sobota, 9 kwietnia 2016

Szwajcarzy, a depresja - problem na dużą skalę kraju.

      Nam wydawałoby się, że mieszkając w takich okolicznościach przyrody, to dziwne popadać na smutki. Zachwycające Alpy często przecież bywają terapią dla turystów, jednak czas ujrzeć życie mieszkańców tutejszych masywów w innych barwach.
      Zastanowienie przyszło częściowo na wspomnienie moich kłopotów z adaptacją, zaś częściowo po przeczytaniu artykułu na ów temat, sporządzonego przez kobietę zamieszkującą tutaj na stałe w roli małżonki Szwajcara, zatem jest blisko źródła wszelkiej wiedzy szwajcarskiej.
      Przy okazji, przepraszam za wątpliwej jakości fotografie, robione przez szybę podczas słonecznego dnia, kiedy lepiej widać jej szklane cechy, niżeli świat dookoła. Mam jednak nadzieję, że nie będzie się źle oglądać.






      Przyjrzyjmy się ciemięzcy z bliska: depresja to zaburzenia psychiczne z grupy zaburzeń afektywnych. Również określa się tak niechorobową apatię, której przyczyn może być ogromnie wiele, np monotonna praca, albo niewyspanie. Wielu bagatelizuje jednak tą prawdziwą depresję: rodzice ignorują gorsze samopoczucie pociech, szefowie wykorzystują brak asertywności pracownika - bardzo często przyczyniając się tym do pogłębienia tego stanu.
      Na całe szczęście zaczęło się mówić o depresji. Pojawiają się programy naukowe, felietony, rozpisują się czasopisma, a nawet raz widziałam krótki reportaż w programie śniadaniowym.
      Zaburzenia afektywne zaś, to tak naprawdę cała gama zaburzeń - można rzec - nastroju, emocji i aktywności, ale to nadal zaburzenia chorobowe. A propos, minęłam się z powołaniem, wedle nietypowych zainteresowań medycznych, powinnam zostać psychoanalitykiem.







      Przeanalizujmy to razem w bardzo prosty i przyjemny sposób, a na pewno znajdziecie też parę szwajcarskich ciekawostek, jak np Clubbing.
      Góry dają wiele możliwości aktywnego wypoczynku. Faktycznie wielu, bez względu na wiek, bo nawet i siwi staruszkowie - uprawiają jogging górski, czym wpędzają mnie w kompleksy... Podjazdy rowerowe na sam szczyt to jeszcze częstszy widok. Prócz tego jeździectwo (szczególnie stylem westernowym), wszystkie sporty zimowe i oczywiście wędrowanie szlakami.
      Z tym że nie każdy egzaltuje się w sportach śnieżnych czy innych perspektywach, jakie oferują nam góry. Prócz tego dołująco działają tutejsze zachody słońca, nie widać horyzontu, nagle długi, czarny cień pada na dolinę i można odczuć przygnębiające wrażenie posępnej ciasnoty... Zaś doliny skupione na polach rolnych nie są zachwycające, a brak większych zalesień deprymuje.
      Jak w Polsce rozumiesz pojęcie "Clubbing"? Wg mojej definicji, jest to związane z miejscami, gdzie pracuje tzw. Dj i robi skupioną minę nad tzw. mikserem, udając jaki to arcy-skomplikowany sprzęt. Zaś uprawiający Clubbing, przenoszą się z klubu do klubu, a nad ranem nawet nie pamiętają gdzie zaczęli...
      Jak wygląda Clubbing w Szwajcarii? Z wielkim plecakiem na garbie i mapą w łapie, bowiem te cluby, w których również nierzadko gra muzyka na żywo (ale nie techno, broń Boże!) stoją na szczytach większości gór. Jak w Polsce na szczycie stoi krzyż, tak tu masz jak w banku, że ujrzysz restaurację. Oni tu łażą przez kilka godzin, aby u celu zjeść, napić się i rozbić namiot, ewentualnie wynająć pokój w hotelu, który restauracja oczywiście posiada, ale z takim finałem, to nie sprawa dla oszczędnych.






      Zatem co może robić przyjezdny poza wędrowaniem po szlakach? Nic. I w tym tkwi szkopuł, że na zakup ani dzierżawę konia mnie nie stać, lasu przed blokiem nie posadzę, gór w ziemię nie wdepczę, a Clubbing z hotelem... sama nie wiem. Stąd rozważania o zamieszkaniu na szczycie. Zachody słońca jak ta lala, a wtedy lasu bym miała, a miała... I zawzięłam się, że wbiegnę tego roku na Bandytkę!
      I teraz jest miejsce na przywołanie słów autorki wspomnianego już artykułu:

      "Szwajcarzy cierpią inaczej niż my. My cierpimy, bo przed nami jeszcze tyle pięknych Mercedesów, a dzieciorom trzeba kupić nowe cichobiegi, bo w starych palce wychodzą same na spacer bez udziału reszty ciała. Szwajcarzy cierpią, bo mają te wszystkie piękne Mercedesy, cichobiegi na resorach i właśnie odkryli bardzo zdziwieni, że nie o to chodzi w życiu. Czyli, jakby powiedziała zdroworozsądkowo pani Jadźka z warzywniaka na rogu: w dupach im się poprzewracało!"



      A jednak od nadmiaru głowa też boli. Przeciętny Polak słyszał w dzieciństwie często powtarzający się tekst: "nie ma pieniążków". Automatycznie ma więc zakodowane, że to główny cel życia - trzeba harować i stawać się w miarę możliwości coraz bogatszym, a przynajmniej aby wystarczało na rachunki. Nie ma wakacji ani Mercedesów, dziecko cichobiegi dostanie, ale ojciec będzie chodził w dziurawych butach. Życiem rządzi to zasłyszane w dzieciństwie "za mało pieniążków", a przyszły dorosły wierzy w to coraz bardziej i za kolejne lata stara się żyć prestiżowo, mimo iż na Mercedesa nie ma nadal, ale zaciągnie kredyt, żeby kupić jakieś młodsze auto, no i płaski telewizor też by się przydał.
      I co sobie taki Polak myśli jak widzi Szwajcara w Mercedesie z depresją? Pewnie to samo co wyżej wspomniana pani Jadźka z warzywniaka na rogu.
      Ale ja, wiedźma nowoczesna powiadam Wam - nie samym chlebem człowiek żyje.

"...i nie martwi mnie brak luksusu
kilku aut
nie potrzebny mi do szczęścia jacht

lecz nie tylko samym chlebem
człowiek tutaj żyje..."
- Red Lips






      "Czy wiecie, że aż jeden Szwajcar na sześciu cierpi na typowe objawy depresji, czyli chroniczne zmęczenie, bezsenność, stany lękowe, czy niezdiagnozowane bóle pleców? Szwajcaria słono płaci za niedyspozycję psychiczną swoich obywateli – szacuje się to na ponad 11 bilionów rocznie.
      Szwajcarzy niestety również często popełniają samobójstwa – rocznie pomiędzy 15 a 25 tysięcy osób próbuje odebrać sobie życie."





      "Niestety, miłe Polki ze Szwajcarii, które przyjechałyście tutaj z mężem / partnerem, mam dla Was smutną wiadomość. Jesteście w grupie ryzyka! Jeśli tylko Wasza druga połówka pracuje, a Wy same walczycie tutaj z językiem, integracją i codziennością życia oddalone od rodziny i przyjaciół, to niestety macie dużą „szansę” na przejście na tą drugą, ciemną stronę lustra."

Mieć perspektywy, mieć określony status, być zaradnym, być pomocnym

/ zamienione na /

stracić perspektywy, mieć niższy status, stracić swą samowystarczalność, potrzebować pomocy.

      Nie każdemu starcza sił i odwagi na podjęcie walki. Otoczyłam się szczęśliwie ludźmi, którzy dziś są doskonale zaadoptowani z tutejszymi warunkami. Poznawszy historię każdego z nich, wiem, że nie jestem odosobniona, nie tylko ja musiałam się pogodzić z pewnymi stratami. Należy przede wszystkim nie zapominać ile jesteśmy warci. Bo wartość człowieka nie przemija. Nie wolno też zatrzymywać się na drodze do własnego szczęścia, nie zapominać o swych pasjach i szukać nowych możliwości.





      "Niektórzy psychiatrzy przyznają, że połowa ich pacjentów to kobiety – ekspatki, a druga połowa… ich mężowie, którzy cierpią na syndrom wypalenia zawodowego. To jest prawdziwa zmora korporacji, które lubią wyduszać pracowników jak cytrynki."

Cały artykuł tutaj -> KLICK

      I tak np. odkryłam, że ludzie bardzo często uciekają w chorobę, żeby zwrócić na siebie uwagę. Kiedyś próbowałam im pomagać, ale zauważyłam, że oni nie szukają ratunku, chcą tylko znajdować się w centrum uwagi. Dziś nie mam już z tym problemu, widzę to jasno, że ten, kto chce być zdrowy - dba o siebie. Ten kto podświadomie pragnie być chory, niezdrowo się odżywia, pije alkohol, pali papierosy, a potem narzeka na różne bóle i ogółem cierpi bardzo wszechstronnie.


      Jak sobie pomogłam? Najpierw otoczyłam się roślinnością, ponieważ nie lubię surowych wnętrz, białych ścian itd., więc musiałam coś zmienić. Balkonowe bratki, kilka orchidei oraz ostatnie 2 nabytki, palma i cytryna.

      Lubię sobie wyobrażać cudowne rzeczy. W mojej wyobraźni wszystko jest możliwe - jestem w takich miejscach, że nikomu to się chyba nawet nie śniło. Przeżywam fantastyczne przygody, spotykam niesamowitych bohaterów moich snów. Uśmiecham się często w myślach do moich wyobrażeń i czuję się wtedy tak, jakby były prawdziwe, a ja, jakbym była podróżniczką między wymiarami. To mi daje dodatkową przestrzeń, w której żyję i która sprawia mi wiele radości.
      Nauczyłam się tego, tzw medytacji wizualizacyjnej, aby nauczyć się pozostawiać smutki za progiem tego szarego świata.
      Drugim punktem zwrotnym w moim wcześniejszym życiu było odnalezienie pasji. Miałam wspaniałą trenerkę od jazdy konnej, która powiedziała mi tak: "to jest zwierzę, które na tobie polega. Ono ci ufa. Nie możesz sterować nim mając głowę pełną problemów, bo nie będzie cię słuchać, on wie, że jesteś "nieobecna". Musisz się nauczyć, że wkładając stopę w strzemię, zostawiasz cały ten świat na dole, na ziemi, że teraz jesteś tuż pod chmurami i możesz dogonić wiatr."

Tort lodowy.
      Minął rok, bardzo trudny rok, zdrowie podupadało na równi z nastrojem. Wykluczyłam pasje, ulubione miejsca i zajęcia. Właściwie gdyby nie mąż, już dawno spakowałabym walizki i wróciła do Polski. Ale dziś jestem nadal na obczyźnie i walczę dalej. Z różnymi udrękami - nadal to otwarcie przyznaję. Pochwalę się jeszcze, że namnożyło się też parę sukcesów, a to motywuje chyba najbardziej.
      Zdrowie powróciło, częściej wychodzę na wędrówki, z braku innych możliwości, wedle zasady: jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. I nawet zaczyna mi się to podobać. Zupełnie inaczej jest wspinać się kiedy łba nie rozwala mi pulsujący ból.
      Rozwinęłam jeszcze jedną swoją pasję, którą można praktykować wszędzie. Fotografia pejzażowa. I znalazłam też metodę na to, aby powrócić do swoich innych wymiarów.
      Mam takie dziecinne, trochę być może naiwne marzenie, że jak będę dobrze żyła, to odejdę do nieba, a moim niebem będzie jeden z tych wymarzonych światów, w których niekiedy spędzam całe wyśnione noce. Właściwie to nawet wiem który to konkretnie mógłby być :)

      Przyszło mi na myśl napisać także morał, bo kwestia wcale nie jest banalna i chciałabym aby słowa z tego posta jakoś się rozprzestrzeniły...
      Pamiętajcie, że wsparcie drugiej osoby jest szalenie ważne. Kiedy w pojedynkę nie dajemy sobie rady, musimy rozmawiać. Osoba apatyczna, smutna, czy nawet z depresją, może nie podjąć trudnej rozmowy. Inicjatywą przyjaciela, partnera, małżonka, czy prawidłową reakcją szefa w pracy, jest traktowanie na poważnie wszelkich tego typu przejawów. To nie jest nierealne, szczególnie w pracy, sama miałam kiedyś szefa w Polsce, który widząc, że coś było nie tak, pytał co się dzieje, a nawet proponował pomoc w sprawie.
      Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Wierzę, że Bóg nałożył na nasze barki tyle cierpienia, ile jesteśmy w stanie znieść, oraz postawił na naszej drodze właściwego człowieka, który może pomóc z tego wyjść, o ile nie zlekceważy tego... Rozmawiajcie! Nie odkładajcie tego na potem, nie propagujcie "cichych dni", wybaczajcie sobie!
      Cywilizacja skłania nas do tego aby żyć w wiecznym pędzie, w stresie, mamy coraz mniej czasu dla siebie, rodziny. Nie zaprzepaszczajcie tego, żyje się raz!

16 komentarzy:

  1. Przeczytałam wyrywkowo , bo mi na telefonu cieżko czytać takim drukiem ( ustaw zeby była wersja mobilna) ale bardzo mnie tekst zaintrygował . Jestem Expatka , 4 lata przy mężu , walczyłam o niezależność zawodowa , a teraz .... Leczę dusze - depresje , frustracje , stany lekowe , psychozy naszych rodaków na emigracji , wiele par sie zgłasza , zaczynam nawet mój idealny kraj postrzegac inaczej , przez pryzmat ludzi którym sie o swoja niezależność zawodowa nie udało zawalczyć , albo sa przemieleni przez bezduszny system korporacji i instytucji
    Wrócę przeczytać całość

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że była ustawiona wersja mobilna... ale na wszelki wypadek kliknęłam jeszcze raz. Interfejs do tego zagadnienia jest ubogi, właściwie nic więcej nie mogę tutaj zrobić, zmienić czy powiększyć czcionki.

      Trudny temat wymaga skomplikowanych środków, a na pewno jest to kwestia bardzo indywidualna. Ogół sprawy zawiera w swej treści przesłanie że nie wszystko jest takie, jakim widzimy. To prawda, że niewiele nam trzeba do szczęścia, ale niestety tyle samo do tego, aby zrujnować nasz własny progres w tym świecie.

      Usuń
  2. Niedawno czytałam artykuł o depresji, w którym autor podawał przykłady dzieci, niektóre miały 3-5 lat, jakaś dziewczynka 8 lat i próbę samobójczą za sobą. Było właśnie o tym jak bagatelizuje się objawy, a jeśli już pacjent trafi pod "opiekę" (cudzysłów zamierzony) psychologa lub psychiatry, to często zamiast terapii dostaje garść proszków, które problemu nie rozwiązują a jedynie zagłuszają. Włos się jeży na głowie!
    Z poglądem na DJ-ów ostrożnie - mój przyszły zięć jest jednym z najlepszych w tym kraju i jego praca to nie tylko kręcenie winylem i przesuwanie suwaczków na mikserze ;)
    Te objawy depresji... nie podejrzewam jej u siebie, mimo iż w/w objawy mam, w moim przypadku to reakcja na bardzo stresujący żywot. A mimo wszystko - nie zrezygnowałabym ze swojej codzienności - powrót do rodzinnego domu wiązałby się właśnie z prawdziwą depresją, wejściem w tryb szarej codzienności, do której już nie jestem zdolna wrócić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To straszne co piszesz, ale słuszna uwaga. Jestem przeciwna leczeniu tego typu chorób prochami. To bardzo delikatna sprawa, a psychotropy to troszkę za duży kaliber, szczególnie dla dzieciaków. Ale to już sprawa na szerszą dyskusję, wiele zależy od czynników chorobotwórczych, które należałoby wyeliminować.

      Spokojnie, ja znam osobiście dwóch DJ-ów i obydwaj są to świetni, pozytywni ludzie. Wiesz, że ja piszę pół serio, pół żartem ;) Poza tym jestem fanką Dj Babci XD

      O pewnych objawach już rozmawiałyśmy via mail, wiesz jak było i co jest teraz, co przeszkadza, a co mi służy, czego brakuje, a czego mi nie żal. Teoretycznie posiadam umiejętność dość szybkiej adaptacji w nowych okolicznościach, ale nie oszukujmy się, do tej pory zawsze byłam niezależną panią siebie. Los mi tego ujął i rezultat tego, ujawnił się po czasie dość mało przyjemnie. Ale nie poddaję się. Przecież czeka na nas fantastyczne Niebo ;)

      Usuń
  3. Słyszałam o krajach, których mieszkańcy w większych ilościach popadają w depresję, ale miałam pojęcia, że zalicza się do nich Szwajcaria... Pani Jadźka powie, że w dupach się poprzewracało - ale prawda taka, że szczęście i nieszczęście wartościuje się na skali własnych problemów, a nie ogólnoświatowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko problemów. Jestem zdania, że każdy powinien mieć jakiś cel w żuciu, nie ograniczać go przede wszystkim do pieniądza albo chowu dziecięcego, jak to się słyszy w naszym słodkim kraju. To są fikcyjnie obierane cele, dlatego, że wszyscy taki mają. Dlatego tam gdzie o to nie trzeba walczyć, otwiera się nad głowami ludzi niebieskie niebo i sypią się pytania - ale co dalej?

      Usuń
    2. Też prawda! W ogóle co jeszcze bardzo mnie poruszyło w tym tekście o Szwajcarach - babeczka pracuje pół roku, na drugie pół bierze wolne i jedzie medytować, dla zdrowia. Piękna sprawa! A nie raz widziałam, jak moi znajomi muszę w pracy kombinować, żeby na lewo załatwić sobie wolne żeby móc przed południem udać się na jedną wizytę do lekarze. Zero zrozumienia, zero jakiegoś ludzkiego podejścia.

      Usuń
    3. Tak jest, nie raz i ja kombinowałam i później namnożyło się wiele ożywczych wyjazdów z dala od cywilizacji. Bez tego zwariować można, człowiek musi mieć czasem odskocznie od szarości. Samo wolne z pracy i siedzenie w domu też nie wystarcza, trzeba realizować się w swoich zamiłowaniach. Tutaj to rozumieją, tutaj to oczywiste, a nawet konieczne, tutaj się dba o to, a w Polsce nierzadko w czasie trwania jednej zmiany, nawet na przerwę nie chcą Cię puścić. W Szwajcarii przerwa w pracy to święty obowiązek.

      Usuń
  4. Bo wartość człowieka nie przemija. Nie wolno też zatrzymywać się na drodze do własnego szczęścia, nie zapominać o swych pasjach i szukać nowych możliwości- depresje trzeba leczyc i rozmawiać pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wolno się zatrzymywać, trzeba iść, choćby donikąd, aby nasza droga nigdy się nie kończyła, ale zawsze się rozwijać. Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Masz racje, wsparcie drugiej osoby jest bardzo wazne. Nawet teraz, gdy sprawiam wrazenie osoby szczesliwej, moja monotonna rzeczywistosc potrafi wpedzic mnie w niezle doly. Michal to rozumie. Sam nie wytrzymalby z dziewczynkami doby ;).
    Piekne miejaca na zdjeciach, pomimo tej szyby ;). Poszlabym na taki clubbing :)!!! Kto wie, moze w majowke sie uda :)?!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywistość każdego człowieka jest monotonna, tylko inne miano nosi. Tym masz dziewczynki, a spróbuj tak jak ja mam: praca, szkoła, praca, praca, praca, szkoła, praca, lekcje, praca nauka, praca.... itd., a snu co łaska.
      Dlatego konieczne jest, aby znaleźć prócz tego jakąś czynność wywołującą euforię. Mój problem dotyczył tego, iż wszystkie moje "euforie" zostały w Polsce i na długo nie miałam żadnej takiej odskoczni, a jeszcze zdrowie zaczęło szwankować, dlatego wędrowanie po tym kraju mnie dosłownie zabijało.
      Teraz nadal nie mam żadnej z tamtych "euforii", ale jak to powiedział ktoś mądry, "wszystko da się zastąpić, kwestia inicjatywy i pozytywnego myślenia".
      Polecam clubbing jednego pasma górskiego. Idziesz w górę ok. 2000 m. n.p.m., zatrzymujesz się w pierwszej restauracji, potem idziesz godzinę po grani tej samej góry i tam kolejna restauracja, ale niezwykła, bo obrotowa. Jesz i oglądasz widoki. Spokojnie można na tej górze dwa dni spędzić. Jeśli będziesz zamierzała się wybrać w moje okolice, to ja Ci powiem gdzie iść na Clubbing :D

      Usuń
  6. Witaj Hexe.
    Wspaniała wędrówka i fajne zdjęcia.
    Raczej nie zobaczę nigdy tych gór.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie mów nigdy. Życie płata figle, również nigdy nie planowałam aby je oglądać, ba nawet byłam ostro na nie :P

      Usuń
  7. Nie wiedziałam, że Szwajcarzy popadają w depresję. A przecież można powiedzieć, że mają wszystko: dobre zarobki, piękne auta, bogate domy. Żyją w luksusie, ale luksus szczęścia nie daje i może stąd ta depresja u nich.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toteż właśnie wyjaśniłam, bo dokładnie tak jest ;) Pozdrawiam.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.