poniedziałek, 20 czerwca 2016

Dobrý den.

      Mam zaszczyt zaprosić Was na krótki cykl opowieści z Miasta Stołecznego Czech. Lecz zanim to nastąpi, poprzedzę relację historią o dwóch niewiastach, gdyż zasadniczo od tego należałoby zacząć.


      W przyjaźni nie chodzi o to, aby być nierozłącznym, ale o to, aby rozłąka nic nie zmieniała. Miliony prześmianych godzin, a tysiące przepłakanych. Kilkanaście kłótni, kilkadziesiąt czułych gestów, któż tego nie zna, relacje niosą ze sobą wiele zdarzeń i emocji. Przyjaźń to nie są codzienne ploty przez telefon, ale radość i rozmowa z osobą jakby nigdy nic, nawet po latach rozłąki. Oraz całe mnóstwo innych wymiarów, w których przyszło nam niejedną batalię stoczyć.
      Nasze drogi rozeszły się, obie nas wywiało za granicę naszej ojczyzny i obie, znalazłszy drugą połówkę, zmieniłyśmy swój świat o 180 stp., jak to się mówi "to ten wiek, stabilizacja i takie tam..." ;P , nowa droga życia, i wreszcie trzeba było się spotkać.
      Jednak naszła mnie myśl, że kiedyś dzieliło nas 6 godzin jazdy pociągiem, dziś 5,5 godzin samochodem. ;] Nie jest tak znowu ciężko z tą odległością.


      Życie nigdy nie ma końca, Dusza jest nieśmiertelna, a wspomnienia, uczucia i emocje pójdą wraz z nami prosto do Nieba. Sto lat pięknej młodej parze i niech Moc będzie z Wami.

Hard Rock Hallelujah!


      Ceremonia w przepięknym budynku godnym niemalże pary królewskiej, na zdjęciu obraz przedstawiający czeskiego bohatera, troszkę wypytywaliśmy o to dzieło, bo bardzo nam się spodobało... o czym ja piszę...? Oo
      Na organach utwór pana młodego, akurat jeden z tych, co mi bardziej w ucho wpadł, a że wszystko, co zagrane na organach, brzmi dwa razy piękniej, w mojej ocenie było cudownie. ;) To troszkę jak z językami, wszystko co po łacinie, brzmi mądrze.
      Chyba trzeba się na jakiś koncert wybrać. Plus spotkania, to idealna okoliczność, trzeba wlać więcej wigoru w moje życie.


(Zdjęcia pochodzą z czeskich stron internetowych. Mimo że paparazzi potrafią wrypać się z obiektywem prosto w nos, to czasem uda im się zrobić ładne zdjęcie.
Życie en vogue, proste nie jest.)

      Mimo iż w życiu codziennym bazgrały z bożej łaski doskwierają moim głównym bohaterom, przy tym nawet w jednej ósmej nie zbliżając się do prawdy, bo łepetyny pełne bzdur tworzą przedziwne historie i nigdy nie śpią; to przecież nie szmiry swym wścibstwem będą układać ich życie. Należy w takich momentach zrzucić z barków ciężar nonsensu i mieć otwarte oczy, podejmować nowe wyzwania. Niektórych spraw po prostu się nie ominie.
      Moje własne przekonania, jak i bardzo skromne doświadczenie, nauczyły mnie, że należy robić dobrą minę do złej gry. Są takie sprawy, przed którymi się nie ucieknie. Można je traktować z buta po prostu, ale starożytna filozofia Mamtowdupizmu też nieźle się sprawdzała.
      Dzisiaj skandal, intryga, ostre słowa, manipulacje są po prostu w cenie, a negatywne nagłówki sprzedają się dużo lepiej. To jest jak karmienie mózgów fastfoodem - gdzieś tak napisała Ewa Ch., o której też nieprawdy piszą.
      Kto wgl. kupuje pisma plotkarskie? Czy życzliwość jest aż taka nudna, niemodna i przereklamowana? Zostaliśmy stworzeni żeby budować, a nie niszczyć. Od zniszczeń jest taki jeden zielonooki anioł.


Kochajcie życie mimo trudów,
a ono będzie kochać Was.


      A poniżej moja relacja. Był to wypad, który zrobiliśmy sobie przy okazji jednego z kilku spędzonych wspólnie dni. Ten długi weekend będzie wymagał więcej uwagi, to nie koniec relacji.

      Restaurację ochrzciłam mianem Tortuga. Chyba Latający Cholender z poprzedniego posta, rzeczywiście zabrał mnie do pirackiej krainy :)
      W rzeczywistości to miejsce - poza tym, że można tu wypić i zjeść - nie ma nic wspólnego z wyżej wymienionym określeniem. Tortuga była początkowo bazą wszystkich karaibskich bukanierów, a wraz z zaistnieniem Port Royal, stała się głównie schronieniem francuskich filibustierów.
      Niczym koloniści ścigani przez Hiszpanów po całych Karaibach, pod dachem takiej czy innej knajpy, można znaleźć spokój przenajświętszy od prześladowców szukających sensacji. Na całe szczęście w tychże dniach zwykłych, nie zdarzyło się nic takiego więcej. W ciepłej, rodzinnej atmosferze, jest zawsze najbezpieczniej.
       Mam dzięki temu niepowtarzalny materiał, prywatne zbiory zdjęć kompromitujących. Jak żyję, zawsze takie zbierałam i nikomu ich nie dam. Takie są najlepsze XD Jest np. czym potem szantażować ludzi. HA HA!! [demoniczny śmiech] Żartowałam ;] ...

      Tymczasem przejdźmy spokojnie do prywaty, emocje pod stół, a zmęczone nogi na ławę. Dla zainteresowanych: krcmaupavouka.cz.













C.D. TUTAJ

3 komentarze:

  1. Witaj Hexe.
    Uwoelbiam takie stare knajpki i piwiarnie. Czesi lubią takie miejsca, bo mają swoją duszę i historię.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał
    PS. Na zdar.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdy popatrzyłam w internecie na podobne miejsca, chcąc znaleźć właśnie tę knajpkę, odkryłam równie ciekawe miejsca, jak knajpa-katakumby na przykład. Trzeba będzie nieco 'pozwiedzać' jeszcze te Czechy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Absolutnie zgadzam sie z Twoim postrzeganiem przyjazni. Moja wyfrunela do Dublina. Widzimy sie ,,raz na ruski rok" jednak, gdy uda nam sie spotkac, mam wrazenie jakbysmy w ogole sie nie rozstawaly.
    Alez klimatyczne miejsce pokazujesz!!!

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.