piątek, 7 października 2016

Gletscheraussichten Morteratsch - LODOWIEC.

"Któregoś wczesnego ranka w Dolinie Muminków Włóczykij obudził się w swoim namiocie i poczuł, że nadeszła jesień i czas ruszać w drogę. 
   Taki wymarsz jest zawsze nagły.W jednej chwili wszystko się zmienia, temu, kto odchodzi, zależy na każdej minucie, szybko wyciąga namiotowe śledzie i gasi żar, zanim ktokolwiek przyjdzie przeszkadzać i wypytywać, i zaczyna biec, w biegu zarzucając plecak, i wreszcie jest już w drodze, raptem spokojny niczym wędrujące drzewo, na którym nie rusza się ani jeden liść."

- "Dolina Muminków w listopadzie"

Kiedy ostatni raz spontanicznie ruszyłam w podróż bez większego planu? Zdaje się, że trzy lata temu... Prosto po pracy pojechałam na dworzec. Wspaniale jest móc być spontanicznym!
   Chociaż wciąż Wam pokazuję maj, przypuszczam, że w przypadku tej wędrówki, łatwo byłoby Was zwieść, gdyż pozory są tutaj bardzo mylące. Wszak w naszych polskich górach już napadało całkiem sporo śniegu.
   Zgodnie z zapowiedzią, mam tą szczęśliwą okazję opowiedzieć Wam jak było w miejscu, które z roku na rok wyraźnie znika i niedługo już nie będzie co oglądać. Jednak aby się tam dostać, trzeba przedrzeć się przez wysokie góry, a to droga dla wszystkich wędrownych wilków niczym marzenie. Planujemy z mężem któregoś dnia zostawić tam samochód i wybrać jeden ze szlaków pośród tych kamorów, osuwisk kamieni i kamorów. Marsjańska przestrzeń z kamorami. I te kamory... W maju jednak przykrywał je jeszcze śnieg.


Przełęcze górskie są ulubionymi trasami motocyklistów. Jestem zdania, choć doświadczenie mam marne, że motocykl to urządzenie stworzone do górskich serpentyn i jestem przekonana, a nawet prawie pewna, że na jednośladzie to o wiele bezpieczniejsze, a już na pewno przyjemniejsze niżeli jazda samochodem. Perwersyjnie przyjemne.
   Po coś, cholerka, robiłam to prawko na A, może kiedyś przejadę Julierpass (i nie tylko) w taki właśnie sposób. I w sumie... gdyby kiedyś zaszła potrzeba zmotoryzowania się, to po kiego nam dwa samochody?






Miejsce jakby stworzone dla mnie. Rosną tu same fioletowe kwiaty.
A wiecie dlaczego w Polsce mam czarnego kota? Bo fioletowych nie było.




Szczerze - WIELKI SZACUN DLA TEGO ROWERZYSTY.

Miejscowość pełna luksusowych hoteli, SPA, łaźni termalnych i czego tylko snobistyczne ciało zapragnie.
Tu nie ma co pokazywać, chyba że kogoś interesują
wielkie hotele w kształcie pałaców. Jedziemy dalej.
Przypadkiem napotkany.













   A teraz zapraszam do zapoznania się celem, który znika:


Ponieważ ciągnęło znowu wilka na szlak, przypomniało się nam, że mamy zaległości wędrówkowe. Dawno temu jeszcze przed wiekami, kiedy tylko wpadałam do mojego wtedy-jeszcze-nie-męża w odwiedziny, zabrał mnie na moją pierwszą w życiu poważną wyprawę. Łatwa i przyjemna droga otoczona skałami i gęstym lasem, a po środku szeroka, rwąca rzeka. Szlak prowadził z Pontresiny i wyglądał zupełnie inaczej niż ten, który tutaj Wam prezentuję. Tamten okazał się być za długi, (ew. za późno wyjechaliśmy z domu) no i bez wałówki (to karygodne!!), więc trzeba było zawrócić.

Cele są po to aby je realizować, ewentualnie zdobywać. A do celu wcale nie po górach, a po kamorach, więc stawy kolanowe miały się bardzo dobrze i co najważniejsze, przestały mnie boleć. Przepraszam - napiżać, żeby nie zastosować słowa z medycznego języka fachowego, które sprzedała mi moja pani doktor przepowiadająca przyszłe męki.
   I po bólu, ale trzeba było dalej mocno uważać, dlatego szlak był jak znalazł na ten czas, a prezentował się tak jak na mapie poniżej widać.

Długość: 12.4 km
Trudność w skali 1 bis 10: 0,5
Wysokość w najwyższym punkcie: 2083 m
Region Szwajcarii: St. Moritz


Zatem co mamy w ofercie tego szlaku, a znika jak amba fatima? Ano oferuje unikalny wgląd do rozdartego lodowca Morteratsch, oraz lodowe olbrzymy Bernina. A że ja wilk z rodzaju polarnych, miałam miłe uczucie tam głęboko w środku i wcale nie było mi zimno. To się zowie ekscytacja.
   Dolinę kamorów otaczały trzytysięczniki. Cała ścieżka pokryta jest kamorami i wielkimi, kamiennymi płytami, które są łatwo dostępne pieszo. W miejscach gdzie płynie potok z wodospadów, są porobione mosty, żeby żaden mniej wprawny turysta nie wylądował dupskiem w lodowatej wodzie.


Widoki zapierają dech, potężne góry i sam lodowiec, prawdziwy raj z lodu i kamorów. Na mojej liście pojawia się coraz więcej miejsc, w których mogłabym umrzeć, ponieważ postanowiłam dawno temu, że jak ginąć, to tylko w efektownych okolicznościach przyrody.

Tutaj troszkę poskakałam po skałkach, bo wybraliśmy boczną, krótką dróżkę, niewiele tylko zbaczając z prostej drogi prowadzącej do celu. Leśny zagajniczek okazał się idealnym planem zdjęciowym :)



Z góry już zobaczyliśmy nasz cel w pełnej krasie. Góra lodowa.
Jak mi w okularach a'la amerykański policjant?
POWER OF PEOPLE!!









Zanim przejdziecie do dalszej części tej notatki, proszę Was o obowiązkowe obejrzenie i wysłuchanie tego w największej rozdzielczości:


Lindsey Stirling, jak dla mnie fenomen muzyki i tańca.

I oto mamy. Przed nami w pełni swej okazałości, monumentalny lodowiec.




A teraz odwracamy się za siebie i podziwiamy przeszłą już trasę.


KAMORY!!! YEAH!!!





A tu dokładniej zobaczycie jak lodowiec roztapia się bezpowrotnie:

Sfotografowałam zdjęcie z tablicy informacyjnej na tym szlaku.













Dalej już nie szliśmy, inaczej musieliby ściągać nas tym:


Ponieważ ostatnio opowiadałam o Franciszkanach, a podczas tej wędrówki zwisała mi z szyi tauka, cosik Wam rzeknę jeszcze na ten temat. Postaram się nienudno.


Dziewiętnasta litera alfabetu greckiego i dwudziesta druga, a zarazem ostatnia litera alfabetu hebrajskiego znana pod symbolem ת. W greckim systemie liczbowym oznacza liczbę 300, a w hebrajskim liczbę 400.
   W religii chrześcijańskiej krzyż tau τ często łączony jest z osobą Jezusa Chrystusa, bądź też z duchowością Tau. Jej pierwotna forma przypominała X, bądź + i była często używana jako osobisty podpis czy znak pieczętujący dokument lub własność. „Mój podpis”. Jednak najczęściej tłumaczyliśmy sobie takie podpisy jako analfabetę, prawda?
   Szkocki protestancki bp. Alexander Hislop, w nieco kontrowersyjnym tekście, dopatruje się krzyża tau w religii Babilonu np. w kontekście Tammuza.

Tamuz – w mitologii mezopotamskiej bóg-pasterz, małżonek bogini Isztar (Inanny), skazany przez nią na pobyt w świecie podziemnym. Czczony też jako bóg wegetacji. Bóstwo przyrody, wegetacji i plonów czczono pierwotnie w Babilonie, a następnie w innych krajach starożytnej Mezopotamii.
   Stary Testament wspomina o kulcie tego boga w czasach odstąpienia Izraela od kultu Jahwe (Księga Ezechiela 8:13, 14).

Tauka była też używana jako znak magiczny, chroniący od zarazy i demonów, umieszczano ją na amuletach, na murach domów. Znany też jako krzyż egipski czy crux commissa.
   Podczas Soboru Laterańskiego IV, pod wpływem mowy papieża Innocentego III, nawiązującej do widzenia Ezechiela (Ez 9,4-6) i zawierającej wezwanie „bądźcie więc bojownikami τ i krzyża”. Innocenty III, wyrażał jednocześnie przekonanie, że tak właśnie wyglądał krzyż Zbawiciela, zanim Poncjusz Piłat przybił do niego tabliczkę z napisem: Jezus Nazarejczyk, Król żydowski (J 19,19).
   Dzisiaj tauka jest używana powszechnie przez członków zakonów i zgromadzeń franciszkańskich, zawieszona na sznurku lub rzemyku z trzema węzełkami.
   Osoby partycypujące w nurcie Duchowości Tau, zabiegają o uświęcenie siebie i świata poprzez poszukiwanie właściwej z chrześcijańskiego punktu widzenia relacji z Bogiem i stworzeniem odkupionym w osobie Jezusa Chrystusa.

A tymczasem :)


Rano pojawiły się już pierwsze przymrozki, szron i skrobanie aut.

20 komentarzy:

  1. brrr... lato tak szybko minęło a zima sie jeszcze nie zaczęła... okropność...
    Patrząc na Twoje zdjęcia tęsknię za górami, niesamowite co potrafi natura stworzyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tam wcale nie jest okropnie. Najfajniejsze rzeczy teraz wyciągam z szafy XD

      Usuń
  2. Piękne miejsce! Trasa i odległości wyglądają na mało trudne. Oj zwiedzałabym. Jak lubisz tak kamyki to z całkowitą pewnością spodobałaby Ci się Irlandia. Tam kamyków ile dusza zapragnie. Płoty od zagród dla zwierząt to najczęściej murki ułożone z kamieni bez żadnej zaprawy. Nie wspomnę już o dolmenach i kamiennych kręgach.

    Taki sweter to przydałby mi się tu teraz nad morzem;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj jest bez liku murków bez zaprawy. Znaleźliśmy też kiedyś pozostałości po jakiejś bardzo starej osadzie. Mury i jakby pomieszczenia. Same ściany sięgające do pasa albo nico wyżej. I wszystko to stoi w lesie, zarośnięte i bez żadnej zaprawy. Najważniejsze - nieponiszczone.
      Kamienne kręgi to ciekawostka. Interesują mnie stare wierzenia, ale o tym chyba pisać już nie muszę.
      Nad morzem jesteś teraz? Pozdrów zatem fale ode mnie :)

      Usuń
    2. Dolmeny czasami stoją sobie u kogoś na polu, a czasami jako dziedzictwo narodowe Irlandii. Byłam nad takim, co był zwykłym kamieniem, a byłam nad takim, co był otoczony łańcuchami;] Nie dojechałam jeszcze niestety do kamiennych kręgow z prostego powodu-zwykle nie da się do nich dojechać niczym innym niż samochodem. To samo-czasami stoją sobie na polu przy domu i trzeba gospodarza zapytać o zgodę. Mnie też one bardzo interesują. A słyszałaś jak się obchodzi równonoc? Ludzie gromadzą się w Newgrange i czekają aż słońce oświeci ściany pokryte rysunkami. To mi się ciągle marzy.

      A myślałaś, że skąd u siebie piszę i dlaczego tak często?;] Pozdrowię jutro!

      Usuń
  3. Dziękuje za tak cudownie spędzony czas czytając i oglądając Twoje cudowne zdjęcia natura jest wspaniałą co napisać dech zapiera oglądając relacje z podróży serdeczność i wytrwałości w tak cudownej pracy pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniałe słowa, serdeczne dzięki :) :) Ślę uśmiechy i cóż powiedzieć... zapraszam do kolejnych opowieści :) :)

      Usuń
  4. Ale pięknie... góry mają w sobie coś pociągającego. Nigdy nie szalałam za górskimi wędrówkami i wspinaczkami, za małe mam doświadczenie w tym temacie, ale uwielbiam widoki z góry. Dlatego ubóstwiam pagórki, wzgórza, góry, wieże... każde miejsce, z którego mogę zobaczyć świat z lotu ptaka. Magiczne miejsce. W te wakacje jedną noc spędziłam w Tyrolu i zachwycałam się przecudnymi widokami. Alpy są przepiękne, a wtedy jeszcze były skąpane w mgle... magia.
    Nigdy nie widziałam lodowca, a do opisywanego przez Ciebie miejsca (wybacz, ale nazwy nie powtórzę:D) chętnie bym pojechała.
    Lindsey Stirling! Uwielbiam ją. To fantastyczna artystka, która wniosła coś bardzo świeżego do muzyki, a do tego moja wielka inspiracja. Miała odwagę, żeby robić coś swojego, coś innego, oryginalnego, nietypowego i odniosła sukces. Uwielbiam to, co robi. Będzie w przyszłym roku w Polsce, zdecydowanie idę na koncert:)
    Dziękuję bardzo za niesamowicie ciepły komentarz ♥
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wcześniej nie szalałam za górami, po prostu życie mnie tu przywiodło. Najpierw traktowałam szlaki po macoszemu, "jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma", nie można siedzieć w domu tylko dlatego, że mi topografia terenu nie odpowiada, a preferencje mam zupełnie inne.
      To właśnie góry we mgle mnie oczarowały. Pamiętam to bardzo dobrze, wybrałam się sama na szlak choć pogoda nie była najlepsza, ale fotograficznie rzecz określając - najbogatsza w ciekawe kadry. I gdy już weszłam w tą totalną mgłę, tak już bym tam została, bo wtedy stała się we mnie magia. :)
      Stirling Twoją inspiracją? Grasz lub tańczysz? :)

      Usuń
    2. Ani gram, ani tańczę (chociaż popląsać sobie lubię;)), jest dla mnie inspiracją pod względem tego, że miała odwagę walczyć o marzenia, zawsze była sobą i robi coś innego, oryginalnego, świeżego:)
      Mgła jest absolutnie magiczna ♥

      Usuń
  5. Witaj Hexe.
    Już jesień, szaro i smutnie, a do tego padający deszcz.
    Lubię góry... Tylko coraz mniej po nich chodzę, bo już nie to zdrowie i nie ta kondycja.
    U nas w górach też spadł śnieg...
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem rozgniewana na zimę, przyszła za wcześnie! Ja chcę jeszcze ujrzeć żółcie i czerwienie na górach! Wg moich przewidywań, jesień ma się w pełni wybarwić za ok. miesiąc, a tu już powyżej 1000 m. leży śnieg!
      I co teraz? Jesieni nie będzie? O_O

      Usuń
  6. Bajeczne krajobrazy!!! Az mi mowe odebralo :)!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj
    U Ciebie, jak zawsze podróżniczy, ciekawy post:)
    Piękne życie, bo nie nudne i w formie zawsze dobrej:)
    Serdeczności zostawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo w życiu właśnie o to chodzi, by się nie nudzić i nie siedzieć w domu. Uważam, że stres i depresja są powodowane brakiem dziczy. Wychodźmy jak najczęściej na zewnątrz i będzie O.K. ;) Jedynym skutkiem ubocznym wychodzenia z domu jest lepsza forma i zahartowane zdrowe. Polecam i pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  8. Noooo. Harkory z Was. Będę teraz na dniach prowadziła spotkanie autorskie z totalnie nawiedzonymi maszerami, którzy pokonali straszne odległości w surowej Finlandii swoimi dzielnymi zaprzęgami. Sądziłam, że oni są najodważniejszymi ludźmi jakich widziałam ale Wy tez jesteście nieźle szurnięci :-). Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no coś Ty O_O My się nie możemy zupełnie porównywać do takich podróżników, nasze wędrówki są naprawdę amatorskie! Niemniej miło, że zrobiliśmy takie wrażenie i naprawdę fajnie, że gdzieś ktoś ogląda te nasze zdjęcia :)
      Kraniec świata to jeszcze nie był, może kiedyś, może odważymy się na naprawdę szurniętą wyprawę :)
      Pozdrawiamy serdecznie: Ania i Adam :)

      Usuń
  9. Takie zdjęcia porównawcze pokazują jak te lodowce obecnie szybko znikają. A gdy pomyśli się, jak one wolno powstają, to nietrudno sobie wyobrazić, że niedługo ich nie będzie... No ale cóż, kiedys znowu się oziębi i powstaną na nowo :) Chociaż to już nie dla nas.

    Lodowce wyglądają pięknie. A dodatkowo ta ośnieżona okolica Julierpass. Super wypad.

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.