sobota, 23 lipca 2016

TAMINASCHLUCHT - u źródła leczniczej wody.

"Oni są naszymi prywatnymi bogami!
Mają kasę, siłę, władzę mają...
Podziwiamy! Popieramy!
A władza jak miłość - uderza do głów,
A ich wielkość i boskość...
Jest tak mroczna jak ich dusze...


Wyznawcy... Szubrawcy... Cyniczni...
CHODŹ...
wybawimy cię jak nikt!
Cieszy nas wasz widok...
Jest tak fantastyczny... i ULEGŁY!!!"

- Hunter "Wyznawcy"

      Kto zgadnie o czym ta piosenka?  👹


      Mówią, że wolność nie wykracza po za to, co jest w życiu dozwolone, dlatego tak naprawdę nikt z nas nigdy nie poczuł prawdziwej wolności. Lecz Tukidydes mawiał przed wiekami, że to właśnie wolność jest podstawą szczęścia, a podstawą wolności - odwaga. I z tym się zgodzę, bo w ramach dzisiejszego świata, pojęcie o wolności jest odbierane jako outsider'stwo.
      Wolność to luksus ludzi szczęśliwych, ale tylko szczęśliwi ludzie mają ten luksus, że mogą poczuć wolność. System daje nam tyle wolności, jak długi łańcuch nam do szyi przypina. We współczesnych czasach ZAWSZE będziemy czymś ograniczeni. Nasza wolność sprowadza się jedynie do wyboru klatki, w której będziemy zamknięci. Niby wmawiają nam, że żyjemy w wolnym świecie, ale na własne potrzeby poddajemy się i zostajemy sterowani.

      Pojęcie wolności jest rozszczepione na upragnione oraz na znienawidzone, bo niektórzy ludzie nie potrafią być wolni. Czują się w niej... samotni. Bo wolność jest jak powietrze w górach. nie dla słabych. KTO Z WAS MI CHCE POWIEDZIEĆ, ŻE JEST WOLNY? A chodzisz do pracy aby płacić podatki, aby płacić rachunki i podążać za modą? Płacisz abonament i oglądasz telewizję? Wziąłeś ślub i masz dzieci, bo tak przecież trzeba? Zachowujesz się normalnie? Potwórz to raz jeszcze - jestem wolny. Naprawdę w to wierzysz?

      Albert Camus powiedział kiedyś, że jedynym sposobem na walkę z powszechnym zniewoleniem jest stanie się tak niezależnym, by życie stało się aktem buntu.

Wolność dzisiaj jest oparta na tym aby mieć uprawnienie, do klatki w której się znajdujemy.

      Część swego życia poświęciłam na to, aby poznać właściwą definicję wolności. Jedyne co mogę powiedzieć w dniu dzisiejszym, to że wolność nie przychodzi łatwo. Możemy ją poczuć dopiero wtedy, kiedy będziemy robić to, do czego jesteśmy stworzeni. Czasami jednak nasze pasje muszą z pewnych przyczyn odejść w zapomnienie, ale nie poddawajmy się, bo nadrobimy je przy byle okazji, trzeba tylko chwycić byka za rogi i wypatrywać ich gdzie się da!

      Wolność można poczuć gdy zwiążemy się z kimś, kto jest nam faktycznie przeznaczony, o ile to nie Sen. Miraże, zauroczenia mają swoją wielką moc. Niektórzy ludzie natomiast, znajdują się pod niewidzialną opieką anielskich skrzydeł, nie wadzi im samotność, nigdy nie są samotni. Któż raczy wiedzieć ile rozmów trwało w ich modlitwach, ile realnych odpowiedzi dostali, a wówczas jak tu się czuć samotnym? Któż raczy wiedzieć ile snów przyniosło im realne ukojenie... to niezwykłe, ale radziłabym nie szukać przeznaczenia na siłę, ale chwytać szczęście ze wszystkich krotochwil jakie fruwają dookoła jak te świetliki na łąkach. Nauczmy się je zauważać.
      Wolność poczujemy dokładnie wtedy, kiedy rzeczywiście ją zauważymy i zapłaczemy radośnie nad jej rezultatem. Czy kiedykolwiek ktoś z Was zapłakał ze szczęścia? Mnie to się wilokrotnie zdarzało. Musimy potrafić stworzyć sobie własny raj i nie dać się zamknąć za kratami tego niewłaściwego raju, który obiecuje nam tylko pranie mózgu.
      Życzę Wam, by wasze klatki i łańcuch systemu, nie przeszkadzały Wam. Bądźcie szczęśliwymi jednostkami autorytarnymi!!

      Mam jeszcze dla Was parę legend i klechd, nie tylko o czarownicach. Bajki są pełne cudów. Wspierane przez różne fakty, nabierają tej cennej wartości, bo łechcą nasze ciche pragnienie, które gdzieś tam w podświadomości podszeptuje nam, że chciałoby się trochę wlać magii w naszą codzienność.
      A któż by choć przez chwilę nie chciał znaleźć się w akademii pana Kleksa? A któż nie chciałby np przez moment przespacerować się po miasteczku poczciwych hobbitów? Albo któż by nie chciał choć na trochę, znaleźć się krainie czarów Alicji lub w labiryncie Fauna? Dlaczego by nie? Dlaczego marzeń z dzieciństwa nie można spełnić chociaż na tę jedną chwilę? Dlaczego nadal nie mogę kupić zamku z przeciągami, nietoperzami i duchami bez łańcuchów? Dlaczego nie mogę przejść się po Limbo z powieści Mai Lidii Kossakowskiej, albo kompletnie nie wymieszać światów moich ulubionych autorów i nie stworzyć jednego doskonałego uniwersum, w którym po kradzieży miecza Abaddona, nie poszła zaciukać jakiegoś rynsztokowego potwora wespół z Geraltem z Rivii? Tak wiem, mam niepospolite marzenia ;)


      Z rozmów kompletnie niekontrolowanych:
- Wiem czego ci trzeba w twoim małym uniwersum.
- Zamieniam się w słuch.
- Mnie.
- Takiś pewny?
- A wiesz dlaczego jestem taki pewny? Bo Ty mi na to dawno temu pozwoliłaś i na zawsze już przekonałaś o mojej wartości w twoim życiu. Obecnie dzielę z tobą wspomnienia, lecz niestety ty myślisz, że to były tylko marzenia senne.

      Na całe szczęście możemy jeszcze śnić. Sny otwierają nam drogę do innych wszechświatów, czasami naprawdę zbzikowanych, ale w nich możemy latać, zamieniać się w zwierzęta, rozmawiać z istotami, które nie istnieją, we snach możemy absolutnie wszystko, bo jest to właśnie nasz - absolut.
      Ile razy zdarzyło Wam się wyśnić coś, co na długie lata dźwięczało Wam w głowach? Ile razy wyśniliście coś, co powodowało, że obudziwszy się, zapłakaliście za tym z prawdziwej tęsknoty? A może jednak sny to naprawdę drzwi do innej rzeczywistości?
      Marzmy i śnijmy ile wlezie, odrealnienie może być tęczowym narkotykiem z bajek ;) A poza tym jakże to intrygująco brzmi - "prowadzę podwójne życie" XD niczym agentka Nikita, zabijam potwory cywilizacji.
      Takie jest moje zasadnicze marzenie - chciałabym byśmy wszyscy byli wolni, by na świecie nie było tyle skurwysyństwa, ile mamy teraz. Świeć Panie nad duszami nie winnych, a ci którzy zrobili to w imię religii, niech się palą w smolnym garze.



"Dla ciebie WSZYSTKO PANIE MÓJ! Dla ciebie krew, udręka, łzy!
Dla ciebie rzeźnia Pogan... By właściwego boga czcić!
Dla ciebie nawrócimy świat! Dla ciebie jest ten krwawy bal!
Za wszystko, co dla ciebie... W niebie odbiorę BO$KI $ZMAL!!!

Dla ciebie teraz panie mój! My tu stworzymy sobie RAJ...
Dlatego nam pozwalasz...
Dlatego - ARBEIT MACHT FREI!
Dla ciebie ten ofiarny stos!
Dla ciebie dym palonych ciał!
Tak dużo mi już dałeś...
A ciągle KU$I...
BO$KI $ZMAL!!!

Mój PAN siedzi na tronie...
Kopytem stuka o wieko...
Z ironią patrzy na świat..."

- Hunter "Osiem"






      A co powiecie na teorię, wg której Szwajcaria została założona przez owianych tajemnicami Templariuszy? Do poprowadzenia tej tezy zainspirowała mnie blogerka, której treść będę dziś cytować i postaram się również samodzielnie zbadać tę hipotezę. Jej blog zowie się Szwajcarskie blabliblu, a link do jej artykułu TUTAJ.
      Tymczasem nie zapominam oczywiście, że już od tygodnia noszę się z zamiarem poprowadzenia Was w dół ziemi wąwozem Tamina ;)
      Spokojnie, wszystko pod kontrolą. W drogę!






      "18 maja 1291 roku upadł i został zrównany z ziemią ostatni bastion Templariuszy na Ziemi Świętej – twierdza Akka. Zaledwie kilka miesięcy później, 1 sierpnia, trzy niewielkie regiony przyszłej Szwajcarii podpisały Akt Konfederacji. Przypadek? Nie sądzę!"
      Podejrzewam, że wielu moich czytelników, templariuszy zna głównie z łupania w Assassin’s Creed, także odrobina formalnej wiedzy nie zaszkodzi:

       Gdy templariusze stracili swoją ostatnią twierdzę w Ziemi Świętej, stali się jedynie bezużyteczną organizacją, która była zwolniona z podatków i nie odpowiadała przed nikim. W dodatku bardzo bogatą organizacją… Każdy wie, że Templariusze byli potęgą militarną, jednak pewnie nie wszyscy orientują się w innych domenach Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa (sic, ubogich!).
       Czy zdajecie sobie sprawę, że to oni zrewolucjonizowali system bankowy w Europie wprowadzając wiele współczesnych konceptów finansowych? Na przykład ich system kantorów rozciągających się od Londynu po Jerozolimę, który był w zasadzie pierwszym międzynarodowym bankiem."



W tym miejscu straciłam kapsel do obiektywu.
Spadł w przepaść wodospadu, miał godną śmierć.
A że w górach po ciała się nie schodzi, kiedyś ktoś oznaczy ten szlak
imieniem Kapselek.

      W północnej części doliny Tamina w kantonie St. Gallen w Szwajcarii, pomiędzy Valens, a przysiółkiem Bonadivis, ok.200 m wgłąb ziemi, istnieje ciasny jar o ok. 750 m długości i 70 m głębokości.
      A później spadł deszcz, mimo iż jednocześnie świeciło słońce. Szalone górskie pogody.



      "Bez wątpienia ich bogactwo, potęga i pycha stały kością w gardle wielu europejskich monarchów, przede wszystkim króla Francji Filipa IV Pięknego. Mając króla Francji i Papieża jako wrogów, Templariusze nie mieli zbyt wiele możliwości manewru. Co ciekawe jednak, atak na zakon nie był dla nich żadnym zaskoczeniem. Strategia Templexitu została bardzo pieczołowicie opracowana. Z 15 tysięcy rycerzy zakonu zaaresztowanych zostało tylko 3 tysiące. Gdzie podziała się reszta? Z dużą pewnością można prześledzić losy mniej więcej połowy z nich. Pozostali, jak również skarby zakonu rozpłynęły się w powietrzu. Czy aby tak się stało?"


Oto cel wyprawy.
      Ruszaliśmy z Bad Ragaz w wąwóz, w którego światło wnikało przez szczelinę wysoko nad naszymi głowami. Schodzi się do niego chyba milionem stopni zbudowanych z drewna schodów... dlatego podpowiem, że warto zaczynać wędrówkę właśnie od tej strony ;)



      Widzicie ten strumień w dole? Właściwości lecznicze wód Pfäfers zostały odkryte przez przypadek w 1240 roku. Mianowicie dokonał tego znany przyrodnik, lekarz i filozof Paracelsus, pierwszy lekarz w Bad Pfäfers. Napisał całą książkę o wpływie 36,5 stopni tej ciepłej wody.



      Dawniej bez tego ani rusz. W dzisiejszym świecie zaczęłam już też mieć potrzebę posiadania tego i zbroi płytowej - kuloodpornej. Albo się uzbroić, ale zniknąć gdzieś głęboko w górach. Albo jedno i drugie, byle mieć stały dostęp do jakiejś polskiej biblioteki i mogę sobie być taka zniknięta. Bo cholera, przestałam się czuć bezpiecznie.


      Za wyjątkiem schodów, droga była łatwa i przyjemna. W skali trudności od 1 do 10, powiedziałabym, że 1 albo średnie 2. Zaś jestem prawie pewna, że gdybyśmy szli od drugiej strony, mając wyjście z wąwozu nad głowami i schody w górę, całą wyprawę określiłabym znacznie wyższym stopniem.



Pół wiosennie, pół jesiennie jeszcze.


      "Jedna z najbardziej kontrowersyjnych teorii mówi o tym, że templariusze postanowili stworzyć państwo, którym mogliby rządzić z ukrycia.
      Jednym z najbardziej bijących po oczach dowodów, że Szwajcaria ma wiele wspólnego z Templariuszami jest jej flaga. Szwajcarski krzyż to dokładnie odwrócony kolorystycznie krzyż Templariuszy (jedna z jego wersji).

      Zerknijcie sobie teraz na flagę jednego z kantonów założycielskich Szwajcarii (zdj. po prawej), od którego kraj zyskał swoją nazwę – kantonu Schwyz. Jest to szwajcarski krzyż równoramienny, który znajduje się po lewej stronie flagi. Zwróćcie uwagę na to, że dokładnie w tym samym miejscu znajdował się emblemat krzyża na białym płaszczu zakonników – na lewym ramieniu, nieco powyżej serca.

      Flaga bojowa Szwajcarii to flaga Szwajcarii z mieczem owiniętym winoroślą wkomponowanym w krzyż. Czy nie przypomina Wam to czegoś? A symbol klucza, który znajduje się na flagach kilku kantonów?"





      Istnieje taka legenda o miedzianoskórej kobiecie, która wędrowała pomiędzy wymiarami. Czas się dla niej nie liczył, a żyła przez wieki i nic większej wartości dla niej od samego Boga - jej Stwórcy nie miało, oraz od miłości, którą obdarzyła na wiecznotrwałej swej drodze, jedną tylko osobę.
      Mówią, że kiedy ktoś nas pokocha, doznajemy łaski Pana, bo skoro zasłużyliśmy na prawdziwą miłość, to również zasłużyliśmy na zbawienie. A on, jej serca wybranek, przeszłość miał spowitą krwawymi mgłami wspomnień. Nigdy do końca pewien być nie może, czy zdołał już pośród ludzi odpokutować swe winy, ale jednego był pewien, że zmiany w życiu opłaciły się, a i żyć zamierzał, póki ona żyje, jego miedzianoskóra panna ze świata pomiędzy wymiarami ukrytego w niewiedzy ludzkiej, w nieznajomości i bezmiarze kłamstw, jakimi świat ów człowieczy, na wszystkich płaszczyznach czasu i przestrzeni był karmiony.
      Sęk w tym, że iż egzotycznie urodziwą panną była, jej moc podróży między-wymiarowej nie brał się znikąd. Jej pełna przygód egzystencja szła na chwałę Bogu. Była Jego żołnierzem, choć szatańską wysłanniczką, ale z mocą pańską niosła pomoc uciśnionym. Tam gdzie już człek nic nie poradził, tam zjawiała się ona. Ale że ludzkość ją pod swą naturalną postacią przeklęła, gdyż nieprawdy się opowiadało o takich jak ona, to w postaci ludzkiej - najwygodniejszej wędrowała po ziemiach wszystkich wymiarów, w których Bóg pomieścił swoje dzieci.
      Co miłość złączyła, a Bóg pobłogosławił, niechaj nic nie rozdziela. Piękna para pozostała na zawsze razem, pomimo upływającego czasu, a i rozłąk koniecznych w ich wiecznotrwałym życiu i szelmowskiej od czasu do czasu, hulaszczej doczesności, wciąż pomimo złej reputacji, czynili dobro. Gdy osobno byli, śnili o sobie lub ślini razem, połączeni niewidzialną nicią, której żadne lata w proch nie obrócą.
      Dziś znów się szukają po światach, krajach, bytach i niebytach. Dziś znów zstąpił na Ziemię diabeł i diablica.
 


       Niestety byliśmy kilka dni za wcześnie, obiekt był zamknięty, a tajemne przejście wód leczniczych zabezpieczone, aby żaden nierozważny turysta nie wszedł w skalny przesmyk bez asekuracji popełnić samobójstwo w poszukiwaniu Pocemonów.
      Do nadrobienia. Udaje nam się selektywnie nadrabiać zaległości, ostatnio nawet jeden z planów został pozytywnie zrealizowany, a i kolejny jest do zrealizowania za niedługo. Systematyczność realizacji wędrówek to wspaniały urozmaiczacz życia, który prowadzi przez przełęcz ku wolności ;)




      A tak prezentowała się sytuacja w dawnych czasach:





Zdjęcie wnętrza powstało mimochodem.
      "Weźmy pod uwagę, że przed 1291 tereny obecnej Szwajcarii były niejednorodne językowo, religijnie, nawet nie panowała tam jedna dynastia. Nikt nie przypuszczał, że kilka chudopacholskich rodzin z niewielkich miasteczek i słabo zaludnionych alpejskich dolin, może tak zatrząść historią Europy."

      Do tego jaru można dostać się stopniem zerowym ze skali trudności. Ale to kosztuje:



      "Kto jednak potrafi wytłumaczyć, dlaczego nagle i niespodziewanie górski kraj pastuchów i wieśniaków stał się w Średniowieczu źródłem najlepszych najemników znanych ze swojej odwagi i wierności?
      Oficjalne źródła podają, że powodem tego była olbrzymia bieda i przeludnienie alpejskich wiosek. Każdy jednak średnio inteligentny dzieciak pojmie, że w tym rozumowaniu leży zasadniczy feler. Gdzie w XIV wieku nie było biedy i dwunastu dzieciaków do wykarmienia?"




      "Najbardziej znana i jednocześnie tajemnicza bitwa, która wsławiła szwajcarskie wojsko to bitwa pod Morgarten z 1315 roku, kiedy półtora tysięczna grupa górali zaatakowała i zwyciężyła 9-tysięczną armię Leopolda I. Po stronie Habsburgów poległo około 2 tysiące rycerzy; Szwajcarzy mieli stracić zaledwie 12 ludzi. Legendy mówią o tajemniczych mężczyznach w białych płaszczach, którzy ponoć mieli pomagać góralom…
      Dyskrecja, odwaga, tolerancja religijna i neutralność – poczekajcie, mówimy o Szwajcarach, czy Templariuszach? No właśnie!"



      A tu już powolutku wyłazimy spod cieni, robi się coraz goręcej, atmosfera zmienia się z wilgotnej na suchą/drażniącą. Ale nadal jest ładnie, choć osobiście wolę kamienie dziury i przeciągi.
      Zdradzę Wam szybciutko, że niedawno miałam okazję przy okazji innej wycieczki, postać trochę w jaskini, do której wlatują sobie nietoperze od czasu do czasu, jak turyści nie włażą. Czułam się idealnie, wprost proporcjonalnie do otoczenia i kompatybilna z temperaturą przede wszystkim. Już zaczęłam planować gdzie wstawić łóżko, póki przewodnik zdecydowanie nie oświadczył, że to koniec wycieczki...
      Cóż, przynajmniej mogłam wynieść kilka kamieni stamtąd. Z tym tylko, że na pytanie co to za kamień, usłyszałam keine Ahnung. W sumie mam już dwa różne zielone kamienie, których keine Ahnung co to za jedne. Do tego jeszcze jeden czarny, który vielleicht jest kwarcem oraz jeden kryształ górski, nie do pomylenia z żadnym innym.
      W tym wąwozie można było co najwyżej dostać kamieniem w łeb i to nawet nie półszlachetnym, albo się utopić jeśli ktoś próbował w tym ostrym, lodowatym nurcie dreptać ryzykując szok termiczny.
      Jestem teraz nawet w temacie, bo w mojej książce akuratnie król Rzeczpospolitej polazł przez wąwóz w górach polskich i napotkał legion Szwedów, ale im się takie kamyki na łby starabaniły i jestem w momencie idealnej opisowej takiego wypadku.




      "Również mocne strony kraju dziwnym sposobem pokrywają się z domenami, w których wiedli prym Templariusze. Współczesna Szwajcaria została zbudowana na bankowości, przemyśle farmaceutycznym i inżynierii.
      O związkach Templariuszy z bankami i biznesem już wspominałam. Owiane legendą natomiast są związki zakonników z alchemią, która przecież dała podwaliny współczesnej farmaceutyki. Nie ma w zasadzie wiarygodnych źródeł, które mówią o sukcesach Templariuszy w tej dziedzinie, natomiast całe mnóstwo frapujących teorii, że to właśnie dzięki temu zakon osiągnął taki sukces finansowy."




A tu nam się jakieś paprochy sypnęły na głowy.
      "Do dnia dzisiejszego Templariusze wzbudzają wiele emocji. Czy Szwajcaria faktycznie została założona przez Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa? Prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiemy.
      Jeśli nie została, nigdy nie zostaną znalezione materiały na ten temat. Natomiast jeśli została, nigdy nie zostaną znalezione materiały na ten temat… W końcu Templariusze są dyskretni… tak jak Szwajcarzy…"





      Bursztynowa Komnata wcale nie zaginęła, a tajemniczy skarb templariuszy ukryto w Chwarszczanach - głoszą plotki. ;)
      Nie jest natomiast tajemnicą, że rabowanie dzieł i skarbów polskiej kultury, zwłaszcza podczas wojny, było domeną hitlerowców. W pośpiechu i strachu przed radziecką ofensywą, naziści zdołali ukryć część skarbów. Resztę rozgrabili nacierający Rosjanie. Wielokrotnie wskazywały na to raporty i sprawozdania rewindykacyjne z 1945 r. dotyczące transportów z Królewca czy Dolnego Śląska. Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, co dokładnie ukryli hitlerowcy, a co udało się odnaleźć i zagrabić wojakom Armii Czerwonej.
      Wieść niesie, że na Jasnej Górze ukryto obraz: "Poczet Królów Polskich", czyli naszą całą historię sprzed Mieszka I. Pytanie - dlaczego to zatajono?
      Teraz nas z niczego nie ograbią, bo teoretycznie najcenniejsze dzieła nie istnieją, części dzieł sztuki historycznej pilnuje książę Liechtensteinu, a inne dzieła przecież możemy oddać dobrowolnie ;]





      A teraz inny punkt zaczepienia: Drugim śladem wskazującym na ukrycie albo chociaż przewiezienie skarbu do Marchii Brandenburskiej miałoby być łagodne traktowanie tutejszych templariuszy, którzy po rozwiązaniu własnego zakonu mieli wstąpić do joannitów. Zakon był doskonale znany z umiejętnego przeprowadzania melioracji, między innymi w Paryżu. Stąd domysły, że pod zabytkową kaplicą, na głębokości kilku bądź kilkunastu metrów mogą znajdować się korytarze kryjące niejedną tajemnicę.
      Ich legendarny skarb, który rzekomo pozostawili po sobie, od wieków pobudza wyobraźnię zarówno historyków jak i poszukiwaczy skarbów. A może wciąż źle szukają?







      W głowę można było także dostać drzewem. Tutaj mamy przykład wpitego na sztorc pnia, który o nic się nie opiera. Wbity niczym pal u Vlada Palownika, bardzo profesjonalnie, nie miał szans się przewrócić.



      "Szwajcaria – jeden z najstabilniejszych ekonomicznie krajów na świecie, głównie z powodu odmowy wstąpienia do Unii Europejskiej, przygotowuje się na wypadek wybuchu poważnych niepokojów społecznych w Europie centralnej. Szwajcaria obawia się że zamieszki mogą rozlać się poza granicę sąsiednich krajów i przygotowuje swoich żołnierzy na wypadek potencjalnego chaosu.
      Szwajcaria posiada 200.000 żołnierzy zawodowych, co jest ogromną liczbą jeśli weźmiemy pod uwagę niewielką populację całego narodu. Wszyscy mężczyźni w wieku poborowym są zobowiązani do odbycia podstawowego szkolenia wojskowego, co oznacza że w przypadku kryzysu kraj ten może pozwolić sobie na powołanie ogromnych sił porządkowych. Wielu historyków zwraca na to uwagę przy próbach wyjaśnienia dlaczego Hitler odmówił przeprowadzenia inwazji na Szwajcarię podczas II wojny światowej, pomimo tego że była otoczona krajami okupowanymi przez nazistów."

- radtrap.wordpress.com






      "Można marudzić, że trawa za zielona, a szczyty kiczowato obsypane śniegiem. No i jeszcze te szczęśliwe krowy wchodzące w kadr! A jednak szwajcarskie krajobrazy są jednymi z najbardziej magnetycznych na świecie, a świadczy o tym chociażby to, że kręcą tu filmowcy z Bollywood, a oni landszafty muszą mieć naprawdę zjawiskowe.
      Mamy spore góry, czyste jeziora, średniowieczne miasta. Domy z czerwoną dachówką, fontanny, kościoły."

- national-geographic.pl




      Doświadczenie mówi mi, że im coś trudniej jest dostępne, tym ciekawsze dzieło stworzenia ukrywa. Teza potwierdzała się w Grecji, w Polsce i teraz tutaj. Poza tym trudno dostępność gwarantuje ciszę i rzadkość spotykanych ludzi.
      Dlatego zaczęłam cenić sobie dwutysięczniki, na których w pewnych zakamarkach, jak się nieco zejdzie z wyznaczonego szlaku, stają się doskonałymi miejscami na chwilę ważnych przemyśleń bądź modlitw czy medytacji, czyli chwil, kiedy naprawdę chcemy pobyć sami i spojrzeć na nasze życie z góry. Dosłownie i w przenośni.




      Końcówka wyprawy, czyli zaczyna pojawiać się cywilizacja. Moja druidzka natura była w pełni usatysfakcjonowana tą wyprawą. Zaś moja średniowieczno-cywilizacyjna pasja, jeszcze raz zostanie nakarmiona wspaniała historią, o czym opowiem następnym razem. ;)




~~~~~~~~~~~~
Serdeczne życzenia dla wszystkich wędrowców z okazji święta włóczykija. Niech Wam szlaki sprzyjają zawsze sprzyjają, kontuzje nie istnieją, a zdrowie i pogoda zawsze dopisują!