piątek, 15 lipca 2016

Bad Ragaz - najładniejsze miasto w Szwajcarii, Iny Lorentz, czyli słówko o wartej uwagi powieści historycznej i polemika na tematy prywatne.

      "Odkąd trzech papieży - Grzegorz, Jan i Benedykt - kłócili się o przywództwo nad światem chrześcijaństwa (przy czym byli jedynie marionetkami Hiszpanii, Francji i cesarza Niemiec) i obwoływało biskupami i opatami sobie przychylnych popleczników, moralność wśród mnichów i księży upadła.(...)
      - Dlaczego klecha nie musi się żenić?(...) Bo we wspólnocie wiernych wszystkie baby są do jego dyspozycji."

- "Nierządnica" Iny Lorentz

      Wredne ale prawdziwe.


      Skończyłam wreszcie czytać ostatnią, ciotkową książkę, będę mogła grzecznie oddać jej komplet. Jak ma się sprawa w tejże treści?
      Konstancja, rok 1410. Maria, córka najbogatszego obywatela w mieście, kupca handlującego winami i tekstyliami, przygotowuje się do ślubu. Narzeczonemu nie chodzi wcale o Marię, lecz o ogromny majątek jej ojca. Pozbawiony skrupułów nie cofa się przed niczym w drodze do bogactwa.
     Maria i jej ojciec w przeddzień ślubu stają się ofiarami jego podłej intrygi. Maria zostaje brutalnie zgwałcona, osądzona, zlinczowana i wypędzona z miasta. Nieprzytomną, skatowaną kobietę znajduje wędrowna prostytutka.

      "Cudowna powieść historyczna w wielkim stylu o perfekcyjnie skonstruowanej fabule. Wspaniały materiał filmowy."
 - napisano w BILD am Sonntag

      Powieść "Nierządnica" przyniosła dwójce autorów sławę. I książka faktycznie doczekała się ekranizacji, zdobywając nagrodę filmową DIVA, jaką przyznaje się serialom telewizyjnym za największą oglądalność.

     Jak pisałam przy jednej ze starszych notek, książka wiedzie swą opowieścią wzdłuż Renu, począwszy od Konstancji.
      "W Konstancji wiele się nasłuchała o tych terenach. Podobno można tędy wędrować przez wiele dni i nie natrafić w tym czasie na żywą duszę. Między prastarymi dębami, bukami i sosnami żyje zaś więcej niedźwiedzi i wilków niż ludzi w Konstancji."

I pieszo lazła!
      "Rozglądając się znad łysego pasma wzgórz nad wąwozem, stwierdziły, że następne siedlisko ludzkie leżało wiele godzin drogi od gór w kierunku Renu.(...) Mówiono, że tam mieszkają mężczyźni karczujący wysokie szwarcwaldzkie drzewa i spławiający je potem jako kłody do Kolonii. Rzeka, w kierunku której pędził bystro strumyk ze swojej doliny, musiała być rzeką Alb, wpadającą  przy Muchleim do Renu."

      A powiem Wam jeszcze, że gdy to piszę słucham poświstu wiatru i szumu dżdżu, który począł właśnie zacinać w okna. Jakże to ulga wielka płynie szybami domostw! Jakaż ulga wydobywa wyrazistsze kolory ze świata! Temperatura spadła raptownie do niedokuczliwych dwudziestu stopni, a widmo bezdusznego lata odparło uczucie żywotności i entuzjazmu do kolejnego, młodego dnia.
      Przyznam Wam, że kiedy stoi się na granicy fizycznych możliwości, ma się wonczas na myśli, by "przeżyć" dzień, niby na granicy życia i śmierci, tak mdlejąco, że aż chorobliwie. Na szczęście siła w nas powróciła.

Zdjęcie z pewnego wieczoru tuż po burzy.
Bez fotomontażu - oryginalne, piekielne kolory.

      Dobrze by było, gdyby ludzie (pobieżnie mówiąc i z grubsza, bo nie mam nikogo konkretnego na myśli) miast oceniać i odsądzać kogoś od czci i wiary, koncentrowali się na tym, co ważnego mają do zrobienia, oraz na tym aby zrobić to najlepiej jak umieją. Człowiek osiągając jako takie efekty wymierne, to zadowolony człowiek. Miast zazdrościć sukcesu, należałoby osiągać sukces, prawda? Czy jesteście komuś solą w oku? Jeśli tak, proponowałabym odsunąć się od takiej osoby, której "przyjaźń" nie jest nic warta.
      Jeżeli w dyskusji jestem pewna swoich racji i wiem, że ich źródło jest wiarygodne, zawsze mam odwagę elokwentnie stanąć po stronie mojego zdania. Zaś kiedy ktoś podnosi głos próbując mnie zakrzyczeć, rezygnuję z dialogu. Bo to już nawet nie dialog, ta osoba kompromituje się wylewając na stół werbalne fekalia.
      Inteligencja i kultura są dla mnie ważniejsze niż pieniądze i staram się otaczać ludźmi elokwentnymi, z którymi konwersacja jest jak ciasto czekoladowe z wisienką. Rozmowa to wymiana poglądów, a NIE NARZUCANIE ICH.
      Kocham gdy konwersacja staje się swego rodzaju sztuką wymowy. A to niezwykle rzadkie.


      Wiedzieć też należy, że gdy ktoś mnie wyprowadzi z równowagi, a to zrobić jest niezwykle ciężko; gdy się wkurzę, rosną mi rogi, kopyta i ogon.
      Kiedyś za czasów liceum miałam kolegę, który - również oaza spokoju - zawsze mówił, że jak ktoś go zdenerwuje, to rosną mu kły i wysysa z niewygodnego rozmówcy krew. I pewnego dnia został wyprowadzony z równowagi przez przyjaciela. Akurat jedli razem obiad i ów kolega wbił przyjacielowi nóż w dłoń, a następnie go oblizał. Przyznam, że ciekawy sposób na wprowadzenie człowieka w konsternację i dezorientację, a na pewno na zakończenie idiotycznej rozmowy.
      Znam też inną historię, znajoma nigdy nikogo nie ostrzegała, być może nie sądziła, że posiada takie granice odporności na ludzi, ale kiedyś jej narzeczony przekonał się dotkliwie gdy wnerwiwszy swą ukochaną, ta wbiła mu nóż w nogę.
      Pozdrowienia dla wszystkich znajomych.

kliknij aby powiększyć
      Bad Ragaz to mój absolutny faworyt pośród miejscowości w Szwajcarii, mogłabym tam mieszkać! Aż 40% terenu jest zalesione, co kompletnie wyróżnia miejscowość spośród innych w tym kraju. Są rzeki i jeziora, jest cudowny Giessenpark, który Wam teraz prezentuję na zdjęciach. Z całą pewnością jeszcze nie raz tam wrócę, to pierwsze takie miasto jakie widziałam w dolinie, które nie wyparło drzew.
      Bad Ragaz jest położone w gminie regionu Sargans, w południowo-wschodniej części kantonu w dolinie rzeki Tamina i nad Alpami Gryzonii.




      Chciałabym aby ludzie respektowali cudze przekonania i zasady. Mam pewne niepokoje... Jest to na przykład mój bagatelizowany często nihilizm. Pozwolę sobie na własne zdefiniowanie podanej frazy. Książkowo jest to postawa odrzucająca wszelkie obowiązujące normy tradycyjne w życiu społecznym; absolutny sceptycyzm względem praktykowania danych tradycji; nurt społeczny w drugiej połowie XIX wieku, nieuznający tradycji i obyczajów. A do tego jest to spotęgowane przez cechę, tzw. introwertyzm.
       Lubię jak przyjaciele i rodzina w pełni respektują mój nihilizm i nie zmuszają do brania udziału w różnorakich uroczystych programach, bo nie zamienię swoich nawyków na bardziej familijne. Taka jestem, a nie jestem jedyna. Pani Czubaszek była nihilistką, a pani Szymborska nie znosiła tłumu.

      Zgodnie z ciekawą i bardzo adekwatną do naszej biologii, filozofią ajurwedyjską, (Indie), pokarmem jest to, co dostaje się do naszego ciała za pomocą wszystkich zmysłów, nie tylko smaku.
      Nie samymi ziemniakami, kotletem i sosem Polak żyje. Ale przyznaję wszystkimi moimi zmysłami, że taki obiad pachnie, wygląda i smakuje obłędnie! Tak, bardzo lubię tradycyjną, domową kuchnię polską, ale gdy jada się tak każdego dnia, robi się bardzo ciężko na żołądku... I przepraszam wszystkich urażonych moją niechęcią do obiadków, bo wcale nie zadzieram nosa, ale bywa, że po prostu wyczołguję się spod stołu. Także też dlatego, że jestem fitfreak i zwyczajnie dbam o linię, bo nie chcę z miotły spaść.
      Wydawałoby się, że tu chodzi o jakąś grę pozorów, wymądrzanie, a nawet egocentryzm, ale mam swoje realne powody skonsultowane z lekarzem i tak po prostu jest, że nie jadam niczego zrobionego z pszenicy, oraz nie piję krowiego mleka, ponieważ źle się po tym czuję. Normalnie w domu również nie używam soli kuchennej, ale rozumiem, że ciężko byłoby odzwyczaić ludzi od tego wszystkiego, szczególnie, że bez pewnych składników (np soli) po prostu nie potrafią, nie znają takiej kuchni, toteż przymykam zwykle na to oko i pozwalam rodzinie na własny repertuar. Nie moją jest winą, że odchorowuję to i wracam do domku zaokrąglona, bo czego mój organizm nie strawi, to idzie w ciałko. Ale to się spali bardzo szybko ;) staram się być dobrej myśli mimo wszystko.
      Z racji tego, że na urlopie występują różnorakie słodkie odstępstwa, oraz nierzadko wpada posiłek na mieście, pozwalam sobie na swawole, nie odmówię np lodów czy ciasteczek ;) bo wszystko jest dla ludzi, ale wszystko musi mieć swój umiar więc takie rarytasy też nie co dnia.
      Wcale nie jestem na jakieś restrykcyjnej diecie, ani nie układam sobie super drogich jadłospisów. Jem prawie wszystko, po prostu wyeliminowałam kilka grup produktów, a czuję się dzięki temu zdrowa, a to jest w życiu najważniejsze.
      Ten ceni jakość kładzionego na talerzu, kogo samego położono kiedyś na stole u doktora. Amen.

Odkryłam tajemnicę! Wiem gdzie kupić kaszę w Szwajcarii!
I nikomu nie powiem, będę władcą kaszy!! XD
      A tymczasem... rano z okazji deszczu chciałam iść pobiegać, ponieważ lubię właśnie taką porę na delikatną przebieżkę. Tym co zapytają, czy to aby zdrowe, odpowiem, że nigdy jeszcze nie wróciłam z takiego biegu przeziębiona. A nawet mam wrażenie, że uodporniłam się na niepogody.
      I teraz tak - deszczyk - ok, rozgrzewam stawy i wychodzę. Wyszłam - przestał padać deszcz. Wróciłam po joggingu do domu - rozpadało się na dobre.
      I tak oto mam ewidentny dowód na to, że Bóg istnieje i ma nie lada poczucie humoru ;)





      Bad Ragaz jest też ośrodkiem wellnessowycm z hotelami wysokiej klasy, kąpieliskami termalnymi oraz polami golfowymi. Ciepła (37°C), lecznicza woda wypływa z góry w głębokim, tajemniczym wąwozie Tamina w pobliżu Pfäfers. Jak wiadomo, u źródła jest za darmochę ;) tylko znaleźć trzeba XD
      W Uniejowie zawsze miałam termy za darmo :P Gorące wody wpływają przecież do rzeki, tuż przy plaży XD
      Od połowy XIII wieku pielgrzymi przybywali do opactwa Pfäfers w pobliżu Bad Ragaz, w miejscu, gdzie dolina Tamina odchodzi w bok od doliny Renu. Ich celem było też zażywanie kąpieli w wodzie termalnej.
      W 1535 roku doktor i filozof, Paracelsus, przybył do Bad Pfäfers i poświadczył lecznicze właściwości wody termalnej. To zapoczątkowało erę turystyki spa.
      W 1716 roku pierwsze w Szwajcarii barokowe budynki łaźni powstały w klasztorze benedyktynów w Pfäfers.





      Pirmin, biskup misyjny, pochodził z kraju opanowanego przez Wizygotów, być może z okolic Narbonne. Uszedł stamtąd przed r. 715. Został wtedy wędrującym misjonarzem. Apostołował najpierw ze św. Wilibrordem w Ardenach. Potem dotarł do Szwajcarii i w latach 713-714 założył w Pfäfers opactwo.
      Ewangelizował następnie w Alemanii. Około 724 r. założył opactwo w Reichenau. Ponieważ cieszył się zaufaniem Karola Młota, władca Alemanów wydalił go ze swego terytorium. Przybył wówczas do Alzacji i założył opactwo w Murbach (727). Przyczynił się też do ufundowania następnego, w Neuwiller. Był już wtedy biskupem o uprawnieniach misyjnych i regionalnych.
      Jako taki przyczynił się do powstania jeszcze innych opactw na terenie Bawarii, Palatynatu i Badenii. Ostatnim z założonych przezeń ośrodków było opactwo Hornbach, położone w odległości 5 km od Zweibrücken. Tam zmarł około 755 r.
      Od IX w. figurował w martyrologiach pod dniem 3 listopada. Czczono go zwłaszcza w Luksemburgu, w Reichenau i w Hornbach. Uchodził za orędownika przeciw ukąszeniom oraz przy upraszaniu deszczu. Pozostawił po sobie podręcznik na użytek misjonarzy, znany pod tytułem Dicta Pirminii de singulis libris canonicis scarapsus, lub krótko Scarapsus.
      Chyba się polubimy. Potrzebuję protekcji przed ukąszeniami i potrzebuję deszcz.


      Od wielu lat nie oglądam telewizji, nie czytam codziennych gazet, nie słucham wiadomości w radiu, a mimo to przeważnie poruszamy przy naszych stołach tematy polityczne. O czym mam wtedy mówić? Na świecie jest wiele dobra, a my lubimy się po prostu pokłócić o poglądy.
      Przyznam, że czasem przejrzę pobieżnie newsy na portalach internetowych, ale z rzadka to robiąc, dostrzegam wielkie pranie mózgu. Nie ma miejsca na dobre wiadomości, wszędzie cycki i tyłki albo obraz wojny i permanentnego zła. I jak po jednym serwisie informacyjnym nie być przygnębionym?
      Spotkałam się już z zarzutami, że odcinam się od rzeczywistości i że to bardzo źle, bo przecież człowiek musi wiedzieć, co się dzieje na świecie. Czy rzeczywiście musi? Czy koniecznie muszę wiedzieć, że znów ktoś kogoś okradł, albo że znaleziono kolejne niemowlę w śmietniku? Zło jest złem, nie jestem stróżem prawa, nie potrzebuję o tym rozmyślać.
      To na czym skupiamy swoją uwagę rośnie w siłę i zaczyna przesłaniać nam cały świat. Dlatego u mnie nie ma polityki, nie ma medialnej religii, nie ma morderstw. Liczy się dla mnie moja rzeczywistość, z którą jestem na co dzień i o którą dbam. A to, co jest naprawdę najważniejsze, to i tak do mnie dotrze za pośrednictwem rodziny, ludzi z pracy czy w jakikolwiek inny sposób. Toteż naprawdę wiem, co się dzieje na świecie oraz który mamy rok ;)
      Czy wiecie od czego pochodzi fraza "martwić się"? Martwić to czynić martwym. Martwienie się nie przynosi dobrej energii, więc miast tego, róbmy tak, by umartwień było jak najmniej.
      Obecnie na fali jest ostatnie zdarzenie z Nicei. Terrorysta był prawdopodobnie z pochodzenia Turkiem, choć wszyscy spodziewali się Syryjczyka. Wiecie, że w Turcji też są Islamiści?

Ptaszek.
      I jeszcze kilka słów o termach: od 1840 roku woda termalna doprowadzona została wodociągiem do łatwiej dostępnej wioski Ragaz oddalonej o 4 kilometry. W ten sposób Ragaz szybko zamienił się w elegancki kurort leczniczy. Budowano luksusowe hotele, aby zakwaterować zamożnych gości, łącznie z artystokratami z Rosji. Do dziś takie hotele, jak Hotel Grand w Bad Ragaz przyciągają gości z całego świata.
      Nas to jakoś słabo interesowało, ale informacyjnie powiadam, że coś takiego jest. Moje gorące źródła z kranu w zupełności mi wystarczą, a efektu SPA dodają mi moje własne zbiory olejków eterycznych. Teraz pieprznęła nam jedna żarówka w łazience i mamy romantyczny półmrok, a do tego jaśminowy zapach w powietrzu z ostatnio nabytych olejków kąpielowych, przyznam, że są bombowe, tylko za dużo piany robią... może dlatego właśnie były w promocji? Oo


      Ostatni dzień szkoły przed wakacjami spędziliśmy poza salą lekcyjną. Nauczycielka, zgodnie ze zwyczajem tej szkoły, zaprosiła nas na piwo. O miejsce łatwo nie było, gdyż grupa z tej samej godziny już umościła się na siedzeniach ulubionego pubu nauczycielek.
      Miejsce spotkań to Zbar, w miejscowości Buchs, link tutaj. Można sobie nawet na tej stronie obejrzeć jak lokal wygląda. Nowoczesny, neonowy, odbiega to od moich upodobań, ale w końcu nie o to chodziło.
      Spróbowałam po raz pierwszy specjału szwajcarskiego, jasne piwo z sokiem cytrynowym. Ale nie z syropem słodzonym, tylko z sokiem. To było genialne i orzeźwiające, bo noc była parna, a powietrze ciężkie i lepkie. Jednak nazwy Wam nie przytoczę, bo zapomniałam, a w menu tego nie widzę Oo
      To uczucie kiedy bardzo chcesz coś powiedzieć, a brakuje ci słów w obcym języku - wybitnie irytujące... >_< To nie jest to samo, co w szkole. Do lekcji zawsze możesz się przygotować, zajrzeć do podręcznika, zobaczyć co będzie i poznać nowe słownictwo już wcześniej. W życiu jest inaczej, być może dlatego wciąż sama sobie nie radzę, bo życie i dialogi nie są schematyczne.
           Generalnie wszystko rozumiałam, tematy przelewały się jeden za drugim, głównie feministyczne. Kiedy babki zaczęły opowiadać o swoich ciążach i dzieciach, moje myśli powędrowały wtedy chyba akurat do Indonezji...
      Ocknęłam się gdy zaczęto rozprawiać o piercingu, ponieważ grube zainteresowanie przylgnęło do kolczyka w języku, a tu akurat mogłam rozwiać wszystkie tajemnice, bo jeszcze kilka lat temu przecież takowy miałam. Mogłam. Ale po polsku. ;]
      A jak kobitki zaraz potem zaczęły sobie pokazywać zdjęcia swoich dzieci, przyznam, że wtedy myślałam o Estonii. To tuż nad Łotwą, 21 godzin i 15 minut samochodem od baru, w którym siedziałam. Mój wymarzony level językowy - umiejętność płynnej zmiany tematu. ;]
      Cały czas nie odstępuje mnie wrażenie, że to jak ze słowem "przyszłość" w wierszu Szymborskiej, kiedy go wypowiadam, pierwsza sylaba już staje się przeszłością. Seria słówek nauczonych miesiąc temu, zrobiła miejsca nowym z tego miesiąca. -_-'



      Kaczka Mandarynka. Zamieszkuje dorzecze Amuru, Sachalin, Japonię, Mandżurię i wschodnie Chiny. Zimuje w Japonii i południowo-wschodnich Chinach. Hodowana w Europie od XVIII wieku jako ptak ozdobny. Zbiegłe osobniki utworzyły utrzymujące się, osiadłe populacje, głównie w dużych miastach. Spotykana również w Polsce.
      W ciągu roku wyprowadza jeden lęg, składając w kwietniu - maju 7-12 brunatnawych jaj. Jaja składane w jednodniowych odstępach wysiadywane są przez okres 28-30 dni przez samicę. Pisklęta opuszczają gniazdo po wykluciu, a umiejętność latania zdobywają po 40-45 dniach, wówczas się usamodzielniają.
      Ich puch jest tak gruby i lekki, że chroni pisklęta przy upadkach na ziemię nawet z 10 metrów. Wykonano doświadczenia, które wykazały, że kaczęta mandarynki wychowane w gnieździe na drzewie nie boją się wysokości. Mali kaskaderzy ;)
      Żywią się pokarmem roślinnym i zwierzęcym (bezkręgowce). Jedzą głównie to, co zbiorą z powierzchni wody. Jesienią najczęściej jedzą bukiew i żołędzie.
      Jest to gatunek chroniony. W Czerwonej księdze gatunków zagrożonych Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody i Jej Zasobów został zaliczony do kategorii LC (najmniejszej troski).
      W kulturze chińskiej para kaczek mandarynek jest symbolem wierności. Ptaki te bowiem łączą się w pary na całe życie. Chińczycy uważają, że kiedy jedna z kaczek ginie, druga umiera ze zgryzoty.


      Obrawszy ten kierunek, wkrótce zaproszę Was na fotorelację z przepięknej wędrówki wzdłuż rzeki Taminy. Kolejny wąwóz pokonany, kolejne wielkie twierdze zdobyte :)
      Ciąg dalszy tej kwietniowej wyprawy, rychło nastąpi i mam nadzieję, że nie pominiecie tej wędrówki :) Poniżej jeden kadr na zachętę:



10 komentarzy:

  1. Nie rozumiem ludzi, którzy zazdroszczą. Ostatnio zwykłam mawiać, że każdy ma to, co lubi. Po poza chorobą i śmiercią nic nas nie ogranicza, tylko wyobraźnia. Na całą resztę znajdzie się sposób.

    Jeśli chodzi o księży i ich rodziny to to by zbyt dużo kościół kosztowało. Poza tym nie okłamujmy się. W czasach, gdy papieże mieli żony to one rządziły tymi mężczyznami, wpływały a ich decyzje. Wszystkie złe wydarzenia przepowiadane są przez represje kobiet.

    Nie potrafię żyć bez mleka, sojowe to sama chemia, migdałowe zbyt drogie. Marzy mi się uporać z cukrem, ostatni tydzień piłam gorzkie herbaty i kawy. Nie robi mi zbyt dobrze mięso, źle się po nim czuję, chociaż większość myśli, że nie chcę jeść z powodów ideologicznych. Mam mieszanane uczucia do płatków owsianych, błonnik mi pomaga, ale mam wrażenie, że potwornie mnie wzdymają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdrość czasami jest niewypowiedziana. Czasami jest tak, że dana osoba czegoś zazdrości, ale nie przyzna się o tym nawet przed sobą i pewne symptomy to mówią. Ludzie ukrywają zazdrość albo jakieś obawy zasłaniając się nieprzyjemnych zachowaniem, to nie jest już zwykła antypatia, ale ja osobiście nie potrafię w swoim towarzystwie takiego czegoś tolerować, nawet jeśli wiem, że przyczyna tkwi głębiej. Niekiedy staram się rozmawiać, coś wyjaśnić, ale zazwyczaj to jak grochem o ścianę.
      Znasz to?

      Polemizowałabym troszeczkę z Tobą na temat tego, że każdy ma to, co lubi. To nie do końca tak, bo wielu swoich ulubionych rzeczy nie mam, musiałam zrezygnować, dokonać pewnych wyborów. Nie żałuję, ale tęsknię za tymi rzeczami bardzo.
      Staram się lubić to, co mam na co dzień, ale to też nie jest łatwe. Dużo pracy mnie kosztowało, żeby wynaleźć sobie coś takiego i dostrzec w tym choć cząstkę budującego się zamiłowania. I niestety tu moja wyobraźnia mi nie pomaga. Rzeczywistość mnie ograniczyła.

      Jak szukasz mleka, to trzeba etykiety czytać. Sojowe jest troszeczkę niebezpieczne, bo skład może być OK, ale już sama soja nie, bo grzebią w tych plonach i partaczą strasznie. Ona była kiedyś zdrowa.
      Gustuję w mlekach ryżowych, są też takie mieszanki roślinne, ryżowe z migdałowym, czy z laskowym - to moje ulubione.
      Cukier proponuję zamienić na brzozowy. Przeczytaj sobie to: http://madathouse.blogspot.ch/2015/11/zdrowy-cukier-jak-to-smakuje.html
      To tzw Xylitol; druga połowa notatki.

      Mięso bym prawie całkiem porzuciła, o mały włos, a zostałabym wegetarianką, serio Oo
      Od ponad roku jak jestem w Szwajcarii, przestałam się czuć źle po mięsie. Serio. W Polsce na lady kładą jakieś toksyny, a nie wędliny.
      Ono ma zupełnie inny kolor i smak. UE zrobiła swoje, jak zainteresowałam się wymogami unijnymi, co TRZEBA wstrzyknąć w mięso, aby zostało dopuszczone do sprzedaży, to mi ręce opadły. A jeszcze co te zwierzęta jedzą, to karygodne jest!

      A co Ty za płatki jadasz, że Cię wzdymają. Oo I z czym?

      Usuń
    2. Znam to. Wiesz. Ja jestem jednak autystyczna jeśli chodzi o ludzi. Staram się nie oceniać od razu, naprawdę się staram, ale rzadko mi wychodzi. Zwykle mam intuicję i kiedy widzę takie rzeczy, o których piszesz, czuję je po kościach ja się blokuję. Całą sobą mówię nie. Trzeba z ludźmi żyć, czasami współpracować, ale co innego relacje prywatne. To ja wybieram kto ma dostęp do mojej prywaty, innym wara.

      No dobrze, ale dokonałaś wyboru, prawda?Ja też nie do końca mam co lubię, ale również dokonałam wyboru. I ten wybór umówmy się jest lepszy niż inny. Bo czasami nasze wybieranie kręci się mało zgrabną ósemką pomiędzy mniej i bardziej niedobrym. Jeśli świadomie dokonujemy pewnych wyborów nie ma co się nad nimi użalać. Jeśli coś mi się nie podoba, nie lubię czegoś w swoim życiu dążę do zmian. Zawsze są jednak rzeczy, ludzie na które nie mamy wpływu. Większość jednak jest takich, które sami wybraliśmy.

      Lubię krowie. I nic na to nie poradzę, a takie prawdziwe krowie to najbardziej. Nie piję mleka z kartonów, tego co potrafi miesiąc stać i się nie zepsuć.

      Byłam wegetarianką, ale w dokumentach medycznych mam napisane, że byłam i nie mogę być, więc jak tylko coś się zaczyna dziać od razu pada pytanie o mięso (kto by podejrzewał, że lekarze żyją w komitywie z przemysłem rzeźniczym?). Zgodzę się z Tobą. Mieszkając w Kato kupowałam tylko mięso, w którym wiedziałam co jest. Większość sklepowych wędlin to badziewie. Znam sklep, w którym jest wypisany cały skład i kupuję to, co chcę.

      Owsiane, orkiszowe, jaglane. Z owocami i mlekiem, najczęściej z jabłkiem i cynamonem. Wszystko przegotowane razem. Same płatki z jogurtem robią mi masakrę.

      Usuń
    3. Primo, nie mogę dostać się do Twojego bloga!!!

      Pierwsze wrażenie odbieramy mimochodem i często bywa ono mylne. Radziłabym polegać na intuicji, czasami po prostu wiemy, że danej osobie nie wolno ufać.
      A teraz powiedz mi, co robić jeśli taka osoba, która ewidentnie przejawia do Ciebie antypatię, znajduje się w Twojej rodzinie i musisz - bo taka jest sytuacja - musisz mieć z nią układ pokojowy i znosić niemiłe sytuacje?
      Zawsze doradzam, by od negatywnych ludzi stronić, ale od rodziny się nie da. I co mi powiesz w takiej sytuacji?
      Ostatnio pisałam o tym, aby głupie dyskusje albo krzyki, przemilczeć i po prostu wyjść z domu, by nie zniżać się do poziomu agresora. Masz lepsze sposoby?

      Mój wybór na pewno jest bardzo dobry, ponieważ mam męża z gatunku zagrożonego wyginięciem. Ale z kolei gdybym nie podjęła takiej decyzji, nie wiedziałabym co straciłam i żyłabym jak żyłam, czyli całkiem satysfakcjonująco, bo tamto życie moje w Polsce, bardzo lubiłam, było ekspresyjne i przygodowe - WIĘC nie decydując się już na wstępie na żadną alternatywę tak wielkiej zmiany, prawdopodobnie nieświadoma dalej żyłabym kreatywnie i szczęśliwie, mimo iż nic kompletnie by się nie zmieniło i nadal bym pracowała w korporacji.

      Taka jest hipoteza.

      Tamto życie nie wymagało większych zmian. Nie nudziłam się, rozwijałam się, miałam zawsze jakieś zajęcia i mnóstwo podróży tak jak teraz. Można rzec, że w porównaniu z tłem przeszłości, obecnie stoję w miejscu. W porównaniu. Tak mogłoby się zdawać, ale na szczęście już nie odczuwam tego tak jak przez ostatni rok odczuwałam z bólem w sercu. Dziś stwierdzam, że ja dopiero ruszę ale to z kopyta. A to miła perspektywa.

      Dlatego nie zgodzę się z Tobą, moja droga, że nasze wybory padają świadomie, bo nie planowałam takiego biegu wydarzeń, był to czysty przypadek, nie szukałam faceta, nie chciałam migrować, było mi dobrze. Przypadek to złe słowo. Nie ma przypadków - są tylko spotkania. To spotkania kierują naszymi wyborami, rzadziej nasze własne plany, choć one też. Naszymi wyborami kierują emocje, serce, różne rzeczy. Ale bardzo rzadko my sami.

      Szczerze mówiąc, jesteś pierwszą osobą, która mi mówi, że owsianka jej szkodzi Oo I to taka dobra jak piszesz, bo to smaczne zestawienia.
      Omlety sobie rób. Omlety to power, zdrowie i energia XD Poza tym wygląda, pachnie i smakuje jak tort. Kto by nie chciał codziennie na śniadanie ciacha zjadać? XD

      Usuń
  2. Witaj Hexe.
    Widzę, że jesteś idealistką podobnie jak ja. Musimy się jednak pogodzić, że swiata nie zmienimy, ale tylko siebie.
    Ciekawy ten post, że o zdjęciach nie wspomnę. Przeskakujesz w nim z tematu na temat, jak pewien generał w moim ulubionym Wojaku Szwejku. Co do Boga, to Bóg lubi ludzi z poczuciem humoru, a nie lubi smutasów. Kedyś byłem w małym kościółku w górach i zauważyłem, że górale palą w nim fajki... Górale te uważają, że Bóg ma poczucie humoru. Cośmusi więc być na rzeczy.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie... czasami myślę, że wprowadzam za duży chaos w moje notatki ^_^
      Oczywiście, że Bóg ma poczucie humoru! Inaczej my byśmy go nie mięli, a przecież jesteśmy stworzeni na podobieństwo Boga ;)

      Usuń
  3. Czuję się ociupinkę rozczarowana - liczyłam, że o książce dowiem się coś więcej... Ale może to i lepiej? Im mniej wiem, tym chętniej bym do niej sięgnęła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę zostawiać spojlerów, dobra recenzja to krótkie przytoczenie planu akcji bez zdradzania najciekawszych szczegółów ;)

      Usuń
  4. Aniu, pięknie wyglądasz na tym pierwszym zdjęciu!!! Jakie masz kształtne... ręce (od palców po barki włącznie :)).

    Telewizji też nie oglądam. Przez długi czas nie posiadaliśmy takowego dobra. Teraz stoi zamknięty w pokoju teściowej i czeka grzecznie na swoją panią (na szczęście bywa u nas tylko w weekendy ;))!

    Masz racje. Informacje podawane w mediach przesączone są złem!!! Ja nie mam ochoty tego słuchać!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej ^_^ Dzięki ^_^

      Jest nawet taki utwór rockowy:

      "Oto Pan, który jest Królem Łez i Złości...
      Błyszczy na ekranie...
      Codziennych groteskowych wiadomości!
      Oto on, Teraz my... Będzie jak najprościej -
      Mamy dosyć fałszu!
      Codziennych pierdolonych wiadomości! "

      - Hunter - "$$$$$$$$"

      A propos, jakbyś chciała utwór znaleźć w sieci, to nie mam pojęcia ile trzeba wpisać dolarów XD XP

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.