poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Bad Ragaz i ruiny nawiedzonego zamku Freudenberg.

      [...] ja jestem psychopatą, to dlatego zawsze byłem inny, bardziej od nich winny, lubiłem rzeczy, których inni nie powinni, sami są sobie winni[...]

Inny, więc bardziej za wszystko winny.

      Czasami czuję się jak dziecko w obliczu spraw dorosłych i mam ochotę zniknąć w jakiejś krainie czarów. Ale biały królik wciąż się nie pojawiał. Wypatrywałam go.
      Faun to także dobra opcja na wypadek odnalezienia dziecka w sobie. Faun jest O.K., nawet ładny i śliczną piosenkę o nim napisano i ogólnie czemu nie.

      Słuchajmy dziecka w sobie. To idę na lody! Najlepsze są te o smaku fantazji.



      To jest ostatnia część wędrówki wąwozem Tamina. Wyszliśmy z niego łagodną drogą prosto do mojego ulubionego miasta Bada Ragaz, gdzie nawet pomnik mi wystawili, co uważam za znak. Mogłabym tam zamieszkać, a jeśli nie wiecie dlaczego akurat tam, przypomnę, że miasta i wsie Szwajcarii są gołe, bez drzew, farmerskie okolice, wielka przestrzeń. Natomiast Bad Ragaz oferuje mnóstwo zieleni i przepiękny park nad rozlewiskiem, czego zdecydowanie jestem zwolenniczką, niżeli otaczających mnie potworów wielkich jak... nie mam odnośnika.
      O Bad Ragaz opowiadałam i pokazywałam je TUTAJ, gdzie znajdziecie więcej fotografii przedstawiających to, o czym napisałam, a dziś zapraszam na spacer po centrum z piękną zabudową.
      Wąwóz Tamina dobiegł końca, cieniste podziemia wspominam jako przyjemny chłód i migoczący w dole, życiodajny strumień. Jeżeli ktoś nie widział, zapraszam TUTAJ.


Mój pomnik.



Jak już wspominałam kilka postów wcześniej, Bad Ragaz ma
swojego Jezusa, który obejmuje ramionami tą piękną miejscowość.


Szwajcarska precyzja w określaniu kierunków wędrówki.


      Pomniki czytelników kojarzą mi się z akcją jaka miała miejsce kilka lat temu, zwało się to Bookcrossing, a polegało na tym, że wszyscy miłośnicy czytania książek, wychodzili na ulicę Piotrkowską w Łodzi i czytali. Nic więcej. Miało to na celu zachęcić innych użytkowników tej turystycznej promenady do przemyśleń: "a może i ja bym coś poczytał...?"
      Brałam udział i przeczytałam wtedy bardzo dużo nie zważając w zasadzie na to, czy promocja jeszcze trwa i ile trwa, generalne nie chodziło mi o wystąpienie, tylko ja naprawdę zawsze lubiłam wyjść z książką z domu, nie tylko do parku. Gwar miasta zlewał się w jednostajny szum, stawał się niezauważalny i harmonijny. Za młodu pisywałam nawet długie prace do szkoły, przesiadując z zeszytem pod pomnikiem Kościuszki na rondzie, a wokół mnie kręcił się cały świat, razem z tramwajami. I to były najlepsze prace ;) Serio!

      A drugą ciekawą rzeczą w Bad Ragaz jest plac rozrywki pod ratuszem.




      Zabudowa jest bardzo ciekawa, nie wolno zapomnieć, żeby zwiedzając miasto, zadzierać głowy. Każdy budynek, nawet najprostszy, ma w sobie coś wyjątkowego, jakiś szczegół, choćby stary fresk.
      Bardzo często tworząc wystrój jakiejś restauracji tudzież zdobienia elewacji, wraca się architekturą do czasów średniowiecza. Jet to kamień, jest to drewno i charakterystyczne dla tej epoki detale. I to się sprzedaje zawsze i myślę, że w większości krajów - określiłabym je - surowych. Wiadomo, że innymi regułami rządzą się kraje ciepłe i tropikalne, oraz te, które są stosunkowo młode, jak np po drugiej stronie półkuli, toteż nadaje to północnym, europejskim obszarom pewnej specyfiki.
      I kochane kościoły katolickie, przeważnie zamknięte przed wiernymi. Bo jak przyjść to na mszę, wtedy na tacę dać i Bóg odpuści tobie grzechy. Może nasz papież lubujący się w małych i skromnych rzeczach, coś zrobi z rządzą pieniądza. Może zawstydzi Rydzyka i ten kupi sobie Golfa?





Piękna ozdoba na zwyczajnym domu przykuła moją uwagę.
Szwajcaria wychowała mnóstwo miłośników koni.


Ruine Freudenberg
     Są jednymi z największych zamków w regionie Sargans. Zbudowany został w pierwszej połowie XIII w. Wymiary zamku sugerują, że tutaj była planowana budowa miasteczka ale nigdy nie doszło to do skutku.
      Budowniczymi byli panowie dzikich gór, którzy mięli bardzo duży majątek. To również oni zbudowali zamek Wartau.
      Ze względu na spór o dziedziczenie, Toggenburg i Freudenberg były oblegane i bombardowane maszynami armatnimi i katapultami przez żołnierzy z Zurychu i Chur. Zamek został zdobyty, zrabowany i podpalony.
      Został opuszczony, wiadomo. W krótkim czasie popadł w ruinę.

      Później pod kierunkiem przyszłego szefa Muzeum Retyckiego, przeprowadzono w zamku wnikliwe badania archeologiczne. Co ciekawsze, wyniki nigdy nie zostały opublikowane.


      Oczywiście aby dostać się na ów okazały majestat architektury, trzeba było najpierw wypluć płuca włażąc pod górę. Nie da się jednak zaprzeczyć, że po drodze wcale nudno nie było:









      Miejscowi mówią, że na zamku krąży duch pięknej dziewicy. Utkwiła w naszym świecie, bo wciąż  czeka, że zostanie ona wydana za jakiegoś młodzieńca. Ten, który ją poślubi, zostanie obdarzony skarbami, które gdzieś tam są ukryte, a ta panna ich strzeże przed złodziejami. Sądzę, że po owianych tajemnicą badaniach archeologicznych, już nie ma czego pilnować... Ale sama jest sobie winna, gdyż mimo samotnego serca, była nader wybredną panną i nikt jej nigdy w sobie nie rozkochał. Chyba że samych dekli jej proponowano, wtedy zwracam honor, bo i to się zdarza. Grunt, że mogła odmówić, co na tamte czasy u monarchiń bywało rzadkością.


Strasznie podoba mi się to zdjęcie!
Rundturm mit späterem Tor:
Okrągła wieża.




      Z zamkowej góry rozpościerał się piękny widok na Bad Ragaz i okoliczne, potworowate bandytki. Napłynęły akurat gęste chmury i można było zabawić się w fotografię z fantazją. Osobiście nie lubię do zdjęć słonecznego dnia z gołym niebem. To już nie ten efekt.





      Na koniec wycieczki wpadło w oczy jeszcze kilka ciekawych miejsc, drewnianych domów, interesujących malowideł na murach tych nowszych posiadłości, oraz intrygujących rzeźb, w których zazwyczaj nie wiadomo o co chodzi, ale i tak nie można oderwać wzroku. Takie są peryferia Bad Ragaz.



      Ludzie hodują różne zwierzęta, koty, konie, psy, gady, rybki, płazy etc. W Szwajcarii np, można spotkać w wolierze ogrodowej Yeti. Jak ktoś sobie złapie to ma, bo w zoologicznym dostać nie można.








Żółw.

      Zapraszam do nagranego przeze mnie, krótkiego filmiku z drogi:


      A tutaj jeszcze krótszy filmik, ale troszkę poprawiłam jakość nagrywania, więc jest lepiej. Również z drogi:


      Wiosennym wyprawom jeszcze nie koniec, ale czas zrobić przerwę w alpejskich wojażach, gdyż pragnę Was zaprosić na cykl wędrówek po Polsce, tak dla urozmaicenia :)
      Na razie nie zdradzam szczegółów, ale chyba co poniektórzy potrafią się po mnie domyślić, gdzie wędrowałam. Być może i jestem przewidywalna z moimi wypadam do Polski, ale chcę i robię to, co kocham. I to jest w życiu najważniejsze. Pasje i spotkania. :)

10 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    Ale wspaniała wędrówka. Cudowny zamek w ruinie. takie właśnie lubię, bo mają swoją magię i historię. Bywają też nawiedzone.
    Oooo, to już trzeci Chrystus - jeden w Rio de Janerio, drugi w Świebodzinie i ten trzeci.
    Ma Jezus powodzenie.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzekłabym, że Jezus jest wręcz rozchwytywany ;)

      Usuń
  2. Wszystkie zdjęcia chłonę i napawam się, sama od dawna nie ruszam się z domu, bo mam pod opieką starego już psa, i kotkę. Zawsze muszę znaleźć dla nich opiekę. Dobrze, że niedługo wakacje, to się trochę ruszymy :)
    A filmik - te góry! Koniecznie muszę jeszcze pojechać do Szwajcarii, to wspaniały kraj. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. p.s. widzę, że tytułujesz się Słowiańską Wiedźmą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak w sumie blog jest polski po polsku, ale nazwa "wiedźma" odkąd pamiętam, podobała mi się najbardziej po niemiecku i po łacinie. Po niemiecku jednak bardziej. A że ostatnio hobbistycznie siedzę cały czas w historii Polski, tej tajemniczej historii (niedawno wspominałam o co chodzi, ale jeśli nie czytałaś akurat, to podpowiem, że warto odszukać informacji o Lechitach), tak też SENTYMENTALNIE dodałam do podpisywanych zdjęć, słowiański przymiotnik. "Sentymentalnie"... boshe... ja przecież nigdy do niczego sentymentu nie miałam, a nagle patryiotyzm jakiś mi się chyba załączył...

      Usuń
    2. Kiedy jesteś w dalekim kraju, to ten patriotyzm chyba bardziej rośnie, jakby po to, żeby pamięć o tej własnej historii na obczyźnie nie zaginęła. :)

      Usuń
    3. Być może rośnie, ale taką stricte patriotką bym siebie nie nazwała. Jestem raczej osobą zainteresowaną i zakochaną w języku polskim oraz w historii tych ziem z czasów Polan. Coś w tym rodzaju ;)

      Usuń
  4. Widok z zamku zapiera dech!!! Przepiekne miasteczko i ten pomnik ... wypisz wymaluj Hexe :)!!!
    P.S. Sprzedam niedrogo Golfa ;P. Stary jest i mocno wyeksploatowany, ale jezdzi jeszcze ;)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprzedam niedrogo Passata, jeździ, dawał radę na długich dystansach, trochę kapie :P

      Usuń
  5. Wygląda na piękne miasteczko. Z takim zacięciem artystycznym - niektóre rozrywki i ozdoby bardzo pomysłowe!

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.