środa, 20 lipca 2016

Wartenstein - zamek mieszkalny hrabiów. A także kilka ciekawostek o rodzie Liechtenstein.

      Nickname zobowiązuje, więc dziś znów troszkę poczytacie o czarownicach, bo jakby o samej wędrówce było, to za nudno. Musi być chaos u mnie ;) Miłej zabawy ;)

      Życzliwość stała się passé. W dzisiejszych czasach nie przychodzi łatwo. Lubimy obmawiać innych za plecami, interesują nas sprawy skandaliczne, jesteśmy nacechowani plotkami i stwarzamy plotki. Bardzo chętnie uprzedzamy się, oceniamy po pozorach, lub co gorsza, odbieramy osobę negatywnie, przez pryzmat tego, co kiedyś bardzo paskudnie zostało o danej osobie opowiedziane. Ale pamiętajmy, że to cudzy punkt widzenia, niewiarygodny, bo człowiek zadający krzywdę słowem, mógł być takim, o jakim tutaj piszę - negatywnie odbierającym cały świat. Nie powielajmy tego.
      Jedyne remedium jakie znam: bądźmy dla siebie mili, bądźmy dla siebie wzajem wsparciem. Wyjdźmy poza bariery. Może warto zaryzykować i otworzyć serce na świat?

      W dobie podporządkowania systemowi, (szefostwu, godzinom pracy, zasobom pieniężnym) brakuje nam dystansu do samych siebie, często odczuwamy zmęczenie, mamy dość. ALE to nie jest usprawiedliwienie wrogich działań i wszelkiej awersji do osób! Uśmiechajmy się do ludzi, dobro zawsze wraca.
      Warto być pozytywnie odbieranym czy lepiej dzielić się swoją kwaśną miną i wyłącznie narzekać?

      Pielęgnujmy swoje pasje, one świadczą o nas samych, nadają życiu wartość, charakteryzują nas. Brak czasu jest wymówką. Brak czasu świadczy o tym, iż plasujesz się w definicji o osobach niepotrafiących zarządzać swoją dobą, swoim życiem.

      Moja pasja to sport. Dla kondycji, dla rzeźby ciała. Podczas treningu włącza mi się opcja "nieśmiertelność"! Jestem gotowa na sezon letni, na zostanie panią jeziora w bikini, oraz na leśną Strzygę w razie gdy wystąpi taka potrzeba.
      Wg definicji z zakresu demonologii, Strzyga jest to słowiański demon śmierci w postaci sowy, wysysający krew z ludzi. To prawie jak wampir tylko że z ptasimi szponami i z piekła. No... zupełnie jakby wampiry były niewiniątkami, choć patrząc na współczesne kino... Ja wolę historie gdzie wampiry urywają ludziom głowy.
      Jest jeszcze opcja Bruxa, która zamienia się w nietoperza, lub też w drapieżnego ptaka, czyli również może być to sowa. Bruxy zgładzić nie można, nie ma na to sposobu, wszelkie osinowe kołki można sobie wsadzić.  Za dnia jest to normalna z pozoru niewiasta, wiodąca normalną z pozoru egzystencję, mogącą mieć męża, a nawet dzieci. Nocą natomiast, Bruxa transformuje się w upiornego ptaka i atakuje ludzi, wysysając z nich krew.
      Strzyga podobnie, wysysa krew, wyżera wnętrzności i lata pod postacią sowy po nocach, bo pamiętajcie, że swych pasji warto mieć wiele i należy je rozwijać :)
      Czuję, że mogę latać, czuję energię, czuję się doskonale. A jak Wasza forma? :E

'Ze słowiańskiej kultury w sobie mam słowiańską krew.
Nie czuję tego, ale budzi czasem dziwny zew.'


      Poprzednio opowiedziałam Wam o malowniczym miasteczku Bad Ragaz, a docelowo chcę Was zabrać dalej w dół ziemi, do źródła wód termalnych.
      Te stare łaźnie Pfäfers są obecnie najstarszymi barokowymi baliami w Szwajcarii. Znajdują się w romantycznej okolicy w imponującym wąwozie Tamina, przez który z chęcią Was przeprowadzę. Niestety nie poczujecie ogromnej mocy tej wody, ale postaram się pokazać Wam jak najlepiej to przepiękne, ziemskie cudo natury, począwszy od drogi wiodącej z Bad Ragaz, przez okoliczną, kamienną atrakcję historyczną. Po kolei.
      Najpierw było trzeba wskrobać się na górę, czyli jak to ze wszystkim bywa w Szwajcarii, nawet idąc do wąwozu, trzeba uprzednio wypluć płuca.

Tu będą (a może już są?) winogrona.



     Na całe szczęście płuc, szlak zawierał kilka punktów widokowych i trzeba było się zatrzymywać, podziwiać, fotografować, aby wędrowiec potem miał co pokazać. I gdy się okazja nadarzyła, to także wleźć w jakąś skalną dziurę. ;)





      Istnieje słowiańska legenda o królowej rządzącej bez króla, której lód zaczął urągać, bo była zbyt dobra, lecz ona przemilczała wyrządzoną jej obelgę kryjąc ból serca wstydem niewieścim.
      A była to wiedźma. Miała ona siostry tak samo sztuką magiczną się pałające. Np. Lubosza była wróżką jak już przy okazji wspominałam podczas wędrówek praskich. Druga jej siostra, znamienita w alchemii, była trucicielką jak Medea z Kolchidy. Trzecia czarownicą jak Kirke z wyspy Ajaja.


      Wszystkie wiedźmy zawsze były uznanymi personami w miastach. Ufano im, dawano władzę państwową, bo czegóż nie wie wieszcze szaleństwo? Albo czy jest coś, czego nie dokaże sztuka magiczna? Dlatego wieszczki i wiedzące cieszyły się powszechnym zaufaniem i na tronach zasiadały lub swym władcom radą służyły. Głównie w czasach, gdy nie słyszano nic o Kościele Katolickim. Później było znacznie trudniej. Później wylał Hades...

      Jest to legenda z ziem czeskich, ale przecie czy i tam nie żyli Słowianie? Niektóre fakty i hipotezy są bardzo ciekawe. Otóż czy słyszeliście kiedykolwiek o rozległych ziemiach Lechitów?
      Być może tymi słowy zachęcę zainteresowanych historią i naszym narodem, do poszukiwań, rada bym była móc otworzyć dyskusję na ten temat. Bo jak wieść niesie, nasz polski lud, który podbijał antyczną Europę, obecna nauka wylansowała jako „prymitywnych niepiśmiennych dzikusów”, którym cywilizacje podarowała dopiero Rzymsko-katolicka kultura.

      Otóż nie - rzymsko-katolicka kultura odebrała nam kawał historii. Jeśli są jakiekolwiek artykuły na ten temat w internecie, można patrzeć na to sceptycznie. Ale jeżeli mówią to doktorzy, badacze z odpowiednimi kwalifikacjami i mają konkretne argumenty, należy się zastanowić.
      Zastanowić, choć tak mało jest dostępnych dla zwykłego zjadacza chleba, źródeł wiedzy...

      Co działo się na naszych ziemiach i jak daleko sięgały, kiedy o Mieszku I nie było jeszcze widu ni słychu? Nie było religii jako takiej. Był Bóg. Była i wiedza na temat człowieka, duszy i Absolutu (kosmosu). Po polsku Wiedza, po grecku Gnoza, po żydowsku Kabała, po egipsku i po kulturze łacińskiej (watykańskiej) magia albo cuda. Taka różnica.
      Co z naszą wiedzą zrobiły pasożytnicze semickie religie i po co, tego żadna wieść nie podaje. Sugeruje natomiast, że cała reszta to plagiaty wszelkich wierzeń, nastawione dla ich twórców na wygodne życie.

      Wygląda na to, że oficjalny upadek Cesarstwa Zachodniorzymskiego jest jednym z wielu historycznych nieprawd. Imperium trwało nadal, przekształciło się w cesarstwo Rzymsko-Niemieckie i przez wieki używało ludów i państw germańskich, by zdobywać, kawałek po kawałku ziemie Lechitów, które podobno sięgały dużo dalej na południe aż po teren dzisiejszego Liechtensteinu, którego nazwa w starszych podaniach jest inaczej zapisana i wyraźnie wskazuje na Lechitów. Na nas.

      Cesarstwo Rzymskie wraz z tysiące razy modyfikowaną religią, trwa po dziś dzień. Papież ma jednocześnie funkcję imperatora (cezara), zaś bank watykański kontroluje wszystkie zasoby naturalne, korporacje, banki prywatne i banki narodowe na świecie.
      W czasie II wojny światowej odsłoniła się kolejna odbudowa wielkiego Imperium Romanum, które od zawsze było śmiertelnym wrogiem słowiańskiej Polski. A czemu papieże noszą tytuł cesarzy rzymskich, tj. PONTIFEX MAXIMUS? Nikt nie dał mi na to pytanie rzetelnej odpowiedzi.


      Przy okazji - mała dygresja, wieści z dzisiejszych czasów, choć może nie najświeższych - na jaw wyszła treść listu, który książę Hans-Adam II wysłał do władz Muzeum Żydowskiego w Berlinie. Tłumaczył w nim, dlaczego nie zgadza się na wypożyczenie muzeum jednego z należących do rodziny książęcej malowideł. List został opublikowany przez szwajcarski Tages-Anzeiger.

      „Chętnie wsparłbym wystawę, szczególnie że nasza kolekcja padła ofiarą kradzieży podczas II wojny światowej i po wojnie. Zrobiłbym to, gdyby tylko wystawa nie była w Niemczach.
      Jeśli chodzi o relacje między Niemcami i Liechtensteinem to wciąż czekamy na lepsze czasy. Przetrwaliśmy już trzy Rzesze Niemieckie w przeciągu ostatnich 200 lat, liczę więc że przetrwamy również czwartą.”

      Porównanie obecnej Republiki Federalnej Niemiec do hitlerowskiej Trzeciej Rzeszy wywołało oburzenie w Niemczech, szczególnie wśród niemieckich Żydów. Książę Liechtensteinu został oskarżony o bagatelizowanie nazizmu w nieodpowiedzialny sposób.
      Wiceprzewodniczący Niemieckiej Rady Żydów powiedział, że oczekuje przeprosin, ale nie doczekał się ich, miast tego, książę stwierdził jedynie, że nie miał na celu nikogo obrazić i że była to prywatna korespondencja.

      I dobrze, niech broni swego, jestem z gościa dumna. Bo Niemcom wydaje się, że wszystko im się należy. Polska np. ;]

      Ciekawostki: Matka Hansa-Adama ma na nazwisko Wilczek ;] Dzieci nieżyjącej już księżnej Liechtensteinu to też ciekawy temat: Jan, Filip, Mikołaj i Norberta oraz Franciszek Józef Wacław. Ten ostatni urodzony w Pradze, żona: Anna Maria.
      Franciszek walczył w wojnie przeciw Turkom, a podczas wojny o sukcesję polską został mianowany marszałkiem polnym. Był zainteresowany naszym krajem. Niestety wszystkie jego pięcioro dzieci zmarło w wieku niemowlęcym. Ciach.





      Na początku drogi punktem obowiązkowym był zamek Wartenstein. Pokusiwszy się o genezę nazwy, wychodzi na to, iż zamek zwie się Kamieńpoczekalny lub ewentualnie Czekającykamień.

Mój wiosenny mąż :)
      Ruiny są widoczne już z daleka,wzniesione wysoko nad doliną Renu, na stromej skale nad Bad Ragaz, wzdłuż drogi do Pfäfers, którą szliśmy. Nazwa wg podań faktycznie pochodzi od słowa "czekać" i ponoć oznacza "Stein, von dem Ausschau gehalten wird". Kamień, z którego zauważeni, zostali zatrzymani. Chyba.






      Wartenstein został zbudowany w około 1206 roku. Podobno za sprawą opata klasztoru Pfäfers, Konrada von Zwiefalten. Dużo, dużo później, kiedy minęło sporo nudnej historii przechodzenia z rąk do rąk, ostatecznie trafił w posiadanie imperium rodziny SAX. O Saxach pisałam bardzo dużo, wszystkie okoliczne zamki w Dolinie Renu należały do nich.
      Było też i tak, że ów zamek zamieszkiwali w kolejnych latach następcy panów na Werdenbergu. A konkretnie hrabiowie Werdenberg-Sargans.





      O pięknym, średniowiecznym Werdenbergu opowiadałam TUTAJ. Ale chyba najbardziej szczegółowy fotoreportaż, to był mój werdenbergowy cykl TUTAJ, oraz TUTAJ gdzie jest więcej o historii, a to za sprawą muzeum z nieboszczykiem ;)
      Fascynuje mnie ten średniowieczny klimat i na wenderbergowym zamku hrabiów też już byłam i w czarnym płaszczyku, zimnymi korytarzami pomykałam, i do tej fotorelacji zachęcam szczególnie: KLIK.


Bad Ragaz ma swojego Jezusa z rozpostartymi ramionami.

Wędrowcy patrzą z gór na bogatych turystów.

      W 1482 roku wybuchła na tym terenie wojna. Przejęto ziemię Sargans i siedzibę klasztorną w Pfäfers. Po zakończeniu wojny, której przebiegiem nie chcę Was zanudzać, Wartenstein powrócił do opactwa. Opatem był wtedy Wilhelm von Fulach. Klasztor został odnowiony i wyposażony w broń. Był uzbrojony po zęby jak Jasna Góra za potopu szwedzkiego.






      Co się działo dalej z zamkiem? Ano stare zapisy prawią już o tym jak niszczał. Opactwo Pfäfers uznało, że stał się on bezwartościowy i oddało go lokalnym mieszkańcom.
      Wartenstein ostatecznie stał się własnością państwa i został wydzierżawiony przez dyrektora uzdrowiska w Bad Ragaz.







      Zamek był ładny i miał okazałe wnętrze. Posiadał czteropiętrową, mieszkalną wieżę o ścianach grubości dwóch metrów. Słynął z komfortowego umeblowania.
      Archeologowie znaleźli ślady jeszcze co najmniej pięciu budynków w obrębie zamku. Był to bajeczny kompleks, aż żal, że pozostało tak niewiele.

      I poszliśmy dalej. Cierpliwości, wkrótce ciąg dalszy wędrówki - schodzimy wgłąb ziemi! :)


Konie przebrane za zebry XD




      To wędrówka z kwietnia. Kiedy ja się z archiwum wykopię... :P

9 komentarzy:

  1. Uwielbiam te wasze wędrówki. I opowieści ze strefy mrocznej. Brzucha zazdroszczę okropnie choć sama sobie jestem winna bo ćwiczyć mi się nie chce więc się trzęsie:-) Cóż- będę obfitą wiedźmą, niech tam. Konie w swetrach mnie powaliły :-)
    Znam jedną Luboszę- imię niesie ze sobą moc, ta kobieta zawsze mnie trochę przerażała- to moja ciotka.
    Pozdrawiam niestrudzonych podróżników- Sowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze powtarzam, że jeśli zdrowie jest, to sześciopak też w zasięgu ręki jest. Wystarczy np do Biedronki iść, tam taniej.
      Grunt to balans, żeby z miotły nie spaść, więc dwa sześciopaki w obie ręce i będzie dobrze.

      "Sowa" to był mój pseudonim artystyczny kiedy jeszcze zajmowałam się fotoreportażami imprez masowych. Wymyślił mi go wokalista Kozak System, tłumacząc, że moim oczom nic nie umknie i że się zawsze bacznie rozglądam. Fakt, obserwatorem jestem od dziecka, spostrzegawczości też mi nie brak, no i te nocne przeloty po krew i flaki...

      Usuń
  2. Witaj Hexe.
    Zamki, to moja fiksacja i klimaty. Fajne zdjecia i opisy.
    I tak bez ruszania czterech liter z fotela zwiedziłem znowu fajne miejsca.
    Zapraszam do siebie... tyz piknie.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Już u Ciebie byłam XD I było warto, pięknie opisujesz swoje wędrówki! :)

      Usuń
  3. Bardzo ciekawy post i tak wielowątkowy. Już od dawna da się zauważyć, że wszyscy "nie mają czasu" i wręcz się tym chwalą, jakby przez to chcieli potkreślić, jak to się zapracowują. Sama niestety często łapię sie na poczuciu braku czasu, ale jestem świadoma, co to oznacza i staram się "naprostować" ;-) Bardzo ciekawy wtrę o naszej najstarsej hstorii. Przypomniało mi się, jak podczas obchodzenia 1050 rocznicy chrztu Polski, w przemówieniach padały słowa, że dopiero przyjęcie chrześcijaństwa przez nas kraj wprowadziło nas na dobre tory, wtedy wreszcie kultura do nas zawitała, a wcześniej praktycznie nie istnieliśmy i pewnie byśmy wyginęli jako naród, hehe ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja współczuję takim ludziom, bo to apracowanie, którym tak szpanują, tak naprawdę działa im na niekorzyść.
      Kościół Katolicki zatarł naszą historię, czaruje nas dobrobytem jaki wprowadził, to wszystko mrzonki. Na Jasnej Górze jest ukryty obraz przedstawiający wszystkich królów Polski, która istniała jeszcze wcześniej niżeli nam podają. Poczet królów polskich to się dokładnie nazywa.

      Usuń
  4. Och Ty Wiedzmo!!! Twoja wszechWiedza mnie zawstydza!!! Dobrze, ze ja przekazujesz laiczkom :)!!!
    P.S. Przetrenowalam sie!!! Od tygodnia nie cwicze, bo sil nie mam i co gorsza kolanka zaczely bolec i plecki tez... buuuu... a urlop jeszcze przed nami, wiec musze sie oszczedzac :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale która wiedza, bo ja jak zwykle zrobiłam tematyczny chaos w tej notatce :P

      Masz zły plan treningowy. Więcej odpoczynku, regeneracja również dotyczy tego planu, bez niej mięśnie się nie odbudowują. Banany i jajka jedz :D To doskonałe produkty naprawcze dla mięśni ;)

      Usuń
  5. to jest to co uwieliam do dzis dzien slowa, zdjęcia, myśli i piękno które jest niezmienne mimo, że wiele się zmieniło.

    Enigma

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.