środa, 7 września 2016

Na chwilę w Polsce.

      Chciałabym, aby choć raz kochani ludzie zastosowali się do zasady kultury, że kiedy mówi ktoś inny, należy milczeć i słuchać, zamiast przerywać, wtrącać się, zmieniać zupełnie temat. Chciałabym choć raz usłyszeć, co druga osoba ma do powiedzenia. Ach ta mentalność... Mój nihilizm został mocno nadszarpnięty, a i zaczęłam się głęboko zastanawiać, czy ja aby nie stałam się prywatnie Le misanthrope...
      Był to dramat, komedia z roku 1666. Ogólnie mizantropia była przypisywana wielu pisarzom, dziś rzesza mizantropów to ludzie popularni, czyli ludzie sceny, ludzie telewizji, którzy zakulisowo mają dość uwagi jaka na nich się przeniosła.
      L'Enfer c'est les autres, ("Piekło to inni"). Cytat ten, na pierwszy rzut oka, wygląda jak przykład czystej mizantropii, jednak są to tylko wnioski z obserwacji dokonanych przez autora odnośnie tendencji ludzi do braku wiedzy o samym sobie. W rezultacie, często patrząc na innych ludzi, dostrzegają w innych same najgorsze cechy   s w o j e j   osobowości.
      Ważną rzeczą jest odróżnienie pesymizmu filozoficznego od mizantropii. Immanuel Kant powiedział, że "z krzywego kawałka drewna, z jakiego stworzony jest człowiek, nie da się zrobić nic prostego". Nie jest to jednak stwierdzenie mające nawiązywać do nieużyteczności człowieka, lecz jego niedoskonałości.
      Ważne jest, by jednak dodać, że uczucie mizantropii nie jest jednoznaczne z nieludzkimi uczuciami w stosunku do rodzaju ludzkiego.
      Kocham ludzi, kocham pomagać, bardzo kocham ich słuchać, ale męczą mnie cholernie... ;]



      Na jedno krótkie mgnienie w Polsce. Dla dwóch ważnych badań lekarskich. [Powiedziałam lekarce, że jestem zdrowa, a ona postanowiła udowodnić mi, że się mylę. Na razie jest 2:0 dla mnie]. Na jeden seans w kinie. [Ale nic dobrego nie grali]. Na jeden krótki spacer po mieście. [Odhaczyć]. Na wielkie święto w rodzinie męża. Na jedno mgnienie.
      Dawniej żyłam w pewnym przeświadczeniu, że jakoby Szwajcaria jest krajem raczej zimnym. Jednak zmarznąwszy przy oknie w moim mieszkanku na ojcowiźnie, doszłam do wniosku, iż Polska zimnym krajem północy jest. Wielkie ukontentowanie i ukojenie po skwarnych dniach ostatnich w Alpach, gdy patrząc z utęsknieniem na odległe, białe szczyty, umierałam w dolinie, niekiedy do połowy zanurzona we wannie, bez siły, bez tchu, niemal bez życia. Upały mnie zabijają, to powiedziałam już chyba z głośnym rozrzewnieniem ćwierci światu.
      Zatem bez kozery, gdy jaki Szwajcar mnie spyta skąd przybywam, odpowiem: z dalekiej i zimnej północy. Byle nie skojarzył tego z reniferami, pingwinami i dzwoneczkami...
      Podziwiam wszystkich ludzi, którzy wyjeżdżają do ciepłych krajów, gdzie leżą plackiem w piachu jak taki rak aż do czerwoności. Twardzi są, nie piszczą gdy skóra schodzi. To hobby zdecydowanie nie dla mnie.
      Zatem jak rzekłam, w Polsce odpoczęłam od pogody. Akurat nawałnica przechodziła przez centralę, ale Łodzi nic nie ruszy, za głębokie fundamenty i kości robią za zaprawę, tu getto przecież było i ogólna rzeźnia. Tak się śmieję, ale w sumie każdy już chyba obszar ziemi, kiedyś krwią spłynął... starczy tej powagi.


      Zupełnie nie wiem jak mam to interpretować... Powiedzmy, że liczą się chęci.
"Wstążki", które widzicie na zdjęciach, są zamontowane na siatce o bokach mierzących 28 metrów, a kolorowych frędzli jest 6 tys. Na pewno pojawiły się na większości fejsbuków Łodzian. ;]
      Dokonałyśmy tego odkrycia wraz z kamratką moich dawnych, kozackich podróży, kiedy jeszcze trzymałam sztamę z Kozak System. To były piękne czasy, spontaniczne wyprawy, zjeździliśmy razem kawał Polski, bardzo miło wspominam. Niestety z chłopakami od ponad roku nie udaje mi się zejść.
      Popołudnie ukoronowałyśmy wizytą w kafeterii Wedla. Mrożona czekolada do picia bez kwestii godna polecenia! :) Jeżeli nigdy nie byliście w Wedlu (a są w różnych miastach), macie zadanie domowe ode mnie - zabrać tam kogoś na pyszną czekoladę lub kawę (np z wiśniami moczonymi w winie). Albo sorbet owocowy, jeśli ktoś ma niechęć do kalorii. (Ja w Polsce zdecydowanie mniej przejmuję się kaloriami i tak wiem, że wrócę do domu dwa kilo większa :P)


      Kiedyś w Łodzi był rynek. Prawdziwy, wielki rynek, stragany pod chmurką, gwar, wieczne błoto i wszystko w przyzwoitych cenach. Od kiedy nasz cudowny kraj postanowił wejść w złote progi Unii Europejskiej, zaczęto w Polsce gładzić takie miejsca. Złote progi okazały się farbowane, a ryneczki zamieniono w nowoczesne hale handlowe, ceny porosły, jakość towarów stała się wątpliwa, gwar ucichł. Mogłam tam dostać dosłownie wszystko. Dziś komercja pomieszana z modą, wypleniła również i tę zaletę.
      Jak wiecie z poprzedniej notatki, usiłuję zakupić normalne spodnie. Usłyszałam jednak od pani sprzedawczyni, że to już nie te czasy... i wtedy chłodem zawiało, sowy zahukały, nastała mroczna perspektywa zakupu kolejnych irytujących legginsów. Smutna to była chwila.
      - Jaki pani ma rozmiar?
      - Nie wiem. Na spodniach trzydziestka napisana, ale spodnie są sprzed naszej ery.
      Spodnie owe, wisiały na mnie luźno. Nie mogła się nadziwić. Podała mi więc trzydziestkę, od razu mówiłam, że to zły pomysł. Spodnie zatrzymały mi się na udach... Znalazła czterdziestkę. Niezły przeskok, ale porzućcie nadzieje. Wcisnęłam ledwie legginsy na siebie, zapięłam na siłę guzik, a przykrótkie nogawki i tak nie zakrywały mi nawet kostek. O podniesieniu nogi zapomnij, kucnąć się bałam.
      Wybór padł na model zrobiony z jakiejś dzianiny sztucznej (choć miał być dżins), którego jedną sztukę dzierżyła na swych biodrach pani owa, ponieważ złota reguła głosi tak: "jeżeli pani w pracy jest w stanie wysiedzieć kilka godzin w tych spodniach, to znaczy, że są dobre.". Przymierzyłam i rzeczywiście: nogę do góry podnieść mogłam, ukucnąć mogłam, oddychać mogłam (to w sumie najważniejsze). No i mam. Na tyle elastyczne, że zimą gdyby bardzo pizgało złem, jakieś rajstopy pod nie też zmieszczę. I to nie są biodrówki!! YEAH! Rzeczony materiał prezentuję na tu obecnych zdjęciach, choć rzeczone są słabo widoczne... bo to o frędzle bardziej chodziło. ;]
      I nagle zaświeciło słońce, zaśpiewały skowronki, nowa perspektywa napawała optymizmem. Nastała piękna chwila, mogłam już opuścić alejki handlowe.
      Innym razem udało mi się nabyć coś na kształt trampek, ach te wyprzedaże kolekcji letnich... licząc, że do szarawarów będą pasowały także, oraz koszulki na jogging po 4zł. W drodze kurierskiej do mnie jest U-lock do pieczętowania roweru, bo mi łańcuch w Buchs jakiś idiota zniszczył dokumentnie, ale szczęściem nie przegryzł się prze stal i rower nadal stoi w garażu.
       Zakupów dość na kolejny rok, nie cierpię łażenia po sklepach!!! Ale wszyscy wiemy, że to konieczne. Szczególnie po konsekwentnej czystce w szafie jaką sobie urządziłam tej jesieni...


      Wylazłszy z pieczary konsumpcjonizmu na zewnątrz, udałam się w cudowne miejsce do mojej ulubionej, zaufanej zielarki. Niestety na zmianie była szefowa, a nie jej koleżanka irydolog, ale nie powiem złego słowa, bo kobieta naprawdę zna się na rzeczy. Chodziło bardziej oto, aby tamta pani zajrzała mojemu mężowi w oczy. Zawsze warto wiedzieć, co pod skórą u najbliższego siedzi...
      Gigantyczna dilerka niedrogich ziół, (ceny naprawdę ma przyzwoite) to jedno, zaś zafascynowała mnie odżywka białkowa dla aktywnych z rybim kolagenem. Jak wiecie, muszę od czasu do czasu brać kolagen, ponieważ mam wadę kolan, która, gdy jej dobrze nie nasmaruję, upierdliwa bywa niemożebnie. Ból wyklucza nawet chodzenie po płaskim, a ja jesienią gór nie odpuszczę!
      Odżywki białkowe opiewają w różnorodne mity, zainteresowanych tematem odsyłam do mojego artykułu TUTAJ, zaś dodam tylko, że to nie są żadne sterydy, kobieta nie zamienia się przez ich stosowanie w bestię ;]


(akapit dla pań)
      Sklep z artykułami z morza martwego być może pomoże na moje tłuste czoło z wiecznotrwałymi wypryskami, przez które zmuszam się do noszenia grzywki, której nienawidzę! Jak przetestuję i stwierdzę, że działa, wtedy napiszę coś więcej. Ale uprzedzam, testowanie może zająć nawet rok, maść wygląda na bardzo wydajną... a nie powiem nic, póki jej nie skończę.
      Dawno temu pisałam o tym problemie, przedstawiając techniki i środki, które mi onegdaj pomogły. Otóż moja skóra uodporniła się na to wszystko, co wówczas podałam za skuteczne i za nic sobie dziś ma płyn miceralny, chlorofilowy czy siarkowy krem. Jedyne co działa nadal w stopniu powiedzmy "wystarczającym", co sprawia, że niegdyś występujący w liczbie mnogiej kuzyn Fester, nie występuje, a jedynie miniaturki jego osoby i wszędobylskie zaskórniki, (to już uważam za niebywały sukces), to wynik wywalenia z diety mleka krowiego oraz jego pochodnych.
      Przy tym muszę dodać, że wapń nie występuje tylko w mleku, to mit. Od niepicia mleka nie połamały mi się kości ;)

      A następnym razem obiecuję opowiedzieć coś ciekawszego. Był jeden taki dzień, w którym intensywnie podróżowaliśmy. :) Będę to musiała rozłożyć na rozdziały...

7 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe i mądre wywody:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwykle posty u mnie wyglądają troszeczkę inaczej, dlatego zachęcam do częstszych wizyt, bo zauważyłam w Twoim profilu, że interesują Cię podróże, a ta tematyka jest u mnie znacznie częstsza.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. Mgnienie. Ciekawe czy dasz radę kiedyś spotkać się ze mną?:D Polskie jedzenie jest najlepsze! Nigdy nie byłam w Wedlu, uwierzysz? Mijam go bardzo często.

    Nie byłam również nigdy u Irydolog, choć wielokrotnie się nad tym zastanawiałam. Zamiast tego byłam ostatnio w klinice i dostałam 13 opakowań antybiotyku na jelita;]

    Spodniami się nie przejmuj. Ja jak szukałam ostatnio jeansów, bo mi się moje ukochane dwie pary rozwaliły to się poddałam. Wszędzie są właśnie takie rureczki, które zatrzymują mi się już na łydkach. Nie wiem dla kogo oni to szyją. A z Irlandii przywiozłam normalne 36, w które nadal wchodzę i żałuję, że nie kupiłam więcej bo kosztowały jedyne 8 EUR.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polskie jedzenie najsmaczniejsze, ale nie mogę jeść tego, co standardowy Polak. Dwie noce temu spać nie mogła, bo układ trawienny się zbuntował. Zwykle nawalają mi jelita, ale tym razem bolał mnie dodatkowo żołądek.

      Ale w Szwajcarii też patrzyłam na spodnie i to samo, rureczki. Z resztą widać po ulicach w czym dziewczyny chodzą, nie widziałam ani jednej pary cywilizowanych spodni.

      Usuń
  3. Piękne te wstążki! U nas na północy też trafiłam kiedyś na podobne. Wiadomo, skąd one w ogóle się wzięły? XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiesił je artysta, który zajmuje się aranżacjami miejskimi. Ozdabiał także Barcelonę i Nowy Jork. Wstążki mają na celu integrować ludzi, bo kto by nie chciał strzelić sobie fotki z przyjaciółmi? A przynajmniej taką miał pan ideologię ;)

      Usuń
  4. Wstazki na tle blekitnego nieba, wygladaja rewelacyjnie :)!!!!

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.