czwartek, 25 sierpnia 2016

Walensee, Walenstadtberg i jakaś tam myśl o jakiejś nieśmiertelności.

      W wielkim kotle wiedźma wysokiego rodu uwarzyła sobie ziół. Tymi zioły jęła swą tezę problemu przemywać, a doprawiwszy spracowaniem, padła do poduszki. I tak przędzie we dnie swe obserwując, iż coraz lepiej owa teza wygląda, przemieniając się pomału w łagodną antytetyczność i zanim się obejrzy, a będzie po sprawie.
      W maju jak w gaju, więc mięliśmy dorodną wiosnę i kilka ton śniegu.

      Przestałam tępić koty i męczyć ludzi w Warcrafcie, znalazłam inny, bierny odmóżdżacz. Ale to wszystko można zmienić, można zawsze wyjść z dzidą na spacer po osiedlu.
      Zgodnie z tym co przewidywałam, mając więcej obowiązków, znajduję więcej czasu dla siebie - taki syndrom nad-organizacji czasu. Bo ja mam nad-moce względem kalendarzy. Z trzech treningów tygodniowo, zrobiło się 6, postaram się jednak wmusić sobie w weekend wolne, chyba że ładna pogoda doda +20 sprytu, +30 planowania i reszta to "power of people" i znowu wejdę na jakiś szczyt.


"Jak Bóg on też chce wieczności dożyć
Choć tak nie zostawi nic, chce być pamiętany, 
portret na ścianie lśni..."

"Od lat nauczony nie widzieć ludzi
Bo nie jest już jednym z nich, 
być może to jakiś Boga przybrany syn
Ma dar, którym Panu dziś mógłby służyć
Lecz on żyje sam jak Pan i sam siebie sądzi, 
Czyste sumienie ma..."

"Młody Bóg
Chce dzielić i rządzić
Mieć tak wielką moc, żeby dzień zmienić w noc
Żeby dobrem nazywać zło
Świat boi się go."

- Sylwia Grzeszczak "Młody Bóg" (muzyka) polecam.


     Był to piękny, poranek nad jeziorem, a świtanie mierzyło się z nocy mrokiem chcąc go oczarować olśniewającym swym widokiem. Zaprezentował ów świt najlepszy arsenał kolorów, które na niebie maluje co dnia i coraz wyżej słońce w przestworza na swych promieniach jaskrawych wzlatuje. Nawet te drzewa i ptaki co nad jeziorem sennie stały, w niemym zachwycie w absolutnej ciszy ten blask podziwiały. Jeszcze po nocy pozostałość - delikatna mgiełka - płynęła cichutko, chciała skraść różu światełka.
      Ja ze snu już dawno powstałam, teraz dopiero ptaki świergotem jutrzenkę powitały, i mąż nawet ogarnąwszy wszystko to wzrokiem, przystanął i popatrzył olśniony jej urokiem. I wtedy księżyc odbity w głębinach jeziora, poczuł iż gasnąć już pora wraz z gwiazdami niknącymi w blednącym błękicie, oto jutrzenka skrzy się na górskim szczycie.



    Nie marzy mi się nowy samochód, ogromniasty dom czy większy ekran telewizora. No... może gotycki zamek by mi się przydał, i kare konie fryzyjskie, wszak szlachecki rodowód wymaga :P
      Gdzieś kiedyś dawno temu, mimo iż rówieśnicy garnęli się do tego, co lepsze i droższe, przeniosłam swoją uwagę z dala od rzeczy materialnych. Inwestuję od nastolatka swoją siłę i bogactwo serca w zupełnie inny świat. Po uczucie zaspokojenia nie wybieram się na zakupy. Wybieram się na szczyt.
      Kocham dzielić się z innymi. Może częściowo też i po to są mi portale społecznościowe, nawet ten blog. Dzielę się widokami z mojego prywatnego raju, jakim są szlaki. Konfrontuję poglądy i nie pozwalam o sobie zapomnieć, szczególnie teraz, kiedy spotkań w rzeczywistości jest mniej.
      Tak wiele osób ma świadomość, że gdy upadnie, ona będzie przy nich - podłoga. Nie tak się żyje! Przede wszystkim wybaczajmy. A skoro zawiść jest wymysłem cywilizacji, to ja jestem raczej staroświecka.
      Myślę, że wędrowcy trafiają pośmiertnie do nieba poprzecinanego szlakami do wędrowania. :)

      "Bycie kobietą niezależną finansowo – to właściwe połączenie rozsądku, mądrości życiowej i… luksusu!"
- "Dom nad rozlewiskiem"

      A jednak tak. Ale powiedzcie mi jak zniszczyć system?







      "Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów „ty”, choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu."
- "Mistrz i Małgorzata"

      Gdybym miała szansę spełnić jakieś prywatne marzenie (bo gdybym mogła globalne, prosiłabym o pokój) nie byłoby to nic szczególnie osobistego, ponieważ mam już wszystko, bo szczęście jest za darmo i dbam o nie.
      Poprosiłabym, aby zawiść wyszła z serc otaczających mnie ludzi. By uśmiechali się, nie lekceważyli i nie próbowali spychać nigdy na psychiczne dno. Bo mnie jest szalenie trudno nie podejmować takiej męskiej decyzji o rozmówieniu się. Boję się jednak, że kiedyś złamię swoje śluby milczenia, a wtedy zrobi się naprawdę bardzo paskudnie... bo ludzie najbardziej boją się prawdy, którą się o nich zna.
      A wtedy urośnie mi broda i zmężnieje mi głos. O_O

      "To fakt. A fakty to najbardziej uparta rzecz pod słońcem."
- Woland ("Mistrz i Małgorzata")





      Z całego mojego zamiłowania do dialogów, swoistej rozmowy bogatej szczególnie w słowa rzadziej używane, czyli inteligentne rozmowy na poziomie, kłaniam się im i żegnam je w sposób nieuroczysty.
      Za pamięci, wiele powstało nieokrzesanych pojęć i tematów poruszonych w strefie tabu. Wiele rozmów, poglądów, poruszono z moim udziałem, a także i zabawnych przesympatycznych form nigdy nie zabrakło. Zauważyłam, że skończyła się ta era swobody, kiedy byłam duszą towarzystwa i zawsze mówiłam najwięcej. Zwykła niechęć, która powstała przez mosty łączące  mnie z różnorakimi środowiskami, a które uniosły się okazując zwodzonymi, może nawet zawodzącymi.
      Ludzie zamknęli mnie na ludzi. Już nie ma entuzjazmu, nie ma w głos niesionego śmiechu, nie ma też odważnie wyprowadzanych tez. Wszędzie jest krytyka, narzucanie tego, co wypada, a ja nie lubię tego co wypada, a podobno nie wypada milczeć. Ja jednak zamilkłam.
      Gdzieś pomiędzy cieniem, a oddechem świec, gdzie płomyk cicho drży, jestem obserwatorem, już nie zarzewiem. Przestałam łowić błyskawice z nieba, przestałam tańczyć w deszczu, nie przestałam jedynie zaglądać we mgły. (Mgły myśli).
      Minęło jakieś dwadzieścia lat i zrozumiałam, że szukać czystego serca, podobne szukaniu igły w stogu siana, a pokładane w ludzkości nadzieje, wiara w człowieka, to wiara naiwnego dziecka.
      Wszystko się zmieniło, jest niewdzięczność, więc i ja stałam się niewdzięczna, traktując ludzi z wzajemnością. Cytat znajomej blogerki będzie tutaj jak znalazł:

      "Z wiekiem nabieramy odporności na... ludzką głupotę."
- Ruda Paskuda.

      Ponownie ludzie wyselekcjonowali się sami. "Straciliśmy kontakt, drogę dusz do własnych serc
gdzieś zaginął złoty klucz i nadciąga zmierzch." Na całe szczęście istnieją takie klucze i takie wejścia, które nie pozwoliły zamienić mnie w zimny głaz.




Szlaki niebieskie są wyznaczone specjalnie
dla nieśmiertelnych.
Śmiertelni zaś najczęściej na nich
potwierdzają swoją śmiertelność.
      "Tak, człowiek jest śmiertelny, ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze, że to, iż jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie, w tym właśnie sęk!"
- "Mistrz i Małgorzata"


      Znajoma blogerka narzuciła pewien ciekawy temat do przemyślenia. Zgłębiłyśmy wraz z innymi 'pisaczami', tajemnicę nieśmiertelności, w kwestii "co byś zrobił, gdybyś dostał taką szansę i czy chciałbyś?"
      Powiem może coś dziwnego: jestem bardzo ciekawa i chętna życia, które bardzo lubię i cieszę się nim naprawdę, ale - śmierci jestem również ciekawa, tego co jest dalej, co mnie czeka, ponieważ wierzę, że "tam" coś jest i staram się żyć jak najlepiej i zgodnie z sumieniem, aby trafić jednak w to dobre miejsce ;) Lub mieć wybór XD

      Nieśmiertelność intryguje mnie jeszcze bardziej. Bez lęku powiem, że chciałabym obserwować jak świat rozwija się, jak tworzy się nowa historia. I jednocześnie rosnąć w wiedzę, nauczyć się możliwie maximum rzeczy. Dbać cały czas o swoją długą przyszłość.
      Gdy myślę o nieśmiertelności, wiążę ją mocno z ludźmi, z naszą populacją, kolejnymi pokoleniami. Chciałabym nauczyć się wpływać na ludzkie wybory, spróbować zaniechać kolejnych wojen, a może moja nabywana z wiekami wiedza, pozwoliłaby wynaleźć jakieś lekarstwa na różne choroby?
      Ale myśląc o wieczności, jednak mimo wszystko myślę o sobie, zauważyliście tu ten egoizm?

      Gdyby zjawił się Morfeusz z dwiema tabletkami, jedna pigułka znaczyłaby dotychczasowe życie, a w bonusie pomyślność i dostatek, zaś druga znaczyłaby wieczność i własny mozół, trudy itp., jednak wybrałabym tą drugą. Nawet kosztem zmagania się z samym diabłem, który przecież również jest nieśmiertelny, ale za wszelką cenę walczyłabym o dobro na ziemi.
      Wiedząc jednocześnie, że ciekawość i chciwość ludzka, mogłaby poprowadzić mnie na stół laboratoryjny, bo niby dlaczego przez wieki działam społecznie, a nie starzeję się i nie umieram? ;)

      Bo widzicie... najbardziej wcale nie boję się śmierci, ani nawet diabła, boję się człowieka i jego wad. Bo generalnie sam diabeł, to właściwie tak po ludzku strzelił focha na panujący system i stworzył sobie własny, gdzie ma dziwki i Blackjacka. Generalnie to pierwszy indywidualista był.
      Właściwie jak to jest? Dlaczego ludzie wymyślają sobie różne potwory, usprawiedliwiają swoje złe uczynki słabą wolą niepotrafiącą oprzeć się kuszeniu jakiegoś tam diabła... Myślę, że po to właśnie aby zatuszować zło, które jest w nas samych.

Z pozdrowieniami dla Czerwonej Filiżanki.

      "I błysnęła wśród tych myśli jakaś zupełnie głupia, o jakiejś tam nieśmiertelności..."
- "Mistrz i Małgorzata"






      Jeżeli śniły Wam się kiedykolwiek ziemniaki, to znaczy, że albo Was wykopią ze stanowiska, albo posadzą na wiosnę. Miewam coraz ciekawsze sny... Dwie noce wcześniej śniło mi się, że w lewej ręce mam tasak, w prawej maczetę.


      Czasami przyznanie się do szaleństwa, sprawia że powstaje echo, które zagłusza inne dźwięki. Czasami dla świętego spokoju warto przyznać, że jest się wariatem, bo to ma wiele korzyści.
Tworząc pozory szaleństwa, nie można w nie samemu uwierzyć, cokolwiek miałoby stać się jego przyczyną, na całe szczęście ja już dawno nie wierzę w bajki. "Królewicz nie przybędzie i wszyscy o tym wiedzą, a Śpiąca Królewna chyba już umarła."
      To jak przyznać się do kontaktu z zaświatami, jednocześnie nie będąc medium, ale przecież nikt w najbliższym środowisku nie jest, więc nikt tego nie sprawdzi.
      Prawdziwe szaleństwo jest tam, gdzie nie sięga rozum, lecz są to schody, które prowadzą donikąd.
      Moja naiwność stała się przez lata pozorem/zabawką. Ona rozczula, budzi żal i bawi. Tutaj powinnam pozdrowić wszystkich, którzy myśleli, że byłam pionkiem w ich grach, ale to nie "Lato z radiem".
      Symulować można z wyjątkową łatwością dosłownie wszystko, ale z nieznanych mi przyczyn, wszystko może równie łatwo doprowadzić do prawdziwego szaleństwa. - Spoza zakresu zabawy.
      We wszystkich misternych grach skierowanych przeciwko mnie, miałam swoje prywatne korzyści, choć przyznaję, że nie orientowałam się od razu, bo moją jedyną słabością jest nadal to, że wierzę w ludzi jak i w to, że mogą się zmienić. Otóż niektórzy nie mogą, tu moja naiwność pogrzebana, a wciąż pragnę wybaczać i dawać kolejną szansę.
      Mam wiele marzeń, a one są po to, aby je spełniać, a nie umartwiać się w krótkich snach o nich, by potem zdać sobie sprawę z ich nieosiągalności.
      Żyć jakby czasu nie było i nigdy się nie nudzić.

"Jedyna moc, jaka istnieje, jest wewnątrz nas samych."

Np dobry posiłek w górach.
Żółty naleśnik, bo z curcumą.
Farsz z mięsem i papryką, do tego kilka listków sałaty.
Wałówka została zjedzona na wygodnej wannie.


"Widok z perspektywy ptaka" można interpretować różnie...
Siedziałam obok. Tzn, że wędruję jak ptak?
      Czasami gdy zapamiętam kilka dobrych dowcipów z akuartno oglądanego filmu czy serialu, idę zaraz opowiedzieć (póki jeszcze pamiętam jak to leciało) mężowi. A gdy ów małżonek mnie oddelegował do pokoju słowami "wracaj do swej pieczary", zaczęłam coraz poważniej rozważać widoczność mojego szaleństwa... i włączyłam sobie następny odcinek "Lucyfera". Tak... to zaczyna być coraz ciekawsze...
      Obszerną i paradoksalną recenzję tegoż serialu opublikowałam TUTAJ.

Ciekawe, prawda?
      Ostatnio nabyłam drogą kupna przecier z kota, szwajcarski przysmak. Zasugerowano mi, że kot na pudełku wygląda staro i czy aby przecier nie jest przeterminowany... Na szczęście nie był.



"Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy 
hej hej la la la la hej hej hej hej"

To co się dzieje naprawdę nie istnieje 
Więc nie warto mieć niczego, tylko karmić zmysły 
Będzie co ma być, już wiem, że stąd nie zwieję...
Mam wszystko w tyle, są czasem takie chwile 
Że się nie mylę, choć wcale nie wiem ile

Co się za mną dzieje, naprawdę nie istnieje 
Więc nie warto tak się bronić, tylko lecieć z wiatrem 
Poczekam, popatrzę, zrozumiem więcej 
Wtedy wreszcie sam też włączę się do akcji"





      A następnym razem pokażę Wam gdzie dotarliśmy w czasie tej wędrówki. :) Ta wyprawa jest do powtórzenia ponieważ na tysiącu pięćset skończyliśmy iść niekoniecznie dobrowolnie. Robiło się coraz ciężej przez zwały śniegu, a my nie mamy sprzętu na takie przeszkody.






      Z naprzeciwka wracali inni wędrowcy, Polacy. Mięli taki sam pomysł na wędrówkę jak my i właśnie zawracali, gdyż wyżej grzęźli w śniegu na całą długość nóg. Maj to za wcześnie na Walenstadtberg.





Mapa dla ochotników.
      A propos w sprawie pokuszenia, mogę podpowiedzieć, że na mnie podziałałoby to:


I właściwie co za różnica, co mam w ręce trzymać?

6 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    Fajna wędrówka, ale już nie na moje zdrowie i wiek.
    Lubię twoją filozofię życia i przemyślenia. Nadajemy na podobnych falach.
    Ciekaw jestem, czy ta wanna to część waszego ekwipunku turystycznego, i czy ten szybowiec nie jest z rozpoznania OTK.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, wydało się, że mam torebkę, na którą zostało rzucone niewykrywalne zaklęcie zmniejszająco-zwiększające O_O Ukradłam ją Hermionie żeby ukraść globus Wolanda, czasami przenoszę w niej wannę, mam też kapelusz, telewizor, gadający długopis i golfowy zestaw do toalety.
      Wyprzedzam pytanie, globus schowałam gdzie indziej (on wciąż go szuka).

      Pytasz o szybowiec... nie był mój, szkoda że nie zrobiłam mocniejszego zbliżenia...

      Cieszę się, że dobrze rozumiesz o czym tu czasem filozofuję. Niektórzy nie czytają, niektórzy mnie ironizują. A ja lubię powiedzieć co mam na myśli, lubię analizować. Przez to ocena mojej osoby przychodzi łatwo, choć nie wiem w jakim celu. Jest to skutek uboczny.

      Pozdrawiam również,
      Ania

      Usuń
  2. No prosze, nawet i Rudej Paskudzie uda sie czasem wypowiedzec cos... konkretnego ;P.
    Ladna wiosne macie u schylku lata ;)!!!! Biore sie wreszcie za zdjecia z sierpniowego urlopu. A dzialo sie troszke, dzialo (ale bez samochodu to by sie nic nie dzialo ;)!!!

    Pozdrawiam serdecznie :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze maj, czerwie, lipiec i cały sierpień do ogarnięcia. Dużo tego. Mam plan wyrobienia się do końca roku, ale nie wiem czy się uda, bo nadchodzi jesień, najpiękniejsza w górach, więc będzie jeszcze więcej wędrówek :)

      Usuń
  3. Notka do przemyśleń. Aż miło było czytać, zwłaszcza z towarzystwem tak pięknych zdjęć. Ujęcia jeziora (woda taka błękitna!) podbiły moje serce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że mało osób czyta moje wywody, dlatego dziękuję Ci, że poświęciłaś na to troszkę swojego czasu :)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.