piątek, 2 września 2016

Voralpsee - bajeczne jezioro położone pomiędzy szczytami gór.

      Jestem niezniszczalna. Wiem, że gdy ktoś wrzuci mnie do wulkanu, to jeszcze przyniosę mu pamiątki.
      Widziałam to u którejś z moich trenerek na fejsie, od dzisiaj to moja nowa mantra.


      Jezioro górskie w kantonie St. Gallen, leży w zalesionej dolinie pomiędzy masywami Churfirsten i Alviergruppe. Dzieło lodowca.
      Są tu dozwolone połowy ryb ale najpierw trzeba nabyć licencję u dowolnego z rybaków ze stowarzyszenia Werdenberg. Są to tzw. bilety dzienne i tygodniowe. W tym jeziorze żyją głównie pstrągi tęczowe.
      Jezioro jest łatwo dostępne samochodem i autobusem, w pobliżu znajduje się rozległy parking, a przy samym jeziorze jest knajpa, parasolki, lody i piwo.
      Dookoła jeziora wiedzie szlak turystyczny. Istnieje też kilka obszarów piknikowych z kominkami na ruszt.
      My wyruszyliśmy pieszo z miejscowości Grabs. Podejście przez długi czas nas zabijało, wysokie, bardzo długie, w skali trudności od 1 do 10, jedna trzecia drogi zasługuje na dziesiątkę przez tą okrutną pochyłość. Szlak jednak nie wymaga zaawansowanych umiejętności, jedynie kondycji. Bezpieczna, szeroka droga, po obu stronach las, liczne potoki, w sumie droga jak marzenie. Dość cienista. Pozostałą część wędrówki określiłabym na czwóreczkę. Wspomniany szlak wokół jeziora -1 trudności. :)
      Jest to najładniej położone jezioro jakie dotychczas w Szwajcarii widziałam, można się schować pomiędzy górami, otacza nas skalisty mur, coś jak we wnętrzu wulkanu. Z naszego okna widzimy te szczyty ułożone w taki sposób, iż rzeczywiście przywodzą na myśl wulkan. Inne jeziora nie pachną jeziorem, a ja lubię tę domieszkę mułu... Oo
      Pierwszy raz pojechaliśmy nad to jezioro samochodem ok temu. Relacja TUTAJ. Wtedy lepiej wychodziłam na zdjęciach, nie byłam tak spocona :P



Tam rośnie naprawdę bajeczny las.


      Czy nie zastanawiało Was nigdy to, że od najmłodszych lat nikt nie uczył nas samodzielności? Zawsze, gdy pojawiały się problemy, podpowiadano jedynie kto może nam pomóc je rozwiązać.
      Wielu z nas czuje czasem bezradność, osamotnienie w pewnych problemach, bezład w życiu. Pamiętam jak wyżaliłam się komuś, że nie wiem co dalej mam zrobić z życiem, a doradzono mi - zobaczysz, wyjdziesz za mąż, urodzisz dzieci, będziesz miała ten swój sens, którego tak szukasz. I każdorazowo kiedy opowiadam, że nie mam konkretnego celu w życiu, słyszę to samo: urodzisz dziecko, znajdziesz cel, sens. Prawie każda kobieta choć raz to usłyszała. Ale ja wiem, że to jest nieprawda.





      Spotkałam na swojej drodze kilkoro ludzi, którzy poszli za tą radą. Niepoukładani, mający zupełny chaos w głowie, zgodnie z mentalnością rodzin, dodali do tych wszystkich problemów nowego człowieka i co? To wcale nie sprawiło, że stali się automatycznie szczęśliwymi ludźmi - MY TAK NIE DZIAŁAMY. Nie sprowadzajmy siebie do poziomu ssaka rozpłodowego. Bądźmy odpowiedzialni za słowa, za siebie, za czyny i za przyszłość.





      Na dzień dzisiejszy muszę dodać, że niestety żadna z tych kobiet, które chciały coś w ten właśnie sposób zmienić w swoim życiu, wcale nie czuje się aktualnie spełniona. Narzucenie nowego na już istniejące obowiązki, nie rozwiązuje problemów, jedynie zagłusza je, a co gorsza, nic z nimi nie robimy, uciekamy od nich mając tysiące wymówek. Jednak ciągle uczy się, że ktoś to musi zrobić za nas.

Od jeziora wiedzie całe mnóstwo nowych szlaków.



      Wyłączamy samodzielność, nie szukamy rozwiązań. To zupełnie tak, jak z dwojgiem ludzi na obczyźnie. Jedna osoba mówi w obcym języku, a druga nie włada nim jeszcze tak dobrze. I gdyby ta nieumiejąca osoba była sama, dążyłaby do tego aby rozumieć co ją otacza: napisy, rozmowy, radio; starałaby się zrozumieć, co mówi ktoś do niej na ulicy czy w sklepie. Mózg pracowałby na pełnych obrotach. A ponieważ jest tą "drugą osobą", to pomimo iż potrafiłaby np zamówić posiłek w restauracji, zna te wszystkie słowa, określenia, potrafi ułożyć zdanie, to jednak powie tej lepiej znającej język osobie: "słuchaj, weź dla mnie tosta z boczkiem." Zamiast użyć nowego języka i poszukać w głowie słów, INSTYNKTOWNIE zdaje się na osobę silniejszą w tej dziedzinie. To jest zupełnie normalne, a już tragiczne, kiedy silniejsza osoba postanawia przestać się odzywać wrzucając tą drugą na głęboką wodę. To prowadzi zupełnie donikąd, choć w założeniu miało zaangażować.
      Dokładnie tak samo jest w życiu. Ze wszystkim. Domy buduje się cegła po cegle, nie można zwalić na siebie wszystkich cegieł na raz, bo z tego domu nic nie wyjdzie, materiały się poniszczą i budynek nie będzie trwały.







      Inna, podobna kwestia: bombarduje się kobiety mitami. Owszem, zgodzę się, że potomek może być szczęściem życia, ale wcale nie odbiera to wiarygodności wszystkim szczęśliwie żyjącym singielkom bez nowego pokolenia u nogawki.
      Należy iść za głosem serca. Możemy posługiwać się wolną wolą tylko w takim samym stopniu, w jakim nie blokujemy normalnego posługiwania się wolną wolą innym istotom. Aby to funkcjonowało, musi wszystko grać, ale dosłownie  w s z y s t k o. Oraz trzeba tego pragnąć.

- treść zainspirowana
wypowiedzią Beaty Pawlikowskiej,
której niektóre frazy zawiera.




      Jeżeli ktoś wie, gdzie można nabyć normalne spodnie, nie rurki i nie biodrówki, to proszę o info. Na blogu widujecie mnie najczęściej w sportowych legginsach, to zupełnie inna historia. Na co dzień zmagam się z modnymi parami obciślaków, których postanowiłam się pozbyć, bo nie mieszczą się w moich kategoriach spodni na jesień-zimę. Na lato mam szarawary, ale wkrótce będę potrzebowała ubierać się cieplej, natomiast jeśli chodzi o to cholerstwo, w którym nie da się prowadzić normalnie funkcji życiowych, one w minionym roku nie sprawdziły się. Krew mnie zalewa gdy widzę w sklepach ten jeden fason. Struktura materiału tylko bywa różna.
      Leggins jest dobry dla takiej figury jaką reprezentuje Anja Rubik. Moje uda ledwie wciskam w to plugastwo, które zapewne wymyślił jakiś mężczyzna (jak kobietę ubrać, aby nadal było wszystko widać?) ewentualnie homoseksualny mężczyzna, bo u takich, model sprawdza się świetnie.
      Zastanawiałam się kiedyś, dlaczego kobiety puszyste noszą z umiłowaniem legginsy, które uwypuklają to, co i tak już mają za duże. Myślę, że odpowiedź jest prostsza niż by się wydawało - one nie mają wyboru. Spójrzcie na półki: co jest w ofercie sklepów odzieżowych?
      Wszystkie ubrania, nie tylko spodnie, w których bardziej jest się rozebranym, a im więcej ukazują ciała, tym są droższe. Relatywnie do pojmowania ceny - im droższe, tym lepsze. Myślę, że doliczono jakiś mroczny podatek za pokazywanie golizny.






      Azazel ma sieć sklepów odzieżowych i kosmetycznych, Asmodeusz sieć burdeli, a Lucek.... tego nie powiem, bo wywołam oburzenie. (I mniej więcej coś takiego jest napisane w Biblii, ja to tylko lżej ujęłam).
      Momentami wydaje mi się, że przeniosłam się do tych czasów przez zbieg pomyłkowych okoliczności. Nie rozumiem potrzeb dzisiejszej cywilizacji. Pamiętam jak kiedyś w pracy jedna z koleżanek powiedziała mi na osobności, że powinnam się malować. Była przykładną kobietą nowoczesną, zawsze perfekcyjny, wyrazisty make-up, duża, widoczna biżuteria, leggins, a nad ich paskiem dobrze widoczny string w jaskrawym kolorze.
      - Dlaczego tak uważasz? - zapytałam od razu.
      - Bo wtedy miałabyś większe powodzenie i wreszcie znalazłabyś sobie kogoś.
      - Jak żyję nigdy nie potrzebowałam makijażu, żeby poderwać mężczyznę. Powinnaś też wiedzieć, że nie mam problemu z powodzeniem, chyba że nazwać problemem mogę nadmierne powodzenie.
      I zatkało kakao. Bo taka jest prawda, już coraz mniej mężczyzn daje się nabrać na tapetę. Dźwigajcie dziewczyny ciężary, ciszcie się życiem, to najlepsze kosmetyki i wszystkie są za darmo!






      Do puli spraw cywilizacji, mogę obok tamtych głupot postawić seks. Miano to, nabrało publicznego znaczenia, od kiedy w modzie jest tzw. seksalip - wyznacznik stylu. Seksapil moim zdaniem to jest wszystko, co sprawia, iż stajemy się interesujący, jednak sprowadziliśmy siebie do naszej seksualności i podprogowo pragniemy kusić.
      Seksapil to jeszcze kompilacja sprzeczności: naturalne piękno, tajemnicza otwartość, zakryta nagość – dystans, który magnetyzuje. Przyjaźń pomiędzy psychiką i ciałem staje się widoczna. I wreszcie osobowość – ciekawa, niebanalna i przede wszystkim – indywidualna --> To jest moim zdaniem definicja seksapilu.








      Przed nami najpiękniejsza pora roku, która zawsze mnie zachwycała, ale dopiero w górach poznałam jak piękna jest rzeczywiście. Już nie mogę się doczekać...

11 komentarzy:

  1. oj prawda, o tym sensie kobiecego życia też słyszałam w dzieciństwie, głównie od dalszych starszych ciotek i ciotecznych babć, że nie ma po co się zastanawiać, bo sens życia sam mnie odnajdzie, że choćbym nie wiem jak się zapierała, że nie (bo się zapierałam), to i tak wyjdę za mąż, urodzę dzieci i przestanę się głupio zamyślać nad istotą mojej egzystencji, bo po prostu trzeba będzie wyprać, ugotować, sprzątnąć, utulić...
    no i bzdura, bo wyszłam za mąż, urodziłam dzieci, a jakoś nie przestałam się zastanawiać i nadal nie wiem, nie tylko kim jestem, ale także kim będę
    tylko jedno dodam - nie wydaje mi się, że odnalezienie sensu gwarantuje szczęście, choć może niepotrzebnie polemizuję z Twoim tekstem, lecz tak właśnie odczytałam ten fragment;
    uważam bowiem, że można być/bywać szczęśliwą nie wiedząc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielokrotnie słyszałam o tym sensie zawartym w garnkach i pieluchach, ale to nie załatwia sprawy. A ciotek i pociotek nie zadowolisz. Urodzisz jedno, a zaraz będą pytać Cię o drugie. Zaryzykowałabym wtedy pytanie naukowe, a co tak się ciocia zainteresowała moim życiem rozpłodowym?
      Wszak sedno leży w tym właśnie, że mimo iż sprzątnąć i ugotować trzeba, to nie w tym istota bytu. To normalne rzeczy, które musi wykonywać każdy człowiek w swoim domu i nie ma się nad czym zastanawiać.

      Szczęście chodzi różnymi drogami, myślę, że sensem istnienia każdego jest dostrzeganie pozytywnych rzeczy. Aby być szczęśliwym i pielęgnować swoje życie, dbać o siebie, odnajdywać radość wszędzie dookoła. Aby mieć zawsze po co wstać rano z łóżka.
      Ja nie widzę obecnie innego sensu istnienia człowieka. Szkoda tylko, że jest tak wielu na świecie, którzy marnują swoją cenną energię, egzystując w stresie, zadłużając się, goniąc za szmalem, modą i wszystkim tym, co nie jest potrzebne do tego aby przeżyć.

      Serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Krajobrazy po prostu - PRZEBAJECZNE! Warte największych wysiłków i zachodu! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj
    Przepiękna foto-relacja:)
    Uwielbiam las, ten niepowtarzalny klimat :)
    Pozdrawiam serdecznie:)
    Ps. Przychodzę do Ciebie z wielką przyjemnością na bloga:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Cieszę się, że znów mogę Cię gościć :)
      Pozdrawiam jeszcze upalnie, lato ani myśli nas opuścić :)

      Usuń
  4. Witaj Hexe.
    Melduję posłusznie, że wróciłem z wędrówki po Górach Sowich i Bardzkich.
    Co prawda szczytów nie zdobywałem, bo zwiedzałem obiekty historyczne o których zacznę pisać już niedługo...
    Fajna ta Twoja wyprawa, ale już nie na moją kondycję.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Góry Sowie, ostatnio wiele osób, które opowiadają w internecie o wędrówkach, kusi mnie przepięknymi zdjęciami. I choć raz dowiem się, co tam jeszcze warto w okolicy obejrzeć :)
      A ta moja wyprawa jest do pokonania autem. Zaś spacer brzegiem jeziora jest na każdą kondychę. Pamiętaj - nie każdy wszystkie szczyty może zdobyć, (ja także wiele szlaków muszę omijać), ale nie ma szczytów nie do zdobycia inną drogą. Do jezior i przełęczy w większości wjedziesz samochodem, na większość gór wjedziesz kolejką. Dzisiejsza cywilizacja pozwala nam na znacznie więcej.
      Pozdrawiam serdecznie i czekam na relację z Twoich gór :)

      Usuń
  5. W pewnym momencie mojego zycia zapragnelam miec dzieci i urodzilam je sobie :)!!! Czy znalazlam w tym sens zycia??? Na pewno moje zycie nabralo tempa.
    P.S. Alez piekne plenery... zazdroszcze Ci tych gor :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo w tym właśnie o to chodzi, by 'w pewnym momencie życia' zapragnąć.I już.
      Ona mi zazdrości... pfff też mi coś ;] Byłaś w tylu miejscach, o których ja obecnie mogę marzyć, a Ty mi tu takie rzeczy piszesz :P

      Usuń
  6. Końcowe wspomnienie o najpiękniejszej pory roku, jak mniemam, odnosi się do jesieni. Niestety, na tym etapie mnie jesień niestety kojarzy się tylko z szaroburym niebem i błotem wszędzie... Mam nadzieję, że Twoje teksty z tej pory roku nauczą mnie ją także kochać ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesień jest moją ukochana porą roku i nigdy tego nie ukrywałam. I wcale nie pokochałam jej w Alpach, wszystko zaczęło się w Polsce, a Alpy rozkochały mnie w niej jeszcze bardziej.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.