyło! Wyjdź im naprzeciw.

Nie sztuka iść drogą, którą idą wszyscy.
Sztuka, to wytyczyć sobie nowy szlak.

Borówkowe krzaczki były najlepsze. Dosłownie wizytówka jesieni i złote trawy w oddali, można było oczy wypatrzeć.



Kliknij aby przyjrzeć się z bliska.
I co nas obchodzą zawistni ludzie, stereotypy, cudze poglądy...
Oni wszyscy pozostają tam na dole, nieważni, bezsilni wobec prawa natury.

Jeżeli uważasz, że Twoja sytuacja jest bez wyjścia
to pomyśl jak zauważyć drogę, której nie ma? Już wiesz?

Trzeba ją zobaczyć z dróg, które są!
Uroczy szlak, prawda? XD
Po raz pierwszy w życiu, właśnie tutaj doświadczyłam co to znaczy halny. Wędrując na Rappenstein przeżyłam coś ekstremalnego, mianowicie huragan, podczas gdy przechodziliśmy grań. Dodam, że sylwetka wyprostowana w pozycji dwunożnej, byłaby tu samobójstwem. Niektórzy nawet używają w takich okolicznościach lin asekuracyjnych. Ja użyłam zdrowego rozsądku, na czworaka i do przodu, to się nazywa "iść na gekona".
   Do wszystkich wrażliwych - nie ryzykowałam życia. Czułam się bezpiecznie, słowo daję! i ogólnie lubię żyć, więc proszę mnie nie podejrzewać o skłonności, którymi nie popisał się niedawno pewien Polak w Tatrach. Wyszedł w góry celem popełnienia samobójstwa, ale że był idiotą, to najpierw poinformował o tym wszystkich znajomych treścią, świadczącą o tym, iż może chcieć to zrobić, a potem nieudolnie skoczył w dół i tylko stracił przytomność.
   Jestem brutalna w swojej ocenie, uważam, że jeśli ktoś tak postępuje, wcale nie chce skutecznie się wykończyć. Ktoś taki zwraca na siebie uwagę, woła pomocy. Lekceważony - spróbował targnąć się na życie. Już to kiedyś mówiłam: nie wolno ignorować gorszych nastrojów ani problemów w życiu bliźnich, bo to nigdy nie wiadomo. Uwrażliwmy się na człowieka! Idiotą tak naprawdę nie jest ten niedoszły samobójca. Jego bliscy są idiotami.


Życie to niesamowita podróż, w której możesz dotrzeć dokąd chcesz,
ale nigdy ci się to nie uda jeśli nie wykonasz pierwszego kroku.

Co to jest prawdziwa wolność?
To brak zasięgu i WiFi XD
A jaki jest paradoks tej sytuacji?
Że jesteś przecież bliżej satelity niż kiedykolwiek XD
a jednak naprawdę nie masz zasięgu!


W górach sytuacja była na poważnie erotyczna. Czas godów najróżniejszych gatunków zwierząt, rozbrzmiewał jak rockowy koncert z użyciem instrumentów basowych i piszczałek, co razem dało kakofonię dźwięku dalece odbiegającą od ciekawej melodii. Brzmiało to jak "daj babo żryć!", albo "babo, piwa mi przynieś!". To aż niemożliwe, że samice łosi np, dawały się zachęcić po tych rykach. A piszczałki? Samice świstaków chyba dają im żeby się uciszyły...



Nasze złote runo :)

Chwila, w której chcesz się poddać,
jest bardzo często chwilą tuż przed przełomem w Twoim życiu!





Zatem jak sprawić, aby żyło się lepiej i nie ulegać swoim negatywnym emocjom? Aktywowanie najstarszej filozofii świata: "Mamtowdupizmu", niestety nie zawsze skutkuje. Bywa, że stoi za tym ktoś trzeci. Zawsze radziłam wówczas, aby odseparować się od takiej osoby, ale co wtedy jeżeli to jest niemożliwe? I tu wracam do wspomnianej wcześniej reguły wzajemności.
   Był kiedyś taki moment w moim żuciu, że musiałam się na chwilę wycofać z zasięgu publiczności i przypatrzeć się pewnemu zdarzeniu z perspektywy, dać temu czas. Teraz wiem, że przeprowadziłam bardzo dobrą politykę, której doktryny stały się niepodważalne. I tu włączył się "honorowy łańcuch zobowiązań i wdzięczności".
   Mam nawet w zanadrzu gotowy nieproporcjonalnie wielki rewanż, gdyby coś. I wtedy pomyślałam sobie, że ja przynajmniej nie muszę silić się na zmyślanie.
   Mam asa w rękawie. W tym mechanizmie tkwi pewien dość perwersyjny urok. Reagowałam automatycznie w sposób bezrefleksyjny i chłodny. Tylko tak możemy skryć się przed zakusami emocji, by znów nie wpaść w pułapkę. "Wybacz wrogowi, ale zapamiętaj typa!" I broń boże nie ukazuj swoich emocji, ani gniewu, ani smutku, nie przejmuj się zbyt ostentacyjnie, bo sprawisz jedynie, że typ będzie miał radochę.

No i co się tak gapisz?
Przecież ja wiem doskonale, że droga do nieba jest ciężka
i że dużo łatwiej jest gnić w ziemi.

Czy jest mi w stanie ktoś wyjaśnić, co to są te różowe kamienie?
Dlaczego ja nie zostałam geologiem... Przecież to jest fascynujące!!!
Hmmm otaczać się kamorami zawodowo... Hmmm....



2 222 m. n.p.m.

I wreszcie on - wierzchołek góry ↠ Rappenstein. Ma piękny, panoramiczny widok na Dolinę Renu, którą tym razem macie okazję zobaczyć od innej strony niż zazwyczaj. Widać Säntis i ogółem całe Prealpy Szwajcarskie, Margelkopf i Alvierkette również.


Na góry wchodzi się nie tylko po to aby zdobywać szczyty
ale przede wszystkim aby pokonywać własne słabości.
Pokonaj siebie - a nikt cię już nie pokona.

Wpis do księgi obowiązkowo!
Po niemiecku o po polsku :)
Człowiek powinien wychodzić w naturę jak najczęściej.
Nie mówić nic nikomu, wyjechać, zostawić wszystkie sprawy...
Przez te kilka godzin nie myśleć o niczym. Polecam!






I jeszcze jedna, bardzo prosta metoda na nieprzejmowanie się: doceniaj życie. Nawet w pochmurny listopad, kiedy jesień już nie jest złota, kiedy jest zimno, wieje, a przed Twoim blokiem szaro. Każdego dnia odnajdź w swoim otoczeniu jedną ładną rzecz albo zjawisko. Zobaczysz, że te poszukiwania wcale nie będą takie trudne. Spróbuj 😊 To jest +1000 do uśmiechu!
   A jeśli boli Cię głowa, wypij zieloną herbatę. Zielona herbata jest dobra na wszystko!


W drodze powrotnej zauważyłam jaskinię, wysoko w pionowej skale.
W takich chwilach bardzo chciałabym potrafić latać... Dobry zoom mi nie wystarczył.


Dlaczego łażę po górach? Przecież to męczarnia.
Bo tam mogę o wszystkim zapomnieć. Im więcej dajesz z siebie, tym bardziej
skupiasz się na dotarciu do celu i mniej myślisz o problemach, które zostają daleko w dole.
Lecz to nie jest ucieczka. To przewianie umysłu, reset i miejsce na wymyślenie rozwiązań.
Zawsze działa!





Widzicie sarnę?




Tratwa - marzenie z dzieciństwa...



Wierzę też w to, iż jedyną skuteczną obroną jest życzliwe odnoszenie się do wszystkich, którzy są niemili i negatywni. Wiem, że ich złość, podniesiony ton głosu, to wynik niewiedzy i niezaradności, to zagubienie i wewnętrzny smutek.

Nawigacja:
Powiększ.