wtorek, 31 maja 2016

Lugano: kiedyś był tu święty las.

      Za górami, za lasami, za siedmioma dolinami, żyła hrabianka, która była ciągle wkurzona, bo miała wszędzie daleko. Ale historia szlachciców tak naprawdę nie lubi się powtarzać, bo dawno, dawno temu żył tu sobie w tejże dolinie pewien książę, a z ryja był tak paskudny, że Kopciuszek opuściła imprezę o 23:15. Hrabianka nie szukała ani księcia ani bajki w życiu, bo książętom zawsze wybacza się przywary, a bajki są zbyt okrutne.
      Toteż mając wszędzie daleko i wszędzie pod górę, szlachcianka porzuciwszy definitywnie swe bogate suknie, wcisnęła się w legginsy, wsiadła w samochód i pojechała przez przełęcz jeszcze dalej. A co!








      Początek kwietnia, palmy wypuszczają młode listki, drzewa i krzewy kwitną lub przekwitają. .. Że co? Że jak? Skoro tam zawsze świeci słońce, nie dziwota. Nawet jeśli mówią, że w całej Szwajcarii ma padać, tam nie będzie. ;] Autostrady w tym kierunku są zawsze pełne, bo cała wyziębiona Szwajcaria zmierza na południe. Zawsze. W każdy weekend.
      Normalnie unikamy tego kierunku, ale od czego jest logistyka i czemu by nie pojechać w dniu i o porze, jak cała Szwajcaria opuszcza południe?


      Największe miasto we włoskojęzycznym kantonie Ticino, graniczącym z Włochami, w południowo-wschodniej Szwajcarii. Choć podróż ta odbyła się dawno, zaręczam o włoskim temperamencie w każdym obrazie i w każdym akapicie. Odpowiednio się natchnęłam. ;]
      Mis amigos, hemos empezado el verano con buen pie!! [moi drodzy, dobre rozpoczęliśmy lato!] Dlaczego Marquess, przecież to nawet po Włosku nie jest!! I co ten zespól ma wspólnego ze Szwajcarią?
      Wokalista ma włoskie pochodzenie choć śpiewa głównie po Hiszpańsku, a jako producent pracował ze szwajcarskim wokalistą Patrickiem Nuo, a generalnie Marquess to niemiecka kapela...
      Kupili mnie utworem "Vayamos Companeros", jako ciekawostka, TUTAJ utwór z niemieckim tłumaczeniem. Dla odmiany, może ktoś woli - Marquess w hochdeutschKLIK.




Pozdrowienia dla tego pana:

Od razu widać, że pan też szlachta. Swój swego zawsze pozna.


      Nazwa miasta pochodzi prawdopodobnie od łacińskiego Lucus oznaczającego (święty) las. Wedle innej interpretacji nazwa wywodzi się od celtyckiego bóstwa Lugh - patrona wód.
      Jak powstało to miasto? Znaleziska archeologiczne dowodzą, iż już 1000 lat p.n.e. mieszkali na tym terenie Lepontyjczycy, będący ludem kultury etruskiej, który później zmieszał się z Celtami, zanim tereny te dostały się pod kontrolę Rzymian. Po rozpadzie Imperium Rzymskiego osiedliły się tu plemiona germańskie.





Budynek Masonów.





A panowie myją pachy.
      Ze względu na malowniczy krajobraz i łagodny klimat nadjeziornego Lugano, miasto stało się obleganym kurortem, co raczej zniechęcałoby mnie do zwiedzana w środku lata...
      Miasto Lugano położone na południu od głównego grzebienia Alp Szwajcarskich u ujścia strumienia Casserate do jeziora Lugano (wł. Lago di Lugano), w południowej części kantonu Ticino zwanej Sottoceneri, która to wcina się głęboko w północne Włochy.
      Miasto i jezioro leżą w niecce między masywami trzech gór: Monte Brè (925 m.n.p.m.), Monte San Salvatore (912 m.n.p.m.) oraz Monte Sighignola (1.314 m.n.p.m.), którego szczyt Balcone d'Italia znajduje się na włoskim terytorium.







      Klimat być może dla mnie nieznośny, ale jednego im mogę pozazdrościć: okazałe palmy w rabatkach przed blokiem, a w każdym ogródku egzotyczne kwiaty i kaktusy.
      Centrum miasta z placami w stylu śródziemnomorskim i arkadami oraz liczne parki ze subtropikalną roślinnością, jak Parco Civico na brzegu jeziora.
      Przy promenadzie rozciągają się ogrody Belvedere Gardens, gdzie rosną nie tylko kamelie i magnolie, ale także liczne subtropikalne rośliny. Wśród nich ustawione są nowoczesne rzeźby.


Prawdziwy, mąż sprawdzał.













      XVI wieczny kościół Santa Maria degli Angioli to bezwzględna perełeczka historyczna, niestety z wywieszonym wielkim, bezwzględnym zakazem fotografowania. Budowę świątyni rozpoczęto w 1499 r. W 1529 r. Znakomite freski na ścianach kościoła są dziełem Bernarda Luiniego, który ukończył je na trzy lata przed swoją śmiercią.
      Jeden z fresków porusza tematykę pasyjną, ozdabia przepierzenie między nawą a chórem; zadziwia rozmachem. Wielu przyjeżdża tu właśnie po to, aby zobaczyć jego wizje Madonny z Dzieciątkiem, Jana Chrzciciela oraz Ukrzyżowania, zaliczanych do jego najlepszych dzieł.
      Luini, wysoko ceniony przez swoich współczesnych, znajdował się pod dużym wpływem Leonarda da Vinci; ozdobił swoim malarstwem wiele kościołów, zwłaszcza w Mediolanie. Jego dzieła można zobaczyć w muzeach Paryża, Londynu i Florencji.



źródło: internet
      Całe miasto, niektóre jego kamienice przywodziły mi na myśl moją secesyjną Łódź. Sorry, odważne porównanie, ja wiem, ale... Tak było.







Jak każde większe miasto, Lugano posiada swoją ulicę handlu i komercji.



I całe mnóstwo innych ciekawych zabudowań.










      Seria zdjęć zza szkła...   ...karoca pomiędzy gór skalistymi ścianami, wąsko biorąc zakręty, usypywała w dół gruz kołami. Hrabina zza gór, lasów, rzek, jezior i dolin, nadal wszędzie daleko mając, do ulubionych zajęć, miejsc i bliskich rodzin, podążała drogami własnej fantazji. Pod grafitem nieba jej drogi, przełęcze, górskie szlaki, wszystkie zbliżają ją do do miejsca, gdzie odnajduje samotny azyl. A gdy spośród uroczysk wróci, optymizmem swe problemy ukróci. A te drogi to dopiero początek i mnóstwo nowych miejsc do odkrycia. Ona zostanie w Dolinie Mgieł, by śnić dalej stale powracający ten sam Sen.



Ten zamek zwiedzałam pewnego słonecznego dnia, szczeg. TUTAJ.

















A tu lawinka w dwóch kadrach:



Moje ulubione kamienne dachy:


      Jedne góry hrabianka ominęła, jakieś jezioro hrabianka ominęła, jakąś kolejną przełęcz i kilka tuneli hrabianka już pokonała, już prawie jest w domu...






Tradycyjnie, stworzyła się lista intrygujących murów do zdobycia.







      I hrabianka wreszcie spoczęła w swym arystokratycznym fotelu, zastanawiając się jakiego typu komfort ceniłaby najbardziej: stary dom i duchy, czy stary zamek, przeciągi i duchy? Byle bez łańcuchów, bo spać przy tym nie można.
      I wreszcie wpadła na odpowiedź! Stary zamek z kamiennym dachem z duchami bez łańcuchów i przeciągiem, z piwniczką pełną wina, salą balową dla tych, co by to wino pili i strych z nietoperzami, bo hrabianka bardzo komarów nie lubi. I z Draculą, co by posiadłości strzegł, bo jemu przynajmniej płacić nie trzeba, co innego firma ochroniarska. A przecież "True Blood" już dawno jest. Pił ktoś?