piątek, 4 marca 2016

Parę słów o słowach oraz czarna blednąca sława au pair.

      Nadal prezentuję widoki z naszej autobusowo-pieszej wędrówki, tak samo poprzednie zdjęcia w towarzystwie prozy. Zostały niepodważalnie przeze mnie zbagatelizowane, zakarbuje sobie w pamięci, iż jak zaczynam pisać, wszelkie inne hobby przestaje istnieć.
      Początek rajzy miał miejsce TUTAJ, następnie wynieśliśmy się w nieco wyższe góry.







      Choć z trudem znajduję czas, nie rezygnuję z ulubionych czynności, które sprawiają mi zadowolenie i dbam o nie płomiennie. To może drobiazg, ale bardzo ważny. Zadekuję jednak swą literaturę w kaszcie pomiędzy kolorowymi długopisami, poezją, a materiałem justunkowym i powrócę do niej, kiedy naprawdę będę czuć, że czas pisać. Rzeczywistość dostatnio mnie rozprasza, nie potrafię wymodzić niczego więcej, poza krótkie opowiadanie, a nawet nie jest takie jak istotnie zamyślałam, miało brzmieć troszkę inaczej...
      Te parę chwil, w tygodniu kwadrans dziennie na to, aby pobyć sam na sam z ulubioną czynnością, nie tylko cieszy mnie, uspokaja, ale i pozwala przywrócić wewnętrzną równowagę. Czasami wydawałoby się, że jestem tu znacznie częściej i dłużej niżeli pytluję, robiąc z tego niekiedy niezłą wrzawę wyrzekając o swych krzywdach i mękach, a jednak kilkanaście minut dziennie to naprawdę nie taki kłopot, i wystarczy żeby opublikować coś tutaj parę razy w tygodniu. I już rejwach gotowy, że niby "siedzę dni i noce całe przed komputerem".
      Niczego przed nikim nie potrzebuję udawać, nie potrzebuję wkładać masek, jestem zawsze szczera i wielce cenię sobie prawdomówność. Wiem, że to mało popularne cechy, ale wierzę jeszcze w prawość i przyzwoitość i że kiedyś ludzie poświęcą swoją uwagę sobie, a nie komerażom.
      Dawno już uwolniłam się od kajdan uzależnienia od tego, co ludzie o mnie myślą. Kiedyś bardzo się tym przejmowałam i paraliżował mnie strach. Ale teraz? Pffff.... myślta co chceta.
      Pewne sprawy zostały wyjaśnione, reszta obrazu pozostanie niezinterpretowana, a ja dalej robię swoje.



Świeży trop Alpen-Yeti.
      Choć z pewnością byłoby bezpieczniej spotkać ślady opon samochodu Škoda Yeti, to z jeszcze większą pewnością spotkanie alpejskiego władcy gór byłoby ciekawym doświadczeniem. Być może już ostatnim, nie przeczę.
      Zoologowie po raz pierwszy dowiedzieli się o występowaniu takiego stworzenia w 1832 roku. Yeti żyje w miejscach rzecz jasna odludnych i pokrytych śniegiem. Widziane na ogół były przez wędrujących, buddyjskich czy hinduskich ascetów (sadhu), prowadzących pustelniczy tryb życia w bezludnych obszarach i niestety nie posiadających aparatów fotograficznych.



      Przede wszystkim kluczowe są dla mnie: asertywność, spokój i wiara w siebie. Życie bez złości, permanentnego oburzenia czy innej skazy w kolokwialnym ujęciu - gnój cywilizacji, wszelkie draństwo, świństwo i łajdactwo; przeoczyłam coś? Jeszcze przerośnięte ambicje, życie po to aby komuś dopiec, rywalizacja - to emocje, które są nam niepotrzebne.
      Jestem asertywna, co nie jest synonimem od egoistyczna. Lubię i szanuję siebie, nie sprzedaję się, kieruję się własnymi priorytetami, dbam o to, żeby moje życie było z nimi zgodne. I lubię pisać i pisać będę wbrew obmawianiom. Tu czy gdzie indziej, najchętniej w druku na papierze ale rozproszenie uniemożliwia mi dość skutecznie kreację rzeczywistości. Opowieści o pisarzach i ich wenie nie są przesadzone. A słowa uzależniają. Ja zostanę sadhu, to napiszę książkę.







      Z mojego doświadczenia wynika, że szlachetne zdrowie bierze się z trzech wartości:
z właściwego jedzenia, pozytywnego myślenia i odpowiedniej ilości snu. Choć na to ostatnie nie mam wpływu. W tych dniach, kiedy mogę, staram się wysypiać całe noce. Czuję się znacznie lepiej niż od początku roku, choć przyczyna nadpsutego nastawienia ma inne korzenie. O tym być może kiedyś zdecyduję się napisać.
      Z tej asertywnej przemowy przejdę płynnie do sytuacji, w której to, zdani jesteśmy na korsarzy zła i asertywność możemy sobie schować, bo trzeba po prostu uciekać! Zainspirowały mnie do tego trzy rzeczy. Kurs niemieckiego, kurs niemieckiego i pewna bloggerka.
      Na kursie uczy się ze mną dziewczyna z au pair, ta akurat, wydaje mi się - nie trafiła wcale źle. Choć przyznała, że nie odrobiła ani jednej pracy domowej, bo póki tam jest, to cały czas pracuje i nie ma wolnego, więc traktuje kurs jako miejsce, gdzie może porozmawiać i... po prostu wyjść.
Mówi się, że au pair to no life i widać - słusznie.
      Podręcznik z kursu zakłada zawsze udział w tekstach pewnej fikcyjnej rodziny. Do tegorocznej dołączyła dziewczyna właśnie z au pair, czyli  „Au-pair-Mädchen“. Na razie jedyną bolączką postaci, są zbyt wielkie i zbyt mięsne śniadania, oraz zbyt wczesna pora wstawania w niedzielę.
      Oby powyższe, były jedynymi problemami dla dziewczyn z au pair na całym świecie . Proszę nie zignorujcie dalszego fragmentu notki.




      Ktoś mnie kiedyś namawiał na taki wyjazd. Że to najlepsza sprawa dla mnie i przyszłość, że nauczę się języka i że same superlatywy. Dlaczego postanowiłam o tym wspomnieć? Parę lat wcześniej ze względu na namowy, otworzyłam swoje uszy i oczy na informacje odnośnie. Docierały do mnie różnorodne, nieprawe historie. (Powód trzeci dla napisania tego posta) przeczytałam wpis osoby, która przeżyła niefortunną przygodę z au pair, dwa scenariusze, a jeden gorszy od drugiego.
      Głęboko jestem przekonana, że o tym powinno się pisać jak najwięcej, a w tej instytucji przydałoby się wiele pozmieniać.

      "Normalne rodziny rzadko biorą au pair. Normalne rodziny stać na profesjonalną nianię, żłobek. Au pair jest tania. Powinna poznawać kulturę kraju i mieć kurs angielskiego. Powinna. Zamiast tego pracuje po dwanaście godzin dziennie i więcej, a po całym dniu pracy usłyszy, że i tak nic nie zrobiła. Au pair jest niewolnikiem XXI wieku. Czasami rodzina zabiera jej paszport zaraz po przyjeździe. Czasami nie da jej nawet łóżka. Czasami jest wykorzystywana seksualnie przez ojca dziecka. Czasami nie może z rodziną jeść przy wspólnym stole....Nikt nie sprawdza rodzin. Mogą Cię po przyjeździe zgwałcić, sprzedać, pokroić i nikt tego nie sprawdzi. Skala tych zdarzeń jest naprawdę ogromna. A Ty jesteś młodą dziewczyną, w obcym kraju, często bez grosza przy duszy bo wydałaś wszystko na zorganizowanie dojazdu."

      Można trafić naprawdę wspaniale do miłych i przyjaznych ludzi, takie historie też znam. Żyć sobie spokojnie i bez obaw. Przecież to tylko na jakiś czas. Ale... nie zawsze trafia się wspaniale i nie zawsze ludzie są mili. Jakże można powierzyć swoje życie obcym, na których mamy być zdani praktycznie na wszelkiej płaszczyźnie pobytu za granicą?





      Newsletter alpejski. O tym, że tutaj pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie, (dobrze, że natura przy zmianach nami nie potrząsa...) pisałam niejednokrotnie. Wczoraj była zima, 2 stp. C:


      ...a dziś mamy już wiosnę. Mgła oczywiście w dolinie zawitała lecz na krótko, poprzeszywana sztyletami słonecznego światła, ustąpiła błękitowi nieba, zaś prognozy przewidują na resztę dnia 10 stp. C. Na weekend jest przewidziany potop obejmujący całą Szwajcarię, żeby nie wędrować tylko siedzieć w domu jak te kołki. Poniedziałek naturalnie piękny i bajeczny, ale wędrować to my będziemy mogli - do pracy i z powrotem.
      Wielka masa wodna była zesłana przez Boga za grzechy całej ludzkości, prawda? Niech no ja tych ludzi znajdę...

9 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    Być asertywnym pozwala spokojniej żyć i niczym się nie przejmować, a już najmniej tym, co ludzie o nas gadają. Mnie takie ludzkie gadanie po prostu, mówiąc kolokwialnie, zwisa kalafiorem.
    Lubię żyć spokojnie, dobrze się odżywiać i dobrze spać, aczkolwiek w moim wieku różnie z tym bywa. Biorę leki nasercowe i pozawałowe z których część powoduje częstszą wędrówkę do...
    Myślałem, że Feti żyje w Himalajach, aczkolwiek może być to stworzenie o genach wędrowca... Tak jak my.
    Fajnie tak sobie powędrować, podziwiać krajobrazy nie ruszając d... z krzesła.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zwisa kalafiorem, póki nie pozwalam sobie mówić pewnych rzeczy prosto w twarz. Myślę, że czasy kiedy przyjmowałam cios na drugi policzek, skończyły się bezpowrotnie.
      Yeti wg podań jest w Himalajach, istotnie, i nie schodzi poniżej 5000 m. n.p.m. ;) Ale do odcisku pasowało jak znalazł :)

      Usuń
  2. Czytalam kiedys ksiazke o dziewczynie pracujacej w au pair. Losy jej byly wstrzasajace. Wiesz co mnie w tym wszystkim wkurza? Ludzie decyduja sie na dzieci, po czym kompletnie nie maja dla nich czasu. Ja rozumiem praca, kariera, jednak smutne to, ze dziecko wychowuja zupelnie obce osoby (,,obce", a czasem dla malucha wazniejsze niz wlasna matka). Po co w takim razie to dziecko? Kolejna zabawka, maskotka???
    Piekne widoki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w kwestii au pair, a co sądzisz o tym, kiedy matka chce wrócić do pracy i wynajmuje nianię?

      Usuń
  3. Ania. Za te krajobrazy to ja Cię kiedyś pokroję. Obiecuję. Piękne zdjęcia. Ta zima, dzicz, przyroda. Z tych zdjęć to czuć zapach lasu, wiesz? Tymczasem mi zapach igliwia musi wystarczyć z mydła syberyjskiego, którym się myję;] Pięknie tam, nawet jeśli wciąż zbyt mało przyjaźnie dla Ciebie.

    Nie martw się ludźmi aż tak. Oni zawsze będą gadać, plotkować, wymyślać niestworzone rzeczy. Jedna osoba coś powie, inne zinterpretują to po swojemu i przekażą w zmienionej wersji . To jak taki głuchy telefon, w który bawią się dorośli zamiast dzieci i wyrządza to więcej szkody.

    O matko. Znowu mnie cytujesz. Informacje o tych przypadkach au pair mam z pierwszej ręki, od osób, które prowadzą śledztwa i pomagają dziewczynom w takich sytuacjach.

    Tu już też wiosna. Wczoraj chodziłam w rozpiętej parce. Lepiej się wstaje, bo jasno.

    Kwadrans to za mało dla mnie. Dlatego ciągle nie dosypiam, choć wiem, że to zgubne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z rakietami do łażenia po śniegu, byłoby przyjaźniej....

      Śledztwa powiadasz, to bardzo dobrze. Ale nikt nadal nie myśli, jak miast ratować - ZAPOBIEGAĆ!!!

      Usuń
    2. Nie ma oficjalnych regulacji. Jedynym krajem, który zdaje się posiada regulacje prawne co do au pair jest USA. W Irlandii podkładają to pod prawo pracy, ale mało kto ma odwagę coś z tym zrobić. Dziewczyny, które przyjeżdżają czasami nawet z takiej Brazylii z marną znajomością języka próbują sobie poradzić same.

      Dobrze, że chociaż ktoś ratuje i daje ogromne wsparcie psychiczne. Ja byłam w ciągłym kontakcie i powiedzieli mi, że gdyby tylko coś się działo mam dzwonić. To naprawdę mega wsparcie, kiedy jesteś sama w obcym kraju. Rodziny nie ma co ukrywać też to wykorzystują.

      Mam pomysł na zapobieganie, ale nie wiem co mam z tym pomysłem zrobić. Wprowadzenie go w życie wymagałoby sporych nakładów finansowych.

      Usuń
  4. Piekne widoki ;) Cos sie pogoda zdecydowac nie moze. Dobrze ze nie udajasz i nigdy sie nie zmieniaj bo takich ludzi jest malo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozmarzyć się można :) choć ja nie przepadam za zimnem.
      I masz racje o takich instytucjach powinno się pisać jak najwięcej

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.