środa, 29 czerwca 2016

Praga. Na tropie diabła.

Znamení svírá ve svých očích
Znamení které mění svět

Přicházejí ve tvých snech
Letopisy záhadám, přičarují starý lesk
Rozvaliny města zvou, na pahorcích svatý kříž
Poezie verše má, ponořené do tmy víc

A říše temnot se otevřou
A navrátí se Vampyréza
Capricornus agnus Dei

Mystery Ana v zajetí hlasů
Vampiressa

Vítej v dobách utopie, gotiky a snů

- czeski zespół XIII. Století. [zlepek piosenek]

Przebłysk w oczach
Przebłysk, który zmienia wizje świata

Pojawiają się w twoich snach
Stare kroniki i ich tajemnice, ożywią dawną magię
Ruiny miasta wzywają, na wzgórzach święty krzyż
Wersy poezji, zanurzone w mroku bez reszty

W krainie ciemności otworzą się bramy
I powróci Vampiressa,
Capricornus Agnus Dei

Mystery Ana w niewoli głosu,
Vampiressa

Witaj w czasach utopi, gotyku i snów


[tłum.: tekstowo pl]

      Gdzieś kiedyś w życiu, mimo iż rówieśnicy garnęli się do tego co lepsze i droższe, przeniosłam swoją uwagę z dala od rzeczy materialnych. Inwestuję swoją siłę i bogactwo serca w relacje z ludźmi. Będąc szczeniakiem, wyobrażałam sobie dorosłość jako możliwość życia dostatecznego, tj godnego i zadowalająco. I udało mi się w tym kierunku podążać.
      Wg wspólnego określenia ludzkich przekonań i oczekiwań żyję jak jakiś banita, tkwiąc w tej wielkiej, zbiorowej podświadomości jako ciężki przypadek. Tymczasem wychowawszy się w jednym z większych polskich miast, wcale nie ciągnęło mnie, aby iść za jego falą konsumpcji. (Nie powiem, że nigdy, bo młodość jest głupia i infantylna.) Na pomyślność trzeba inaczej zapracować, zbawienia też nie da się kupić.
      I nie cierpię gdy ktoś mnie chce przerobić na swój wzór, przekonać. Staram się nie unosić, choć w środku tak naprawdę jestem wściekła i już niemalże staje w płomieniach... Nie lubię tego poczucia wyższości ludzi, którzy mają coś, wychwalają to i próbują nakłonić, by iść w ich ślady, kiedy mnie zupełnie dana rzecz nie interesuje.
      Niech będą jacy są i mają co mają, to jest ich sprawa. A moją sprawą jest, aby nade wszystko nadal odnosić się do nich życzliwie i pokazać, że ja jestem w swoim życiu zadowolona. Problem w tym, że mi nie wierzą i interpretują jako biedę, a nie wolny styl życia. ;]
      Otóż powiem krótko: nienawidzę materialistów. Jestem przeciwieństwem tego pana, którego od ostatniej notatki skrzętnie śledzę krok po kroku, a jak wiadomo, przeciwieństwa się przyciągają toteż moje diaboliczne zainteresowanie stwórcą konsumpcjonizmu, jak dotąd wychodzi mi na dobre, bo jeszcze bardziej utwierdzam się w fakcie, że jednak idę słuszną drogą i jak najbardziej chcę trzymać się  z dala od jego ziemskich dzieł.


      "Usłyszałem od nich wszystko i zrozumiałem to, co zobaczyłem, choć przeznaczone to jest nie temu pokoleniu, lecz pokoleniom dalekim, które dopiero nadejdą."


- Frag. z dość kontrowersyjnej księgi,
mówi o zgładzeniu świata materialnego.
Kiedyś o tym opowiem, bo na pewno
chcę wrócić do tego tematu.

poprzednie wieści z Pragi TUTAJ.
      Następnego dnia już w mniejszym gronie, udaliśmy się na wędrówkę po dalszej części miasta. Łoskot i gwar jaki robili turyści, przestał mi przeszkadzać. Choć lubię ciszę, wielkie miasta rządzą się zupełnie innymi prawami. Trzeba spojrzeć na "betoniaki" innym okiem. Ściągają do siebie swą historią, tajemnicami i niesamowitymi legendami, o których dziś też coś niecoś przeczytacie. Podążam dalej tropem Lucka i jak się i dla Was okaże, wcale nie błędnym tropem.
      Nim wyrwaliśmy się do najbardziej okazałych terenów Pragi, podróż tramwajem i kluczenie pomiędzy kamieniczkami z zadartą głową przyniosło sporo zdjęć.





      Wzgórze Vyšehrad, na którym mieści się jedna z największych atrakcji turystycznych Pragi – Zamek Wyszehradzki. Sama nazwa Vyšehrad oznacza „wysoki zamek/gród”.
      Obok średniowieczna studnia i punkt widokowy oraz niedaleko Łaźnia Libiuszy.








      Istnieje podanie na temat bliżej nieokreślonej ruiny na środku skalnego cypla w Skale Wyszahradzkiej. Podobno jest to właśnie Łaźnia Libiuszy, w której kąpała się księżna ze swymi kochankami. Gdy miała któregoś dosyć strącała go do rzeki.
      Podanie zostało usunięte z cyklu podań Wyszehradzkich, kłóciło się bowiem z popularyzowanym mitem narodowym. Libiusza była przecież narodową wieszczką, a nie pogańską czarodziejką... Czyżby?

W tle ów tajemniczy obiekt.
Mury legendarnego obiektu.
      Legenda mówi, że gród powstał za panowania czeskiego władcy Kroka, którego córka Libusza wyśniła sobie powstanie nowego państwa Praha. Historia pokazała, że Zamek Wyszehradzki stał się drugą najważniejszą siedzibą czeskich władców w X wieku, obok Hradczan. Na zamku swoją główną siedzibę miał Wratysław II.
      Aby dotrzeć do zamku, należy przejść jedną z bram – Bramę Tabor, Bramę Leopolda, Bramę Špička lub Cihelną.

Cihelná Brana (ceglana brama)
      Jest to najmłodsza brama na tyn terenie, pochodzi z lat czterdziestych XIX w. W bramie znajduje się wejście do Kazamat, są to sklepione pomieszczenia pod fortyfikacjami. Znajduje się tam podziemna sala Gorlice, a w niej schowane są oryginalne, różowe posągi z Mostu Karola, o których pisałam ostatnim razem.

Kliknij aby powiększyć.
      Zamek otoczony jest bogatym w posągi z piaskowca Parkiem Wyszehradzkim gdzie stoi tzw. "Diabelski Słup". Skąd się wziął? Legenda głosi, że pewien ksiądz założył się z diabłem o własną duszę, że szybciej odprawi mszę, niż diabeł przeniesie kolumnę z bazyliki św. Piotra i Pawła w Rzymie. Zwycięstwo odniósłby diabeł gdyby nie interwencja św. Piotra, który strącił go trzykrotnie wraz z kolumną do morza. Diabeł przybył do Wyszehradu w chwili gdy ksiądz kończył mszę i ze złością cisnął kolumnę w ziemię. W stropie powstała dziura, której nie dało się zamurować.

źródło: internet
Nawet gdybym tamtędy spacerowała, przeszłabym obok nieświadoma tego, że to mroczny relikt O_o'
      Legenda ta znalazła potwierdzenie u wiarygodnego świadka. Sekretarz konsystorza praskiego otrzymał list z Rzymu od znajomego księdza egzorcysty, który leczył opętanego Szwajcara, Jakuba Zimmermanna. (zapamiętajcie to nazwisko, przyda się pod koniec posta) Wypędził z niego kilku diabłów, a jeden z nich przedstawił Lucyfer. Zdążył on, podczas obrządku, opowiedzieć po niemiecku o tym jak przeniósł ową kolumnę z Rzymu na Wyszehrad.
      Cesarz Józef II kazał usunąć odłamki kolumny z kościoła.


      Ów park graniczy z nekropolią, na której spoczął m.in. Vaclav Havel, prezydent Czech. Na wzgórzu znajdują się też dwa najstarsze obiekty Vyšehradu – rotunda św. Marcina oraz kościół św. Piotra i Pawła.



      Został wzniesiony na fundamentach XI - wiecznej bazyliki romańskiej w stylu gotyckim, renesansowym i barokowym (przez liczne przebudowy), by ostatecznie w latach XX wieku, otrzymać wygląd neogotycki.
      Wisiał tu kiedyś obraz zreprodukowany na kapitulnej pieczęci. Obraz przedstawiał m.in. Św. Piotra smagającego kańczugiem po obnażonych plecach króla Fryderyka z dynastii Przemyślidów. Była to kara za przywłaszczenie wsi należącej do kapituły. Ponoć wtedy właśnie, nocą zjawił się Św. Piotr i własnoręcznie wymierzył mu karę.


Zdjęcie robione przez szybkę. Kościół był niedostępny dla zwiedzających.

      Cmentarz Wyszechradzki to prawdziwa perełka. Śliczne, neorenesansowe krużganki z mozaikami w sklepieniach oraz tzw. Slavin z napisem "Chociaż umarli, wciąż mówią", jest to grobowiec narodowy najbardziej zasłużonych Czechów.
      Oto bardzo zindywidualizowana retrospekcja. W moim przypadku to już Taphophilia, osnuta na przeżywaniu tejże, a widziana przez większość ludzi zdecydowanie w negatywie, bo przecież doświadczanie czegoś przez umieranie, utratę i labirynt utracenia, ma z kolei dla mnie swój terapeutyczny klimat. Taphophilia nie jest niczym złym, jest po prostu nierozumiana.
      Ale przyznajcie sami, że te monumentalne posągi, szczególnie te anielskie, robią niesamowite wrażenie.





















Slavin.


      A teraz w tramwaj, oczywiście nadal bacznie przyglądając się uliczkom i ich zabudowie, po czym następny przystanek: dzielnica z okazałymi pałacami, kamienicami i oczywiście Zamkiem Królewskim.
      Praga nie jest stworzona do tego, aby poruszać się po niej samochodem. Wolne miejsce parkingowe to rzadkość, a i szkoda by było nie zobaczyć diabelskich płaskorzeźb.
      Można też udać się do hali starego dworca i stamtąd jeszcze szybciej przecinać miasto, co usprawnia znacznie zwiedzanie gdy czas mamy nieco bardziej ograniczony.
      Metrem można podróżować dzięki tym samym biletom, które zakupimy na tramwaj. Można je nabyć w kioskach i automatach, które znajdują się na większości przystanków. Opłaca się też zakup biletu dobowego, a koszt takiej wygody kosztuje 120 Koron.
      Ważna sprawa dla podróżujących samodzielnie: taksówkarze z postoju, zwłaszcza dworcowego, nieprawdopodobnie oszukują. Najbezpieczniej zamówić taxi przez komórkę, wysyłając SMS. W SMSie zwrotnym otrzymujemy informacje jaki samochód i za ile minut po nas przyjedzie. Jest to wygodniejsze, szczególnie jeśli obawiamy się zadzwonić po taxi z powodu słabej znajomości języka. KLIKNIJ po szczegóły.

      Wszystkie miejsca topowe można zwiedzić, trzymając w ręku jakikolwiek przewodnik po Pradze, ale nie da się tego zrobić w dwa dni.
      Zachęcam od samego początku mojego czeskiego cyklu, aby skupić się na XX-wiecznej czeskiej architekturze, ponieważ przewodniki zajmują się nią najrzadziej, a naprawdę jest czym się zachwycić.




Kolejne diable główki.



      Nad ogrodem dominuje (przylegająca do pałacu) piękna loggia Sala Terrena z 1672 roku, którą tworzą trzy monumentalne łuki arkadowe, z przedstawieniem wojny trojańskiej wewnątrz.









      Imitacja nacieków w sztucznej grocie w ogrodach Wallensteina. Dla tych z dobrym wzrokiem, kryje kilka niespodzianek.





      I sowy. Dobra sowa, to wolna sowa ale cóż... Sowy w klatkach składają się z łapek, głowy i oczu pełnych pogardy. Generalnie sowa to sowa.



      Spacer po ogrodach zaowocował jeszcze jednym ornitologicznym spotkaniem. Pośród posągów, które ewidentnie wskazywały na to, iż ich pierwotny właściciel miał bzika na tle Rzymian, spacerowały pawie.
      Niestety remont elewacji psuł efekt niektórych zdjęć. Mam swoisty model pecha, że zawsze jak gdzieś jadę w celach turystycznych, pożądany obiekt lub miejsce, są w budowie. Dotyczy to również gór... serio. Udowodnię Wam któregoś razu, że to prawda, ale nie prędko, ponieważ mam bardzo duże zaległości fotoreportażowe.

      "Wiersz Jonasza Kofty zawiera upomnienie dla wszystkich ludzi: „Pamiętajcie o ogrodach”, które dotyczy związku człowieka z przyrodą. Podmiot liryczny przypomina biblijny ogród, z którego wyszedł człowiek, dlatego wskazuje na znaczenie drzew, liści, kwiatów i traw w ludzkim życiu. Zwraca uwagę, że w XX wieku, wieku betonu i schronów, prawdziwym schronieniem może być tylko natura. Człowiek powinien więc do niej powracać i jak poeta, zauważać jej piękno, rozkoszować się i uspokajać „nicią pajęczą, zapachem bzu... świeżością rzewną”."
- polski.opracowania.pl ktoś napisał bardzo dobrą recenzję :)





Kliknij aby powiększyć.





      A teraz zmykamy z ogrodów aby znów nacieszyć się urokliwymi, praskimi uliczkami. Czy zgodzicie się ze mną, że lato, dzień, silne słońce i nieznośne tłumy turystów odbierają dużym miastom swoistą metafizykę?
      W przerwie między jednym, a drugim, pięknym zakątkiem, zatrzymaliśmy się na kawie. Przyznam, że zatęskniłam za małymi kawiarenkami, w których można podywagować na rozmaite tematy, albo po prostu odetchnąć z ulgą w cieniu, ponieważ ten dzień był wyjątkowo upalny w przeciwieństwie do poprzedniego, gdy deszcz naprawdę miło orzeźwiał. Poza tym lubię widok mokrego bruku, który przecież ożywia tak naprawdę wiele kolorów. Trzeba tylko spojrzeć na dżdżyste dni z nieco przychylniejszej perspektywy.



      Obserwowaliśmy wizerunki diabła w starych płaskorzeźbach, na murach niektórych budynków, poznaliśmy kilka diablich legend, a czy wiecie, że to właśnie w Czechach powstał największy istniejący średniowieczny manuskrypt na świecie? To Codex Gigas czyli Wielki Kodeks.
      Przekazuje tekst Starego i Nowego Testamentu oraz szereg pozabiblijnych dodatków, wśród nich dzieła Józefa Flawiusza, Kronikę Czechów Kosmasa oraz traktaty medyczne. Kodeks słynie z dwóch rzeczy: uchodzi za największy rękopis w Europie oraz posiada wizerunek diabła, któremu poświęconą całą stronę. Ze względu na wizerunek diabła kodeks jest również znany jako „Biblia Diabła” lub „Diabelska Biblia”.

      Księga mierzy 91 cm wysokości, 50 cm szerokości i 22 cm grubości, waży aż 75 kg. Początkowo zawierała 320 welinowych kart, jednakże osiem z nich zostało później usuniętych. Nie wiadomo, kto i w jakim celu usunął brakujące strony.
      Kodeks zawiera całą Biblię (Stary i Nowy Testament) w łacińskim przekładzie Wulgaty.

      Wulgata jest to przekład Biblii z hebrajskiego i greki na łacinę. Spotkał się on już z moją krytyką na łamach tego bloga, a i znalazłam także naukową jego ocenę, w której zarzucano odejście od tekstu. Wulgata bowiem, szybko uległa skażeniu, okazało się, że żadne z tłumaczeń nie było bliskie oryginałowi, a jednak to Wulgata jest w naszych domach.

      Powróćmy jednak do Diabelskiej Biblii. Wśród cennej zawartości księgi, najcenniejszym dziełem jest Kronika Kosmasa z Pragi, która uchodzi za najwierniejszą i najstarszą kopię tego dzieła.
      Kolejność ksiąg biblijnych jest zwykła, ale w Nowym Testamencie zachodzi nietypowa kolejność:      po Dziejach Apostolskich zostały umieszczone Listy powszechne, po których następuje Apokalipsa, a następnie Listy Pawła, wśród których znajduje się apokryficzny List do Laodycejczyków.

      Strona 290 zawiera unikatowy obrazek diabła wysoki na 50 cm (pozostała część karty jest pusta). Do kilku stron przed rysunkiem weliny są poczernione, mają bardzo mroczny charakter i różnią się nieco od reszty manuskryptu. Badacze mówią, że to przez światło słoneczne. Musiała być nie raz wertowana poza bezpiecznymi murami.
      Co ciekawsze, księga zawiera wiele zaklęć podobnych do rytuałów egzorcystycznych.

źródło: internet
      Charakter pisma jest jednorodny i wskazuje, że kodeks sporządzony został przez jednego skrybę. Kodeks sprawia wrażenie, jakby natura skryby pozostała niezmieniona w czasie. Co to znaczy? Nie widać śladów jego starzenia się, chorób czy zmian nastrojów, które to powinny towarzyszyć mu podczas pisania, a szacuję się, że winien pracować nad rękopisem ok 30 lat. To mogło stać się przyczyną wierzeń, iż cała księga została napisana w jedną noc.
      Zgodnie z legendą, skryba był mnichem, który złamał regułę zakonną i został skazany na zamurowanie żywcem. By uniknąć wykonania tej surowej kary, obiecał, że stworzy na wieczną chwałę klasztoru księgę zawierającą całą ludzką wiedzę w ciągu jednej nocy.
      Blisko północy zdał sobie sprawę, że nie zdąży samodzielnie ukończyć tego zadania, więc sprzedał duszę diabłu w zamian za pomoc.
      Diabeł dokończył manuskrypt w ciągu jednej nocy, a mnich dodał obrazek diabła z wdzięczności za jego pomoc.

A teraz, Sherlocku, rozwikłajmy te tajemnicę.
Jak prawi o tym historia i nauka?

      Dzieje Apostolskie i Apokalipsa wykazują wielką zgodność z cytatami bp Lucyfera z Cagliari. Są to noty marginalne, starsze od tekstu Wulgaty. Według Metzgera, tekst Dziejów jest bardziej starożytny niż Apokalipsy...

      Lucyfer z Cagliari był biskupem Cagliari na Sardynii od ok. 353 roku. Bronił stanowczo biskupa Atanazego, za co został skazany na wygnanie. Przebywając wówczas w Tebach. pisał pamflety, a te słyną z treści satyrycznych, na ogół ośmieszających. Kierowane były oczywiście do cesarza, który go wygnał.
      Dodam jeszcze, że z punktu widzenia biskupa Atanazego, chrześcijanie adorowali stworzenie, czyli popełniali bałwochwalstwo. Warto o nim poczytać, myślę, że obydwaj, Anatazy i Lucyfer, próbowali wyjaśnić, że Chrześcijanie popełniali masę błędów, co robią z resztą do dziś. Na szczęście w dzisiejszym świecie za taką tezę nie grozi banicja, toteż nie raz o tym otwarcie pisałam.

     Kolejny cesarz Rzymu, Julian Apostata, (chyba nie muszę wyjaśniać, co to jest Apostazja?) odwołał banicję Lucyfera. Julian Apostata dążył do osłabienia i wyrugowania chrześcijaństwa z ziem rzymskich.
      W Edykcie o tolerancji przywrócił z wygnania biskupów chrześcijańskich uznanych przez resztę Chrześcijan za heretyków, uznając takie traktowanie za nieprawe i niehumanitarne. Co racja to racja... ;]
     Cesarz jednak zauważył, że wysiedlenie tej religii ze swoich ziem mija się ze znacznie owocniejszym celem. Julian marząc o przywróceniu tradycyjnej religii skupionej wokół Boga Jowisza, obrazowanego jako światło na nieboskłonie (wizerunek słońca, często spotykany w głównych ołtarzach) od tego momentu postarał się wprowadzić z religii rzymskiej takie elementy do Chrześcijaństwa, które miały ją nie tylko upodobnić do wyznania rzymskiego, ale i uatrakcyjnić oraz wzmocnić, np.:
 - wprowadzenie hierarchii kapłanów ze stojącym na jej czele cesarzem jako najwyższym kapłanem (Pontifex Maximus) i podległymi mu arcykapłanami sprawującymi zwierzchność nad kapłanami kultów pogańskich;
- umasowienie obrzędów czyli nabożeństwa.
      I tak jest po dziś dzień. Wszak wcześniej nie było wśród Chrześcijan ważnych i ważniejszych, z resztą sama ideologia Chrześcijaństwa zakłada, iż wszyscy jesteśmy sobie równi. Apostata to zmienił.

      Ponad to, czy pismo przedstawia nakaz czczenia Matki Niebios? Otóż nie, za to wskazuje wyraźnie, iż Bóg się zezłościł, gdy ludzie postawili Stellę Matce Niebios, modląc się do gwiazd. Są to staro pogańskie praktyki, ale Matka Boska jest przecież w Kościele do dziś i nadal robimy dla niej posążki, medaliki i obrazki. Wygląda na to, że dzięki Apostacie, ludzkość powróciła do dawnych kultów. A teraz, żeby nie było, że szerzę herezje, to sami sobie odpowiedzcie na pytanie po przeczytaniu tego krótkiego tekstu: kto wykreował Kościół Rzymskokatolicki?

Widok z kawiarenki.

Podobno jak się mu pogłaszcze, to daje niebywałą płodność. Nie głaskałam. ;]



      A teraz zbliżamy się do konstrukcji na tyle dziwnej, że aż poświęcę temu osobną notatkę. Od czasów zwiedzana szwajcarskiego Chur, nie widziałam bardziej diabolicznego... ale to naprawdę diabolicznego... zabytkowego kościoła... Ten czas nadszedł. C.D.N.


      A teraz skupcie się. Pisałam wyżej o opętanym Jakubie Zimmermannie, Szwajcarze. Możecie poszukać w internecie, a znajdziecie pewną kobietę o tym samym nazwisku, która została spalona na stosie za praktyki magiczne.
      Pisałam w poprzedniej notatce o Antropozofii. Ten termin był używany już we wczesnej nowożytności, w dziele przypisywanym ezoterykowi i neoplatonikowi, który jest utożsamiany z Faustem.
      Istnieje dzieło pod tytułem "Antropozofia", którą napisał filozof niemieckojęzyczny Robert von Zimmermann... urodzony w Pradze.
      W głównej siedzibie Antropozofów znajduje się sala wykładowa, doskonała do odgrywania także spektakli teatralnych. Czasem wystawiają tam "Fausta"... dowcipnisie.

      Kościół Rzymskokatolicki wymyślił koś bardzo mądry ponieważ nic nie daje takiej władzy jak wiara. Człowiek uduchowiony uchwyci się wszystkiego, co jest niezrozumiałe i większe od niego. Od zarania dziejów mamy potrzebę religii, to dla nas naturalne, ale nie zawsze dobre. Wpływ na to ma kultura w jakiej się urodzimy, rzadko wybieramy najwiarygodniejszą naszym zdaniem religię, bo "tą jedną" wyznawała nasza babka, albo "ta konkretna" jest religią narodową.
      My nie do końca rozumiemy prawa rządzące tym światem. Kiedyś ludzie składali ofiary duszkom, by nie zakwaszały mleka i wydawać by się mogło, że to zabobonna przeszłość, lecz wiara w Boga, jego Miłość, nie skupia się wyłącznie na pójściu za stadem. To coś znacznie więcej, to elementarna wiedza jaką powinniśmy mieć jako dzieci boże. Jedak mimo braków w wiedzy, niektórzy wciąż podnoszą głowę nieco za wysoko.
      Większości z nas po prostu jest ciężko dopuścić do świadomości to, iż ktoś za sprawą religii, może mieć władzę nad światem. Kościół ustanowił Jezus, a nie przypominam sobie, by jeździł złotą karetą zaprzężoną w liczne konie, ani by nosił złoto, czy udawał się na zakupy tylko w lektyce.

      Nauki Chrystusa uważam bardziej jako właśnie nauki niż religię. Sąd który nadejdzie, położy na szali nasze uczynki, myśli i serce. On nie będzie ważył naszego skarbczyka ani nie będzie przeliczał na procenty, naszej częstotliwości chodzenia do konfesjonału.

      Napisałam na początku, że dorosłość kojarzyłam z możliwością życia dostatecznego, tj godnego i zadowalająco. Co przez to rozumiem? Że nie zależy mi na wygodach jakie daje nam wiele przedmiotów, bez których tak naprawdę można się obyć i wcale nie kosztem innych spraw. Życie to nie zazdrość sąsiada o piękny ogród czy prestiż z powodu wielkiej kariery albo wycieczki na Karaiby. To radość czerpana z życia, to możliwość wędrowania po całym świecie, to ciepło rodzinne, wzajemna akceptacja i robienie tego, do czego czujemy wewnętrzne powołanie.
      Tego nie da nam samochód czy nowy telewizor. To jest własne nastawienie, o którym już tak wiele artykułów napisałam. To styl życia, do którego zawsze będę zachęcać.
      Pamiętajcie, że nie ma rzeczy niemożliwych, a marzenia są po to, aby je spełniać. Można iść żeby się potknąć, ale można też "bezpiecznie" stać w miejscu, co wolicie?
      Rozwijajcie się, uczcie nowych rzeczy i kreujcie sami Wasze własne, wspaniałe życie, bo na pewno najwspanialsze dni są jeszcze przed Wami!

_______________________________________
ŹRÓDEŁKA:
- prawiewszystkoopradze.blogspot.com
- mariuszszczygiel.com.pl
- pl.wikipedia.org
- apokryfy


      Jak widzicie, Praga przyniosła mi wiele zachwytu, oddechu od codzienności, a także otworzyła gigantyczną furtę na tematy, które od dawien dawna istnieją w ramach moich największych zainteresowań.
      Liczę się z nikczemnością niektórych komentarzy, bo pod takimi słowami i sugestiami można się ich spodziewać, ale pamiętajcie, że one tak naprawdę niosą za sobą jawne przesłanie o nietolerancji i braku otwartości na zwykłe proste rozmowy. Każdy ma prawo do wyrażenia własnego zdania i przekonań. Nikt nie ma prawa narzucać swojego zdania i przekonań!! Rozmawiajmy, dzielmy się, nie kłóćmy.


C.D. praskich opowieści TUTAJ.

2 komentarze:

  1. Witaj Hexe.
    Wczera byla nedzela, na Pankracu ja stala...
    I kolejna super wedrowka po Pradze.
    Zdjęcia super. Jestem pod wrażeniem architektury i tego portalu...
    To se ne vrati...
    Pozdrawiam serdecznie.
    Na zdar - Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie :) Prawda, że czeski to przyjemny język dla ucha? :)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.