sobota, 10 września 2016

Opowieści z ziemi łódzkiej, cz. I - Inowłódz.

      Z wielką przyjemnością pragnę Was zaprosić na cykl opowieści z ziemi łódzkiej, szlakiem  wartych zobaczenia miejsc. Wiem, że pewnie wolelibyście dalej oglądać Alpy, ale jeśli marzycie o krainie z bajki, zaręczam, że pokażę Wam taką właśnie w Polsce.
      Nasz kraj jest bardzo różnorodny krajobrazowo. Szwajcaria jest natomiast jednolita i zaświadczam, że jeżeli byliście kiedykolwiek w jakiejkolwiek miejscowości królestwa sera żółtego, to zobaczyliście już wszystkie. W Polsce, co region to inny pejzaż i inne atrakcje, natomiast alpejskie góry to góry i wyglądają całkowicie podobnie na całym obszarze tamtejszych stron.
      W naszej ojczyźnie można oddać się rozmaitym zajęciom, nie sposób się nudzić, a o tym jak można znudzić się w Alpach, pisałam... do znudzenia.
      Zatem zapraszam, część pierwsza - Inowłódz.


Kościół widziany z murów zamkowych.
Pilica.
      Niegdyś miasto królewskie położone w Dolinie Białobrzeskiej, w województwie łódzkim nad Pilicą. W X wieku istniała tutaj osada. Z dokumentu z 1145 r. wynika, iż już wówczas istniał w miejscowości kościół ufundowany przez Władysława Hermana w 1086r.
      Król Kazimierz Wielki wówczas wzniósł na tejże ziemi gotycki zamek inowłodzki, mający bronić północnej granicy Małopolski oraz strzec grodu na rzece Pilicy. Inowłódz pełnił wówczas funkcję ważnego grodu granicznego – usytuowany był na lewym brzegu Pilicy, jako centralny gród regionu, który określono mianem "cypla inowłodzkiego", pomiędzy północno-zachodnim Sandomierskim i Mazowszem Rawskim.
      Miejscowy zamek do połowy XVII wieku był rezydencją kasztelanii inowłodzkiej, a przez jakiś czas przebywała w nim także królowa Bona. W 1655 podczas potopu, wojska Stefana Czarnieckiego pokonały w bitwie pod Inowłodzem wojska szwedzkie. Prawa miejskie utracił w wyniku represji po powstaniu styczniowym w 1870.
      Niedługo potem nastąpił rozwój miejscowości, związany z odkryciem właściwości leczniczych wód mineralnych – źródła żelaziste, wapniowo-magnezowe, borowiny oraz miejscowego mikroklimatu. Podjęto próbę utworzenia uzdrowiska. Ponowny rozwój przerwała jednak I wojna światowa.
      Inowłódz i okolice służyły jako plener dla polskich filmów i seriali, m.in "Czterej pancerni i pies", "Pan Wołodyjowski", "Jak rozpętałem drugą wojnę światową" czy również "Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny ".


      Ciekawostką jest zabytkowa synagoga, która została zbudowana na początku XIX wieku. Na ścianach głównej sali modlitewnej znajdują się pozostałości oryginalnej polichromii datowanej prawdopodobnie na drugą połowę XIX wieku.
      Między oknami zachowały się jedyne w Polsce, dwie tablice z inskrypcjami z modlitwą za panującego władcę (hebr. Hanoten teszua lamelachim) - na ścianie południowej w języku hebrajskim, na północnej w języku rosyjskim. W odpowiednim miejscu wpisane są personalia cara Mikołaja II Aleksandrowicza i jego rodziny. Cała tablica ma jednak starszą metrykę. Widać, że personalia poprzednich carów były zamalowane, a na to miejsce wpisywano aktualne.
      Nad hebrajską inskrypcją zachowały się trzy znaki zodiaku, datowane prawdopodobnie na drugą połowę XIX wieku, będące najstarszym tego typu przykładem w Polsce. Są to skorpion, byk oraz bliźnięta, gdzie te ostatnie przedstawiono w postaci dwóch abstrakcyjnych, wolutowych form.
      We wnętrzu znajdują się współczesne, stylizowane, kute ramy w oknach oraz żyrandole. Zachował się również w całości wystrój zewnętrzny.
      Przepraszam ale nie zrobiłam ani jednego zdjęcia, głupio mi było wyciągać aparat, gdyż tam obecnie znajduje się sklep spożywczo-monopolowy. Ekspedientka zapytana o to, jak pracuje się w takim miejscu, stwierdziła, iż nie odczuwa się tego zupełnie. Można rzec, że jest to praca, do której naprawdę można podchodzić z nabożną czcią.
      A miejscowy klient wesoło podśpiewywał "majteczki w kropeczki".






      Romański Kościół św. Idziego, według nowożytnej płyty inskrypcyjnej, wybudowano w 1082 roku. Ufundował go Władysław I Herman jako wotum za narodziny syna, Bolesława Krzywoustego. Jednak inna wieść niesie, że w rzeczywistości pochodzi on prawdopodobnie z XII w. (najpóźniej z 1138 roku) i jest fundacją właśnie Krzywoustego... A to ci zagadka historyczna.
      Na tej samej górze był zbudowany klasztor Benedyktynek, który został w 1241 roku zburzony podczas najazdu tatarskiego.
      Kościół nosi cechy typowe dla architektury obronnej. Zaczął poważnie niszczeć, więc miejscowa ludność wpadła na genialny, pogański pomysł, aby podjąć próbę odnowienia kościoła poprzez sprowadzenie do niego (z kapliczki w Giełzowie), cudowny obraz Matki Boskiej Bolesnej. Cudowny przedmiot jednak nie miał narzędzi i zaprawy, a do tego kościół został w tym czasie ograbiony przez żołnierzy pruskich, a następnie zamieniony na magazyn zbożowy.
      O następnych odbudowach i kolejnych zniszczeniach i ponownych rekonstrukcjach, zainteresowani mogą sobie doczytać w internecie, nadmienię jedynie, że po I Wojnie była tam restauracja i dopiero ta inwestycja przyniosła, wprawdzie pozbawioną cudów, ale należytą odbudowę i rekonstrukcję murów.
      Dziś kościół jest kościołem, stoliki i bar wynieśli, i gdzieś tam za monumentalnymi, ciężkimi drzwiami zamkniętymi na sto spustów jest ołtarz, w obliczu którego odbywają się jeden raz w tygodniu nabożeństwa.
      [zdjęcia wnętrza pochodzą ze strony wikimapia.org]



Taka piękna panorama roztacza się ze wzgórza, na którym stoi kościół.
      Przy kościele znajduje się cmentarz. Jak tylko ujrzałam te posągi, od razu aktywowała mi się taphophilia i nie mogłam już nic więcej zrobić, pobiegłam jak zajączek wielkanocny na cmentarne alejki.





      Zamek inowłodzki, o którym wspomniałam już na samym początku posta, stanowił dla mnie niesamowitą atrakcję ze względu na moją fascynację średniowieczem i historiami o łupaniu ludzi wszelkimi, wymyślnymi obuchami. Najbardziej malownicze i SPRAWIEDLIWE wojny, bez bomb jądrowych, oko w oko, liczyła się wyłącznie siła i sprawność ludzka, a nie to, które państwo ma lepszego dyplomatę i informatyka do celowania rakietami.
      Funkcją zamku była ochrona komory celnej znajdującej się na brodzie pilickim leżącym na szlaku handlowym, biegnącym ze Lwowa przez Sandomierz do Torunia. Obok zamku w Łęczycy był jednym z dwóch zamków królewskich znajdujących się na terenie ziemi łęczyckiej.
      Pierwszym zanotowanym kasztelanem inowłodzkim był Piotr Tłuk ze Strykowa herbu Jastrzębiec, jeden z zaufanych urzędników króla Władysława Jagiełły. Jeżeli kiedykolwiek Was ktokolwiek nazwie tłukiem, to wiecie już co mówić:
      - To dla mnie zaszczyt - głęboki ukłon.
      W 1515 roku Adam Drzewicki otrzymał konsens królewski na wykupienie starostwa inowłodzkiego od małogoskiego kasztelana Leżeńskiego. Od tego momentu zamek stał się własnością zamożnego polskiego szlacheckiego rodu Drzewickich herbu Ciołek, którego najbardziej znanym przedstawicielem był Maciej Drzewicki.
      - Ty ciołku!
      - To miłe z twojej strony, niestety nie mam rodowodu szlacheckiego, ale dziękuję.
      Później był pożar, jeszcze później był Adam Drzewiecki, więc zamek stanął na nowo, dodatkowo wzmocniony. Długo, długo później w Inowłodzu 9 września 1655 roku, miała miejsce potyczka wojsk Rzeczypospolitej z wojskiem szwedzkim. Piękny zamek uległ zniszczeniu i przestał pełnić funkcje obronne, stopniowo popadając w ruinę. Wyglądał wtedy tak:

Zdjęcie archiwalne z Wikipedii.
      Projekt totalnej rekonstrukcji realizowany jest ze wsparciem finansowym Unii Europejskiej, który stanowić ma w przyszłości nową siedzibę dla inowłodzkich instytucji gminnych jak dom kultury, biblioteka, punkt informacji turystycznej oraz Muzeum Ziemi Inowłodzkiej, dlatego jeżeli ktoś jest zaciekawiony - SPIESZCIE SIĘ! zanim zamkną drzwi pod pieczęcią urzędową! Już w tej chwili podłogi są wyłożone na zewnątrz fajansiarskimi kafelkami.
      Zaczyna mi być szkoda ruin, mam alergię na tego typu renowacje...





"Byłem we Francji, Portugalii, Brazylii,
Stanach Zjednoczonych
i Kanadzie,
ale wszędzie tęskniłem za
Inowłodzem."
- Julian Tuwim

      „Jakkolwiek starali się ludzie zamordować zieloną trawę, wbrew wszystkiemu wiosną przebijała się poprzez kamienie. W głębi duszy każdego z nas poprzez „kamienie” wszystkich powszednich kłopotów przebija się trawa naszego dzieciństwa…”
- Cytat z książki
"Kraj młodości szczęśliwy - śladami Juliana Tuwima po Łodzi i Inowłodzu",
Krystyny Ratajskiej

      "Lata inowłodzkie to lata najszczęśliwsze"
- pisał w 1936

Na pamiątkę Juliana Tuwima, stoi na zamku jego "kącik twórczy".
      A ja oczywiście, postanowiłam dojść do władzy na zamku. Bułka z masłem, zamek nie miał zaciężnych. Ja zdobyłam broń, a później tron.




      Miło było poczuć znów żelazo w dłoni, chociaż przywykłam do cięższych bastardów. Zacne to były chwile.



Po  lewej leżą bale z przełomu XVI/XVII wieku.
Wydobyto je z fosy otaczającej zamek.
      Trafiliśmy akurat na wernisaż sztuki. Obrazy, plakaty i rzeźby prezentowane były w różnych komnatach.



Akurat przylazła wycieczka szkolna.




      Na terenie Inowłódza znajduje się powojenny cmentarz, na którym leżą żołnierze polegli w walkach w dniach  24 - 27 grudnia 1914r. pomiędzy armią niemiecką, a brygadą pospolitego ruszenia.


      Nie dotarliśmy na cmentarz żydowski i do kopalni chalcedonitu, z uwagi na ostrzeżenie w informatorze, iż warunki dotarcia do obu są co najmniej brudne i raczej zwiedzania w sandałach nie zaleca się. Mea culpa, nie wiedziałam, brak przygotowania i wstyd z mojej strony, nie zrekompensowały tej straty.


      Wszystkie wyprawy z niniejszego cyklu, odbyliśmy w jeden dzień. W niedalekiej przyszłości pokażę Wam jeszcze trzy punkty warte zobaczenia, a w tym pokażę krajobraz żywcem z bajki.
      Soon :)

10 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    Ciekawa fotorelacja i opisy. Aż wstyd się przyznać, to ziemia łódzka nie jest mi znana. I najpewniej z przyczyn fizycznych już jej nie poznam, a szkoda, bo jest ciekawa.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podjechać autkiem zawsze można, województwo łódzkie nie ma wymagających szlaków, gorąco Cię zachęcam do takich wojaży, ale może zachęcę jeszcze bardziej tym, co szykuję na następną notatkę :) Coś całkiem w Twoim klimacie :)

      Usuń
  2. Witaj. Ładnie u Ciebie, jak zwykle. Polska jest piekna. Problem jedynie stanowi dojazd dla nie posiadających samochodu i zbyt mała reklama. Tyle pięknych miejsc, można by je było całkiem fajnie wypromować. Ile zamków mamy, ile jaskiń!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dojazd do tego miasta jest, ale obawiam się, że do trzech następnych, które tu zamierzam pokazać, nie istnieje innych jak własnym środkiem transportu. Niestety.

      Usuń
  3. Mnie ten cykl bardzo cieszy - mało wiem o tych ziemiach, zwłaszcza w kwestii wartych do zobaczenia miejsc. Tak że czekam na ciąg dalszy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli zainspiruję Cię do jakiejś wyprawy, to będę mega szczęśliwa :D Nigdy jeszcze nie zobaczyłam u żadnego czytelnika, żadnej mojej trasy ;) Byłoby ciekawie :D

      Usuń
  4. Ale, ze co?... w synagodze zrobili sklep spozywczy??? ,,Oryginalny" pomysl!!! Szkoda, ze zdjec nie zrobilas.
    Miejsce pelne ciekawostek, jakie lubie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było mi naprawdę głupio w sklepie aparat wyciągać ^_^ No i mini pizzę zobaczyłam 🍕

      Usuń
  5. Uwielbiam takie stare zamki, noszące jeszcze ślady dawnych mieszkańców i tamtego życia. Czasem wyobrażam sobie, jak to było wtedy tam mieszkać, przecież centralnego nie było, więc z tego, co gdzieś czytałam bogatsze panny spały w zamykanych skrzyniach, jako grzałka służyły im służące :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W skrzyniach? O_O(!)
      Ja słyszałam, że na większych zamkach mięli normalnie centralne, a na mniejszych, starali się o mniejsze okna i dobre usytuowanie kuchni, żeby dodatkowo grzała w podłogę.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.