sobota, 1 października 2016

Romanshorn, opowieść zza rogu i czym woda splunąć potrafi.

Zerwał się wiatr, powietrze zgęstniało, jeden dzień zwieńczył się oddechem, ładunkiem, który bijąc w ziemię, stał się pomrukiem, iskrą najpiękniejszą, jedwabną.
   Kilka tygodni temu widziałam atypową burzę nad jeziorem Bodeńskim. Kłęby chmur na ułamek sekundy każdego pioruna, stawały się niczym głęboki burgund wina, a błyskawice jak pokryte krwią, wyszczerbione klingi mieczy wbijanych przez boską siłę w naszą planetę.
   I tylko tyle mi zostało - wspomnienie. Chwile niebanalne, momenty, nie uchwycę ich w żaden kadr, malowidłem żadnym nie obejmę, jedynie słowami wplecionymi w wiatr, który mnie słucha i do mnie spokojnie szepcze... Podobno Bóg jest wiatrem.

To wszystko, co masz, sekundy, momenty
Te same, co ja, zamieszkamy w nich, jak w hotelu chwil.
Jak długo się da chcę żyć jak najpiękniej w galaktyce lat
To mgnienie to Ty, to mgnienie to ja.

- Sylwia Grzeszczak "Hotel Chwil"




Zaakceptowałam to, co się wydarzyło w minionej podróży, więc skoro podupadłam na zdrowiu, przenieśliśmy się na jakiś czas ze szlaków górskich na ulice miejskie. Jest to tym samym zapowiedź kilku wędrówek majowych, w których zaprezentuję specyficzną dla tego kraju architekturę, interesujące muzea i ogrody, lecz nie spodziewajcie się, że ani razu nie wyszłam w plener. Zew natury ciągnie, co poradzić...
   Tymczasem w Romanshorn przeklinałam wszystkie schody i wyższe krawężniki. Tak, to był okropny czas, ból ledwie do zniesienia, niemożność fizyczna to dla mnie prawdziwa gehenna, tak właśnie wyobrażam sobie piekło. Nie móc się sprawnie poruszać to wizja dla mnie gorsza od chłosty.






Roman oznacza powieść, a Horn to róg. Zatem wedle mojej naciąganej interpretacji, mamy dziś opowieść z rogatego wybrzeża. Albo zza węgła co by bardziej swojsko jednak było.
   Jak na wiosenkę, był to bardzo zimny dzień, pochmurny i... w zasadzie taki jak lubię. Przecież już niedługo miał się zacząć bardzo trudny dla mnie czas letni, ale nie będę Was znów zamęczać listą spraw, które ową trudnością nazywam. Wszak w rzeczywistości jesień tuż tuż no i mogę chodzić :)
   Będę musiała bardzo uważać i zawsze rozważnie dobierać szlaki, hektar drabinek i schodów już nie dla mnie, ale najważniejsze, że jestem w mocy i mam warunki, a delikatnych szlaków jest przecież cała masa.
   Co ciekawsze, w Szwajcarii, we czwartek, był najcieplejszy dzień tego miesiąca, było 30 stp. C. Coś takiego miało miejsce wiele lat temu, ale czy musiało się powtórzyć za mojej kadencji? No cóż, było minęło, uff...




Świetna ta fontanna :)
Miasta portowe są niesamowite, mają swój reprezentatywny wygląd, choć przeważnie wieje i jest zimno, ale ja kocham wystawiać twarz do bryzy, mimo iż woda potrafi czasem splunąć czymś gęstszym... jednak nie tym razem. Z resztą... chyba górskie jeziora nie mają czym. Bo czym? Rybą? Glon tu nie rośnie, rzęsy nie mają szans, muł nie występuje, bo dno jest kamieniste... Zatem w Szwajcarii nad jeziorem, śmiało możecie zamknąć oczy i wystawić rozmarzoną twarz do wiatru, najwyżej jakby ekstra sztorm był, to kamieniem dostaniecie. Ale gwarantuję, że czystym.


Ciężarówka kempingowa zrobiła na mnie D U Ż E wrażenie.





Jeden raz w życiu pomagałam w sterowaniu podobną łodzią [nieco większą, 3 osoby weszły]. Złapawszy wiatr, gdy tzw. "miecz" zagrał nutą niesamowitej, wibrującej energii, coś w sercu zmieniło się nieodwracalnie. Wszystkie opisywane uczucia ze znanych mi opowieści pirackich stały się nagle osiągalną prawdą.
   To bardzo miłe wspomnienie, woda chlapała wszędzie, coś było w tym z powieści podróżniczych i sporo z impresji wolności. Kto nigdy nie próbował żeglować, temu polecam. Toteż z lekkim utęsknieniem spoglądałam jak inni to robią i między jednym, a drugim przekleństwem z powodu mych boleści fizycznych, wiedźma udała się na spacerek po parkowej okolicy.


Ptak w mojej pozie "zwycięzcy"? Nie konkurowałam z nim.




Mój mąż i bambusy :)
Bo jakbym podpisała jednym słowem "bambusy", to mógłby się obrazić :P
Ogrody wybrzeża, hotel będący prawdziwą ozdobą i jeszcze tylko pawi brakowało. Malownicze widoki, przepiękny pejzaż i mała liczba turystów, (bo to nie był jeszcze sezon), pozwoliły zresetować umysł. Brakuje mi takich miejsc w bliższej okolicy.


Rzeczony hotelik.

Poniższy kościół jest bardzo stary, co ciekawsze, odbywają się tutaj nabożeństwa dwóch wyznań, katolickie i ewangelickie.
   Wewnątrz jest jasny, bezpretensjonalny, udało się uniknąć katolickiego przepychu, niestety drzwi były zamknięte i aby to stwierdzić, musiałam posłużyć się internetem.






Zdj. z internetu.
Dla porównania, oto zdjęcia kościoła katolickiego, stojącego również w Romanshorne, gdzie bałwochwalstwo kipi, tak charakterystyczne dla tego wyznania.






Z zewnątrz, przyznam, że robi pozytywne wrażenie:







Adekwatnie do tematu bogactwa i przepychu, z chęcią raz jeszcze zaatakuję mój ulubiony temat społeczny.
  W latach 60tych, pewien amerykański filozof Herbert Markuse zdobył rozgłos, lansując twierdzenie, iż współczesne społeczeństwo wielkoprzemysłowe, stwarza ludziom sytuacje jednowymiarowe, w których jedyną wartością jest konsumpcja.
   Czy wiecie, że tego rodzaju jednowymiarowa sytuacja, grozi również deformacją ludzkiej osobowości i sprowadzeniem jej do jednego tylko wymiaru? Obecnym system wprowadził nas już w rodzaj deprywacji. Zaskoczeni?


Jak wiedźma trafiła na cmentarz, to i ducha sfotografowała.
   A myślałam, że to możliwe tylko analogiem.

Skoro niejedna babcia potrafiła objawienie na bloku zobaczyć, to Wy zobaczycie ducha na tym zdjęciu.



A potem wskakujemy do pedalskiej pomarańczy i do domu... Szczerze mówiąc, wstyd byłoby jeździć autem, któremu, aby podjechać pod górę (np podjazd na parking lub inne wzniesienie) trzeba deski podkładać... Tak, tak, nie ma co się śmiać, widziałam taką akcję!
   Jestem zwolenniczką terenowych zawieszeń. Łada Niva na przykład, to był samochód! Nie te plastikowe gówna.







Najbliższa moja opowieść będzie o pewnym dużym mieście i zrealizowaniu mojego marzenia, które powstało, gdy po raz pierwszy przyjechałam do Szwajcarii. Jestem pewna, że zrobi na Was wrażenie :)

Dla zainteresowanych
gdzie to jest:

Kliknij aby powiększyć.

6 komentarzy:

  1. Spodobałoby mi się to miasteczko. Woda, żaglówki i inne łajby. Lubię spacerować i przyglądać się ich wnętrzom. Nie potrafię pływać, panicznie boję się wody, ale morze uwielbiam. Doskonale koi moje nerwy.

    Morską bryzę również, zdecydowanie lepiej się oddycha.

    Uczepiłabym się słowa "pedalskie". Mogę?;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umiem pływać tylko jednym stylem, mam ogromny respekt do tego żywiołu, wiem, że jestem wobec niego zupełnie bezsilna i panikuję za każdym razem, kiedy ktoś do mnie podpływa, gdy ja jestem na jakiejś konkretnej głębokości. Zaś sama bez problemu i nawet to lubię. Ale nie w morzu. Morza się boję...

      Możesz :P Ja lubię "męskie" samochody XD

      Usuń
  2. Witaj Hexe.
    Kolejna ciekawa wędrówka. Kiedyś lubiłem sobie pożeglować.
    No i jest też coś z moich klimatów.
    Pozdrawiam i do siebie zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniale, że wciąż trafiam w Twoje ulubione klimaty, ale powiedzmy to otwarcie pa co dla wędrowca nie jest? Liczy się bycie w drodze! Cel to ostateczna zabawa ;)

      Usuń
  3. Przyjemna wycieczka w ladne miejsce. Coraz czesciej takie uskuteczniamy, bo sie nam juz nie chce dziatwy po bezdrozach dzwigac (ja to raczej nie powinnam, no ale jak sie baba uprze ;)).

    Ciezarowkowy domek robi wrazenie :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychodzi na to, że ciężarówkowy domek musicie sobie sprawić i jeździć po świecie całą rodziną ^_^

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.