sobota, 2 lipca 2016

Praga. O pogaństwie w Kościele.

(...)Wysokie góry zostaną poruszone, a wyniosłe wzgórza zmaleją i topnieć będą jak wosk przed ogniem. Ziemia pogrąży się, a wszystko, co się na niej znajduje, ulegnie zniszczeniu. Na wszystko zostanie wydany wyrok, również na wszystkich sprawiedliwych.(...)
- Apokryfy - Księga Henocha.

      O poruszeniu dosłownie wszystkiego ze swych miejsc (także gór), informuje także Apokalipsa św. Jana, zaś o topnieniu świata już wiemy, bo to się powoli dzieje, bowiem Henoch opisuje wydarzenia z końca świata materialnego, a nie za czasów Mojżesza.
      Cała Księga Henocha uchodzi za nie natchnioną przez Ducha Świętego, ale całe Pismo Święte już tak. Problem polega jednak na tym, że w obu tych księgach występuje to samo zdanie z tymże w Księdze Henocha nie jest ono natchnione, a po skopiowaniu do listu Judy Apostoła, stało się raptem natchnione.

(...)Popatrzcie na to wszystko, co dzieje się na niebie, jak światła nie zmieniają swego biegu, jak każde wschodzi i zachodzi zgodnie z porządkiem,
każde w swoim czasie, nie zmieniając swych reguł. Popatrzcie na ziemię i zrozumcie na podstawie dokonanych od początku do końca na niej dzieł, że jak to
wyraźnie widać, żadne z dzieł Boga się nie zmienia. „Popatrzcie na lato i zimę, jak cała ziemia pełna jest wody, a chmury, rosa i deszcz pozostają na niej.(...)
      - Księga Henocha, rozdział II

      Wstęp Księgi Henocha wyraźnie zwraca uwagę na piękno świata, na przyrodę. Czytając dalej, w rozdziale IV, mówi on o żarze jakim obdarza nas słońce, o tym że gdy w lecie świeci ono najmocniej, nie możemy bez narażenia zdrowia stać długo na słońcu. I kwestia topnienia lodowców, to wszystko razem dowodzi, iż mowa z całą pewnością o czasach współczesnych.

 (...)Wybrani otrzymają światło, radość, pokój i odziedziczą ziemię(...)
 - Dokładnie to samo mówi [Rz 14, 17]

(...) A wy niegodziwcy otrzymacie przekleństwo. Następnie
sprawiedliwi posiądą mądrość(...)
      O tym samym jest napisane w  [Ef 1, 7-10] i ten fragmencik: „Sprawiedliwi posiądą ziemię i będą mieszkać na niej na zawsze.” [Ps 37, 29] I nadal nie jest to księga natchniona.

      Ja mogę tak jeszcze długo wymieniać, a niech ktoś mi powie prawdę, dlaczego faktycznie ta księga została zignorowana?


poprzednia opowieść o Pradze TUTAJ
      Pora już kończyć wspaniałą wędrówkę po ziemi czeskiej. Aż żal, bo czułam się tam wspaniale, pośród mrowia bogatej architektury i legendarnych tajemnic. Tam już diabła nie ma, a pozostawił po sobie całe mnóstwo efektów swoich psot. Zaś gdzie jest teraz? Mam pewne podejrzenia, sugerowałam nieco w poprzednich postach, jednakże tym razem chciałabym skupić się na czymś, co zasługuje na chwilę szczególnej uwagi. Ale po kolei.
       W XIV w. powstała "królewska" dzielnica na zachodnim brzegu Wełtawy. Do 1784 stanowiła odrębną jednostkę administracyjną. Zamek był do 1918 r. siedzibą monarszą, a dziś jest siedzibą prezydenta republiki.
      Zamek na Hradczanach, co ciekawsze, według księgi rekordów Guinessa jest największym, pod względem zajmowanej powierzchni, zamkiem na świecie.

Kluczenie w takich zaułkach było nie lada przyjemnością, uwielbiam takie przejścia.



Pozostałości po starej architekturze. Remontując, nie przykładali wagi
do zabytkowego wyglądu budynków, co dało dziwny efekt...

Bazylika św. Jerzego.
Od strony południowej został wybudowany, portal, w którego tympanonie przedstawiona jest
scena walki św. Jerzego ze smokiem.
      Gdy pierwszy historyczny książę przemyślidzki Borzywoj I ustanowił tutaj swoją siedzibę, na pagórku zwanym Żiżi (Žiži) od dawien dawna odbywały się zgromadzenia plemienne Czechów, gdzie składano ofiary pogańskim bogom., więc Borzywoj nakazał zbudować tu chrześcijański kościółek pod wezwaniem Marii Panny i otoczyć go rowem. Kościół z fosą? Musiało być ostro...
      Ustawiono też kamienny stolec... och jakże urocza nazwa; na którym uroczyście zasiadał każdy nowy książę.



      Budowę właściwego zamku rozpoczął najprawdopodobniej syn Borzywoja - Spitygniew I, ciekawam czy faktycznie taki rozgniewany chodził jak przesadził z alkoholem...
      Rozmiary zamku jeszcze nie były tak imponujące. Profilaktycznie władca ogrodził się rowem obronnym o głębokości 30 metrów i szerokości 24 metrów. Zbudowano drugi kościół pod wezwaniem św. Jerzego. Tak! Budujmy dużo kościołów, niech stoi jeden obok drugiego, w kupie siła!
      Następnie, Książę Wacław kazał zbudować tu kolejny obiekt religijny, rotundę św. Wita, w której umieszczono relikwie świętego, bo przecież nie można zapominać o pogańskich obrządkach.
      Ok. roku 970 założono przy kościele św. Jerzego, żeński klasztor benedyktynek.



Znaki zodiaku na bramie kościelnej.
U dołu, moja krwiożercza bestia: kotek ^_^
I od tego momentu coś mi nie gra.
W centrum nad wejściem, Jezus siedzący w pozycji Winszu.
Winszu, jest to jeden z najpopularniejszych dewów w hinduizmie
Jeden z Trimurti (trójcy hinduistycznej).
Symbolizuje utrzymujący aspekt Boga.
Dewa - „jaśniejący”, „oświecony”.


Stare Probostwo. Jest to barokowa budowla, wykorzystywana aktualnie przez Kancelarię Prezydenta.
Nad wejściem do budynku jest namalowany znak proboszcza Jana Františka z Aschenfeldu.
      Podczas rządów księcia i pierwszego króla czeskiego Wratysława II wiele zaczęło się zmieniać. Drewniana fortyfikacja została zastąpiona przez kamienną z trzema bramami oraz zburzono rotundę św. Wita i w jej miejscu zbudowano bazylikę. Kościół św. Jerzego otrzymał dwie wieże, a drewniany pałac został zastąpiony murowanym.
      I tak dalej i tak dalej, a tu lata lecą i...


      ...I tu mamy coś takiego. Tym pozytywnym akcentem wstępujemy w strefę mrocznego średniowiecza.


      Wiecie co pomyślałam, gdy zobaczyłam Archikatedrę Świętych Wita, Wacława i Wojciecha w Pradze? Że pewnego dnia, pośród pięknych kamienic, na środku skąpanego słońcem miasta wylądował macierzysty statek kosmiczny, którym przybyło na Ziemię 1,8 mln krewetkopodobnych obcych. Okazało się jednak, że to kościół.
      Tak, to prawda, ulegam urokowi gotyku, czy to w architekturze, czy kulturze. Jednak ta ciemna elewacja i mroczne zdobienia, skłaniają ku stwierdzeniu, że odbiega to troszeczkę od standardu z jakim kojarzy się Dom Boży. W takich kościołach czuję się dziwnie... Bo nie czarujmy się, albo zwiedzamy dom rodziny Adams, albo wchodzimy do świątyni, a jeśli już świątyni, to pytanie brzmi: czyjej?
      Najważniejsze, że nie wypełzli z tego żadni obcy, bo do sklepu z bronią było już stąd nieco dalej. Oczywiście, że walczyłabym w obronie Ziemi! A co myśleliście?! Przyznam się Wam: to ja jestem Wonder Woman!


      Tymczasem przejdźmy do faktów. Jest to główny kościół Pragi oraz siedziba arcybiskupów praskich i prymasa czeskiego. Usytuowany jest na wzgórzu zamkowym Hradczany. Stanowi dominantę historycznej panoramy Czech i jest jednym z cenniejszych przykładów architektury dojrzałego gotyku, którego budowę rozpoczęto w 1344. Katedrę wznoszono prawie sześćset lat.


      Wcześniej na Hradczanach znajdował się gród słowiański ze świątynią poświęconą Świętowitowi.
      Standardowym obiektywem ujęcie całej fasady zachodniej jest niemożliwe. Wymiary katedry: długość 124 metry, szerokość (w osi nawy głównej) - 60 metrów, wysokość sklepienia 33 metry. Wewnątrz wieży w dwóch kondygnacjach wisi siedem dzwonów.
      Katedra należy do czołowych osiągnięć średniowiecznej architektury nie tylko w samych Czechach. Wzniesiono ją w całości z kamienia i nadano odmienny wygląd. Układ przestrzenny, proporcje oraz diafaniczność (czytelność, przezroczystość konstrukcji) zostały tu konsekwentnie zastosowane. Zamiast typowego dla klasycznych katedr francuskich sklepienia krzyżowo-żebrowego jest sklepienie sieciowe o specyficznym, indywidualnym wariancie. Indywidualnie potraktowano również dekorację elementów konstrukcyjnych.
      Empora zamknięta jest poligonalnie z obejściem i wieńcem kaplic.





      Dekorację rzeźbiarską elewacji zewnętrznej tworzą m.in. pojedyncze figury świętych (niemal wszystkie neogotyckie, z wyjątkiem dekoracji tzw. górnych triforiów) liczne maski liściaste, ornamenty roślinne, tarcze herbowe, gargulce, smoki, gryfy, lwy, orły etc. I to nadal jest Kościół Rzymsko-Katolicki. Brakowało tylko żeby jeszcze nietoperze z gzymsów zwisały.




     Kontynuowano tradycję świątyni grzebalnej królów czeskich. Upamiętniono tu spoczywających Przemyślidów, poprzez wzniesienie nowych nagrobków dla nich. Rangę świątyni podniósł fakt umieszczenia tu skarbca z klejnotami królewskimi. Jak legenda głosi, drzwi Skarbca Koronnego zamykane są na 7 kluczy w posiadaniu 7 instytucji. Komplet ma również pani sprzątająca katedrę. XD

      Najważniejsze czeskie insygnium sprawione z inicjatywy Karola IV to korona Świętego Wacława, mieszcząca wewnątrz niezachowaną do dziś mitrę po Spitygniewie oraz umieszczony na zwieńczeniu bizantyjski krzyżyk z Cierniem Chrystusowym.
      Na co dzień spoczywała na skroniach złotej głowy św. Wacława - relikwiarza (hermy) mieszczącego czaszkę świętego. Tylko z okazji koronacji królewskich, za dużą sumę ofiarowaną katedralnej kapitule, król mógł nałożyć na skronie tę koronę. Czy to nie lekka przesada?

      W przestrzeni świątyni znalazły swe nowe miejsce dawne groby świętych Wita, Wacława i Wojciecha. Katedra mieści także relikwie św. Prokopa, św. Ludmiły, ponadto m.in. fragment Krzyża Świętego, Ewangelii św. Marka czy część berła św. Piotra. jednym słowem, słowiański gród i zabobon.

      Celem działań obrzędowych było pozyskanie przychylności zmarłych. Współczesne znicze zapalane na grobach są pozostałością zwyczaju palenia ognisk w okolicy pochówku. Funkcja była dokładnie taka sama jak dziś.
      Na dziady chodzi się odmawiać modlitwy Anioł Pański, Zdrowaś Mario i Wieczny Odpoczynek. Temat pogańskiej Marii poruszyłam w poprzednim poście. W Biblii stoi jak wół, że jedynym pośrednikiem między nami, a Bogiem jest Jezus Chrystus. Wszelki kult świętych oraz wszystkie modlitwy kierowane bezpośrednio do świętych, są herezją zakazaną w Piśmie.
      To tyle o tradycyjnym kulcie przodków. ;]

Kaplica Świętego Krzyża.



      Istnieje praska legenda, według której pewien mądry Rabbi Löw, wraz z uczniami pobiegł na wybrzeże Wełtawy i tam z pyłu i gliny ulepili oni stwora. Odpowiednimi zaklęciami przywołali cztery żywioły i tchnęli w Golema życie.
      Ów Golem był pomocny w różnorakich pracach i nawet chronił społeczność przed prześladowaniami jednak był trudny do opanowania. Byli tacy co twierdzili, że Löw kazał nosić Golemowi wodę z rzeki po czym mędrzec o swym rozkazie zapomniał, a pozbawiony rozumu stwór, tę wodę nosił i nosił, aż miasteczko zalała powódź.
      Raz podobno Golem wpadł w szał, bo rabin zaniedbał go opiekując się chorą córką. Z szału wyprowadził monstrum dopiero tajemny rytuał, a jego doczesną powłokę złożono na strychu synagogi Staronowej.
      Mędrzec zakazał wstępu na poddasze i ów zakaz był ponoć przez wieki respektowany i tylko raz jeden z praskich rabinów odważył się tam zajrzeć.
      Po poddaniu się obrzędowi oczyszczenia, poście i włożeniu szaty pokutnej wyruszył na poddasze przy dźwiękach psalmów śpiewanych przez jego uczniów. Co tam ujrzał pozostało tajemnicą, rabin po powrocie dygotał i podtrzymał definitywny zakaz wstępu.




      Cesarz Rudolf, człowiek z głębokimi zaburzeniami psychicznymi, bardzo interesował się alchemią i wszelkiego rodzaju sztukami tajemnymi. Jego dwór stał otworem dla wszelkiego rodzaju magików, gościł między innymi słynnych Anglików John'a Dee i Edwarda Kelley. Głównym celem alchemii było odkrycie eliksiru nieśmiertelności i przemiany zwykłych metali w złoto.
      Cesarz Rudolf głęboko wierzył, że jest to możliwe, czasem podejrzewał nawet, że alchemicy odkryli już tajemnice transmutacji metali i przez owe domniemania Edward Kelley został uwięziony.
      Niemieckim romantykom zawdzięczamy przekonanie, że to właśnie na Złotej Uliczce mieszkali przeróżni magowie i alchemicy. Tak naprawdę mieszkała tam uboga służba, złotnicy (stąd nazwa uliczki) i strzelcy zamkowi. Jasnym jest, że dla bezpieczeństwa tej kontrowersyjnej profesji, za tamtych czasów nikt nie zdradzał prawdziwego ich pobytu.

      John Dee, angielski okultysta, nadworny astrolog Elżbiety I, alchemik, kabalista, badacz wiedzy tajemnej. Podobno napisał Manuskrypt Voynicha. Wymyślił nazwę imperium brytyjskie.

      Edward Kelley, znany także jako Edward Talbot, angielski alchemik. Twierdził że odkrył Kamień filozoficzny - substancję pozwalającą zamieniać metale nieszlachetne w złoto. Uważany za medium oraz krystalomantę, czyli osobę posiadającą umiejętność wzywania duchów i aniołów za pomocą kryształowej kuli.

      Przez pewien czas razem przebywali na dworze Stefana Batorego, potem udali się na dwór cesarza Rudolfa II. Kelley pozostał w Pradze, a Dee wyruszył do Anglii, gdzie przez Elżbietę I nadana mu została uczelnia w Manchesterze.



Na Pierwszym Dziedzińcu
wartę trzymają gwardziści ubrani w mundury zaprojektowane przez Teodora Pištka
(zdobywcy Oscara za kostiumy do filmu Amadeusz).
Ten ostatni, szary budynek, to Pałac Schwarzenbergów.
      To już końcówka naszej praskiej przygody. Opisując Wam miejsca, zabytki, historię i legendy miasta, nie powinnam zapominać po co i dla kogo tam naprawdę byłam. Przecież pojechałam tam na ceremonię ślubną przyjaciółki!
      Poznałam obie rodziny, ale ze względu na polszczyznę, w głównej mierze dialogi prowadziłam z bliskimi panny młodej i muszę powiedzieć, że to fantastyczni ludzie, otwarci i pogodni, naprawdę cieszący się życiem.
      Pan młody powiedział, że trafiają się różne "problematyczne" rodziny, a tu są sami sympatyczni i życzliwi ludzie. Podtrzymuję opinię i z tego miejsca serdecznie pozdrawiam wszystkich :)




A oto Jeleń z krzyżem.
(przepraszam, bo krzyża nie widać na rzeźbie, źle zrobiłam zdjęcie...)
      Legenda o nim, ma swoje korzenie w przedchrześcijańskich mitach ludów śródziemnomorskich. Rozgłos legendzie nadał zakon benedyktynów. Występowała także w opowieściach o patronach myśliwych, takich jak św. Hubert czy św. Eustachy. Legenda ta związana była z różnymi kościołami i osobami historycznymi.

      Myśliwy ściga jelenia, który nagle obraca się, krzyż ukazuje się między rogami, a jeleń ludzkim głosem wzywa do postawienia kościoła w tym miejscu.

      W Polsce opowieść ta jest uważana za podstawę powstania m.in. różnych kościołów na Mazowszu, Wąwolnicy, klasztoru bernardynek na Świętej Katarzynie w Górach Świętokrzyskich (tam anioł w postaci jelenia polecił królewiczowi węgierskiemu Emerykowi ufundować tenże klasztor), a także w Jeleniej Górze (stąd nazwa) na Dolnym Śląsku, gdzie jeleń nakazał Bolesławowi Krzywoustemu postawienie kościoła.




      Ninja jest to rodzaj japońskich wojowników specjalizujących się w szpiegowaniu, zamachach i sztukach walki. Działali od okresu Kamakura do okresu Edo. Wojownicy ninja brali udział w tajnych operacjach i zamachach, służyli również jako najemnicy, a przede wszystkim jako wyspecjalizowani zabójcy.
      Ninja posługiwali się wieloma rodzajami broni, m.in. pazurami używanych przez kunoichi. Jest to określenie kobiety ninja, znającej sztukę walki ninjutsu. Kunoichi specjalizowały się w atakach z zaskoczenia z małej odległości.
      Oto prawdziwy Wojowniczy Kot Ninja:

Jej futerko przynależy do głaskania tylko mojej przyjaciółce, inaczej być nie chciało, a próbowałam.
Sam fakt wywabienia kota do obiektywu wydał mi się wyczynem z mojej strony... Oo
      Chciałam jeszcze nadmienić bardzo ważną rzecz: wszystko co napisałam w ostatnich postach, również i w tym, w ramach opowieści o legendach praskich, diablich oraz o pogaństwie, zostało sprawdzone ze skromnym źródłem. Z chęcią uzupełnię wiedzę i naprawię potencjalne błędy, jeżeli takową większą wiedzę ktoś posiada, wówczas zapraszam do kulturalnej dyskusji, byle nie pod presją emocji. Tu nikt do niczego nie próbuje przekonywać i chciałabym, aby w życiu realnym też tak było. Bądźmy otwarci i życzliwi dla siebie wzajem, a świat będzie naprawdę lepszy, spróbujcie ;)

      Obecny świat zachowuje się jak opętany byt, jak szaleńczo kozłująca piłeczka pingpongowa, która wciąż się od czegoś odbija i nie może ustać. Wierzymy w tego samego Boga, a nie potrafimy sobie z innymi Chrześcijanami podać rąk, bo ja nie chodzę do Kościoła i nie uważam się za Katoliczkę. A różni nas naprawdę niewiele, bo jednym wystarczy wierzyć i trzymać się ze Wspólnotą, a inni wciąż głodni wiedzy, chcą kontemplować Boga i poszukiwać cennych składników tej wiary. I nikt tu nie jest lepszy ani gorszy, a jednak daje się odczuć czasami spojrzenie pełne pogardy i niezrozumienia.
      Miast krytykować innych i doszukiwać się w nich wad, dobrze byłoby skoncentrować się na tym, co naprawdę ważne.

6 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    Kolejna super wędrówka. Zdjęcia ciekawe. Dobrze, że zwracasz uwagę na detale.
    Czesi nie są narodem religinym, bo są pragmatykami. I za to ich lubię.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kraju tak bogato zdobionym niereligijnymi ornamentami ;) tak otwarcie podchodzącym do kultur każdy powinien czuć się dobrze.
      Poza tym tyle tam ciekawych legend, większość da się niejako potwierdzić, przynajmniej w pewnej części, naprawdę jest co poznawać, jest co czytać, mają wspaniałą historię.
      Ponad to, na ulicach też spokój, nikt nikogo nie wytykał palcami, a widziałam paru outsiderów.
      Możemy być dumni z takich sąsiadów. :)

      Usuń
  2. W kwestii wyboru która księga została natchniona, a która nie, może zaważyło kryterium praktyczności - "Ooo, ten cytat był już w jakiejś innej księdze, którą dodaliśmy do Pisma Świętego - to może tę odrzućmy, coby tom za gruby nie wyszedł..." XD
    Katedra mnie urzekła kompletnie. Choć nie wiem, co spodobało mi się najbardziej - Jezus nad wejściem, witraże czy mnogość ornamentów na fasadzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Architektura gotycka ma w sobie urok nieodparty, tego nie da się zaprzeczyć. Spójrz na słynną katedrę w Barcelonie.

      Usuń
  3. Aniu, jestem pod wrazeniem Twojej wiedzy o odwiedzanych przez Ciebie miejscach. O ile przyjemniej zwiedza sie te wszystkie zabytki znajac ich historie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam przewodniczkę ;) Ja pojechałam do Pragi kompletnie nieprzygotowana, a gdy usiadłam z materiałem zdjęciowym do pisania, po części odtworzyłam z pamięci pewne historie, a resztę uzupełniłam internetem.
      Staram się przygotowywać wcześniej do zwiedzania miast, o ile nie jest to spontaniczny pomysł-niespodzianka mojego męża. Wtedy bardzo często plujemy sobie w brodę, że ominęliśmy coś bardzo interesującego.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.