środa, 15 czerwca 2016

Die Schinschlucht. Dziki wąwóz opowieść prosto z otchłani.

      Kiedy pracuję, uczę się, czytam, muszę mieć ciszę i absolutne skupienie. Tylko wtedy mogę się skoncentrować i poświęcić tej jednej sprawie. I cóż mogę poradzić, że teraz takie ciche miejsca są tak daleko? Że życie przestało być proste, że mam wszędzie pod górę?
      I cóż poradzić, że aby znaleźć się w takich miejscach, trzeba włazić niekiedy pół dnia?
Ale warto. WARTO, bo później nic więcej już nie jest przeszkodą, nic nie jest w stanie zakłócić tej równowagi we mnie i zmącić tej ciszy w duszy. Kocham to uczucie kiedy osiągam cele, zdobywam szczyty - te prywatne sprawy - swoje wielkie, życiowe góry. Lecz kto nie kocha uczucia zwycięstwa?


Cień wokół nas, Eroll
Krwawe są dni i ofiary
Dzicy bogowie nad nami...

...Dla nich wieczna droga
Dzikich serc spotkanie, krwią pieczętowane
Dla nich wieczna wiara w to, co niepoznane...


      Schinschlucht Gorge (zwany również Schynschlucht lub krótko Schin). Około 9-kilometrowy wąwóz w kantonie Gryzonia, ukształtowany przez rzekę Albula.
      Doznawaniu idylli w tym wąwozie, może przeszkadzać zbyt dużo hałasu (podobno szczególnie doskwiera on w lipcu) a to za sprawą głównej drogi, biegnącej wzdłuż jednego z brzegów, oraz... o zgrozo... setki słupów wysokiego napięcia, które przesłaniają większość widoków.
      Mimo to, niech nie zwiedzie Was ten zniechęcający wstęp, bo prezentowana tutaj wędrówka, zabierze Was bardzo blisko otchłani, ale widzianej z góry. W rezultacie głębokie nacięcie dzikiej rzeki odkrywa zupełnie inny wymiar.
      Wir starteten in Sils nahe beim Elektrizitätswerk... Startowaliśmy z Silis  obok elektrowni. Nie lubię współczesnej cywilizacji. Niektórym się podoba, niektórym ona nie przeszkadza, a ja po prostu nie lubię. Gdyby nie było komputerów i internetu, pisałabym gęsim piórem. Gdyby nie było aparatów fotograficznych, rozwinęłabym się w malarstwie, które nie wiedzieć czemu, porzuciłam dawno temu. Nie lubię rówieśników, ponieważ nie mam z nimi o czym gadać, nawet dzisiejsze pokolenia mnie złoszczą, cierpią na brak ideałów, albo raczej kiepskie ideały. Nie lubię współczesnych opowieści, ponieważ w nich wampiry świecą i żelują sobie włosy. Nie lubię samochodów, wolałabym konne podróże, nawet gdybym kosztem tego, miała do rodziny jechać dwa tygodnie - cała przyjemność po mojej stronie. Nie lubię telewizji, nie znoszę jej po prostu. Jedyne czego by mi brakowało, gdybym miała cofnąć się w czasie (najchętniej o jakieś 1000 lat), to blendera w kuchni. O_O
      Jestem włóczykijem, jestem koczownikiem i odkąd nie wędruję, przyznaję, że dostaję szału. Poniższa wyprawa miała miejsce na początku kwietnia.


      Była kiedyś taka historia, której słów w oryginale już nie potrafię znaleźć, tkwi tylko jako obraz w mojej pamięci, stworzony na podstawie dobrze znanych słów. Pamiętam jej francuskie imię Malchance, pamiętam jej srebrne refleksy w długich włosach i przenikliwe spojrzenie. Pamiętam jak skrywała twarz w dłoniach, jak płakała, a serce łomotało jej w piersi, rozżalone i wzbierające okrucieństwem w zemście na cały ludzki świat, za zabójstwo jej jedynej miłości życia.



Kliknij aby powiększyć.
Pomarańczowa kreska.
      Szlak jest bardzo dobrze oznakowany, a nawet w niektórych miejscach, takich jak tunel, ścieżki są oświetlone przez układ solarny.
      Trasa słynie z tego, że jest lubiana przez zaawansowanych rowerzystów górskich, co dla piechura znaczyć może, że przejście wąwozu nie powinno stanowić większego problemu.
      Pierwszym przystankiem na szlaku był okazały zamek.


      Potocznie Campi. Zamek wysoki znajduje się na terytorium gminy miasta Silis na tzw. "Pięknym Polu". Oczywiście tu nie ma rzeczy łatwych, zamek stoi na skalistej skarpie.

źródło: internet
      Baugeschichte czyli historia budowy, to rzecz najbardziej nudząca czytelnika, dlatego napiszę tylko, że dzięki rekonstrukcji z XVI i XVII wieku, widzimy go takim, jakim jest.
      Badania architektoniczne pokazały sekwencje budowy, które miały aż pięć etapów, od Baszty z XIII wieku do końca budowy, gdzie ostatnie działania miały miejsce w 1635 roku.



      Wieża była zamieszkała, to tzw. donjon, czyli wolno stojąca wieża obronno-mieszkalna, mylona często z wieżą typu Stołp, której doskonałym przykładem jest ta, na zamku w Olsztynie, (tym pod Częstochową). Wejście było na trzecim piętrze.
      Jak to musiało pięknie kiedyś wyglądać, wyobraźcie tylko sobie...


...Cień wokół nas, Eroll
Wolność jest złotym Graalem
Słowa szamana są z nami
Niech płonie pamięć, idziemy sami...


      ...dodajcie oczyma wyobraźnie bramę i most zwodzony nad fosą. Dziedziniec z blankami, parapety i dym z kuchni na parterze, wydobywający się przez dwie dysze.
      Była jeszcze altana w wykuszu na piątym piętrze i mnóstwo, całe mnóstwo kwiatów wszędzie, na całym terenie zamku. Na stoku znajdowały się cysterny zbierające wodę z dachu. Taki własny system hydrauliczny mięli.



      Niegdyś w środku to był istny pałac. Dwuspadowy dach, arkady, kratownica zarośnięta bluszczem... ale co się z tym pięknym zamkiem stało? Prawdopodobnie podczas trzydziestoletniej wojny, gdy na ziemiach Gryzoni zdarzyły się liczne zawirowania polityczne, zamek wraz ze swymi drewnianymi konstrukcjami, po prostu spłonął pozostawiając po czasach swej świetności, jedynie kamień.

Widok z zamku.
      Geschichte, czyli historia. Taka hawira musiała należeć do szlachcica... otóż nic bardziej mylnego, bowiem zamieszkiwało tutaj Rycerstwo Campell i stąd właśnie nazwa posiadłości. Prawdopodobnie owi witezie przestali istnieć w XIV wieku.
      I oczywiście rodzina Campell, która także prawdopodobnie wywodziła się bezpośrednio z rodziny szlacheckiej, czym dodawszy nieskromnego posagu mieszkającemu tu ważniejszemu rycerzowi, orzeźwiła właśnie wtedy, surowy z początku, wygląd zamku o różne, w/w bajery.
      Oczywiście pomimo władców zamku swą władzę okazali dobitnie biskupi, więc niektóre pisma świadczą o tym, iż ta urodziwa budowla należała do klasztoru. Ciekawe kiedy się o to upomnieli, przed czy po rozbudowie?


...Nim ptaki z gór wzlecą do gwiazd
Nim znajdę sam słowa bez cienia
Wszystko co znam, wszystko co mam
Światło jest tu
Wierzę, że czeka...


      Później zdarzyła się rzecz ciekawa. W 1567 r., na zacnych włościach, poprzez dziedziczenie położył łapę kapitan Hercules von Salis. Ktoś kogoś spłodził, następnie ten zniknął i się nie upominał, a jak już dostatecznie zwojował świat, otrzymawszy należyte tytuły, wrócił do domku i powiedział do mamusi - a teraz rządzę ja.
      Nim umarł, rozparcelował zamek na piśmie pomiędzy liczne dzieciaczki i żonę, która się tak wdzięcznie nazywała, że aż miło ją przedstawić: Margaretha Carlin z Hohenbalken. Ciekawe czy lubiła ser i pieczarki.
      Ulubiona córunia tatunia, Nikolaus von Salis-Soglio, doczekała się swoich inicjałów wyrytych po ostatniej przebudowie wraz z datą w jeszcze mokrym tynku.






      Dziś zamek jest przekazany Fundacji Ruiny Campell\/Campi. Zobowiązali się od 1987 roku, do badań i ochrony tego niezwykłego systemu.
      Obiekt jest pod ochroną Konfederacji Szwajcarskiej.

...Dzień wokół nas, Eroll
Krąg zaklęty w nas
Nie ma żadnych dróg
Ogień w sercu!


      Mimo iż historia przedstawia jasno, że już nigdy więcej się nie spotkali, mimo iż on przeżył, a ona zaniechawszy zemsty, podjęła działania na rzecz ludzi, pamięć o wzajemnym uczuciu była zakorzeniona głęboko w nich na wieki. Długie wieki.
      A gdyby ułożyć słowa w historię o kobiecie, której imię znaczyło nieszczęście? O kobiecie, z którą spotkanie rzeczywiście wróżyło pecha?
      Przyjaciele wołali na nią Mal, to z francuskiego "zło". A ona więcej już nie chciała być złego przyczyną. Nadała sobie inne miano i rozpoczęła inne życie, więc taka historia nie będzie miała miejsca.
      Tak samo on, choć już więcej nic o sobie nie wiedzieli i nigdy więcej już o sobie nie usłyszeli, kroczył pomiędzy ludźmi niczym brat, jak wilk pośród owiec. Żyli bardzo podobnie. I jak tu nie wierzyć w sekretnie więzi?



      Następnie opuściliśmy Silis i podjechaliśmy samochodem do Thusis. Zasadniczo właśnie stąd zaczęliśmy naszą podróż przez wąwóz. Zamek był na rozgrzewkę.





Ten zamek oglądaliśmy z bliska, przy okazji wyprawy wąwozem Via Mala.
      Obydwa wąwozy są niemalże obok siebie i do penetrowania obydwu, ruszaliśmy z Thusis, miasteczka, którego peryferia trochę udało nam się zwiedzić.


Młodzież tutaj ma co robić:




Czysta fontanna.
Brama do zaczarowanego ogrodu. Nie byliśmy z obawie przed Buką.

      Stała się dobrym duchem ziem, na których wzrastały ludzkie osady, potem miasta. Była orzeźwieniem dla zbolałych serc, nadzieją dla poszukujących pomocy i dobrą radą w wielu typowo ludzkich sprawach. Była prawdziwą empatką. Była druidką.
      Gardziła wojną i polityką od zawsze. Gdyby to nie było zakazane, z przyjemnością rozszarpałaby gardła wszystkim odpowiedzialnym za masowe rzezie niewinnych, lecz nie była prawem, które mogło stanowić o takim wyroku. A żyjąc pomiędzy ludźmi, musiała przestrzegać ich konstytucji.


Przy elektrowni.
Tutaj oddziaływało na nas koszmarne bzyczenie. To wdziera się prosto do mózgu, a w uszach dźwięczy coś między brzęczeniem, a piskiem. Jak tu żyć?


I do góry, do góry i do góry... i do góry...



...i dopiero wtedy zorientowali się, że mięli brudny obiektyw ;]
Ale oczywiście nikomu się nie przyznali, bo to wstyd i opowiadali, że to chmury były.



      "Różnica między ludźmi, którzy realizują swoje marzenia a całą resztą świata nie polega na zasobności portfela. Chodzi o to, że jedni przez całe życie śnią o przygodach a inni, a inni pewnego dnia podnoszą wzrok znad książki, wstają z fotela i wyruszają na spotkanie swoich marzeń."
- W. Cejrowski


W tym miejscu możemy znaleźć nie tylko odpoczynek, rozpalić ognisko, a nawet żar pod porządnym rusztem.
Stoi nawet TOY TOY, jest fontanna z wodą pitną i kącik dla chcących podjąć próby wyrzeźbienia czegoś w drewnie.
Doprawdy, zaskakujące są te góry...
      "Indianie dostosowują się, dostrajają do harmonii natury. Biali przestrajają otaczający świat tak, by grał w ich własnym rytmie. Zadziwiające..."
- W.C.



      Droga zmienia się z twardego asfaltu na naturalną ścieżkę, na stronie południowej flanki. Szlak jak ostre zgięcia w kamieniu w samym środku lasu, wprawiają w zachwyt. Są głębokie i ponure, a do tego sekretne przejścia...


A teraz, drogie dzieci, gdzie jest Wally?






Gdyby była geologiem, byłabym w zawodowym niebie.



Rzeczone lampy solarne, mające oświetlić tunel miały usterkę, zapaliły się tylko na kilka sekund.
Ale do dziury trzeba było wejść, inna drga prowadziła jedynie powietrzem, a nie zabrałam ze sobą miotły. ;]



Za to łopatę znalazłam... Choć tak naprawdę nic to nie zmieniło...
Bo widział ktoś wiedźmę fruwającą na łopacie?


      Jaskinia miała pięterko, jak widać na powyższym obrazku. A na jego kondygnacji znajdowało się okienko z takim oto widokiem:



I z powrotem do dziury.




Był to bardzo pozytywny aspekt tej przygody. Ileż radości może sprawić jedna łopata... 



Niech mi ktoś powie jak to powstaje i przez ile czasu. To jest niesamowite!
->




      W wąwozie, pomimo cywilizacji, która w wyjątkowo upierdliwy sposób zaznaczyła swoją obecność, znajdują się także cichutkie i dzikie miejsca. Groźne skały po przeciwnej stronie, smagając gwałtownym podmuchem, zaszczepiają strach na wąskich i stromych ścieżkach.
      Nie... chyba deczko przesadziłam. To całkiem porządna i bezpieczna droga.





      Była zdolna wygnać ból z serca, choć w swoim miała go całkiem sporo. Ludzie je ufali, zwierzali się, była opoką, miała przyjaciół, dbała o nich, chroniła ich. Mal skrywała w sobie groźną tajemnicę, lecz wilcze sekrety musiały zostać w cieniu gnającego naprzód, ludzkiego postępu.
      A gdyby tak spotkać ją dziś, co by o tym świecie powiedziała? Czy powabnym słowem ujęłaby go w objęcia ciepłych wyrażeń? Być może nie. Najpewniej spotkalibyśmy ją samotną z ciszą pomiędzy górskimi skałami, prowadzącą pustelniczy tryb życia, niechcącą już nazbyt źle wyrażać się o ludziach...



Drzemanie na ścianie.




Ogrom tych rozległych terenów, dosłownie miażdżył umysł. Widzicie lazurową wodę w samym dole?


       Na koniec drogi Tiefencastel, miasteczko herbowe, z zaawansowaną średniowieczną architekturą.
      Niebieskie linie symbolizują zbieg wód Albula (po prawej) i Julia (po lewej). Są namalowane w postaci niebieskiej krokwi, a kolory wykorzystane na herbie, należą do panów Vaz.









W tej przepaści bije źródło. ;)





 Przepiękna poczta:





      Na sam koniec prawdziwa perełka, starożytny Kościół Mistail - budynek z VIII lub IX wieku.
      St. Peter Mistail należał do Karolingów. Wśród rdzennych Szwajcarów z tego regionu, znany jest bardziej pod nazwą Prada.
      Nazwa Mistail pochodzi od monasterium, łacińskie słowo klasztor. Kościół i dawny klasztor Świętego Piotra są schowane na niewielkim, skalistym płaskowyżu tuż przy wejściu do wąwozu Schinschlucht.





Wnętrze wygląda nadal tak jak dwanaście wieków temu.







      Niezłe wrażenie może robić kostnica, w której autentycznie leżą równiutko poukładane niczym belki drewna, ludzkie szczątki. Na tabliczce Zitat von Erwin Poeschel.




A to renesansowa rzeźba upamiętniająca zeszłoroczny śnieg:


      Dzikie Schinschlucht, wąwóz Albula może być pokonany na trzy sposoby. Albo pieszy, jak z resztą właśnie widzieliście, albo samochodem, albo tak:



      Linia kolejowa retyckiej Railway prowadzi przez kilka tuneli. Cieśniny 9 km długości doskonale skracają czas i tą wielogodzinną wędrówkę zwieńczyliśmy, jeśli dobrze pamiętam, dziesięcioma minutami w pociągu.
      Jest to połączenie Domleschg - Tiefenkastel, ze skrzyżowaniem w Lenzerheide, z drogą do Julierpass i dalej do Filisur.


Tędy szliśmy. Ciekawie ogląda się swoją drogę z pewnej odległości.
Elektrownia.

      Pewnego dnia ktoś pierwszy raz powiedział do mnie "Mal" i to przylgnęło do mnie.
Wiązała mnie z nią nie tylko ta historia, którego autora już niestety nie potrafię odnaleźć, internet bywa jak Lamus, można w nim coś zgubić. Najprostszym sposobem, aby to wyjaśnić, byłoby, iż z przyjemnością sprostałabym ludziom, którzy na jej oczach zabili bliską jej osobę. Może kilka lat temu też stałabym jak słup soli, przerażona, gdyby zgraja bandziorów zabijała mi męża godząc się niejako z okrutnym losem, ale nie dziś, nie po zmianach jakie w nas zaszły, w niej i we mnie. Dziś, myślę że obie zakasałybyśmy rękawy i nie pozostałby kamień na kamieniu, a słowo "brutalnie" nabrałoby nowego, kreatywnego znaczenia.
      Być może zaabsorbowałam z tego imienia chęć wyzbycia się wszystkich słabości i pokus, na rzecz pokazania swoim bliskim, że da się żyć bez tych wszystkich bzdur jakie dała nam cywilizacja. Że można dobrze żyć, trzeba tylko ufać Bogu i Kochać.
      Dziś już w ten sposób nazywa mnie jedna, no może dwie osoby, ale w pamięci zostało na zawsze.


- Tekst ten powstał na pamiątkę mojej literackiej miłości platonicznej,
która ma już dokładnie 15 lat.
Tyle minęło od kiedy po raz pierwszy przeczytałam wiedźmińską sagę,
oraz opowiadanie o Mal, które powstało na jej bazie.



      A najważniejsze, to że właśnie na tej wyprawie udało mi się zdobyć prezent na nową drogę życia dla Takiej Jednej. I nic nikomu więcej nie powiem. Cały dzień musiałam iść! :P


______________________
ŹRÓDEŁKA:
wanderwaeg.com
~ Wikipedia
~ rymowane wersety, zespół Wilki


      Niech Bóg ma nas w opiece, szykuję najazd na obce terytorium O_O Niech mi sprzyja cudowny ciepły wiatr mojej osobistej historii i niech w żagle zadmie rześki powiew. Oto marszruta na nowy kierunek.
      Dawno nie pływałam... co tu tyle syfu na tym statku? Oo

źródło: internet

12 komentarzy:

  1. Czasami też mam ochotę rzucić w cholerę wszystkie te współczesne technologiczno-społeczne nowinki typu fejsbuk czy smartfony... ale na dłuższą metę okazują się nie tylko przydatne, ale i niosą wiele pożytku. Najlepiej więc chyba harmonijnie balansować między cywilizacją a łonem Natury ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko jest dla ludzi. Pięknie to napisałaś, balansować pomiędzy...

      Usuń
  2. Witaj Hexe.
    Jak zwykle jestem niezwykle pod wrażeniem. No cóż, to moje klimaty...
    No, może z drapaniem się do góry.
    Ten żaglowiec robi wrażenie i dreszcze wywołuje.
    Pozdrawiam i do siebie na odrobinę kultury zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żaglowiec to Latający Cholender z filmu "Piraci z Karaibów" ;)

      Usuń
    2. A ta kostnica, to budowla jakich wiele przy starych kosciołach. składowano w niej kosci, które pozostawały po likwidacji starych grobów, a nieraz i cmentarzy.
      Michał

      Usuń
    3. Mało o tym wiem, a i niewiele można przeczytać, zaś Ty odwiedziłeś znaczniej więcej pięknych miejsc i poznałeś z całą pewnością więcej historii i nauczyłeś się więcej niżeli ja. Dziękuję za informację :)

      Usuń
  3. Aniu!!! Po raz kolejny pokazujesz miejsca, ktore wzbudzaja moj zachwyt i... zazdrosc niemala!!! Skalki rzeczywiscie sa ladne :). Wygladaja na wapienie, skaly osadowe powstale w morzu. Ile to trwalo... to bardzo trudne pytanie, aby na nie odpowoedziec, napewno trzeba by przyjrzec sie im z bliska :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te skałki są zupełnie dostępne i nie ma co zazdrościć, tylko przyjechać i sprawdzić ;)

      Usuń
  4. Witam mnie brakuje slow najnormalniej w świecie jest mi żal że nigdy nie bede w tak cudownych miejscach co przedstawiacie na blogu DZIEKI nawet schowana w skałach pokazujesz cuda swiata szczesliwych powrotów serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na świecie jest całe mnóstwo piękna, jest wokół nas naprawdę wile urodzaju, gdziekolwiek się znajdujemy. Pozdrawiamy serdecznie :)

      Usuń
  5. Całkiem dużo tam tych zamków. Jakie są piękne te skały, które zmacałaś i w które wchodziłaś! I te mosty! Cudo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu co spluniesz to zamek ;] Są do siebie bardzo podobne, ale zaczynam się powoli rozróżniać ;]

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.