piątek, 23 września 2016

Bandytkowe lasy i kwiatki wiosenne.

      Jesień tuż tuż, robi się coraz bardziej kolorowo, żółte listki spadają, już nie ma upałów i mam nadzieję, że prędko nie wrócą!
      Długo padał deszcz, dlatego miałam więcej czasu na to, aby usiąść przy biurku i popracować. Dobra pogoda jest każda i każda nadaje się na coś dobrego. Słoneczna i niezbyt ciepła aura jest dosłownie nachalna - nie potrafię wtedy usiedzieć w domu. Zaś w większość lata (za ciepło) znajduję się w pozycji horyzontalnej do zachodu słońca i wtedy zazdraszczałam sama sobie, że mój horyzont jest 2000 m wyżej niż Wasz.
      Czekałam na ten deszcz, na natchnienie, na ulgę. Na przepiękny zapach orzeźwienia. A kilka dni później w dolinie mgieł pojawiły się właśnie one - mgły tak gęste, że Slenderman gubił się w lesie. Czasami utrzymywały się aż do wieczora. Już słońce nie będzie opiekać nas niczym prosiaki nad... a właściwie pod paleniskiem, już zaszły szanse na ponowny powiew lata, już porzuciły nadzieję bociany.
      Po diametralnym wychłodzeniu naszły Szwajcarię miłe dni słoneczne o temperaturze umiarkowanej 15- 22 stp. C. Mogłoby tak zawsze być... Drzewa z wolna się złocą, błękit nieba zalewany przez kłębuchy chmur, a szczyty górskie są zjadane przez wyższe barankowe tumany. Ależ poetycznie... :P Wciąż mam nadzieję, że kiedyś zobaczę tzw. "chmurę opalizującą". Lubię chmury. Bardzo lubię chmury.
      Tymczasem dla przełamania, na zdjęciach zaprezentuję Wam WIOSNĘ! 🌋🌅🌄
Jest to początek naszej trasy wysokogórskiej z maja. Bandytka w kwiecistej odsłonie.








      Wiem, że zwyczajna, ludzka potrzeba akceptacji ma w tej chwili inną nazwę - Facebook. Też mam FB. Jest to portal, na którym ludzie sami plotkują na swój temat. Spójrzmy na to z przymrużeniem oka:
      Czasami przejrzę FB i dowiem się co jakaś znajoma robiła wczoraj. Czasem pokażę całemu światu co ostatnio sobie upichciłam XP albo ktoś jeszcze inny pokaże gdzie aktualnie jest. W dobie internetu to wiele ułatwia, ale ma to szczególne zastosowanie, kiedy brakuje nam możliwości na spotkania.
      Kiedyś pisałam bardzo dużo listów, miałam 4 korespondentów i oczywiście wyprowadzając się za granicę, zabrałam ze sobą swoją specjalną teczkę pełną kopert i dużych pergaminów listowych, cała gotowa do działania... niestety... - już żadnej więcej przesyłki nie dostałam. Mało rzeczy mnie dziwi, jednak to wprawiło mnie w taki osobliwy... niepokój. Uwaga - kontakty via FB nie umarły. Dlaczego tak jest? A może najpierw powinnam była spalić teczkę w darze dla nimf pisarskich?
      Co więcej, obserwując fejsbukowe tablice znajomych, nie da się nie zauważyć ich marzeń, które ilustrują chciejstwo najwyższe. Wishful fucking thinking!
Czego pragną - to jest w zasadzie nie tak bardzo ważne. Cokolwiek by to było - pragną tego jak najwięcej. Głównie piękna, otaczania się pięknymi rzeczami i bogactwa. Zabawy, imprez i humoru.
      Filmiki z nocnych melanżów, które cierpliwie scrolluję w poszukiwaniu postów z polubionych stron, nasuwają taką refleksję - gdzie jest ten świat gdy dziewczyny podrywało się na wiedzę o książkach, a nie na imprezowy lifestyle? Zechciejcie teraz zaintonować: "Gdzie się podziały tamte prywatki..."
      Dzięki znajomym oglądam wymarzone modele torebek znanych projektantów, selfiki z drogimi samochodami etc... A jeśli już to wszystko zostanie kupione, to co będzie za rok, kiedy w następnym sezonie te rzeczy będą już niemodne?
      Przepraszam, rzeczywiście jestem archeo. Przecież to co mamy w zupełności wystarcza do tego, aby osiągnąć satysfakcjonujące życie.
      Np po dzisiejszej własno-mojo-ręcznej robocie, osobiście wybranymi kosmetykami do pucowania lakieru samochodowego, stwierdziłam, że niepotrzebny nam nowy Mercedes, skoro nasz wózek świeci się lepiej od takowego? Bo właśnie obok nas w miejscu zdarzenia zaparkował nowy, świeżo umyty Merc w tym samym kolorze i zdecydowanie nie był tak lustrzany. A skoro różnica była na korzyść naszego auta, to po co przepłacać? O_o





Dlatego po górach nie chodzi się w trampkach.
      Opowiem Wam teraz coś pro szwajcarskiego, do czego musiałam się przyzwyczaić tutaj, ale temat niewiele odbiega od poprzedniego akapitu. Mianowicie, sprawa prozaiczna: zamknięte sklepy w niedzielę. W Polsce przecież toczy się spór już niemal na dzidy o handel w te dni. "Zapracowani ludzie vs zakupy w weekend"
      Jeżeli jednak nie zabronią handlu w niedziele, to chciałabym żeby nie był to dzień okrutny dla pracowników sklepów. Czy wiecie, że w marketach, właśnie w ten jeden dzień tygodnia, wszyscy pracownicy muszą być w firmie po 12 godzin, a nie po 8 jak w tygodniu? Oczywiście są wyjątki, ale mówię o większościach, a najwięcej jest supermarketów typu Tesco.
      Czy mnie sprawiło jakiś problem, że nie mogłam iść na zakupy w niedzielę? Żaden, wystarczyło przeplanować czas dobowy innego dnia. Ludzie mogliby nauczyć się żyć praktyczniej. Oszczędzając czas, można go znaleźć na szybkie zakupy w sklepiku niedaleko. Nie trzeba wcale włóczyć się pół dnia po hipermarkecie w ramach rekreacji weekendowej. Ja to wiem i pewnie Wy to wiecie - czy to jest rzeczywiście takie trudne?
      Owszem, bo system nas tak zmanipulował, że gdy przychodzi taki całkowicie wolny dzień i dużo zaoszczędzonego czasu, nagle wpadamy w popłoch, bo co tu robić? Znowu oglądać telewizor? A może gapić się w sufit?
      Znajoma bloggerka słusznie zauważyła, że taki dzień bez pracy i handlu wybija ludzi z rytmu. Że jako społeczeństwo, boimy się zebrać myśli, przeanalizować codzienność. Zatrzymać się, zwolnić, przeorganizować listę priorytetów. Słusznie. A zauważyliście jak wielu ludzi boi się samotności? Nie potrafią zostać sam na sam z własnymi myślami - sądzę, że to spójnik u ludzi zjedzonych przez system i pieniądz. Bo pieniądzem przecież trzeba obracać, "harowałem cały tydzień, teraz trzeba go wydać". A ile się słyszało jak pensja u kogoś znikała w dobę i znów było "oszczędzanie i ciułanie"?
      W Szwajcarii w niedzielę są czynne sklepy przy dworcach i na stacjach benzynowych. Ale te w miejscowościach nie są, tak jak w Polsce, czynne na okrągło. Nawet w tygodniu stacje są zamykane, nie ma nocnej zmiany NIGDZIE! (Wyjątek stanowią stacje przy autostradach, taka jest ustawa na chyba całym świecie). I ludzie żyją i nie stresują się, a weekendy spędzają na wędrowaniu lub grillowaniu, często też, swoje wolne dni poświęcają swojemu hobby. Bo tak powinno być!

Carpe diem!






      A w następnej notatce zabiorę Was w podróż prosto pod nieboskłon, do krainy śniegu i lodu. A będzie to przy okazji krótka lekcja "czego nie robić w górach", oraz przykłady "jak nie robić zdjęć w górach".






17 komentarzy:

  1. Witam
    Kocham las, za jego specyficzny nastrój, zapach, kolory i ciszę...
    Z Kielecczyzny, skąd pochodzę mam te leśne miłe wspomnienia: zbieranie grzybów z Babunią, długie spacery...
    I tu, gdzie teraz mieszkam uwielbiam spacerowanie, przeważnie w stronę lasu.
    Piękna fotorelacja, jak zawsze:)
    Zapraszam na mojego bloga na urodzinowe świętowanie:)
    Serdeczności zostawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tu gdzie ja teraz mieszkam, aby pójść do lasu, trzeba się wybrać na całodniową wyprawę w góry. W Polsce wygląda to dużo inaczej, lasy są praktycznie wszędzie i nie potrzeba zbyt wiele czasu aby się w jakimś znaleźć. Trochę mi tego brakuje.
      Ale jesienią, choć absolutnie wszystkie lasy są piękne, górskie nabywają czegoś wyjątkowego...

      Usuń
  2. Witaj Hexe.
    Lubię lasy i wędrówki po nich.
    Wczoraj długo wędrowałem po Wrocławiu i jestem oczarowany retrospekcją.
    A wypoczywałem w ogrodzie japoński i przed fontanną, gdzie woda tryskała w takt muzyki. Było super.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bajeczna opowieść, wspaniale by tak wypoczywać :) Oczywiście mam nadzieję, że fotorelacja będzie ;)
      Pozdrawiam również, nadal letnio (jesień w tym roku jeszcze coś słaba).

      Usuń
  3. Pooglądam jeszcze troszkę Twoich leśnych zdjęć i chyba stanę się nimfą leśną. Nienawidzę pracy w niedziele. To najgorsze, co może spotkać człowieka. Jak pracowałam w weekendy niedziela w pracy to był najgorszy dzień tygodnia. Ludzie, którzy tak jak piszesz nie mają na siebie pomysłu, sfrustrowani, bo nie potrafią być ze sobą dzwonili do nas i urządzali same awantury.

    Z tego też względu ja się staram nie robić zakupów w niedziele i święta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za czasów jeszcze, gdy regularnie chodziłam do kościoła, 12h w pracy stanowiło problem, bo jak poszłam na mszę na 7, to spóźniałam się do pracy, a na mszę na 20.30 nigdy nie zdążałam.
      Na szczęście wytłumaczono mi wtedy, że można "odhaczyć" w każdy inny dzień tygodnia. Oczywiście jeżeli bym powiedziała przed podpisaniem umowy o pracę, że jestem wierząca, nie zatrudniliby mnie na stałe, znam takie przypadki. A faktycznie pracodawca zawsze pyta o poglądy religijne, teraz zgadnij w jakim celu.

      Usuń
    2. Wiadomo, pracować trzeba. Nie chodzę co tydzień do kościoła. W mojej obecnej parafii mam ochotę wyjść ze Mszy, więc szkoda moich nerwów. Mam tu bardziej na myśli, że niedziela to był dzień klientów świrów z nadmiaru ich wolnego czasu. Ludzie nie potrafią ze sobą w domach rozmawiać, żyć, więc dzwonili do nas, aby tylko się na kimś wyżyć.

      Usuń
    3. Niedzielni kierowcy, niedzielni klienci... ciekawe.

      Usuń
  4. A my nie robimy zakupow w hipermarketach. Ja nie mam cierpliwosci do tych sklepow. Na osiedlu mamy kilka sklepow, jest warzywniak. Dostane tam wszystko, czego potrzebuje :).

    Wasza wycieczka znow wzbudzila moja wielka zazdrosc :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli mogę to unikam marketów w weekendy, bo za dużo czasu marnuje się w kolejkach. Ale nie przeczę, że czasami czegoś mi pieruńsko brakowało, wtedy szłam, bo można było. A teraz w Szwajcarii, wyobraź sobie, że tak ustawiam ten plan zakupowy, iż mi jakoś niczego w weekend nie brakuje. Organizacja! To pomaga :D

      Usuń
  5. też czekam na jesień, tropię ją, w każdym żółknącym liściu wypatruję, ale wiosna też fajna i Twoje zdjęcia oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesień to mój konik ;) Szczególnie w górach.

      Usuń
  6. Wiem, że jesień jest piękna, a zima również ma swój urok, ale ja chciałabym już wiosnę przedstawioną u Ciebie na cudnych zdjęciach:)
    Co do pracy w niedzielę jestem absolutnie przeciw. Niby nasz obecny rząd taki katolicki i święty, a podstawowego Bożego przykazania nie przestrzega.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo widzisz, nie wszystko w pojmowaniu świata przez nich jest słuszne. Wystarczy poczytać sobie Pismo, porównać z tym, co propaguje teraz Kościół (i politycy naszego katolickiego państwa), by zobaczyć, że to już od dawien dawna nie ma z sobą nic wspólnego.
      Wiosna ma swój urok także, to nasycenie koloru młodej zieleni jest piękne i kwiaty, które pojawiając się po długiej zimie, naprawdę radują oczy. Lecz dopiero teraz zaczyna się kolorowe szaleństwo!
      Musisz mi wybaczyć, ale nim zabiorę się za jesień, muszę wygrzebać się z zaległości wędrownych. W albumach mam do pokazania jeszcze maj, czerwiec, lipiec i sierpień, a tu już mi wrzesień zapełnia foldery na dysku. I dobrze, bo gdy pewnego listopadowego dnia wrócisz do domu w przemoczonych butach, usiądziesz do komputera z kubeczkiem rozgrzewającej herbaty, jeśli do mnie zajrzysz, ja pokażę Ci zenit lata. ;)

      Usuń
  7. Co do pogody, mam wręcz odwrotne myślenie - tu już jesień, a letnie upały jeszcze nie zdążyły porządnie mnie zadowolić XD
    Z fejbukiem pojawił się też inny fenomen - już nie wystarczy mieć, ale pojawia się też potrzeba dzielenia się tym właśnie przez internet. No bi skąd wszyscy będą wiedzieć, że ktoś ma takie super imprezowe życie? Najlepiej z fotki na profilu! To martwiące o tyle, że kiedyś - chociażby jeszcze moi rodzice - ludzie także prowadzili ciekawe życia, ale doceniali to nawet bez chwalenia się tym wszystkim wokół.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwalić się można, ludzie różnie interpretują swoje życie, jedni opowiadają najbliższym, inni piszą autobiografie, a teraz zdecydowana większość stawia na FB i niech to robią jeżeli czują taką wewnętrzną potrzebę. To, na co jedynie chciałam zwrócić uwagę, to że w dzisiejszych czasach liczy się impreza, dobra marka i chwalenie się dla chwalenia.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.