środa, 10 sierpnia 2016

Galindia - odnajdź ją w sobie.

😍😍😁😁




Zespół 'OMNIA'
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Głęboko skryty w cieniach, jestem głodnym wilkiem, którego się obawiasz

Lecz widzę, że to ty jesteś tu jedyną złą istotą

Przed twoim przybyciem żyliśmy w spokoju, lecz ty sprowadziłeś na nas śmierć
Wyśpiewuję do księżyca swój ból, lecz to tylko strata tchu

Wy, ludzie, niczym rak się rozrastacie, niszcząc wszystko, co widzicie A 7 miliardów zmutowanych małp nie wysłucha mnie

A teraz mówisz mi, że się mylę, że zwierzęta nic nie czują Mówisz, że ziemia nie jest żywa i tylko my jesteśmy naprawdę Nalegasz bym się zachowywał, bym żył tak jak ty Lecz ja tylko uszy zatykam i mówię ci: "Pieprz się!!!"



Zespół gra nieznany dotąd dla mnie odłam muzyczny: "neoceltic paganfolk". Muzycy pochodzą

z Holandii. Śpiewają w językach: angielskim, niemieckim, gaelickim, fińskim, bretońskim,
a także hindi. Dla zainteresowanych: webseite.
Nie do końca jasny jest schyłek plemienia Galindów. Według jednej z wielu legend Galindowie zostali wymordowani przez Jaćwingów, którzy najechali ich tereny podczas zimy (gdy łatwiej było przedostać się przez bagna). Wojownicy mieli zostać wymordowani, natomiast kobiety i dzieci zostały wzięte w niewolę i zasymilowane. Według innej legendy, niemal wszyscy mężczyźni zginęli wcześniej podczas walk z Polakami, a Jaćwingowie zostawili w osadach tylko kobiety i dzieci. Znane są również przekazy, jakoby to Krzyżacy mieli przyczynić się do ostatecznego upadku Galindów. Według źródeł krzyżackich Galindia była bezludna już przed opanowaniem jej terenów przez Zakon.
      Ale ja znalazłam tę wioskę i twierdzę, że doskonały kamuflaż jaki opracowywali przez lata, przyczynił się do ostatniego stwierdzenia przez Krzyżaków, natomiast oni są tam po dziś dzień ;)





  Ogrom jeziora nie uciszył szumnych boleści pod znakiem niezdefiniowanych jasno przyczyn. A być może tylko niewypowiedzianych ale skoro tak, po co o tym dywagować, skoro mają pozostać milczeniem? Gwarancji na dobry czas nikt nam nie da, wszystko zależy od nas samych. Gruntem tego jest pewność nie tylko siebie, ale i organizacji swojego życia.
Za to przeszłość tych ziem uciszyła moje szumne myśli nieodwołalnie. Podziemne tunele ułożone w istny labirynt, chropowate ściany, sufit z bursztynu, który jakby się skraplał świeżą żywicą i lśnił przy pucharkach krwawego ognia - jedynego oświetlenia jaskiń; dodawał otuchy. Czułam się tam wyjątkowo.
  Pod sufitami trofea wrogów albo wywieszone ku czci łby poległych sprzymierzeńców, tak naprawdę ciężko wymiarkować. Istniejące tam ołtarzyki świadczyły o miejscu kultu. Wiadomo mi natomiast, że w czasach naprawdę odległych, zwierzęta, które dziś dobrze znamy, były olbrzymie. Do naszych czasów skarłowaciały, tak samo jak roślinność, która nas otacza. Dziś przyzwyczajeni do ich rozmiaru, niegdyś moglibyśmy poczuć się jak mrówki w tym ogromnym środowisku.
  Łby nietoperzy, posążki przedstawiające Uroborosa, coś się kończy, coś się zaczyna, koło losu jest niezachwiane i ma swój porządek, na który nikt nie ma wpływu. To przywilej Boga.
  Plemię, które odwiedziliśmy, praktykuje swoje obrządki od samych swych początków niezmiennie. Nie modlą się oni do żadnych posążków, wierzą w siłę praw natury, w cztery żywioły, w esencję życia. Galindia. Czy wiecie co znaczy? Powoli do tego dojdziemy.


      Plemię bałtyckie zamieszkujące tereny obecnych Mazur, pomiędzy dzisiejszym Olsztynem i Szczytnem a południowo-zachodnimi krańcami Litwy. Okres bytowania Galindów na tych terenach datuje się na około V w. p.n.e. – XIII w. n.e.
      Pierwsze wzmianki o Galindach można znaleźć w kronikach Klaudiusza Ptolemeusza i Piotra z Dusburga. W czasie Wędrówki Ludów w połowie pierwszego tysiąclecia n.e., być może grupa Galindów, jako sprzymierzeniec germańskich Gotów i Wandalów wyruszyła na Rzym.
      Według przekazów ustnych Galindowie zamieszkiwali głównie tereny podmokłe i bagniste, co miało pozwolić na uniknięcie najazdów ze strony innych plemion. Na takich terenach Galindowie budowali prawdopodobnie drewniane chaty stawiane na palach wbijanych w bagno. Z takich samych pali budowali też ścieżki, tzw. kūlgrindy, które prowadziły przez najbardziej niebezpieczne odcinki bagien. Do osady Galindów prowadziło zazwyczaj kilkanaście takich ścieżek, z czego tylko kilka było ukończonych. Reszta ścieżek urywała się nagle w środku bagna, przez co oddziały innych plemion często nie mogły dotrzeć do osad Galindów.



      Dla porządku terminologicznego trzeba na wstępie podać, iż nazwa Galindia pochodzi od słowa „galas” co znaczy kraniec, koniec, czyli jest konsekwencją peryferyjnego położenia tego terytorium w stosunku do pozostałych ziem pruskich.

      Młode państwo polskie wykazywało tendencje do powiększania swojego terytorium.  Warto przytoczyć słowo Galla Anonima, które wskazując Polaków jako stronę agresywną, dają także pewny obraz zachodnich Bałtów: „Jednakże ani mieczem nauczania nie dało się serc ich oderwać od pogaństwa, ani mieczem zniszczenia nie można było tego pokolenia żmij wytępić”. Tu już na pierwszy rzut oka widać, że nie Polacy, a Kościół wykazywał agresję.
      Akcje  zbrojne, uzasadniane potrzebami misyjnymi, prowadzone były przez polskich władców już od X w. Docierały poprzez ziemię chełmińską i Mazowsze do terenów zamieszkiwanych przez Sasinów i Galindów. Towarzyszyła im także polityka popierania akcji misyjnych mających szerzyć wśród ww. chrześcijaństwa. To taktyczne posunięcie miało doprowadzić do asymilacji kulturowej, która w oczywisty sposób, mogła skuteczniej niż militarne podboje związać Bałtów Zachodnich z państwem polskim.
      Jako że zarówno Sasini jak i Galindowie nie nadstawili „drugiego policzka”, zrozumiałą konsekwencją były akcje odwetowe przeciwko Polakom, trwające z różnym natężeniem aż do XIII w. Organizowanie takich wypraw łupieżczych było jednym z charakterystycznych znamion dla większości Prusów, w tym rzecz jasna i Galindów. Zazwyczaj były to konne wyprawy, nastawione na zdobycie cennych łupów, którymi przede wszystkim byli jeńcy – „gustowano” szczególnie w młodych kobietach.
      Ja widzę wyraźnie, że Polska nie była temu winna.




      Niezmiernie fascynującą sprawą okazały się podziemne groty biesiadne, labirynt demonów i bursztynowa komnata. Wszystko to skąpane skromnym światłem dawało niesamowity, mistyczny efekt, niestety mój aparat miał jak najbardziej negatywne zdanie na ten temat. Zmuszałam go do niemożliwego. Zrobić wyraźne zdjęcie z ręki? No jak? No nijak. ;]
      Część restauracyjno/imprezowa:

Oświetlenie podłogowe, albo świeczka mówiąca sama za siebie "nie wejdź w drewnianą głowę".


Rzeźbionych sów ci u nich dostatek.

      Czasami działy się dość dziwne rzeczy... Wiadomym jest, że nie da się z amatorskimi umiejętnościami sfotografować w całkowitej ciemności nietoperza w locie. Nawet jeśli jest on wielki jak byk i leci w Waszym kierunku. A potem dziw nad dziwy, znika ten kształt i tylko kątem oka widzicie jak materializuje się Wam za plecami i znika w tłumie ludzi...


      Część bursztynowa, demoniczna. Czerwone czary ognia i Uroboros. Coś się kończy, coś się zaczyna. Staroegipski i grecki symbol przedstawiający węża z ogonem w pysku, który bez przerwy pożera samego siebie i odradza się z siebie.
      Jako symbol gnostyków, Urobor wyraża jedność duchową i fizyczną wszechrzeczy, która nigdy nie zaniknie i będzie trwać w nieskończoność w formie ciągłej destrukcji i odradzania się. Trochę jak w symbolice feniksa, z tą różnicą że Fenix rinasce piu gloriosa, czyli, że w całości odradza się na nowo jeszcze wspanialszy. W przypadku węża, jest to kontinuum.
      Urobor pierwotnie był symbolem rzeki, jaka miała opływać Ziemię, nie mającej źródeł, ani ujścia, do której wlewały się wody wszystkich rzek i mórz na świecie. Czyli woda otaczająca naszą planetę po nieboskłonie - zgodnie z Pismem Świętym.
      Czy wiecie, że istnieje teoria, która wskazywałaby na to, iż przed potopem biblijnym rzeczywiście tak była skonstruowana nasza Ziemia?


      Obecnie, iż jest to wąż (kojarzony z Szatanem) oraz, że z Egiptu, jest przeklęty przez Kościół i dodany do symboli zakazanych. Jak widzicie, bezpodstawnie, gdyż wszystkie szlaki z nim związane, prowadzą prosto do Boga.
      Sama nosiłam ten symbol bardzo długi czas, jako pierścień na palcu. Ludzkość mnie zamęczała o niego i zdjęłam dla świętego spokoju. Dlatego z mojej szyi zniknął Ankh. Bo miast zerknąć w historię i genezę danego symbolu, ludzie patrzą na tą tablicę symboli zakazanych, która wisi w Częstochowie. Dodam jeszcze, że nie interesują mnie przywłaszczenia danych znaków przez organizacje pseudo-satanistyczne. Jest to pozbawione jakiejkolwiek wiedzy, a przeklinanie znaków z przeszłości, jest czysto nielogiczne.

Tak - to co zwisa z sufitu to bursztynki.

      W symbolice alchemicznej Urobor to symbol zamkniętego, stale się powtarzającego procesu przemiany materii – procesu, który w formie faz podgrzewania, parowania, chłodzenia i kondensacji cieczy, ma prowadzić do sublimacji substancji. Urobor to odpowiednik kamienia filozoficznego.
      W psychologii analitycznej Carla Gustava Junga, Urobor to metafora wczesnodziecięcej fazy rozwoju, w której jeszcze nie zaszedł proces różnicowania na świat zewnętrzny i wewnętrzny, a zatem fazy, w której nie uformowała się jeszcze tożsamość seksualna. Dopiero powstająca świadomość „ja” pozwoli przełamać fazę uroboralną, różnicując świat na matriarchalny i patriarchalny. Ale to już jakby nieco odbiega od samej symboliki.


      Ten antyczny symbol reprezentuje wiele zjawisk, w zależności od kultury. Bywa przedstawieniem cykliczności natury, struktury czasu, wiecznych powrotów, nieskończoności i wszystkich rzeczy, których koniec staje się nowym początkiem. Czasami Uroboros przypomina o dwoistości rzeczy, ich pierwiastku żeńskim i męskim, ziemskim i niebiańskim, ludzkim i boskim. Przeciwności te jednak nie pozostają w konflikcie, lecz uzupełniają się wzajemnie. Dla mnie to symbol doskonały, jedność z Bogiem, „mój koniec jest moim początkiem” np.: gdy umrę na ziemi, będę żyć w niebie. Nieśmiertelność duszy.


      Ogromne węże gryzące swoje ogony występują także w podaniach indyjskich, nordyckich, azteckich, chińskich, japońskich, a także wśród Indian Północnej Ameryki. Tam również pojawiają się legendy odnośnie wód okalających naszą planetę.
      Prawdopodobnie inspiracją dla wizerunku Uroborosa była Droga Mleczna. Mity mówią o świetlistym wężu mieszkającym w niebiosach. Nasza galaktyka rzeczywiście wygląda jak pierścień gwiazd. Jeśli przyjrzeć się jej dokładnie, to w centrum niedaleko gwiazdozbioru strzelca, rzeczywiście wygląda jak wąż gryzący własny ogon.
      Ciekawostka: w dzień przesilenia zimowego, 21 grudnia 2012 roku, Słońce wzeszło dokładnie z paszczy tego galaktycznego węża. Mówi się, że wraz z tym wydarzeniem, ktoś przesłonił nasze ludzkie losy cieniem, a Urobor nas ostrzegł. Coś w tym jest...
      Było to nieuniknione oczywiście, jak wiemy, pewne sytuacje dzieją się w kosmosie cyklicznie. W Biblii jest napisane, że nie znasz dnia ani godziny. Wiemy, że przyjdzie On i wypełni przepowiednię. Rzeczy się dzieją na świecie, trzeba mieć oczy i uszy otwarte. I serce. Przede wszystkim otwarte serce.


      Obraz Galindów jako dzikich i zwyrodniałych pogan – barbarzyńców byłby jednak całkowicie niesprawiedliwy, co na szczęście, dostrzegali kronikarze. Opisując plemiona zamieszkujące Prusy, wypowiadali także opinie zaskakująco pozytywne.
      Przedstawiano ich jako gościnnych i hojnych wobec zarówno współplemieńców jak i  obcych. Podkreślano także brak zjawiska żebractwa, co przecież dzielnie praktykowali Katolicy.
      Po dziś dzień Galindowie trenują na kukłach ubranych w mundur krzyżacki 😈


      Dzisiejsi mieszkańcy Mazur powinni brać przykład z owej gościnności, która wyróżniała pradawnych Galindów.



      Szczególnie cenne wydają także próby rekonstrukcji wierzeń i zwyczajów, dzięki którym to można poczuć nić więzi z atmosferą jaką panowała pośród, owianych już mgiełką historii, Galindów. Nie wolno dopuścić do zapomnienia o tych, którzy jako pierwsi zamieszkiwali bezkresne Puszcze pośród mazurskich jezior.


  Czym właściwie jest Galidnia? Czym było życie i jak postrzegali swą codzienność rdzenni
mieszkańcy Warmii?
  Prawdziwa harmonia w człowieku nie zakorzeni się w nas od tak. O to trzeba dbać, czuć, że życie nie idzie na marne, robić przede wszystkim to, co się kocha, i żyć w miejscu, w którym zakotwiczyło nasze serce. Bo żyjemy bardziej tam gdzie kochamy, niżeli jesteśmy – te święte słowa powtarzam sobie od lat.
  Odnajdźcie w sobie Galindię, ona jest w każdym. Nauczono nas tego typu sprawy ignorować. Stajemy się puści w środku, nasze priorytety ograniczają się do spraw materialnych, poza konsumpcją nie ma niczego więcej, chociaż dusza tak mocno rwie się do świata pełnego zagadek, choć zbadanych, to niewyjaśnionych do końca. To nie magia ni zabobon. To jest prawdziwe życie, nie fotel i pilot od TV. Galindia oznacza życie, wewnętrzną równowagę i harmonię ze światem.
  Bardzo ciężko jednak jest nie pomylić nieba z gwiazdami od odbicia w gładkiej tafli jeziora... jeśli wiecie co mam na myśli. Można się zatracić, ale i w tym zatraceniu tkwi nawet szczęście. Nie można się zagubić, by nie popaść w przesadę, ale należy zaufać opatrzności Bożej. Ufać Mu.
      Dobrzy ludzie trafiają tam, gdzie zechcą, bo Niebo nas pomieści, a pełne jest krain podobnych naszej planecie. Jeśli w to uwierzycie. Tam jest nasz dom. Może wyglądać tak, jak tego chcecie.
      Czy dostatecznie mocno wierzycie?


      Aby wjechać na teren plemienia, (mają nawet parking) należy wykupić wizę upoważniającą do łażenia po ich ziemiach, koszt wynosi 10zł od osoby. Na te 2 hektary - opłaca się, uwierzcie mi.

      Stał sobie pan w skórach u bramy i pobierał opłaty. Opuszczam szybę:
   - Na terenie obowiązują wizy... [bla bla bla, formalności] Wreszcie jakaś porządna muza, bo kto tu wjeżdża, to jakieś disco polo leci z samochodu.
      Zespół Lordi się Galindowi spodobał ;]


     Na dzień dobry wchodzi się do jednej z chat, gdzie odtwarzany jest dwudziestominutowy filmik z ekspresowym rysem historycznym. Nie nudnym, warto usiąść na drewienku czy skórce i popatrzeć, aby np dowiedzieć się, że kręg u wejścia jest autentycznym kręgiem mocy. Warto zwrócić uwagę, że roślinność wokół niego, która rozwija się w jego kierunku, rozrasta obficie przy jego granicach.
      Ciekawostką jest także, że tuż obok, z jednego korzenia wyrosły dwa drzewa przeciwne sobie energetycznie, a rosną one w symbiozie. Brzoza i olcha. Ta ostatnia jest tzw. wampirem energetycznym.


      Goście hotelowi mięli ciekawiej. Nie dość, że na co dzień grożą im nieco skomplikowane interakcje z tubylcami, to są zapraszani na różne zajęcia. Akurat w dniu naszych odwiedzin, mięli zaplanowaną lekcję z łucznictwa. Chętnie bym im pokazała co to znaczy, jak Słowianka ciepnie z łuku XD Wgl. tęsknię za tym sportem, zawsze ceniłam sobie interaktywne bractwa. Kiedyś to słowiańska paczka nauczyła mnie strzelać z byle czego, byle czym, byle celnie.
      W ramach stałego pobytu w wiosce, są organizowane intrygujące wieczory, rytualne spotkania, albo chociażby to:

Zdjęcie ze strony galindia.com.pl
      "Komfortowe apartamenty i pokoje zapraszają na noclegi na Mazurach do Grodu Galindów i do trzech hoteli (łącznie max 180 miejsc) wybudowanych z ekologicznych materiałów. Duża baza sprzętu rekreacyjnego: kajaki na spływ Krutynią, łodzie dla wędkarzy, rowery i narty biegowe dla miłośników aktywnych wędrówek po ścieżkach Puszczy Piskiej. Atrakcyjne i wesołe liczne imprezy, zajęcia integracyjne, eventy i warsztaty survivalowe  utrzymane w konwencji historycznej włączają wszystkich do atrakcyjnej zabawy, pozostawiając niesamowite wspomnienia."
- źródło tekstowe: galindia.com.pl

      Restauracja oferuje zapychacze różne i wabiki kulinarne. To co my zamówiliśmy, było bardzo pyszne i syte, zawartość talerza dosłownie pokonała mnie. Chwalą się, iż mięsko pochodzi z okolicznych lasów. Rzadko zamawia się dziczyznę, tu maja naprawdę pierwszą klasę, bardzo mi smakowało :)






_______________
źródełka:
- Wikipedia
- galindia.com.pl


      Dla zainteresowanych, stronach wyżej w "źródełkach", i mapa:

Kliknij aby powiększyć.

      Kto zachęcony? A kto jeszcze nie? 😁




      Zdjęcia są STĄD.

11 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    O rany, jestem pod wrażeniem. Drewniane rzeźby, podziemne groty i cała reszta przyprawiają o zawrót głowy.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to zaledwie 1/8 całego terenu. To jest zwiedzanie na cały dzień, a my poświęciliśmy na to za mało czasy, nie byliśmy świadomi, że to tak wielki teren.

      Usuń
  2. Mnie przekonałaś do odwiedzenia tego niesamowitego miejsca.
    Z całą pewnością współczesny, wydawałoby się wszechstronnie wykształcony człowiek, mógłby się wiele nauczyć od swoich przodków. Dzięki za wycieczkę i ciekawie opowiedzianą historię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim warto poznać to, o czym nie uczą nas w szkołach ;)

      Usuń
  3. W stu procentach zachęcona! Zdjęcia figur i niektórych wnętrz zrobiły na mnie największe wrażenie. Czemu o takich rzeczach nie mówi się w szkołach na historii? To dużo ciekawsze i na pewno bardziej budujące niż pasma wojen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie o wiele bardziej interesuje i bardzo ciekawi życie codzienne, zwykła egzystencja dawnych plemion. Właśnie w takich miejscach można się dowiedzieć najwięcej. Program szkolnictwa nie zawiera informacji, które zdaniem grona pedagogicznego, nie edukują. Za to wyniki wojen są ważne po dziś dzień.

      Usuń
  4. wow jak klimatycznie, dziczyzny daaawno nie jadłam

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesamowite miejsce !!!
    Dopisuje do listy miejsc do odwiedzenia :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! I ja tam planuję wrócić. Muszę nadrobić braki w zwiedzaniu tego przepięknego miejsca.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.