sobota, 7 maja 2016

W sercu Brokilonu - Duen Canell.

      Można by rzec, że roślinność opanowała tę część na wzór borealnych lasów, których różnorodność gatunków uwiła nad głowami plecionkę niczym dach, zaś podszycie leśne jest silnie zacienione. Piękne, jadowicie zielone mchy, wielkie głazy, bagna, grzęzawiska, łany kwiatów, sarny. Jak wyrwany z mapy fragment krajobrazu, który duszą tych drzew wgl. nie spostrzegł XXI wieku.
      Brokilon, matecznik znany ze swej dzikości oraz niebezpieczeństwa. Żyją tam w swoich osadach driady, a także rusałki i inne, niespotykane nigdzie indziej, istoty leśne. Jest to dobrze zachowany, mało naruszony przez kolejne cywilizacje, starożytny las po którym rozsiane są antyczne ruiny.





      "Las nie wydawał się zasługiwać na straszną sławę, jaką się cieszył. Prawda, był przerażająco dziki i uciążliwy do marszu, ale była to zwyczajna uciążliwość matecznika, w którym każdy prześwit, każda słoneczna plama przepuszczona przez konary i liściaste gałęzie wielkich drzew, wykorzystywana była natychmiast przez dziesiątki młodych brzóz, olch i grabów, przez jeżyny, jałowce i paprocie pokrywające gęstwiną pędów chrupliwe grzęzawisko próchna, suchych gałęzi i zbutwiałych pni drzew najstarszych, tych, które przegrały w walce, tych które dożyły swego żywota. Gęstwina nie milczała jednak złowieszczym, ciężkim milczeniem, które bardziej pasowałoby do tego miejsca. Nie, Brokilon żył. Bzyczały owady, szeleściły pod nogami jaszczurki, pomykały tęczowe żuki biegacze, targało lśniącymi od kropel pajęczynami tysiące pająków, dzięcioły roztętniały pnie ostrymi seriami stuków, wrzeszczały sójki."
— Miecz przeznaczenia

      Dosłownie tak tam jest :)




      Obszar ten najeżdżany był wielokrotnie przez wojska sąsiednich państw, łakomych na terytorium i zasoby naturalne. Po krwawej historii konfliktów z pobliskimi ludzkimi królestwami, driady bardzo wrogo patrzą na każdego intruza. Bacznie bronią swych kniei przed wszelkimi intruzami i strzelają do nich, czasem nawet bez ostrzeżenia.
      Według Geralta dawniej driady ostrzegały niepowołanego gościa dwa, a nawet trzy razy, nim wystrzeliwały strzałę bezpośrednio w niego, ale rozwścieczone atakami agresywnej i butnej naszej cywilizacji, stały się agresywne wobec ludzi. Ogólnie rzecz biorąc mieszkanki Brokilonu nie mieszają się w sprawy świata zewnętrznego.
      Oczywiście my zawsze możemy tam wejść. My mamy immunitety. Wam odradzam. :P






      W Brokilonie obowiązuje absolutny zakaz palenia ognia. Do oświetlania używa się mieszanki próchna i mchu które w odpowiednim, znanym tylko przez driady, połączeniu świecą zielonym światłem. Kolejną ważną zasadą w Brokilonie jest zakaz ścinania, łamania i w jakikolwiek inny sposób krzywdzenia drzew. Poza tym Brokilon słynie z leczniczych metod przy użyciu conynhaeli oraz purpurowego żywokostu.





      "Miejsce na wprost kotlinki było dobrym myśliwskim stanowiskiem, dającym niezłe szanse na udane polowanie, zwłaszcza tu, w Brokilonie, mateczniku zwierzyny. Władające potężnym obszarem lasu driady polowały niezmiernie rzadko, a człowiek jeszcze rzadziej odważał się tu zapuszczać. Tutaj żądny mięsa lub skór łowca sam stawał się obiektem łowów. Brokilońskie driady nie miały litości dla intruzów."
— Czas pogardy

      Teraz dziś już nie jest tak rozległy jak historia na to wskazuje. Legenda legendą, a "Wiedźmin" "Wiedźminem", lecz saga idealnie pasuje do tego miejsca. Trochę baśni w życiu, zawsze dodatkowo umila wędrowny czas.





      Kiedyś opowiadałam o zwierzętach mocy, tzw. totemach szamańskich. Przy okazji pogrążonego w cieniach lasu, druidzkich fantazji o Brokilonie, nadarza się okazja, aby opowiedzieć o bardzo ciekawym przewodniku - Sowie.
      Wg Indian jest ona wspaniałym nauczycielem i niezastąpionym opiekunem. Z jej pomocy korzystają głównie Szamani, gdyż z łatwością przemyka pomiędzy światami w dodatku z absolutną pewnością tego kim jest i jaki ma cel. Nigdy się nie gubi i dobrze poprowadzi wędrującą za nią duszę.
      Główne przesłanie jakie odbiera się od Sowy to "bądź sobą". Sowa uczy wchodzić bez lęku w ciemność, zdaje się uczyć że dualizm jest tylko zaciemnieniem percepcji,
wszystko jest sobie równe przy jednoczesnej świadomości, że nie wszystko jest korzystne.





      Sowa bywa nazywana Orłem Nocy. Ma niezwykle dobry wzrok, który umożliwia jej widzenie w ciemności. Jest aktywna o zmierzchu i nocą, ale biologia zna także gatunki typowo dzienne. Jednakże my tu o duchach przewodnikach, a jest on typowo lunarnym bytem.
      Większości ludzi noc i ciemność kojarzy się z czymś niebezpiecznym, nieznanym, wzbudza strach. Sowa żyje w tej domenie - to jej świat, w którym jest władczynią i który przemierza bez lęku (jak orzeł dzień).
      Gdy poluje często stosuje "lot patrolowy" - stąd skojarzenie z patrolowaniem swoich włości. Może nauczyć swego podopiecznego, efektywnego rekonesansu, nie tylko terenu na mapie, ale również danej sytuacji w życiu. Pomaga podejmować słuszne decyzje.

Przyjemna miękkość :)
Włożyłam obiektyw w jakąś szczelinę skalną.


      Zdolność sowy do widzenia tego co dla innych jest ukryte w mroku sprawiła, że stała się symbolem jasnowidzenia i wiedzy, mądrości pochodzącej z odkrywania nieznanego, stąd przez wieki stała się kobiecym archetypem czarownicy-wiedźmy, bywała też jej towarzyszką, podobnie jak czarne koty. Bywa również uważana za symbol naszej nieświadomości.
      Osoby obdarzone mocą sowy mogą charakteryzować się łatwością w odkrywaniu tego, co jest schowane w ich własnym wnętrzu oraz we wnętrzu innych ludzi. Mogą mieć przenikliwe, intensywne spojrzenie, które często wzbudza w innych niepokój.





      Sowa była opiekunką Ateny, siedziała na jej ramieniu i pomagała jej odkryć prawdę. Łatwo rozpoznaje, gdy ktoś próbuje ją oszukać. Potrafi dostrzec prawdę, nawet ukrytą pod wieloma warstwami kłamstwa. Jest symbolem magii. Co ciekawe, nie jest raczej kojarzona z mężczyznami.
      Sowa ofiarowuje nam mądrość poprzez intuicję, doświadczenie mocy Księżyca.




      Ptak ten, porusza się bezszelestnie, stąd niektórzy ornitolodzy mówią o niej "cicha śmierć". Gdy poluje, robi to precyzyjnie - ofiara ginie często nawet nie wiedząc, co ją pożarło. Dzięki wyostrzonym zmysłom, szczególnie wzroku i zapachu, może wyczuć swoją kolację, nawet jeśli jest ona schowana w trawie czy śniegu.



TADAM!! Kwiatki XD


      Zdjęcia pochodzą z początku marca, aż głupio pokazywać szaliki i rękawiczki, kiedy ja już prawie "plażing" uprawiam...
      Wiosna z wolna przekwita na cześć lata, wody świecą w słońcu lazurem, a szlaki stają się drożne coraz wyżej i wyżej w górach. Choć jeszcze nie do końca. Ostatnim razem musieliśmy zawrócić po tysiącu pięciuset m. n.p.m., bowiem lawiny przykryły całe przejście.




      Największy wpływ na wygląd każdej z moich podróży, ma to, co znajduje się w mojej duszy. Nie jest tak istotne, że trzeba zawrócić, choć chciałoby się "odhaczyć" kolejny szlak na mapie. Ważne, że można iść. Zobaczyć, przeżyć wyniosłe chwile, pokonać kolejne swoje granice i oczyścić umysł z codzienności. Szlaki ku temu są najlepsze. Pnąc się w górę, choćby powoli jak bluszcz, pniemy się na szczyt swoistej nirwany. To niczym nieuwarunkowany stan, zrealizowana "pustość".
       Wędrówka to dla mnie prawdziwa rzeczywistość poza wszystkimi cierpieniami i zmianami. Trwała, spokojna, niezepsuta i nieskażona. Jest ucieczką i samym celem.



Mama świata "Sagi wiedźmińskiej".
      Świat dziś wygląda zupełnie inaczej. Jest ciepły, pełen życia, brzęczą owady, wszędzie pełno ptaków, a jeziora są pełne narybku i ikry.
      Pokażę Wam coś, jedno zdjęcie z wczorajszej wędrówki. Voralpsee, jezioro okolone jednymi z wyższych gór, do którego doszliśmy malowniczą przełęczą:


      Kilka dni urlopu sprawia, że staję się nad-aktywna. Nawet w internecie. Mogłaby, wędrować codziennie, ale postanowiliśmy dziś dać sobie jeden dzień na regenerację.
      I tak, zyskałam czas na to, aby zająć się szatą graficzną, sporządziłam tego posta, skasowałam FP Mad House. Prowadziłam go z postanowieniem, że sprawdzę się na takim tematycznym koncie i zobaczę jak mi pójdzie. Jednak zainteresowanie było znikome, statystyki wskazują minimalny zasięg postów. Czy robiłam coś, aby zyskał popularność? Myślę, że nie dość, bo FP wymaga codziennej aktywności, na którą mnie nie stać.
      Blog o tym samym tytule nie wnosi niczego nowego, ciąż posiłkuję się wiedzą wyczytaną w poradnikach sportowców, do których dostęp ma każdy i nie wzbogacam internetu swoim projektem, toteż noszę się z zamiarem usunięcia także i tamtego bloga. Tempus fugit, aeternitas manet [czas ucieka, wieczność trwa], czas mi pokaże co mam postanowić. Może wędrowanie jest moją największą przyjemnością, bo na tej stronie osiedliłam się chyba na dobre.
      Życzę Wam słońca i skowronków. Albo chmur i wron, zależnie od upodobań ;)

12 komentarzy:

  1. Witaj Wędrowniczko:) Piękne zdjęcia, szczególnie podobają mi się te ze śnieżyczkami:))) Pozdrowienia i wielu kolejnych energetycznych wypraw:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Energii nigdy nie brakuje, nawet kiedy trzeba bardzo wcześnie wstać, jeśli chodzi o wędrowanie - nie ma zmiłuj - jest MOC :)
      Niech będzie też z Tobą,
      pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Witaj Hexe.
    Wspaniała wędrówka po leśnej głuszy nietkniętej ingerencją człowieka, gdzie natura sobie sama radzi i swoje prawa ustanawia..
    Fascynują mnie te kamienne mury pokryte mchem...
    Mnie żal naszej Puszczy Białowieskiej, której duże połacie idą pod topór, gdyż mamy kretyna za ministra.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał
    PS. Malauczko, maluczko, a będą kolejne odcinki na moim blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie problem w tym, że ćwierć tego lasu już jest poukładana równiutko w deseczka wzdłuż drogi, a widać, że na tym nie poprzestaną :(

      Usuń
  3. Ten mech i te drzewa i baśnie w tle! Piękni Wy.

    Ja w wolne dni to o ile gdzieś nie wypełzam zaszywam się w czytaniu. Mało jestem internetowa ostatnio.

    Do ostatniego wpisu: ciekawa informacja o Wikingach! Wydawało mi się, że oni panowali nad większością współczesnej Europy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że oni coś nie bardzo z tymi górami sobie radzili, niby silni faceci północy, ze śniegiem i wiatrem za pan brat, a jednak Helvetów się bawili.
      Sprawdź sama, może znajdziesz jakieś lepsze źródło o ekspansjach wikingów, sama jestem ciekawa, jak odkryjesz coś więcej, pisz koniecznie!

      Usuń
  4. Cóż za piękny omszały las i opowieści szamańskie jeszcze do tego :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się nie przynudzać. ;) Zdjęcia lasu każdy pokazać może, troszkę lepiej lub troszkę gorzej, przyznam, że nadal nie jestem doskonałym operatorem swego sprzętu fotograficznego, ale dzielnie się uczę. Poprzednie zdjęcia z tego lasu były za ciemne i zbyt ziarniste, tu zaobserwowałam progres. Przynajmniej nadrabiam szamańskim tekstem ^_^

      Usuń
  5. Wstąpiłam do Ciebie trochę przypadkiem,ale widoki zaparły mi dech! Zostałam więc i weszłam do tej Tajemniczej Krainy. Zazdraszczam takich wycieczek:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Prawdziwie basniowe klimaty panuja w Twoim Brokilonie. Nic, tylko sie w nim zagubic na chwil kilka :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre kobiety gdy trafią do Brokilonu raz, zostają już na zawsze ;)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.