piątek, 8 lipca 2016

Szwajcarskie Malbun. Historie o podróżach - eliksiry motywacji.

Za dużo myśli w głowie mam złych
samotność, która nie pozwala
zasnąć mi
urodziłem się sam i odejdę sam
zatrzaśnięte drzwi
w swojej głowie mam
i ogień

Chcę spłonąć i odejść
wyzwolić serca ogień
chcę spłonąć i odejść
przez chwilę być półbogiem
samotny jak wolność
wolny jak samotny człowiek

- Wilki "Spłonąć i odejść"


      Dlaczego lubię samotne wędrówki, a mimo to, paradoksalnie mam wielką potrzebę dzielenia się nimi? Palę się, by zabrać głos, choć tak naprawdę jestem zwolenniczką ciszy i absolutnego, życiowego spokoju. Jak pająk na pajęczynie... A jednocześnie chciałabym, aby to właśnie moją pajęczynę wszyscy podziwiali. Czuję potrzebę aby mówić o czymś, co jest dla mnie ważne. Najczęściej pomysły na aktualne wypowiedzi czerpię z drogi, lub jest to historia jakiejś drogi. Poco to wszystko? Nie bezcelowo tak dziś zaczynam, bo ma to swoje altruistyczne podłoże.

     Nie lubię zbyt długo przebywać w tłumie, zaraz mam ochotę się ewakuować, nie dla mnie wielki, rodzinny dom. To właśnie taki cichy i mały domek jest moim wymarzonym. Albo wielki zamek z duchami (bez łańcuchów) i z przeciągami... Ja, mąż, dwa konie, nietoperze i może pies, to wszystko. Ale gdyby ktoś mi dał na wyłączność mównicę, z pewnością zajęłabym widownię jakimś wykładem, bo bardzo lubię gadać. XD
     Mam potrzebę publikowania się od małego dziecka, już od kiedy w pełni opanowałam sztukę czytania, a potem odkryłam pismo. A podobno nastąpiło to dość wcześnie i szybko. Pisałam wówczas pamiętnik, który  m u s i e l i  czytać wszyscy w rodzinie. Potem postanowiłam na tym zarabiać ;] i stworzyłam dwu-kartkową gazetę ręcznie pisaną i ilustrowaną, kosztowała jeden grosz. Gdy dostałam pierwszy komputer, gazeta wychodziła na dyskietce i cena podniosła się do złotówki. ;] Takie miałam hobby jako dziecko. Była też tablica ogłoszeń (darmowa ;)) z najnowszymi wieściami ze świata, z rozrywką, a nawet krzyżówką. Artykuły przyklejałam do szyby w drzwiach. Każdy kto nas odwiedzał, miał obowiązek czytania podzielonego na działy tematyczne, szyldu.
      Internet poszerzył moje horyzonty i powstał pierwszy blog. Pamiętam, że to był wtedy Tenbit.pl, sam tekst, żadnych fotografii. Na Onecie rozwinęłam się graficznie, a potem na Mylog.pl odkryłam html i to już było absolutne szaleństwo, załapałam bakcyla względem robienia zdjęć i obróbki.

     Skąd dzisiaj bierze się chęć dzielenia swoim życiem? Od kiedy zauważyłam, że ludzie chętnie mi się zwierzają, ufają, a ja mam wpływ na jakieś dalsze, małe czy duże, losy tej osoby. Choćby i drobiazg, ale poczułam potrzebę inspirowania ludzi do zmiany nastawienia. To jest dokładnie alterocentryzm.
      Jest w świecie multum historii, sytuacje pozornie nie do przeskoczenia, ale pokłady sił i sposobów rozwiązań problemów, są w nas - w nikim innym, trzeba tylko pomóc je wydobywać, to jest nierzadko mozolna i ciężka praca, zupełnie jak w kopalni, błądzenie pod ziemią w ciemności, brud, kurz...
      Ale nas nauczono by się nie brudzić i nie pocić, a szukać pomocy, polegać, radzić się, być prowadzonym za rękę. Tak naprawdę to my jesteśmy zdolni sami odmieniać swoje życie i podejmować nowe, prywatne przedsięwzięcia. Wielu o tym zapomina.
      A ja? Lekarzu - lecz się sam. Albo - szewc w dziurawych butach chodzi. Niestety często jest mi trudno z moim własnym nastawieniem. Do zajęć, które wpływały na mnie terapeutycznie, mam teraz szmat drogi. Czasami brak mi wewnętrznej równowagi. Zatem jak sobie radzę? Ostatecznie wszystko zależy od pogody i grafiku zajęć, bo jak jedno i drugie mi sprzyja - wędruję oczywiście.
      Pomaga mi samotne wyruszenie na długi szlak, z własnymi myślami do poukładania, i nie schodzę do doliny, póki nie zrobię z tym porządku, jak Boga kocham!

      Nieśmiało zauważyłam, że moje wędrówki i towarzyszące im przemyślenia, które tutaj na blogu zapisuję w formie artykułu z działu "ciotka - dobra rada", inspirują czytelników. Ja to widzę w komentarzach oraz w prywatnych mailach do mnie. To dodaje skrzydeł, wierzcie lub nie, mimo iż większości z tych ludzi nie znam, to naprawdę napędza do działania. Bo słowa mają moc sprawczą
      Łukasz Supergan powiedział przy okazji jednej ze swych opowieści, że "naszymi historiami możemy zmieniać na lepsze życie innych ludzi." I on tego też doświadcza!
      Przede wszystkim pamiętajmy, że NIE PODRÓŻUJEMY ABY UCIEC PRZED ŻYCIEM, ALE ŻEBY ŻYCIE NAM NIE UCIEKŁO!

      "Życie to 10% tego, co nam się przydarza i 90% tego, jak na to reagujemy. Nasze podejście jest wszystkim."
~ Charles Swindoll
amerykański pastor i teolog ewangelikalny,
jedna z najbardziej wpływowych postaci
amerykańskiego protestantyzmu

      Między ludźmi szalenie ważne są momenty. Zawsze możemy być dla kogoś, nawet zupełnie obcego, tym psychologiem, doradcą, dobrą ciocią, by dodać odwagi, wskazać kierunek, coś podpowiedzieć... Nawet jednym słowem można popchnąć kogoś do działania lub powstrzymać od niego. W tę krótką chwilę możemy decydować o kształcie czyjegoś życia, bo ten ktoś właśnie nam zaufał i powierzył jakąś decyzję. Ile razy już czuliście coś takiego? Na pewno nie jeden raz.
      I jeszcze raz zacytuję Łukasza - "Słowami może nie zmienimy całego świata. Ale świat drugiego człowieka dzięki nim może stać się lepszy. To chyba oznacza odpowiedzialność."

       Każdy ma jakiegoś motywatora. Moją inspiracją do samodzielnego przemierzania Alp był i jest blog Łukasza, którego tu cytuję. Kto to jest? Ma stronę internetową gdzie opowiada o swoich samotnych wyprawach. To głównie Azja i Europa - podróże i wędrówki długodystansowe, poradnik samotnego wędrowca, relacje i zdjęcia.
      Czytający od początku tego bloga, wiedzą, że miałam grubszy zacier z tymi górami. Wgl. nie lubiłam gór i nawet nie chcecie wiedzieć jak do tej pory je nazywam... dziś już wyłącznie z przyzwyczajenia, chociaż im bardziej je nienawidzę, tym mocniej czuję, że muszę je pokonywać... taki efekt uboczny moich dogłębnych uczuć, zmodyfikowanych przez artykuły Łukasza.
      Nadal nie powiem, że lubię góry, ale coś w nich jest... Bo ciągle muszę w nie chodzić... A wiecie co jeszcze prócz opowieści Łukasza skłoniło mnie do gór? Gdy zobaczyłam po raz pierwszy jak tutaj wygląda jesień.

      I tak wędruję sobie, wędruję... Powiecie, że prowadzę sielskie życie, że "trafiło mi się". Nawet sobie nie wyobrażacie, jak ciężko mi przychodziła adaptacja w nowym terenie. Nawet sobie sprawy nie zdajecie ile trudnych dni mnie to kosztowało. Przez rok harmonia nie istniała, jakakolwiek równowaga, nic z tych rzeczy. Chorowałam, słabłam coraz bardziej... z tęsknoty za ulubionymi zajęciami, za porzuconymi perspektywami, za pomysłami na siebie, które tu są z pewnych przyczyn niewykonalne. Nie miałam sił, by stworzyć sobie nową motywację. Naprawdę podziwiam cierpliwość mojego męża, że on to znosił... właściwie nadal mam takie dni zwątpienia w siebie, lekko nie jest, ale dużo lepiej. I będzie jeszcze lepiej. Ale nie da się iść na skróty, z resztą... nie chcę. Wiem, że w życiu smakuje najlepiej to, co kosztowało najwięcej wysiłku. Najważniejszymi słowami dla motywacji są dla mnie:

RÓB TO CO KOCHASZ
I RÓB TO CZĘSTO.
A jak nie masz tu tego co kochasz
TO SOBIE TO ZNAJDŹ LEPSZE!
Jesteśmy elastyczni.
Nie ma rzeczy niemożliwych!

      Przecież tak niewiele trzeba, aby być szczęśliwym. W minionym roku całkiem zapomniałam o tym. Rozumiecie to?
      Kolejna wędrówka, zaczynamy:


      Kiedy wpisuję w internet "Malbun", wyskakuje sławny stok narciarski albo popularna trasa rowerowa w Liechtensteinie. Byłam, ale... [klick] ...ale jest jeszcze jedno, inne miejsce pod tą samą nazwą, po drugiej stronie rzeki, za jedną górą i jednym lasem, na stoku zachodnim Buchserberg, na wysokości 1369 m.
      W tymże miejscu stoi restauracja z tarasem słonecznym, skąd można rozkoszować się wspaniałymi, panoramicznymi widokami na dolinę Renu.
       Z tego punku rozpoczynają się bardzo ciekawie zakończone szlaki piesze. Uczęszczałam jednym z nich. Jest to zjawiskowe miejsce o rozległej przestrzeni, naprawdę godne całego dnia łazęgi -> klick. Przy okazji, w tamtej notatce jest mapa dla zainteresowanych.
      Uprzednio jednak, do "strefy startowej" podjechaliśmy samochodem. Mamy w planach jeszcze nie jeden raz stamtąd ruszyć, ale czegoś mi nadal brakowało... odcinka z doliny do Malbun :)  M u s i a ł a m    go   p r z e j ś ć.

Do miasteczka Buchs pojechałam rowerem. A potem już zu fuss. :)
      Dnia pewnego, kapuśniaczkiem lekko zroszonego, gdzieś w połowie kwietnia wiosny soczystej, postanowiłam nadrobić te skandaliczne braki w naszej podróży i udałam się samotnie przez piękny, dziki szlak w lesie. Informacja dla wszystkich wilków, wędrowców, włóczykijów - to najładniejszy szlak w okolicy! Jednak jeżeli ktoś przyjeżdża w to miejsce turystycznie, polecałabym mimo wszystko na Malbun drogi nie kończyć, gdyż można poczuć  b a r d z o  nieprzyjemny niedosyt... Nazwałabym tę trasę "Pośniadaniowym spacerem" dla miejscowych.



      O tym czym jest dla mnie samotne wędrowanie, pisałam dużo, między innymi TUTAJ, a przy okazji zachęcam świeżych czytelników do zapoznania się z tą konkretną, zalinkowaną notatką, bo spośród moich wszystkich samodzielnych wypraw, właśnie ta była najbardziej efektowną. Nic dwa razy się nie zdarza, ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła wchodzić na górę we mgle.
      Lecz wróćmy na wiosenny szlak. Gdyby z samego koloru soczystej zieleni dało się wycisnąć sok...



      Selfiki też muszą być ;) To było takie ładne miejsce, że musiałam się zatrzymać choć na trochę. Ciekawie byłoby zabrać ze sobą bujany fotel i rozkoszować się ptasim ćwierkaniem niczego nie musząc, z wolną głową i spokojem w sobie. Poczytać książkę, zrelaksować się... szkoda, że w dolinach nie ma takich lasów. Wędrówka w góry z fotelem jednak nie należy do najmądrzejszych pomysłów ;]
      Mam cichą nadzieję, że odwiedziwszy wkrótce kraj ojczysty, znajdę czas na spacer po lesie i że naprawdę będzie spokojnie, żadnych "musisz", żadnych "wypada", żeby po prostu było, jak być powinno. Bo w końcu, do cholery, to mój urlop, prawda?!
      Nie powinno też zabraknąć czasu na lekturę. Podobno kiedy widzisz osobę czytającą książkę którą kochasz, to tak jakby książka polecała Ci człowieka. Zastanawialiście się kiedyś nad tym? To jest tak, że książki sprawiają, że opisywane w nich historie i wyrażone opinie stają się twoimi i po skończonej lekturze nie jesteś już tym samym człowiekiem jakim byłeś, kiedy ją zaczynałeś. Ja wiem jaki ma wpływ i co zmienia moja ukochana książka. I jakoś faktycznie najwięcej otacza mnie ludzi, którzy też to wiedzą. Przypadek?
      Teraz czytam drugi tom "Potopu". Przypomniało mi się, że wzięłam specjalnie z domu celem dokończenia, a chciałabym ją wymienić w biblioteczce rodziców na ciąg dalszy dobrej, polskiej klasyki.




- Patrz, jaki piękny las!
- Nie widzę, bo mi drzewa zasłaniają.



      Jeżeli czujesz się źle, idź do lasu. Las zawsze odnajdzie równowagę. Wchodząc do niego, stajesz się jego częścią. Jeżeli nie umiesz znaleźć w sobie siły, by odzyskać równowagę, las jej w Tobie poszuka.
      I nawet Ci co doskonale to wiedzą i doceniają, i tak wytną las, obrobią w papier, bo na tym papierze muszą napisać "ratujcie las". ;]


Ta kratka na mostku jest baaardzo ważna. Kiedyś brak takiej kratki na stopniach pewnych schodów,
przyczyniłby się do utraty przednich zębów.

      W konfrontacji strumienia ze skałą, strumień zawsze wygrywa. Nie przez swoją siłę, ale przez wytrwałość. Bierzmy z niego przykład.
      Zawsze imponowały mi metody osób cierpliwych i działających jak cicha woda, która rwie brzegi i drąży kamienie. Pośród ich ciszy i spokoju, gdy już padały jakieś słowa, były to kategorycznie nie do zanegowania fakty i prawdy. Są to radykałowie o bezkompromisowych metodach postępowania z innymi. Oni nie zabierają głosu bez potrzeby.
      Żeby być królem konwersacji, nie oznacza, że trzeba być jak lew i ryczeć najgłośniej. Prawdziwy lew będzie spokojnie na Ciebie patrzył, podczas gdy Ty się unosisz i tym samym poniżasz, bo i tak wie, że jest w stanie jednym machnięciem urwać Ci głowę.



    Oznakowania na szwajcarskich szlakach dodają +50 do orientacji w terenie. Stąd by można ruszyć w co najmniej dwa ciekawe miejsca, ale pomyślę o nich w innym czasie. W kwietniu w obydwu leżał jeszcze śnieg co odejmuje -100 od orientacji w terenie. Wiem co mówię. ;]


      Żyję zgodnie z sugestywnym przykazaniem włóczykija, że jeżeli idziesz za tłumem, nie dojdziesz dalej niż tłum. Przykazanie drugie mówi: nie ważne ile dni jest w Twoim życiu - ważne ile życia jest w Twoich dniach.
      Nie chcę ciągle balansować pomiędzy własnymi pragnieniami, a oczekiwaniami innych. Czasami chcę z tego powodu krzyczeć, ale życie nauczyło mnie milczeć. Nasze życie jest sumą wyborów jakich dokonaliśmy. Czasem zastanawiał się, czy poszłam słuszną drogą, ale wtedy przypominam sobie, że życie właśnie od tego jest, by kopało nas w tyłek, bo dzięki temu będziemy mięli go coraz twardszym na przyszłość.


      Konie zmieniają życie. Dają jeźdźcom pewność siebie i poczucie własnej wartości. Sprowadzają spokój do zagubionych dusz, przywracają nadzieję. Może dlatego tak często się gubię? Bo nie ma koni w moim życiu? Są tylko te arbuzy...
      Góra zakwitła. Pełno było kwiatów, całe poletka.




ZOOM do kwiatków:


      Tutaj trawa przynajmniej nie posiada tej lekkiej nutki spalin.
      Działki, ogródki rekreacyjne czy trawniki przed blokami, są urocze ale mają zasadniczą wadę. Kosiarka - największy demotywator w każdy weekend o 7 rano... Kiedyś budził nas śpiew ptaków i słońce. Dziś hałas kosiarki i przekleństwa sąsiadów.
      Piękna, zieloniutka trawka z kwiatuszkami, jakby sobie po prostu rosnąć nie mogła jako ta łączka. Przecież nie urośnie nam wielka i niebezpieczna jak puszcza amazońska, po co musi być ta murawa na działkach i trawnikach? ;/
      Chociaż przyznam, że sama lubię tą czynność koszenia trawy, jednak dotkliwie przekonałam się, jak to potrafi uprzykrzać życie innym.







      Nic dziwnego, że na tej wysokości wiosna była spóźniona. Idzie wszak pieszo i ma pod górę bida. Świat jest pełen ekscytujących miejsc, więc maszerujemy dalej, bo same się nie odkryją!



      Z Buchserbergu widać Bandytkę. Właściwie to... zatęskniłam do jesieni. Szczerze mówiąc, już mam dość lata, tu jest zdecydowanie za blisko słońca. Jednym słowem, nic tylko jak tutejsze stada krów, iść w góry i tam zostać aż do jesieni, gdzieś w cienistym lesie na kwitnących trawach.
      Jesień w znacznym stopniu zawstydza swą urodą lato, a większość ludzi i tak nie widzi jej piękna, przeklinają ją, traktują jako zło konieczne, przejściową porę między ukochanym latem, a znienawidzoną zimą. To bardzo krzywdzące.


W pewnym momencie szlak zaczął wyglądać jak arboretum...




Tutaj zaczynał się najciekawszy kawałek wędrówki. 





      Etap otwartej przestrzeni za mną. Rozpoczął się nowy: dziewiczy las, mchy, pełno zieleni, która jeszcze nie zakwitła, ale już ścieliła się pączkami barwnej nadziei.
      A teraz spójrzcie na las okiem artystycznym człowieka trzymającego w rękach aparat. Co widzi fotograf? Rozłożone nierównomiernie światło. Można ustawić aparat do konkretnego stopnia oświetlenia, lecz w lesie mamy multum różnych kontrastów i cieni. Samej mi jeszcze nie zawsze wychodzi.
      Niepożądane cienie to pikuś, gorsze są snopy jaskrawego słońca. Czasami muszę zrobić dziesięć zdjęć, by odkryć jakie ustawienie na ten moment jest najlepsze, żeby cienie nie wyszły czarne, a np. oświetlone kępki mchu nie były przejaskrawione. Na szczęście ta wycieczka nie przysporzyła mi pod tym względem żadnych problemów, matka natura zaszczyciła mnie doskonałą porą na fotografowanie lasu - pochmurnym dniem. Jednak słupy słońca to pewna nutka magii, prawda? Nauczę się... choć z praktyką gorzej, bo nie lubię wędrować w słoneczne dni.












      W lesie bywa, że jest bałagan, jakieś patyki, suche liście, wywalone z ziemi korzenie... i schody O.o
      Dobrzy specjaliści od zdjęć doradzają, aby fotografując las, pominąć właśnie ściółkę, bo zwykle ten bałagan psuje efekt. Rzeczywiście po podanych przez nich przykładach, widać, że mają w tym sporo racji, zdjęcia, na których podszycie leśne zajmuje najmniejszy procent, są zdecydowanie efektowniejsze. Natomiast ja chcę Wam pokazać drogę. I to dosłownie.
      Szlak górski jest dużo bardziej urozmaicony i dożo ciekawszy od leśnych ścieżek w nizinie. Mój Boże ja to napisałam?!! Lasy są zupełnie inne, właściwie rzecz gustu. Nasze polskie lasy nizinne są gęstsze, bardziej różnorodne w gatunkach drzew liściastych i po prostu kapitalne. Mogłabym wędrować po nich cały dzień. Ale zdecydowanie przeważającymi plusami górskich lasów są:
1. obficie występujące wielkie kamory
2. brak komarów 





      Tajemniczy murek, skądinąd postawiony bardzo dawno temu, być może przez pierwszego osadnika-farmera, zwiastował, że czas podróży dobiega końca.



      I mamy śnieżne El Dorado. Legendarna kraina w Ameryce Południowej pełna złota to nic takiego dla amatorów zimna, mrozu i wiatru. Paradoksalnie bowiem, złote miasto miało stać w gorącej Kolumbii, tymczasem mamy zaśnieżone Malbum i jest to El Dorado dla narciarzy.


      Już na wysokości ok. 1300 m rozpościera się rozległy grzbiet, nietknięty świat przyrody, zaś w zimie miejsce zamienia się w zaludniony stok narciarski. Jest ponoć prosty ze względu na gładki, niezbyt stromy zjazd, ale ja nie jestem narciarką, nie kręcą mnie tego typu sporty. Ja jestem tylko zwykłym łaziorem. To wędrówka daje szczęście, nie jej cel. Pamiętajcie. Bo lepiej bez celu iść naprzód, niż bez celu stać w miejscu. :)
      A wiecie gdzie mnie mój mąż zabrał na randkę jak jeszcze się o mnie starał? Chyba zmiarkował, że kolacja przy świecach to nie będzie to. Rzeka, las, łany pól i cisza od miasta :) to wędrowne wilki lubią najbardziej.


Piękna panorama z malowniczym kablem wysokiego napięcia.
Drzewo. ;]


      W budynku restauracji, znajduje się także mały hotelik i podobno w sezonie, można doświadczyć wizyty okolicznego farmera, który sprzedaje gościom świeżutkie, alpejskie mleko i jego produkty.



      Zgodnie z tym co już napisałam, jest to popularny punkt startowy dla miłośników pieszych wędrówek po górach, bowiem tu rozpoczyna się tzw. Rheintaler Höhenweg, czyli wysokogórskie szlaki doliny Renu.
      Najpopularniejszym kierunkiem jest długa, łącząca kilka miast trasa od Rorschach przez Rhine Valley, Obertoggenburg i Werdenberg potem Sargans, łącznie 105 km.
      Szlak przechodzi również przez zabytkowe zamki i fortece. Np Toggenburg (szlak do Wildhaus).
      Dla tych, którzy nie chcą podchodzić do Malbun mając w woli oszczędzanie sił, obok restauracji znajduje się przystanek autobusowy. Wiecie co robić. ;) 
      W planach są: Margelchopf. W pierwszej części notki podawałam link do mojej wyprawy tym szlakiem, niestety nie przebyłam go do końca, więc wędrówka jest do powtórki ;) Następnie Alvier, ale nie wiem czy startować będziemy stąd, czy od drugiej strony góry, to się jeszcze zobaczy. Poszłabym, sama, bo niedługo będę mieć troszkę więcej czasu i niewyjeżdżony bilet autobusowy, ale nie wiem czy mąż by mi wybaczył, że polazłam bez niego W NOWE MIEJSCE... O_O



Wolność jest powietrzem dla mojej duszy.
Ale taka wolność wędrowania.
Chociaż... ja nigdy nie jestem samotna, nawet kiedy jestem sama, bo jest ze mną mój Anioł Stróż.

źródło: "wilcza strona"

I z powrotem na dół...


      Świat jest piękny. Tylko w ludziach żyje zło...

12 komentarzy:

  1. O tak Aniu!!! Twoj blog dziala na mnie terapeltycznie :)!!! Raz, ze madrze piszesz, dwa zamieszczasz zdjecia, ktore koja moja dusze!!! Ta zielen dzisiaj jest niesamowita!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś miałam taką teorię, że jak jesteśmy w sytuacji stresującej, należy jak najszybciej zacząć patrzeć się w coś zielonego, a potem odkryłam, że gapienie się w zielone, również powoduje, że zmęczone oczy przestają szczypać.
      Dziękuję :) Ty też jesteś motywacją, nawet sobie sprawy nie zdajesz w ilu kwestiach :)

      Usuń
  2. Witaj Hexe.
    Człowiek jest spotkaniem. A jak się spotka z drugim Człowiekiem, to musi być słowo, które nieraz ciałem się staje. Rozmową i słowem świata nie zmienimy, ale niektórzy ludzie stają sie lepsi, a wiem coś o tym z autopsji.
    Lepsze jest słowo pisane, bo jest mniej ulotne.
    Fajny szlak. Dwa dni też wędrowałem w ramach "Lata w twierdzy" w moim mieście. Było super.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W życiu nie ma przypadków, są tylko spotkania :)
      Ludzie się zmieniają, niestety często też na gorsze. Że przyjaciele, z którymi można konie kraść, stają się wrogami bez powodu, zmienia się charakter, robią się podli... Jak to jest, że człowiek nie ewoluuje starając się być lepszym, tylko nierzadko schodzi w doliny swojego jestestwa?
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
  3. Prawda, czytając Twoje wpisy, zawsze jakoś się uspokajam. Myślę, że można. Po prostu.
    Piękny wstęp. Rozczuliły mnie także wspominki pierwszego publikowania - łezka się w oku kręci ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uspokajam słowami... Dzięki, to miłe :) Po prostu dobrze wiedzieć, że ma to pozytywny skutek.
      Wspominki... moje archiwum blogowe jest moim kalendarzem, przypominaczem i albumem jednocześnie :D Zawsze historia się przyda. Zawsze. Np jak kogoś odwiedzam i zostaje postawiona prośba o pokazanie czegoś, to bez bloga jak bez ręki XD

      Usuń
  4. Witaj. Jak zwykle ładnie tu u Ciebie, tajemniczo. Wczoraj w samochodzie prowadziłyśmy dyskusję na temat małżeństwa. Dziewczyny skarżyły się, że gdy już masz męża to jesteś skazana na ostracyzm jeśli chcesz mieć trochę czasu dla siebie, jeśli nie chcesz męża zabierać.

    Ja myślę, że bez względu na stan każda z nas potrzebuje czasu dla siebie, samotności, tych kilku chwil, w których może codzienność pozbierać w całość, poukładać puzzle dnia.

    A Ty wiesz, że ja za lasami jakoś za specjalnie nie przepadam. Napawają mnie bliżej nieokreślonym lękiem. Drzewa, mech, paprocie. Wszystko to lubię, ale sam las. Nie poszłabym sama.

    Pozdrawiam Aniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście że potrzebujemy samotności, każdy człowiek, nie tylko żony swoich mężów! Dlatego ja chodzę do lasu w góry sama. I nie ma tam nic strasznego, ja się bardziej miast boję, wiesz? Złych, ludzkich intencji...
      Wracając jeszcze do małżeństw, czy te dziewczyny są mężatkami, czy to tylko spekulacje? Widzisz, ja zrażona po wielu nieudanych związkach, miałam takie przeświadczenie, że mężczyźni to w związkach despoci i generalnie twierdziłam, że ja się do związków nie nadaję. Ja? Zwolenniczka ciszy i ciemności? A jednak.

      Usuń
    2. "Nie ma diabła, są tylko ludzie". Od zawsze napawam się szekspirowską wizją człowieka.

      Tak, dwie są, jedna była. Ja jedyna nie miałam jeszcze z pośród nich męża. I właśnie o despotycznych mężach mówiły.

      Ja nadal twierdzę, że się nie nadaję;]

      Usuń
    3. Wiesz kiedy ja twierdziłam, że się nie nadaje? Spotykając (powiem to bardzo delikatnie) mężczyzn niedopasowanych do mnie, niekompatybilnych z moim charakterem. Inną sprawą jest to, że trafiałam na dysfunktów. Dysfunkcje objawiały się na różne sposoby, co mężczyzna, to inna historia.

      I teraz powiedz mi, jak kobieta może po takich parodiach związków twierdzić, że się nadaje do życia z drugą osobą? Nie może, to proste. Myślisz, że jak poznałam mojego męża, to od razu wiedziałam, że to ten? Owszem, motylki w brzuchu i takie tam, ale mogłam się spodziewać, że wyjdzie coś na jaw, coś, co przekreśli faceta, bo zawsze tak było. Dlatego ja w pewnym wieku popychana doświadczeniem, dość szybko chwytałam byka za rogi, bo nie chciałam marnować czasu na randki z nieodpowiednim mężczyzną. Dlatego kilku mężczyzn przed moim mężem, oraz sam mój mąż, doświadczyli dość szybko dzielenia ze mną wspólnego kwadratu. Bo ja musiałam wiedzieć.
      I będę do tego namawiać każdą pannę - gódźcie się sprawdzić, czy faktycznie możecie resztę życia dzielić ze swoim lubym, nie uciekajcie od poważnych decyzji - sprawdzajcie. I nic Wam szybciej PRAWDY nie powie, niżeli wspólne mieszkanie.

      Usuń
  5. Fajnie, że znów jesteś na wędrówce, dawno nie byłam w górach, te Twoje wyglądają nieco podobnie, jak góry w okolicy Szklarskiej Poręby, które znam dobrze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... nie zupełnie, bo cały czas wstawiam stare wędrówki. Ale staram się naprawić kolana i może jeszcze wzlecę ;)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.