wtorek, 4 października 2016

St. Gallen - Ut in omnibus glorificetur Deus. [aby we wszystkim Bóg był uwielbiony]

Stolica kantonu o tej samej nazwie, notabene w tym kantonie rezyduję. Podobno w starym znaczeniu słowo "rezydować", znaczy mieszkać u kogoś jako ubogi krewny...
   Dawno temu  św. Gall [Gaweł po prostu] traktował tę ziemię jako swą pustelnię. W ok. 720 roku, miejsce to zostało przekształcone w ośrodek zakonny, a konkretnie w opactwo benedyktynów. Znający mnie dłużej wiedzą, że od lat mam bzika na tle życia zakonnego. Największe jednak zaciekawienie jak i głód wiedzy, budzili u mnie Franciszkanie, ale o tym później.
   Dziś na tym terenie rozpościera się przepiękne, zabytkowe miasto. Późnobarokowy zespół budynków opactwa (z XVIII wieku) zbudowany w miejscu średniowiecznego klasztoru benedyktynów.
   Ale to nie jedyna rzecz, jaka mnie skusiła do zwiedzania St. Gallen.

Wiosenny maj, było błękitne niebo.













Przyciągnęła mnie biblioteka opactwa św. Galla - jedna z najbogatszych i najstarszych na świecie, zawierająca cenne rękopisy, m.in. najstarszy znany na świecie rysunek na pergaminie, przedstawiający plan opactwa.
   W jej barokowych wnętrzach zgromadzono 150 tys. zbiorów, w tym 2 tys. starych ksiąg rękopiśmiennych, z tego 400 sprzed 1000 roku. Między innymi znajdują się tam bogato ilustrowane manuskrypty irlandzkie i karolińskie. Posiada ona również około tysiąca inkunabułów. W odróżnieniu od większości bibliotek przyklasztornych, St. Gallen jest światowym centrum naukowym, umożliwiającym szerokie prowadzenie prac badawczych.
   Księgozbiór biblioteki dostępny jest do publicznego użytku, ale książki pochodzące sprzed 1900 roku muszą być czytane w specjalnej czytelni. Hala główna biblioteki zbudowana została w stylu rokoko.
   W 1983 roku biblioteka wraz z opactwem św. Galla zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego, jako „doskonały przykład klasztoru z czasów Karolingów”. Tutaj trzymany jest manuskrypt B z Pieśnią o Nibelungach.
   W latach 90. stworzona została wirtualna biblioteka, z zamiarem udostępnienia szerszemu kręgowi najstarszych zbiorów biblioteki — Codices Electronici Sangallenses.
   I niestety, w dupen machen, był zakaz robienia zdjęć, a chciałam Wam to rokoko pokazać. Na szczęście jest internet. (Handlarze pocztówek i albumów nie zarobili na mnie.)
   Trafiliśmy akurat na wyjątkową wystawę ksiąg medycznych, ręcznie pisanych, oprawionych w skórę, przepastnych i wielkich. Ciarki miałam! Dawna medycyna jest o tyle ciekawa, że opisywane w niej objawy chorób oraz metody, są w gruncie rzeczy porównywalne ze współczesnymi opisami, lecz z braku środków i możliwości, choć logiczne, były niemożliwe do zastosowania w dawnych czasach. W czasach zabobonu, gdzie nawet reanimacja była... no cóż, niepoprawnie kojarzona, ale już znano ją. Co jeszcze ciekawsze - w tych księgach naukowych zwarte były takie zaklęcia jak "abra kadabra". Czy wiecie co to właściwie oznacza?
   Do wystawy dołączone były jeszcze przeszklone trumny z mumiami. Nie wiem jaki miało to związek akurat w tym miejscu, ale pomyślałam sobie, że medycyna i magia bez trupa nie działają, więc ok.




Rzymskokatolicka katedra diecezji Sankt Gallen, w kontekście turystycznym jest naprawdę warta zobaczenia. Ponad to, ludzie nawet miejscowi lubią tutaj przebywać, co widać po trawnikach - są wyściełane ich odpoczywającymi rozleniwionymi ciałami ;)




Ordo Sancti Benedicti czyli Benedyktyni, którzy opiekują się tym terenem, to w Europie najstarszy katolicki zakon mniszy. Dzieli się na gałąź męską – mnichów, żeńską – mniszki i laikat – oblatów, wiernych świeckich obojga płci, zrzeszonych przy opactwach benedyktyńskich i żyjących według Reguły św. Benedykta w świecie. Słynne motto zakonu, przypisywane założycielowi, brzmi: Ora et labora - módl się i pracuj. Zaś hasłem przewodnim jest: Ordo et pax - ład i pokój.
   Opactwa benedyktyńskie są niezależne jurysdykcyjnie od jakichkolwiek wyższych władz zakonnych. Mnisi ślubują: stałość (stabilitas), obyczaje monastyczne (conversatio morum) i posłuszeństwo (oboedientia) wobec Reguły, które obejmują zbiór przepisów normujących cenobickie życie mnisze i wskazówki ascetyczne, zredagowane według tradycji przez św. Benedykta z Nursji (założyciel zakonu). Chociaż Reguła została napisana na podstawie osobistego doświadczenia, to jednak w oparciu o Pismo Święte.
   To oni zapoczątkowali zwyczaj mszy gregoriańskich, chorału gregoriańskiego, pielęgnują piękno liturgii jako Służby Bożej i najważniejszej czynności Kościoła. Przyczynili się do apostolstwa świeckich w Kościele poprzez instytucję oblatów benedyktyńskich, którzy stali się pierwowzorem dla późniejszych świeckich „trzecich zakonów”.







Zdjęcie zdjęcia. Nie latam na miotle publicznie.
A, a co my tu mamy? Kryształy górskie na honorowym miejscu? Przypisuje im się wiele ezoterycznych właściwości. Jest to istotny minerał dla praktykujących magię.


Zakon benedyktyński kultywuje ubóstwo; należy opuścić wszystko, by całkowicie oddać się Bogu. Polega to na bezgranicznym zaufaniu Panu, gdyż jeśli pozbędziemy się wszystkiego, jedynym zabezpieczeniem będzie Chrystus, nie pozostanie już nic prócz wiary.
   Asceza kiedyś towarzyszyła mi przez rok, taka w pojęciu możliwie największym jaka może być dla osoby świeckiej, żyjącej normalnie wśród telefonów i komputerów, płacącej podatki itd. ;] Tak, tak, jak na wiedźmę, to ja całkiem wierząca jestem ;)
   O co chodzi? Wytłumaczę własnymi słowami: asceza w pojęciu świeckim, polega na uodpornieniu się na pokusy. Na posiadanie tylko tego, co jest wystarczające do życia, zgodnie z tokiem myślenia, iż dobra materialne nie są warte tyle, ile wartości przypisuje im dzisiejszy świat, gdyż prawdziwy skarb jest w niebie.
   Rozdałam wtedy większość swoich rzeczy, które ambitnie gromadziłam, a kiedyś miałam tego od groma, szczególnie babskich itemów. [Najpierw było mnie słychać, a potem wyłaniałam się ja :P] Podczas mojego "czystego" roku, jedyną biżuterią była Franciszkańska tauka. Do tego przeredagowałam listę swoich życiowych priorytetów. I wiecie co? Byłam naprawdę szczęśliwa! :) Przywędrowało właśnie do mnie miłe wspomnienie :), gdy chodziłam po orzechy włoskie do ogrodu Franciszkanów w łódzkich Łagiewnikach. Zawsze im obficie obradzały, a wielkie były jak śliwki!
   Dlaczego akurat Franciszkanie? Odpowiada mi ich Reguła. Uznawanie wartości Reguły franciszkańskiej jako pochodnej od Ewangelii formy życia. Ich szacunek do przyrody. Chrystus jako wzór do naśladowania. Radość franciszkańska ;) Umiłowanie przebywania z Bogiem, życie w modlitwie, medytacja. Czystość moralna jako cnota. Szacunek do bliźniego, szczególnie grzeszników. Przezwyciężanie pokus. Cechą charakterystyczną duchowości franciszkańskiej jest chrystocentryzm.
   A poniżej mamy makietę z własną historią. Można ją obejrzeć w piwnicach klasztoru, do których można wstępować z aparatem, więc hulaj dusza! ;) Twórca makiety chciał w przezabawny sposób pokazać codzienne życie zakonników.








Asceza osoby świeckiej to pragnienie pójścia za Jezusem drogą bardziej radykalną niż inni. Są trzy ewangeliczne rady: ubóstwo, czystość i posłuszeństwo, które z dumą wplotłam kiedyś trzema symbolicznymi węzłami na rzemień. Z pewnej przyczyny wrócić do tego nie mogę, półśrodki w takich sprawach nie istnieją.
   U ojców i braci Franciszkanów ich ubiór także ma swoją symbolikę. Kolor brązowy ma oznaczać, jak chciał św. Franciszek, barwę prochu ziemi. Trzy węzły na sznurze oznaczają trzy śluby: życie w posłuszeństwie, bez własności i w czystości.
   Ich Tau niestety obecnie robi karierę jako talizman różnych  ruchów ezoterycznych. Nie toleruję przywłaszczania sobie cudzych symboli, tak samo jak Kościół fałszywie określa cudze za satanistyczne, jest to herezja albo kompletny brak wiedzy historycznej, a najpewniej wmówienie babciom w kościele, że wszystko poza Kościołem jest złem od szatana.
   Wróćmy jednak do św. Gawła. Benedyktyni prowadzą słynne szkoły i zajmują się ogrodnictwem i zielarstwem. Nadal produkują na bazie własnej recepty likier z 40 ziół, zwany Benedyktynem.

Zachowane z X wieku krypta i piwnice na wino, dziś są okazałymi lapidariami, w których znajdują się relikty z czasów powstawania opactwa.







W dalszej części dnia, udaliśmy się na zwiedzanie ogrodu zoologicznego w St. Gallen, o terenach tak wielkich, że niektórych zwierząt nie sposób było dostrzec. Dzikie koty poukrywały się w istnej dżungli, a kopytne miały ogromne wybiegi. To nadal nie może być porównywalne z wolnością, ujmijmy to szczerze: hodowanie zwierząt dla przyjemności jest ludzkim dziwactwem. Rozumiem te instytucje, które hodują zwierzęta, aby ich młode wypuszczać na wolność. Cyrki i handel zwierzętami - zlikwidować.
   O czym myślałam za każdym razem jak kupowałam zwierzę w sklepie zoologicznym? Że choć jedno stworzonko nie trafi w nieuważne ręce jakiegoś psychopatycznego małolata. ;]




Zmieniam futerko na letnie.

Nie ma czegoś takiego jak zew miasta. Zew dżungli czy ogólnie zew natury istnieje i jak najbardziej odczuwam go, kiedy zasiedzę się w domu z moimi wszystkimi sprawami, dzielnie rozwiązując każdą po kolei z kalendarzem w ręce. Ale czasami mam po prostu ochotę przejść się po mieście. Może ma to związek z mieszczańskim pochodzeniem i przyzwyczajeniem do widoku starych kamienic, a może po prostu te stare elewacje... czasami lubię wyjść z tych gór, założyć kapelusz i przejść się ulicą.



A za miastem takie widoki na drogach:




Kliknij aby powiększyć.
Ten szczyt z antenką to Säntis. 2'502 m. Planowałam, że zdobędziemy go w tym roku, ale analiza szlaku wybiła mi to z głowy. Te nogi nie dadzą rady.



Miejscowość Lichtensteige mijaliśmy wracając już do domu, ale tak się nam spodobała, że padło hasło - SPACER!
   Co roku w sierpniu odbywają się tam dni jazzu. Jest to największy tego typu festiwal we wschodniej Szwajcarii. Zaś we wrześniu odbywa się tam szwajcarski pchli targ.












Przy okazji losowego miejsca na krótki przystanek, odkryliśmy to:


Następnym razem pokażę Wam pewne wyjątkowe miejsce, takie, w które nie co dzień trafia się okazja, aby wstąpić, a nie wstąpić, to już grzech śmiertelny każdego wędrowca, ponieważ miejsce to, niestety powoli znika...

10 komentarzy:

  1. Cóż mogę powiedzieć. Oczarowałaś mnie i zaczarowałaś /czarownico:)/ tym pięknym miasteczkiem /zachwycające domy/, wnętrzem kościoła i całą pokazaną przez Ciebie "zieloną okolicą". Chętnie przysiadłabym na Twojej ławeczce i podziwiała ten cudowny świat.
    Pozdrawiam pieknie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta ławeczka jest tak głupio trochę postawiona, bo za jej plecami jest droga i to troszkę ciszę zakłóca, a i w każdej chwili ktoś się może zatrzymać, bo jest też mini parking.
      Czarownicowy-czarny-punkt-widzenia :P

      A teraz idę poczytać co Ty tam opowiadasz wszystkim 'pasjonatom zieleni i miłośnikom pięknych ogrodów'. ;)

      Usuń
  2. Niezwykle miejsca odwiedziliscie podczas tej wycieczki. Ciekawie sie z Toba zwiedza :D!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna biblioteka! Uwielbiam! Zwiedzałabym! Uwielbiam też stare mapy i globusy. Chyba jestem dziwna. Muszę Ci się przyznać, że nigdy nie zgłębiałam az nadto reguły benedyktyńskiej. Nigdy też nie lubiłam szczególnie Franciszkanów. Odpowiada mi ich podejście do spraw rzeczywistych, do przyrody i zwierząt, ale ciężko mi było uczestniczyć u nich we Mszy. Uwielbiałam się u nich spowiadać.

    Świetne drzewo. Drzewa z takimi korzeniami też uwielbiam, mech, jesienne liście...

    Lubię kapelusze, ale u nas nie mam odwagi w nich chodzić. Jest na to jakaś recepta?:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego ciężko Ci było uczestniczyć w ich mszy? Tak, pamiętam doskonale jak opowiadałaś o swoim spowiedniku, że bardzo często chodziłaś do Franciszkanów. Ale piszesz w czasie przeszłym, czy coś się zmieniło?

      Wiesz co? Też nie miałam odwagi, ale zaczęłam w nim wychodzić. Mój pierwszy kapelusz był czarny, a'la M. Jackson. Zależało mi też trochę, by mniej rzucał się w oczy. Ciężko było, bo już wychodząc z klatki schodowej, grupka chłopaków widząc mnie, zakrzyknęła: "hej, kapelusznik.." coś tam coś tam, już nie pamiętam. Potem śpiewali starą piosenkę o kapeluszach. Tu mnie wryło, że taki repertuar znali.

      Ogólnie ja zawsze miałam przetargi z reakcją ludzi na mnie. Wiesz, że kiedyś kierowca PKSa wziął mnie za cygankę, zamknął drzwi przed nosem i odjechał? A ja musiałam pół godziny czekać na następny? Ach te mazurskie tanie przejazdy ;]

      Bywa, że ja na tle czarnych kurtek i blue jeansów wyróżniam się aż do głębi nienawiści niektórych przechodniów. Jak sięgnąć pamięcią, jedni się uśmiechali, drudzy wyszydzali pokazując palcem, a nawet zdarzyło mi się raz, że pewna kobieta podeszła do mnie i zapytała, czy może sobie zrobić ze mną zdjęcie. (a potem całe jej pokolenie będzie opowiadać dowcipy o mnie :P)

      Teraz trochę tego u mnie mniej widać, po pierwsze, w góry nie założę swoich ulubionych szmatek, bo szkoda zniszczyć. Po drugie, do rodziny do Polski jadąc, raczej trochę luzuję z krzykliwym wyglądem, pakując bagaż, staram się by był niewielki i funkcjonalny, więc prościej jest zabrać jakieś dżinsy i tak... "normalnie" ;) ale w tym roku przecież kolejne szarawary nabyłam, więc jeszcze nie "wyrosłam" z tego szaleństwa ;)

      Trzeba się nauczyć dystansu do siebie i odpowiedniej reakcji na reakcje. Nigdy nie można ignorować zaczepek tak całkiem, chyba że są one naprawdę wulgarne, tu Ci nic nie podpowiem.
      Staram się zawsze reagować uśmiechem, bo żyjemy w ciężkich czasach, ludzie mają wyprane mózgi, zajmują się i przejmują się naprawdę głupotami i trzeba mieć na to poprawkę. A ja nie interesuję się modą i nie zamierzam być jak wszyscy ani udawać celebrytek, w które większość kobiet jest wpatrzona jak w święte obrazki.

      Recepta na wyjście z kapeluszem na głowie, już jasna? - po prostu LUUUUZ ;)
      Teraz mam dwa kapelusze i w obydwu chodzę :) Mąż też ma różne kapelusze, też w nich chodzi :)

      Usuń
    2. Msze były nudne i pełne błędów. Przynajmniej w Krakowie i w Katowicach. Przestałam, ponieważ od dawna nie mieszkam w Krakowie, więc nie mam Franciszkanów w pobliżu. Ze spowiedzią, ginekologiem, chirurgiem i fryzjerem nie ryzykuję.Nie idę do byle kogo.

      Tak to chyba mi się nie zdarzało. Bardziej mi się zdarza ze względu na moją osobowość i jasne wypowiadanie swojego zdania na różne tematy. Okazuje się, że wcale nie jest tak źle. Też mam dwa kapelusze-jeden słomiany, drugi wełniany. Miałam ambitny plan rozmnożyć kolekcję, ale się nie udało.

      No i zdarzają się nieustannie komentarze i zaczepki od panów. Nie znalazłam recepty na to, aby nie podchodzili i nie dotykali mnie tak po prostu bo jestem kobietą i wydaje im się, że im wolno.

      Usuń
    3. Na to ostatnie też nie znam remedium, nie było takiego wieczora jeszcze, żebym wracając wieczorem z pracy, nie padła ofiarą jakiejś zaczepki. Dotykanie też, szczególnie w komunikacji, kiedyś facet w autobusie po 22 włożył mi rękę pod spódnice i chciał żebym z nim wysiadła. Oczywiście cały autobus się o tym incydencie dowiedział, a on uciekł na najbliższym przystanku.
      Wiesz jak ja teraz za granicą odpoczywam od tego? Wiesz jak mi tu spokojnie, że wracam późnym wieczorem do domu i nikt mnie nie zaczepia i ja wiem, że jestem bezpieczna? Czyli to znaczy że można, że da się! Powiedz mi, dlaczego faceci w Polsce są tak durni?

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.