wtorek, 10 maja 2016

Zamek Gräpplang i kaplica romańska St George's Chapel.

      Obrona swoich zasad i swojego światopoglądu przed całym światem, jest często prostsza niż walka o te ideały na własnym podwórku, wśród przyjaciół i rodziny. Jak często musicie bronić swoich zasad? To pytanie kluczowe do przemyślenia i prywatnej auto-dyskusji.
      A co można opowiedzieć o historii ziem, których tysiąclecia zostały spisane przez geo i innych logów? A co jeśli nauka się myli? Jednym z moich abstrakcyjnych marzeń jest możliwość otworzenia okna na przeszłość i przyglądania się innemu czasowi w niecodzienny sposób - w roli widza zaglądającego jak przez niewidzialną dziurkę od klucza, do wymiaru, w którym cywilizacja starożytna tętni życiem w najlepsze.
      Jak w dawnych czasach żyli? Czy asertywnie bronili swych poglądów, a może zupełnie zapatrzeni w swego władcę, pokornie podążali jak osiołki za pastuchem? Czy starożytni chłopkowie to był silny naród, czy raczej mentalnie podporządkowany?
      Spróbujmy więc zabawić się w takich turystów i otwórzmy okno czasu aż na... prehistorię, a potem oglądajmy co dalej następowało w kolejnych stuleciach.
      Słowem i kamieniem malowane. Zapraszam:


      Zatrzymaliśmy się we Flums, aby tam rozpocząć szlak pieszy. Mając sobie za cel inne miejsca, rozkoszowałam się fotografowaniem miasteczka bez większego zaangażowania, więc wybaczcie, że nie potrafię nazwać tego, co Wam pokazuję, ale umówimy się, że to po prostu pogląd na pejzaż
 miejski w Szwajcarii, gdyż jak zauważyliście, bardzo rzadko odwiedzam miasta, najczęściej wyrzuca mnie gdzieś w dzicz.
      Oto perełki Flums:



Ciekawa płaskorzeźba na nagrobku... Czyżby pirat tu leżał? O_o





kliknij aby powiększyć
      Troszkę bardziej prowincjonalnie, fantastyczna rzeka z kolorowym dnem, plenery wiejskie, a w tle za gałęziami drzew, widać już nasz pierwszy cel.



Violet Hood.







~~

      Burg Gräpplang, nazywany jeszcze Castrum Flumius zbudowano między 1100 a 1200 rokiem Jest to zamek wysoki, ale nie od początku nim był, nie zawsze też, miał tak okazałą wieżę. Jego fundamenty są znacznie starsze niż podałam. Zagłębmy się więc w jego intrygującą historię.







      Ruiny stoją 450 m. n.p.m. i górują nad doliną Seez. Stoją na stromej skarpie, a prowadzi do nich stary szlak handlowy z Zurychu do Gryzonii.
      Kilka zabytków z różnych epok wskazuje, że Gräpplang był zamieszkany już w epoce brązu i czasów prehistorycznych. Lecz nie wyglądał tak jak dziś go widzimy. Został rozbudowany w latach, które podałam wyżej i dopiero od tamtych czasów, jest to właściwie zamek.





      Budowla składa się z głównej wieży wschodniej, zaś na zachodzie znajduje się fosa. W znacznie późniejszych czasach została przerobiona na pięciopiętrowy pałac. Zachował się również okazały pokój z pięknym sklepieniem na pierwszym piętrze, który służył jako kaplica. Kto ma sprytniejsze oczy, ten dostrzeże pozostałości podstawy ołtarza i przestrzeni zakrystii. Eeee ja nie wiedziałam, że mam tego szukać, więc nie wiem gdzie to było.






      Przerobiono również małe okienka w znacznie szersze i łukowate. Na elewacji zachowały się pozostałości wapna i gipsu po starożytnych.
      Jak powstał zamek główny? Prawdopodobnie ta rozbudowa pochodzi z XII wieku. Sam front, fundamenty, parter jak i budynki gospodarcze wokół, są dużo młodsze. Gräpplang został rozbudowany przez Rycerzy Flums, którzy zostali zatrudnieni przez biskupa Chur jako depozytariusze. Od XIV wieku panowała inna nazwa: Crepalla.








Można powiększyć, wiem, że niektórzy z Was znają niemiecki,
rozdzielczość po kliknięciu powinna być przyjazna dla oczu.
Wyjście na budynki gospodarcze.

powiększ
powiększ
A stąd było już widać nasz następny cel:


~~

Po drodze oczywiście obserwowaliśmy inne okazy i perełki:


Konie w gumowych butach.





~~


      St George's Chapel (w lokalnym dialekcie Sant Jöüri) jest uważany za najstarszą romańską kaplicę wschodniej Szwajcarii. I co ciekawsze, tylko w Szwajcarii zachował się przykład nietypowego sklepienia konstrukcji, niestety nie dało się wejść do środka.
      Kaplica znajduje się tuż za wioską Berschis na skalistym szczycie i jest jednym z najbardziej uderzających zabytków na trasie Zurych - Chur, który widać już z autostrady. Zawsze go widziałam, te bielejące mury na skale i zawsze mnie nęcił. Wreszcie zdobyty :)
      Stromo opadający po trzech stronach płaskowyż Georgenberg, to naturalny, ściśle chroniony teren, nie wiem czy podlega pod miano rezerwatu i nie wiem czym się różni to miejsce od innych, skoro przyroda w całej Szwajcarii jest ściśle chroniona. Tak czy owak, prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu widziałam na dziko sowę płomykówkę. Prawdopodobnie, bo przez szybę jadącego pojazdu i daleko, ale ja już uznałam to wydarzenie. Oo




Waleczni redaktorzy tej strony:



      Na wykopaliska z 1937r. odkryto ślady osadnictwa z epoki brązu. Rzuciły one światło dzienne na historię tych ziem. Są nawet widoczne umocnienia dróg, które sięgają czasów rzymskich:




kliknij aby powiększyć
~~

      Później, bo pora była jeszcze wczesna, udaliśmy się na chillout u brzegu Renu:







      To była wyprawa z początku marca.

~~

      Do jakich ludzi należycie? Czy Wasze "JA" ma solidne fundamenty, czy może stoją na grząskim terenie? Czy łatwo jest Wami manipulować? Kto ma wpływ na podejmowane przez Was decyzje?
      Czy to wszystko powinno mieć miejsce w życiu dorosłego człowieka? Przecież każdy człowiek, każda odrębna jednostka, istota, Dusza, doskonale wie co dla niego jest odpowiednie. Co mu daje szczęście, jak najlepiej wypoczywa i gdzie. Z kim czuje bliskość, a kogo nie cierpi i nie chce więcej spotykać. Nikt nie powinien pozwalać wchodzić sobie na głowę, a każdy człowiek powinien szanować godność drugiego.

      Ja jestem dyrektorem mojego życia. Ja decyduję, co jest dla mnie ważne, czym się zajmuję, z kim się spotykam i co mnie otacza, i zawsze staram się być wierna sobie. Nie martwię się na zapas. Rozmyślanie o najgorszych ewentualnościach tylko mnie przytłacza. Myślę raczej o nieoczekiwanym.
      Jestem silna, ale nie po to, aby wywyższać się nad innych. Potrafię dać sobie mentalne wsparcie, szukać najlepszych rozwiązań i cierpliwie przypominać sobie o tym, co jest najważniejsze dla mnie.
      Moje negatywne emocje mają swój upust w sporcie, który uprawiam, a wszelkie smutki gubię gdzieś na dzikich szlakach. Nie wyładowuję nerwów na innych ludziach, ponieważ ich cenię, a ich zaufanie to dla mnie największy skarb.

      "Każde z nas ma swoją "misję" do wykonania. Upewnij się tylko, że swoimi działaniami nikogo nie krzywdzisz, nie przykładasz ręki do zadawania bólu, do kreowania sporów i niesprawiedliwych osądów."
- Ewa Ch.

      Pielęgnuję prawdziwe wartości, staram się inspirować swoją postawą do bycia lepszym, mam nadzieję, że jakoś mi to wychodzi. Do każdego podchodzę z uśmiechem, a że niekiedy on znika... to wpływ emocji, na które jestem bardzo wrażliwa. Jestem empatką i czasem tak się dzieje. Ale to nie daje mi prawa na złe traktowanie bliźnich. Wtedy zamykam się i idę wybiegać wszystkie nerwy. Albo po prostu milczę, trochę jak bomba zegarowa...
      Nie lubię kiedy wokół mnie pojawia się agresja, bo reaguję. Bo wiem, że potrafię się skutecznie obronić, ale tego nie chcę, nie chcę brać udziału w czyjejś wojnie. Bardzo ciężko jest mi powstrzymać się przed dosłownym skomentowaniem tego, co subiektywnie myślę. Nie zwykłam też używać kolokwializmów w towarzystwie, ale czasami nie ma słów dosadniej wyrażających gorączki myśli. Jednak staram się, aby nigdy mną nie igrały emocje. Nigdy. I Wy też tak róbcie. Dbajcie o siebie i swoich bliskich, bądźcie życzliwi i nie  r e a g u j c i e  na przejawy złości i złośliwości. Opuśćcie wtedy prowodyra i idźcie na długi spacer, po to aby empatycznie wciągnąć prosto wgłąb siebie dobrą energię z pięknej natury jaka nas otacza.


P.S.
Czy jest ktoś w stanie odpowiedzieć mi na pytanie, dlaczego zwykły jogurt naturalny po otwarciu, po paru dniach kwaśnieje, a jogurt naturalny bez laktozy może stać dużo dłużej i nadal jest dobry? Dlaczego zwykłe mleko niedługo po otwarciu kiśnie, a mleko bez laktozy zsiada się? Przecież laktaza to tyko cukier, co z tym nie tak?

P.P.S.
Rapperswil, o którym pisałam raz TUTAJ, potrzebuje pomocy. Chcą skasować nasze Polskie Muzeum, szczegóły TUTAJ.
Wkrótce okaże się, czy polska dyrektorka była dostatecznie asertywna i... czy miała dobre argumenty.

14 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    O rany, to moje klimaty. Kaplica romaska, trwałe ruiny zamku z kamienia i te drewniane domy.
    Fajnie, że mamy podobne zaiteresowania. Mam swoje zasady i przekonania, których bronię i nie łamię.
    Pozdrawiam sedecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj wszystko stoi z kamienia i można być prawie pewnym, że układano je w starożytności, a przynajmniej większość ruin. Wszak ziemia nie tknięta wojnami.
      I te podobne zainteresowania sprawiają, że miło się nam siebie wzajem czyta :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Oj dużo tych pytań... W wolnej chwili ustosunkuję się do nich, bo myślę, ze warto...
    A klimaty na zdjęciach też moje. :) Cudne miejsca, cudne foty.
    Pozdrawiam uroczą parę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To raczej tak do głębszego przemyślenia. Nie sądziłabym za młodszych czasów, że jako dorosła, będę rozgryzać takie kwestie, ale okazuje się, że w środowisku występuje problem niemożności stawiania na swoim.
      Klimaty starożytne, rzymskie, skłaniają do zostania piechurem :) do czego zachęcam, to ciekawe zajęcie, a na całym świecie znajdzie się wiele ścieżek edukacyjnych. Bardzo to lubię :)
      I my pozdrawiamy :)

      Usuń
  3. Witaj, wpadam do Ciebie w tygodniu, a to święto! I to jeszcze patrzę na oczy. Aura ostatnio nie sprzyja moim oczom.

    Piękny cmentarz. Zwiedzanie cmentarzy mnie wcale nie dziwi, ale są ludzie, którzy są zdumieni. W starych, irlandzkich opactwach często, aby do nich wejść musisz deptać po płytach nagrobnych. To wszystko daje taką atmosferę przodków, czuję się otulona tymi starszymi czasami.

    W Krakowie podoba mi się jeden z cmentarzy żydowskich z kolei. Kulturowo to bardzo ciekawe, antropologicznie: jak się chowa ludzi w różnych kulturach, religiach.

    Piękne zamczysko. Piękna pogoda. Piękni Wy.

    Co do Twoich pytań. Brakuje mi asertywności, brakuje mi umiejętności mówienia nie, kiedy myślę nie. Zwykle ze strachu, że będzie mieć to swoje konsekwencje. Uczę się też coraz częściej nie wypowiadać na głos swojego zdania, bo nie robi to zbyt wiele dobrego. Ludzie, o których źle myślę i tak się nie zmienią. Ten typ tak ma i już, to po co marnować energię?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem taphophilem, więc mi nawet nic nie mów o zdumieniu jakie ogarnia ludzi, jak mówię że kocham fotografować stare cmentarze. ;] Czuję się tam tak jak mówisz, otulona starszymi czasami.
      Żydzi byli ciekawie chowani, na siedząco. Znam piękny cmentarz żydowski w Łodzi, jest bardzo wielki, piękny i dziki.

      Ja wciąż gryzę się w język, żeby często właśnie nie powiedzieć co o danej osobie myślę. Bo to nie ma sensu, tak jak mówisz, nic to nie zmieni. Najczęściej unikam rozmów z agresorami. Kiedy się nie da, staram się wychodzić. ;] Jeśli się nie da, oj ciężko jest nie powiedzieć tak, żeby w pięty weszło. A głupio potem, bo to zwykle starsi ludzie ode mnie.

      Usuń
  4. Hmmmm...przyznaje sie bez bicia... jestem przewrazliwionym na swoim punkcie roztrzepancem i niestety latwo mna manipulowac. Czasami mam z tego powodu straszne jazdy psychiczne i powaznie zastanawiam sie nad skorzystaniem z pomocy psychologa!!! (Nie moge sie jednak zabrac na odwage, aby zadzwonic do poradni :/).
    Uch!!! Zagladanie na Twojego bloga traktuje w pewnym sensie jak terapie :)!!!
    Masz racje, kontakt z natura, sport, pomagaja uspokoic nerwy. Mi to zawsze pomaga, problem polega jednak na tym, ze teraz bardzo rzadko moge sobie pozwolic na samotnosc.
    Dobra, ale nie ma co marudzic, gdy pokazujesz tak piekne okolicznosci przyrody ;). Poszwendalabym sie tam z mila checia :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętaj, że psycholog, to taki sam lekarz jak ten, do którego chodzisz z grypą, tylko że leczy inne zakamarki ciała - duszę. Mózgami i ich chorobami, zajmują się inne specjalizacje.
      W tych czasach to już chyba nic wstydliwego, a myślę, że każda taka wizyta, jako nowe doświadczenie, mogą tylko przynieść coś dobrego, a już z całą pewnością nie zaszkodzą. Jeżeli uważasz, że przydałoby Ci się coś takiego, znaczy to, że cecha, którą podajesz, wyjątkowo Cię wkurza. Więc zawalcz o lepszą siebie i zadzwoń do poradni, pozbądź się przywary ;)

      Zabawne, bo ja pisanie swojego bloga traktuję terapeutycznie ^_^

      To częściej podrzucaj komuś dzieciaki, celem właśnie jakieś porządnej przebieżki albo biegać zacznij, to też wspaniale oczyszcza i ożywia, robię to regularnie i polecam :)

      Usuń
  5. Waleczni redaktorzy naprawde sa NIESAMOWICI zdjecia wprost urzekajace -zal mi że nie mogę tam byc z Wami pozdrawiam bardzo serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś też myślałam, że świata nie zdobędę. A teraz staję czasami na jego czubku i spoglądam z góry. To się zalicza do opanowania świata, prawda? Oczywiście, że tak! XD Gdziekolwiek jesteś, dokądkolwiek zmierzasz, najważniejsze, by się nie zatrzymywać.
      Pozdrawiamy :)

      Usuń
  6. Niesamowite miejsca i piękne zdjęcia. Uwielbiam kontakt z przyrodą, a Wasze wysokogórskie krajobrazy po prostu zachwycają.
    Aż czuć zapach górskiego powietrza:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez kontaktu z przyrodą, mentalnie fiksuję. Nie jestem w stanie długo przeżyć w wielkim mieście. A z takiego pochodzę.
      Śmiałam się zawsze, że mam potrzebę ucieczki od cywilizacji i pogorszenie sobie warunków. Można spać na łące pod gołym i pięknym niebem, po co mi hotel? ;) Nawet poranną kawę potrafię zaparzyć w ognisku :)

      Usuń
  7. Bajeczne zdjęcia i te góry wokół.. auuuu.. Ja też czasem uwieczniam cmentarze, stare szkockie, z celtyckimi krzyżami...

    Poza tym staram się być asertywna, świadoma swoich decyzji i tak dalej, czasem mi się udaje, czasem nie:)))

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem taphophilem i lubię fotografować stare cmentarze. Nie byłam jeszcze na cmentarzu Celtów. Koło mojego miasta są rozsiane cmentarze powojenne, porosłe przez lasy, prawie nieocalałe, wyparte przez olbrzymie korzenie, w takich miejscach można - jak to wyżej Rose słusznie powiedziała, otulić się starszymi czasami. :) Istnieje też cmentarz z X-XI w., wikingów. Też koło mojego miasta w Polsce. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że ja tam jeszcze nie byłam, ale potrzebna mi mapa archeologiczna *_*

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.