sobota, 21 maja 2016

Trzy zamki Haldenstein.

      Obok miejscowości Chur, o której opowiadałam TUTAJ, znajduje się góra, na której niższych i średnich partiach wznoszą się trzy zamki w nieznacznej odległości. Z pierwszego widać drugi, z drugiego trzeci... no z tym trzecim nie przesadzałabym, jest zakamuflowany. Nawet nie wiedziano od początku, że on tam jest. Na ruinach tego co niegdyś było dumą baronów i książąt, stanęły moje własne chwalebne czyny. Nie tylko weszłam na tę górę, ale i zdobyłam sztangę do ćwiczeń.
     Zostawiliśmy samochód w wysoko położonej miejscowości Haldenstein na 580m. n.p.m. Znak wskazywał poszczególne trzy interesujące nas kierunki. Niech Was nie zmylą skromne czasy dojść do wszystkich ruin, bo jak się to połączy w jeden, plus fakt, że droga jest pod kątem, przestaje być tak łatwo i przyjemnie w odczuciu. Ale dobrze, trzeba chodzić, poznawać historię, a nie gnuśnieć w domu!






      Najbardziej nieszczęśliwa jestem gdy przykaże mi się nic nie robić. Poprzednim razem wyjaśniałam tę kwestię. Tu nie ma innego zajęcia, nie ma nic więcej do robienia w weekendy, tylko górskie szlaki, ew. restauracje. Zaczyna mnie powoli trafiać szlag. Ten z "g" niestety. W końcu ze mnie wilcza wiedźma, typowy łazęga, który zamknięty pośród czterech ścian, zaczyna wyć jak zdemoralizowany wilkołak na głodzie. Ze mną właściwie to jak z koniem, który nie może biegać, a takie sztuki się usypia. Bo w zasadzie... ja nie mogę biegać i o to chodzi. I po górskie szlaki, których nie mogę wydeptywać. A planowałam na ten rok ćwiczyć podbiegi pod Bandytkę. O_o

Widać go już z miasteczka.
      Droga do niego nie była trudna, w skali od 1 do 10, oceniłabym to podejście na 1,5. Drogi szerokie, końcówka wiedzie nad ruinami, schodzi się do nich też bez problemu porządną ścieżką.





Nie znalazłam informacji odnośnie. Ktoś z Was może wie, jaki szlak oznacza się takimi kolorami?




      Burg Haldenstein był najważniejszym ze wszystkich trzech zamków na terenie wsi Haldenstein w Szwajcarii w kantonie Gryzonia i od niego zacznę.
      Ruiny zamku znajdują się na skale. Te mury niegdyś górowały doglądając bezpieczeństwa swej wioski na dnie doliny.
      Długi czas ruiny tego nietypowego zamku pozostawały ukryte z nieznaną dla nas historią, dopóki nie zostały odnalezione przez lawinę gruzu, która odkryła fragment wysokiego muru. Ale co się stało wcześniej?


Wappen - herb. Niegdyś tu gdzieś wisiał.
      Prace badawcze trwają nadal, archeolodzy wciąż zadają sobie mnóstwo pytań odnośnie konstrukcji zamku i drogi dojazdowej. Brama prawdopodobnie była usytuowana w niemożliwym już do odzyskania murze. Natura okazała się skuteczniejszym destruktorem niżeli niejedna wojna. Bardzo ciężko jest odrysować potencjalną siatkę budowli na mapie, przypuszcza się jednak, że u podnóża skały, na której wybudowano zamek, mieściły się jeszcze budynki gospodarcze. Co ciekawsze, wejść do zamku można było przez grotę w skale, na której został zbudowany.


      Wieża na pewno nie była zamieszkana ze względu na swój wąski obwód. Pierwotnie cała konstrukcja miała pięć pięter, z blankami. Z sali głównej i innych komnat, wychodziły okna w różnych kształtach, co jednak powodowało, że sale te, nie nadawały się do zamieszkania do momentu wprowadzenia szklanych okiennic w XIV wieku.
      Wewnętrzne tynkowanie w wielu warstwach, powtarzające się odnowienia, sugerują przebieg licznych katastrof. Schody obok wieży łączyły ze sobą poszczególne piętra. Pokoje były rozdzielone przez cienkie ściany z drewna. Kuchnia była na parterze.
      Czas rzeczywisty budowy Burg Haldenstein jest niejasny. Najstarsze kondygnacje sięgają XII wieku, a pierwsza wzmianka pochodzi z roku 1299.
      To najmłodszy z trzech lokalizacji na urwistych skalnych blokach. Prawdopodobnie ostatecznie zwalił się na niego głaz.


      Władali na nim od 1260r. potężni baronowie Vaz, Berenhardus. W 1180 w pobliżu powstał zamek Lichtenstein. 1330 rycerz Ulrich von Haldenstain ożenił się z córką Lichtenstain (1321-1353) i połączyli swe ziemie.
      Historia panowania na tych skałach jest znacznie dłuższa, ale kto by to czytał... ;)




      I znów świat realny splata się ze złudzeniem. To chyba źle. Tak jak wilk karmi się krwią ofiar, a to mu dodaje im ikry, tak ja pragnę karmić się krwią tych gór - pić wodę ze strumieni. Chcę otulać się zimnym wiatrem, chcę patrzeć na życie z pasją i nowym zapałem. Powrócić chcę dawna ja, choć nie spostrzeżecie tego, bo wciąż wydaje się, że wszystko w porządku. Chcę by pod moimi stopami nie płonęły drzazgi niespełnionych marzeń, by ostrym księżycem żłobić wnętrze serca, by zrobić tam więcej miejsca na nadzieję. Staram się, aby ludzie przy mnie byli szczęśliwi, a zapominam wciąż o sobie... ale to nie jest proste.



      Wzywam Cię, który jesteś, do Snu, bo tam rozmawiać najłatwiej, bo tam najbezpieczniej, tam gdzie kwiaty porosłe w skale, nikt nie usłyszy moich modlitw.
      Chcę wrócić do gry, chcę znów zdobywać szczyty, chcę biegać jak co dnia, chcę przejechać się konno po ukochanej, polskiej krainie soczystych, zielonych lasów, złotych kłosów i błękitnych jezior. Chcę poczuć smaganie grzywy na twarzy, chcę móc złapać wiatr i zachłysnąć się tym stanem, znów na zapas, znów tylko przez krótką chwilę. Bo czym jest kilka dni w obliczu jednego roku? A czym jest jeden rok w obliczu całej wieczności?


      Dlaczego Bóg odebrał ludziom długowieczność? Może wtedy bardziej by je cenili? Może wtedy rzadziej by mordowano i podejmowano by mądrzejsze decyzje polityczne? Ludzie byliby cierpliwsi, więcej by myśleli. Np ja myślę bezustannie, próbując zignorować swoje wszystkie obsesje i tylko oddychać.

________________________________________________________
      Do następnego celu wiodła nieco trudniejsza droga. Tym trudniejsza, że trzeba było wyżej podejść, a szczerze powiedziawszy, chodzi o sam ostatni odcinek, czyli wskrobanie się na górkę.
      Na zdjęciu u dołu widzimy tą górkę w całej okazałości, na jej szczycie pan zjada swoje papu:




Zamek również był widoczny z miasteczka. Z dołu przypominał troszkę atrapę... Oo
      Zamek Lichtenstein położony jest na skalistym masywie wysoko nad doliną i jest jednym z trzech zamków gminy. Tuż obok w jaskini znajduje się zamek Grottenstein, do którego przejdę w późniejszym opisie.



Z widokiem na Haldenstein.

      Zamek przechodził z pokolenia na pokolenie w rodzinie Liechtenstein. Znacznie później, bo w XV wieku, Zamek Lichtenstein wydał się być opuszczony, zaś w 1479 gen rodziny w tym miejscu zaginął, nie było już więcej mariaży, a włości opuszczono. I tak, w połowie XVI wieku zamek został opisany jako ruina.
      Z ciekawostek, na terenie tej posiadłości, bardzo licznie hodowano kukurydzę.



     Moja sztanga, poza tym, że obłazi z kory (bo nie chce mi się jej odpowiednio potraktować), sprawdza się idealnie w treningach na dolne partie ciała, wystarczyło tak niewiele, inna pozycja ciała i przyblokowane w bezpieczny sposób obciążenie, a treningi stały się bardziej wymagające. I teraz mogę śmiało mówić, że ćwiczę, aż drzazgi się sypią XD




A w ziemi było schowadełko.


      Nie muszę się tłumaczyć, dlaczego chcę coś robić. Nie muszę przedstawiać argumentów. Tak samo jest w drugą stronę, jeżeli nie chcę czegoś zrobić, bo czuję, że jest to sprzeczne z moimi zasadami albo może przynieść mi szkodę, po prostu odmawiam.
      Żyje za siebie. Nie mam poczucia winy z powodu dorosłych, którzy marnują sobie życie albo nie umieją się odnaleźć. Nie da się żyć za kogoś. Każdy musi sam zrozumieć co jest słuszne i podjąć własne decyzje.
      Postawmy się teraz w odwrotnej sytuacji, każemy komuś coś zrobić, bądź zabraniamy czegoś. Nie możemy sądzić, że to lepsze dla drugiej osoby, niżeli jego własny wybór. Ten człowiek może mieć zupełnie inne priorytety i coś, co jest dla nas bardzo ważne, dla niego może okazać się trzeciorzędne.
      Nie wolno nikim kierować, nikim kto jest zdolny do podejmowania własnych decyzji. Każdy ma prawo do przeżywania własnych błędów, nikogo nie powinniśmy chronić na siłę, bo czas na naukę tego typu sposobami, już dawno minął. Dorosłe osoby żyją podłóg swoich wyborów. I jeżeli mówią "nie", to znaczy, że taka jest ich wola i należy ją uszanować.
      Może dlatego osoby mające we krwi swą władczość, spotykając się z moim buntem, moją suwerennością, a nie poddaństwem. Nie lubią mnie. Czasami stwarzam pozór zmanipulowania dla świętego spokoju, to jakieś chore...
      Wierzę, że wszyscy jesteśmy sobie równi. Bez względu na wiek, który wg mnie jako taki nie istnieje, także bez względu na status, bo nie ma dla mnie bogatych i biednych, bo bogaci są najbiedniejsi - mają tylko pieniądze i swoją pychę oraz silne uzależnienie od konsumpcji.
      Dla mnie liczą się charaktery i postępowanie. Jesteśmy takimi samymi ludźmi z takimi samymi słabościami i jedynym, co nas wszystkich różni jest to, jak traktujemy swoich bliźnich.
      Jestem jednostką autonomiczną i nie uznaję zwierzchnictwa w życiu prywatnym. Ale szanuję ponad wszelką wątpliwość ludzi. Szanuję ich oraz to, w co wierzą. I nie obchodzi mnie rezultat wyssanych z palca bajek na mój temat, choć przyznaję, znać je lubię, bo to ciekawe.

_____________________________________________________________
      To chyba najciekawszy etap wycieczki, jako że wszystkich nas fascynuje najbardziej to, co nietypowe, otóż zwiedziłam drugi w moim życiu, zamek jaskiniowy.
      Dojście było bezpieczne, szerokie, ale droga wiodła pod samą górę, pod pionową ścianę. Już rozumiem, dlaczego zamki jaskiniowe cieszyły się takim bezpieczeństwem. Jakie wojska chciałyby bić się w takim miejscu?
      W skali trudności od 1 do 10, raczej 2/2,5, ostatnia prosta tylko na 3, bo krótka.









      Burg Grottenstein - jaki zamek jest, każdy widzi. Szczegóły? Przednia ściana, zanim nieco skruszała, miała 1. 7 metra grubości. Po jednej stronie mur bezpośrednio był zbudowany na skale, po drugiej zaś, ściana stała na pięciometrowych wspornikach, tj. belkach.




      Tylna ściana to kamień jaskini, z której bije źródło, więc można powiedzieć, że mięli w zamku bieżącą wodę. To dość popularne, z tego co wyczytałam ogółem o tego typu konstrukcjach, że w zamkach jaskiniowych rzeczywiście cieszono się dostępem do wody.


      O zamku wzmiankowano dopiero w 1672 r. Prawdopodobnie było tak ze względu na położenie, na początku jego istnienia niewielu o nim wiedziało.
      W prywatnych zapiskach możnowładców z Lichtenensteinu, wspomniano o nim po raz pierwszy w roku 1180.




      Nic nie dzieje się bez przyczyny, przypadków nie ma - są tylko spotkania. Należy być szczerym, ale w tym miejscu dodam, że trzeba umiejętnie stawiać granice swej wylewności i ufności, ponieważ nawet mijające lata nie zagwarantują nam pewności, którą można by pokładać w drugim człowieku. Nie ma w życiu "pewniaków", każdy może zawieść, my sami także.
      Zawsze staram się być sobą. Słucham mojego wewnętrznego głosu, który podpowiada mi co jest dobre, a co złe.


      Droga okrężna do miasteczka na parking nie podlega ocenie, nie mieści się w skali, ponieważ wynosi 0. W dół to w dół, i nawet mogłaby być przejezdna w niektórych miejscach.


A czasami tradycyjnie, w lesie był bałagan.

      W kwestii grzechu, którego nie interpretowałabym jako takiego (dziedziczonego nie uznaję) w powszechnie przyjętym, a raczej ustanowionym przez chrześcijaństwo, potocznym tego słowa znaczeniu, ja odnoszę się zawsze do sumienia. Czyńmy co chcemy, ale bylebyśmy przy tym nie krzywdzili innych. To są podstawy zasad współżycia społecznego. Wierzę, że człowiek, który szkodzi innym, może zostać mentalnie resocjalizowany. Kiedy obudzi się jego sumienie, odnajduje właściwą drogę i wtedy wielkie znaczenie nabiera kolejny ale prawy czyn, którym przykrywa swoje błędy. Pokutą nie może być modlitwa czy przeczytanie fragmentu Pisma, dla mnie to absurd. W sercu musi zajść przemiana, a pokutnik powinien zrobić znacznie więcej w celu zmiany swojego życia, często diametralnej zmiany.

      Miłe spotkanie w jaszczurczej skale. Muszę napisać, bo one niczym się nie różnią, że to trzy różne gadziny:




      Pokutą jest samo odczuwanie sumienia, żal i naprawienie błędów. Chciałabym aby ci, którzy odnoszą się do mnie co najmniej niemiło, jeżeli jakiekolwiek powody istnieją, przedstawią mi je kiedyś prosto w oczy. Do tej pory nie uporałam się jeszcze z problemem ludzi, przy których nie czuję się mile widziana, natomiast tyle co mogę zrobić - być życzliwa - i zawsze mam dla nich otwarte serce, jednak sytuacja sprawia, że zaufanie mam mocno ograniczone.
      Lecz ilu z nas nie miewa problemów społecznych? Na przestrzeni lat z tłem o mocnych wynaturzeniach globalnych na całym świecie, stwierdzam, że taka prywata to pikuś. Nie przejmuje mnie to więcej, niżeli tylko w czasie bieżącym, gdy występują pewne spotkania. Wypracowałam to sobie dla świętego spokoju.






      I teraz mogę dołożyć jeszcze jedną naukę, wyniesioną z domu: wystrzegać się fałszywych ludzi. Nawet współczesne wychowanie mentorów, których sama sobie wybrałam, których czytuję, wykazuje jasno, że to jedyne rozwiązanie na spokój w życiu. Bo każdy z nas przecież doskonale wie, z kim może konie kraść, a przed kim powinien uciekać gdzie pieprz rośnie. Zaś spokoju chyba pragną wszyscy. Jakiejś stabilizacji i oczywiście poczucia szczęścia. To nie jest mitologia to wszystko można osiągnąć, jeśli jesteśmy poród szczęśliwych ludzi.
      Szanujmy się, uśmiechajmy się do siebie. To takie proste!






Widok Ruine Liechtenstein na pożegnanie.
      Dla wszystkich zainteresowanych: wprawa ta, miała miejsce pod koniec marca. Trudność wędrówki w skali od 1 do 10, określiłabym całościowo na 2, miejscami 3. Podejście do zamku w skale, choć nie długie, jest mocno dające się we znaki: szeroka droga w lesie, a więc bezpieczna, ale wysoko pod górę i wyciska poty, dlatego tym kilku merom osobno daję 3,5. Dla kogoś kto czasem chodzi szlakami górskimi, ta wędrówka nie powinna być wyzwaniem.
      Tym szlakiem prowadzi ścieżka zdrowia dla rowerzystów, więc można spotkać od czasu do czasu śmiałka, który żółwim tempem wjeżdża swym MTB pod górę. Z reguły są to emeryci. Szacun!


      Tradycją już jest, że na koniec wyprawy pokazuję zdjęcia robione przez szybę. Przy okazji odzwierciedla to nieco wygląd okolicy, ale czy ułatwia lokalizację? Wątpię, lecz mnie uprzyjemnia ten czas:








      Lubie działać bez pośpiechu. Pośpiech i stres tworzą chaos, który nie sprzyja natchnieniu. Dlatego staram się tak planować pracę, żeby móc spokojnie się na niej skoncentrować i zrobić ją najlepiej jak umiem.
      Kiedy potrzebuję ciszy, spokoju i skupienia, po prostu wyłączam telefon. Mój czas i mój spokój jest równie ważny jak to, czego ktoś może ode mnie w tej chwili potrzebować. Prawdą jest, że nie lubię zaspokajać cudzych oczekiwań kosztem czegoś, co dla mnie w danej sytuacji będzie ważniejsze. To nie zabawa. Mam wystarczająco własnych oczekiwań w stosunku do siebie samej, jestem wystarczająco samokrytyczna i nie potrzebuję mierzyć się z cudzymi ocenami. Chciałabym osiągać swoje prywatne sukcesy w przyjaznych warunkach i świętym spokoju, co do tego czasu przychodziło mi łatwiej. Viele Stress - viele Niederlage.


______________________________
przez post, przewijają się gdzieniegdzie cytaty z kalendarza Beaty Pawlikowskiej.

13 komentarzy:

  1. CUDOWNE I MALOWNICZE ZAMKI KADRY WPROST NIESAMOWITE DECH ZAPIERA JAK CUDOWNIE JEST NA NASZEJ ZIEMI POZDRAWIAM NIEDZIELKNIE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I pamiętajmy - Ziemia nie zna granic. To wszystko jest nas wszystkich i dla nas wszystkich.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Witaj! Ładnie to gnuśnienie określiłaś. Ja gnuśnieję w domu. Czytając Cię uświadomiłam sobie dlaczego przez ostatnie tygodnie zrobiłam się taka okropna-włóczyć mi się chce. Momentami mam wrażenie, że jak nie pójdę za chwilę na łono przyrody będę krzyczeć jak opętana, wyć do księżyca albo nie wiem co jeszcze. W każdym razie każda z tych akcji może się skończyć wariatkowem.

    Ludziom nie należy ufać a jeśli już to jak na drodze-trzeba przyjąć zasadę ograniczonego zaufania. Wszyscy kłamią. Jak mawiał mój ulubieniec Dr. House.

    Zdaje się, że zamki o podobnej architekturze stoją w Irlandii.

    Od marca zeszłego roku mam ciągle ściszony telefon. Miałam wtedy taką kumulację, że wszyscy coś ode mnie chcieli i nikogo nie obchodziłam ja i to, czego ja chcę. Ludzie są często roszczeniowi, wydaje im się, że nasz czas im się należy. Teraz narzekają często, że nigdy nie odbieram telefonu, ale świat się nie zawalił. Wszyscy nadal żyją. Nie jestem niezastąpiona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam tak nie jeden raz i nie znam innej rady, musisz wyjść, choćby na spacer do parku, musisz wyjść, najlepiej na cały dzień.
      My jesteśmy jak wilki, tylko na szlaku nam dobrze. I trochę też jak koty, mamy własne ścieżki.

      To też mój ulubieniec ;) Ludzie się nie zmieniają ;)

      Podobne zamki z kamienia stoją też w Szkocji.

      Ludzie myślą, że mamy zawsze czas. Czas na to aby odebrać czy zadzwonić. Pogadać. Ale dostępność w internecie nie odzwierciedla mojej dostępności w ogóle. Tą odpowiedź napisałam w dwie minuty, bo czekam aż mi się woda do wanny naleje. W tym czasie głupio do kogoś dzwonić, bo OCZEKUJE rozmowy trochę dłużej niż 2/3 minuty. Bo ja się nie umówię na kawę, bo nie ma mnie. Rozumiesz? Jestem oceniana wg aktywności w internecie. To smutne i zarazem żałosne.

      Usuń
  3. Zajrzałam znów i znów jestem pod wrażeniem. Wycieczka wspaniała, widoki przepiękne, zapierające dech. A słowo pisane zawiera dojrzałą mądrość. Co do ludzi, nie zawsze jest to proste, jeśli np. toksyczni ludzie są w rodzinie. Zgadzam się, że człowiek powinien być blisko natury, chodzić po trawie, dotykać drzew, bo inaczej dziwaczeje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toksyczni ludzie w rodzinie, oto problem na miarę dla psychologów. Bo niby jak unikać wtedy tych toksyn?
      Dziękuję za komplementy i serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Cudowne miejsca, bajkowe krajobrazy i piękne zdjęcia.
    Z całą pewnością po takiej dawce pozytywnej energii, Wasze akumulatory naładowane będą na długi czas:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były do następnego weekendu - znów zew wędrowania odezwał się głosem nie znoszącym sprzeciwu ;)

      Usuń
  5. Witaj Hexe.
    I tak nie ruszając czterech liter z fotela wędruję sobie po Szwajacarii podziwiając krajobrazy, szlaki, zamki, wieże...
    Lubię twoje opisy wędrówek, szlaków i zdjęcia. Ta wieża na skale przypomina mi wieże na zamku Trosky w Czechach.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Będę miała okazję już niedługo zwiedzać Czechy, ale raczej nie zamki. Ale też będzie ekscytująco :) bo w doborowym towarzystwie!

      Usuń
  6. Kolejna fajna wycieczka, ktora (na upartego ;)) moglabym zrobic z dzieciorkami :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczęłam właśnie, jak widzisz, po Twoim ostatnim pytaniu o Viamalę, dodawać adnotacje odnośnie trudności drogi :)
      Dla Was - górskich wędrowców - ta wycieczka to pikuś ;)

      Usuń
  7. Przy takim układzie to wynik obrońcy - oblegający wynosi 1-0. Ilu ludzi musiało zginać podczas budowy tych niedostępnych fortalicji?
    Ciut przypominają Kamieniec albo zamek z Chęcinach...

    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.