poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Biskupiec, dawniej Bischofsburg. Oraz kilka wspomnień z tamtych dni.

„Obserwuję moje własne myśli. Czasami mnie zaskakują. Czasem wydają mi się niesprawiedliwe albo złe. Ale nie wstydzę się przyznać przed samą sobą, że je mam. Bo tylko dzięki temu mogę tak zmienić się wewnętrznie, żeby te negatywne myśli przestały się we mnie pojawiać”
- Beata Pawlikowska

Zachód słońca na Wyspie Dadaj.
  Jak odmienia bezkonfliktowe egzystowanie z dala od systemu, internetu i innych mediów? Zawsze widziałam klarownie różnicę między światem wirtualnym, a zewnętrznym. Zawsze wolałam czytać papierowe książki – prawdziwe, pachnące – niżeli treści na świecącym monitorze. Świadomie dbam o to, ażeby egzystować w obydwu światach, nie zapominając, że internet to też ludzie. Ale mój żywioł to rzeczywistość.
  Rano najlepiej się czuję, kiedy mam możliwość wyjść na spacer lub pobiegać. Chociaż, nie przeczę, domowe rozleniwienie powodowało niejednokrotnie, że chętnie włączałam komputer do porannej kawy przed śniadaniem. Na Wyspie istniała możliwość wylegiwania się z książką w cieniu, słuchając przeróżnych akompaniamentów przyrody.
      Część swoich wyspiarskich przyzwyczajeń chętnie przeniosę do domu, o ile będę budzić się dosyć wcześniej, bo na balkonie temperatura wzrasta nieznośnie. Ten balkon z widokiem na zdobyte wszystkie szczyty - przestały wydawać się takie monumentalne i niedostępne. Dobrze obserwować nieopodal potęgę rzeki, która rozrywa brzegi, wcześniej ładnie urządzone, dziś poszarpane, podmyte. Trochę więcej jet wody niż było. Ale nadal potrafię zejść do koryta i odgrodzić się szumem rzeki od uporczywych dźwięków autostrady.

W korycie Renu. Zdjęcie z wczoraj.
      Były na północy Polski takie dni, kiedy ptaki śpiewały „Kocham Cię”... Zawsze to czuję. Zawsze gdzieś tam.

      Nigdy nie wyobrażałam sobie stagnacji jaka przyszła do mnie w życiu. W przytulnym środowisku tysiąca jezior, widziałam wszystko zdecydowanie jaśniej, ale wciąż nie potrafiłam odnaleźć remedium na swoje dolegliwości. Troszeczkę zobojętniona, troszeczkę niespokojna – jednocześnie. Gdzieś tam w głębi siebie stos marzeń, a lekką ręką rozwiałam kilka przepięknych snów, bez wiedzy o tym dlaczego.
      Miałam też czas aby zrobić przegląd niepozałatwianych spraw. Zaplanowałam już plan realizacji, spokojnie dopinam wszystko na ostatni guzik. Nie ma pośpiechu.

      Wiersz powstał, gdy gapiłam się w jezioro:

Tafla wody szkli się beznamiętnie
jakby od niechcenia chciała towarzyszyć mi w niechceniu.
A i w tym podobno jest jakiś czar,
tylko zapomniałam o jego imieniu.

Ultramaryna nieba soczyście wypełnia obrazy
chociaż nie ma w ogóle zapachu,
a wszystko inne wypełnia powietrze wonią przyrody
od korzeni poprzez pień i liście aż do drzewa dachu.

Roją się mrówki, pszczoły, trzmiele,
przybywa myśli, wniosków, koniunktur niepoważonych,
rodzą się głupoty, bzdury, niedorzeczności,
słów niewypowiedzianych i snów niewyśnionych.

Lekka fala o burtę uderza, watr głowę smaga,
włos targa, słońce chwili tej przyświeca,
rzeczywistość ginie w toni czarnej, głębokiej.
i więcej nic nie ma, ponadto, że uciekam.

Do głębiny chłodnej, łagodnej i przymilnej.
Do dna miękkiego, puszystego i chętnego
przyjąć mnie całą i gorzko ucałować.
I już miast ultramaryny, twarz księżycowa.

Nikt mnie odnaleźć już nie zdoła.


      Powstało na bazie osady przy strażnicy biskupów warmińskich. Zamek pierwotnie był budowlą drewniano-ziemną, a później murowaną. Budowla miała strzec trasy Warszawa-Królewiec. Zamek w Biskupcu uległ całkowitemu zniszczeniu w czasie wojny trzynastoletniej. 
      Biskupiec otoczony był murem obronnym i posiadał dwie bramy miejskie: Szczycieńską i Reszelską. Miasto nawiedzały często klęski – pożary i zniszczenia wojenne (m.in. w czasie wojny głodowej w 1414 r., w latach wojny polsko-krzyżackiej 1519-21, a w 1659 r. spalili je Brandenburczycy). Na początku XVIII wieku grasowała tu epidemia dżumy. W czasie wojny siedmioletniej w Biskupcu przebywali żołdacy pruscy i rosyjscy.






      Kościół pw. św. Jana Chrzciciela. Kościół farny w Biskupcu istniał już w czasie lokacji miasta w 1395 r. Pierwotnie była to świątynia halowa o wielkości obecnej nawy głównej.
      Stylowo niejednolity, orientowany, murowany z cegły. Wieża gotycka z późniejszymi uzupełnieniami.

      Kościół farny - dawne określenie nadawane kościołowi parafialnemu, które nawiązuje do tradycji średniowiecza. Obecnie kościołem farnym nazywa się najstarszy kościół w mieście lub główny kościół dekanatu.
      - Na obszarze niemieckojęzycznym określenie "kościół farny" (niem. Stadtkirche).
      - W etnolekcie śląskim fara oznacza budynek probostwa (podobnie jak w języku czeskim).





      Kościół kilkakrotnie był niszczony przez pożary i odbudowywany, dlatego wnętrze ma owoczesne z płytkami polerowanymi na podłodze. W roku 1505 biskup Łukasz Watzenrode na odbudowę kościoła w Biskupcu przeznaczył cegłę z rozebranego w Lidzbarku szpitala św. Ducha.
      Zrobiłam tylko dwa zdjęcia wnętrza, gdyż mam taką bardzo ważną zasadę: jeżeli ktoś wchodzi do świątyni aby się modlić, nie przeszkadzam, a kliknięcie migawki pośród ciszy mocno niesie się echem.



       Kościół był powiększany jeszcze w późniejszym okresie. Obecny kształt świątyni jest wynikiem odbudowy po zniszczeniach w 1945 r. Z dawnego wyposażenia kościoła zachowała się wieczna lampka z 1740 r. i misa chrzcielna z XVI w. W dobrym stanie dotrwał do naszych czasów fragment barokowego ogrodzenia z XVIII wieku.



      Kościół pw. bł. Karoliny Kózkówny. Dawny kościół ewangelicki, wybudowany według projektu Friedricha Augusta Stülera w latach 1846-1848. Wieża 1868-1872.
      Kościół powstał w formie neoromańskiej bazyliki emporowej. Odrestaurowany w latach 70. XX wieku, do 1991 użytkowany przez Wojewódzki Ośrodek Postępu Rolnego. Obecnie użytkowany jest przez parafię katolicką. Był zamknięty.

A tu zajadaliśmy się rybką na obiad :)

  Dziwna to energia mnie otoczyła na Wyspie, że jednocześnie szczęściem w nieszczęściu istniałam. Tym łacniej bo przecie w uśmiechu, ale pośród ciszy i niełaskawych myśli ze łzą w oku. Bardzo dziwny to czas kiedy dzień spowił był mnie wyczekanym, upragnionym chłodem.
  Świadomość kusiła alternatywami, ale rozsądek dawał do zrozumienia, że żaden z wyborów dobrze skończyć się nie może. Chłód wlazł do mojego serca, przypomniał się ten stary okruch lodu, który pod kurzem żył niezrównany żadnym emocjom, błyszczał niczym kryształ górski i łagodnie opiekował się mną z wielką, wielką troską.
  Obojętność mnie utuliła, zasię to dziw bierze, że w takim miejscu. Co łacniej, pośród zajęć najukochańszych, pośród widoków wznioślejszych niż towarzyszyły mi ostatnio. Lecz moja dusza nie chciała na trwałe wzrastać. Rąk do Boga nie wyciągałam, nie wiedziałam już, co mogłabym Mu rzec, jakie treści w modlitwę ułożyć, jak swoje własne myśli, wszystkie radości i bolączki ogarnąć w całość. Dziękować czy prosić. Tyleż trosk narosło...
  Jadłam surowe mięso istnienia. Zajadałam się nim łapczywie, broczącym krwią i kwasem trupim. Miałam wszystko, miałam jadło, jeno paleniska brakowało, drwa i krzemieni. Zaiste, miałam wszystko i nic...

„Znowu wstał nowy dzień
słońce oświetliło nam to,
co przykrył nam mrok i cień.
Otwórz swe oczy bracie
zobacz jak Matka Natura
ten świat ułożyła...”
- Mesajah


  Przecież Bóg widzi każdego – kto jaką ścieżką kroczy – mnie towarzyszył na rozdrożu, prosiłam o podpowiedź. Za Bożą sprawą jestem tu, choć winnam być bliżej swej wiary. W założeniu za ugaszony płomień, odpowiadam ja sama. Nadal żarzy się węgiel, o tym nie zapominajmy, że nadal on parzy.
  Czy macie czasami takie wrażenie, że wasze własne wybory traktują Was z pogardą? Potrzebna mi była ta duchowa rewolucja. Zapatrzeć się w wodę. Potrzebne mi było przebudzenie z letargu. Zapatrzeć się w niebo. Widmo obowiązku, tego co wypada i trzeba, porzucić z kretesem – Zapatrzeć się w rozmywający pędem punkt.
  Dziwna to energia mnie otaczała, robiłam to, co kocham, a jednocześnie szczęściem w nieszczęściu istniałam. - To znaczy, że zrobiłam skuteczne porządki. O to chodziło.

      Spójrzcie jaki piękny jest nasz świat, nasza Polska! Nawet oglądany naprędce przez szybę samochodu, jest piękna!



      Niczego nie żałuję. Wszystko, co się zdarzyło, było potrzebne, abym mogła dostrzec i zrozumieć błędy w moim wcześniejszym sposobie myślenia. Życie to świetny nauczyciel. Dziś oddycham swobodnie i głęboko. Wszystko będzie dobrze.
      Nie chodzi przecież o to, aby rygorystycznie trzymać się swoich ustaleń, planów. Żyję zgodnie z planem, ale zawsze na spontanie! Cieszę się z tego, co mam. Nie porównuję się z innymi i gardzę tymi, którzy to robią. Nie obchodzi mnie kto ma więcej, kto mniej, zakładam, że ja mam tyle ile mi potrzeba w danym momencie życia. Wyznaję minimalizm, nie uzależniam życia od rzeczy materialnych, nie mam poczucia posiadania, nie biorę udziału w wyścigu o bogactwo.
      Moim bogactwem jest życie. Bogactwo życia. Od lat wyznaję tę zasadę, ona się sprawdziła, widzę po większości ludzi, że to konsumenci w ciągłym napięciu stresu. Ja tak nie chcę. Dostrzegam inne wartości, szczęście jest za darmo.
      Staram się unikać materialistów, ich negatywna energia zdejmuje mi uśmiech z twarzy, a jestem bardzo emocjonalna, empatyczna, nie potrzebuję dodatkowo cudzych trosk. Oni marnują moją energię, a i tak nie przekonam ich, że nie mają racji. Ich bogiem jest waluta.
      Myślę, że każdy żyje tak jak chce żyć, nic mi do tego, ja wolę koncentrować się na tych dobrych aspektach.

8 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    fajna wędrówka. Ciekawe kościoły...
    I pomodlić się można.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze to szanować ciszę, kiedy ktoś się przychodzi pomodlić. Dlatego nie krzątałam się zbytnio z aparatem ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Podoba mi się Twoje podejście do życia i taka bądź zawsze, a będziesz szczęśliwa. Post i poza Twoimi przemyśleniami jest również bardzo ciekawy i ozdobiony świetnymi zdjęciami. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, staram się nie zatracać w szarej pogoni za tym co wszyscy gonią. Mam nadzieję, że inne wędrówki również zainteresują i skłonią Cię do częstszego zaglądnięcia :)
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  3. Witam !
    Jestem z rewizytą i podoba mi się tutaj:)
    Lubię przyrodę, podróże, zadumanie czasem.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, zapraszam częściej, wędrówek mam na bieżąco bez liku, a jeszcze więcej zaległości... kiedyś się pewnie odkopię, więc na pewno często coś tu skrobnę :)

      Usuń
  4. "Niczego nie żałuję" - od razu kojarzy mi się z tym...
    https://www.youtube.com/watch?v=zRCYEkA0_q8

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem czy to miała być jakaś piosenka, leci sam tekst pisany, a ja nie znam angielskiego.

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.