środa, 23 marca 2016

Oberiet. Ruine der Höhlenburg Wichenstein.

      To jeden z kilku zamków - jaskiń o wielkim znaczeniu. Zachowana została tylko wschodnia ściana tarczowa, ale i ona zniszczyła się podczas wojen.
      Zamki-jaskinie były wykorzystywane jako schronienia już od epoki kamienia łupanego, wyglądały jednak troszkę inaczej. Zaś pierwsze takie średniowieczne konstrukcje, powstały w XI i XII wieku. W latach wieków XIV i XV, na terenie Szwajcarii i Francji, budowanie takich zamków stało się bardziej powszechne.


      Była to wyprawa niezwykła, bowiem po raz pierwszy miałam przyjemność wejść do zamku wbudowanego w kamień, w dodatku na niemałej wysokości. Na pewno długi czas nie wyleci mi to z pamięci.
      Zdjęcia znów tracą na aktualności, jest to wyprawa ze środka lutego miesiąca, smagająca jeszcze mroźnym wiatrem, a przecież w poprzedni weekend wspinałam się na płaskowyż w bezrękawniku, a w poniedziałek widziałam pierwszą parę bocianów.
      Systematyka obowiązków w moim życiu, wyparła bloga ku mojej rozpaczy kwilącej o czas dla pisania, ale kosztem tego mam więcej terroryzujących moje ciało treningów, a po miesiącu stwierdzam, że mam też niezłe wyniki. W końcu muszę się jakoś pokazać latem na weselu osoby mi bardzo bliskiej.
      Dlaczego uważam  t o  za przygotowania, miast planować fryzjera i kosmetyczkę? Ponieważ należę do gatunku kobiet zagrożonych wyginięciem: naturalnych, nie święcących lateksem, pudrem, bez sylikonu i botoksu, błyszczących intelektem mam nadzieje, a nie du...ą.




      Swoim zwyczajem, zobaczywszy w górze grotę, mimo iż wiedziałam doskonale, że nie będę potrafiła stamtąd zejść, (mam syndrom kota, wszędzie wlezę, z powrotem gorzej...) Bo ja MUSIAŁAM wleźć do tej dziury. To jest uczucie nieodparte, ja muszę i basta. Mam lęk gruntu. Nie wysokości, wiem co mówię. To grunt zabija jak się spada, prawda? Nie zrobiłam zdjęcia poglądowego na lokalizację jaskini, uwierzcie, że schodziłam tyłem "na pająka".
      Ale ryzyko niesie za sobą przełomowy efekt odkryć. Odkryłam tam w środku stalagnat.


      A jak jaskinie, to nietoperze. Nie są niebezpieczne dla ludzi, żywią się jedynie owadami, a niektóre gatunki nektarem z kwiatów i owocami. Mity wymyślane na ich temat są bardzo krzywdzące, człowiek mógłby żyć z nimi w symbiozie, ale miast tego niszczy ich gniazda.


      Jest jedna odmiana nietoperzy, która pije krew lecz u zwierząt domowych (owce, bydło), ale ta odmiana żyje wyłącznie w Ameryce. Zaś największy gatunek nietoperza mający do 170 cm rozpiętości skrzydeł i do 32 cm długości ciała - je owoce. Zamieszkuje on głównie Indie.
      Rozwój cywilizacji i niekorzystne zmiany zachodzące w środowisku – chemizacja, zmniejszanie się bazy pokarmowej, ubywanie naturalnych schronień – sprawiły, że liczebność populacji wielu gatunków nietoperzy poważnie zmalała, a wiele z nich stoi na krawędzi zagłady.
      Jednym z poważniejszych zagrożeń dla egzystencji nietoperzy jest ubywanie naturalnych kryjówek. Starych domów, z piwnicami, strychami, okiennicami stale ubywa, a nowoczesne budownictwo nie zawsze zapewnia nietoperzom możliwość schronienia. Starych, dziuplastych drzew jest coraz mniej. Rozległe, młode monokultury nie dają praktycznie żadnych schronień. Jedną z wypróbowanych metod jest zwiększenie liczby schronień. Buduje się sztuczne podziemia, adaptuje strychy i piwnice.
      Dla niespecjalnie przekonanych do nietoperzy -> te zwierzęta to najlepszy, ekologiczny i skuteczny środek na komary. Jeden nietoperz potrafi zjeść nawet 1000 komarów w ciągu jednej godziny!!!
      Ostatnio o skuteczności nietoperzy w walce z plagą komarów przekonali się Włosi, którzy masowo wykupywali drewniane domki. Wieszali je na swoich tarasach i w ogrodach. Obecność tych małych ssaków, okazała się najskuteczniejszą bronią w walce z plagą komarów. W jednej z sieci włoskich supermarketów sprzedano w ciągu miesiąca ponad 12 tysięcy domków dla nietoperzy i to mówi samo za siebie. Chcesz mieć skuteczny i niezawodny środek na komary i jednocześnie pomóc ginącym gatunkom zwierząt? ;) Chatkę możesz zawiesić u siebie w ogrodzie tudzież na balkonie, ważne, by w ocienionym miejscu.
      Miałam dwukrotnie bliższą styczność z nietoperzem w Polsce. Raz, gdy spadł mamie na kolana, podczas gdy ona odpoczywała późnym wieczorem na tarasie mazurskiego domku. Nie wiem kogo ja właściwie ratowałam wtedy przed wyginięciem...
      Drugi raz wyłowiłam podtopionego nietoperza z jeziora. Na szczęści był przytomny O_O Wysuszyłam, muszę w tym miejscu powiedzieć, że futro mają delikatne jak chomiki, a dłuższe, więc to był bardzo przyjemny zabieg. "Odwiesiłam" pod dach starego hangaru z łodziami z poczuciem spełnienia dobrego uczynku. Zawisnął tam do góry nogami, zawinął się w ten swój kaftan bezpieczeństwa i zastygł.

      Ich zła sława... no cóż, bądźmy cywilizowanymi ludźmi i zrozummy wreszcie, że nietoperze nie wplątują się w nasze włosy. Chyba, że nosicie nietoperza na ramieniu i macie rozpuszczony fryz do pasa. No cóż... raz w ten sposób mi się szczur wplątał, mój własny, który lubił na mnie jeździć... -_-
      Myślę, że o stereotypach, poniższy obrazek mówi wszystko:


      Powrócę teraz do kwestii zamku. Strategia obronna dowódców żyjących w górach, moim zdaniem była znacznie łatwiejsza od zadania, jakie mieli strategowie nizinni, chociażby nasi Słowianie. Przyczyną są nie tylko zamki skalne, ale i te, które wznoszą się wysoko na szczytach gór, którym nie potrzeba było budować fosy.
      A bitwy? Czy rzeczywiście łatwiej jest sformułować strategię, która z punktu wojskowego była trudna do wykonania, bo jednak teren górzysty jest trudny nawet do zwykłego przejścia bez zbroi, ale gwarantowała w razie sukcesu wypełnienie najambitniejszych nawet celów. Rycerze musieli dobrze znać teren i wszystkie szlaki. Ja jako szczególnie zainteresowana strategią batalistyczną, odkąd zmieniła się geografia mojego bytowania i odwiedziłam tutaj pierwszy zamek, snułam wyobrażenia, empatycznie, niby okiem straży i wojów. Musiałam zmienić teoretyczne poglądy na sposoby prowadzenia średniowiecznej wojny.






      Ludzie, którzy decydowali się porywać na takie zamczyska, wiedząc, że nie wszyscy podzielają ten punkt widzenia i nie zechcą ryzykować utraty życia, włodarz zgodnie ze swoją naturą polityka, odważny i skłonny do wielkiego ryzyka, podejmował się realizacji śmiałych i bardzo ryzykownych projektów strategicznych.
      Roślinność na przykład, również odważnie porosła w skalnych szczelinach.




      Wielu - jak czytałam w opisach - tutejszych zamków, armia nie była wstanie zdobyć. W walkach pozycyjnych, w budowaniu umocnień, czy kierowaniu ogniem artylerii, których to umiejętności były wymagane podczas prób opanowania takiej warowni, musieli poprzeć się ogromnym doświadczeniem.






      Doświadczony wódz miał tak naprawdę ręce pełne roboty. Broniono zacięcie konceptu, który łamał nie tylko sztywne zasady europejskiej sztuki wojennej, co można uznać za dowód nowatorstwa stosującego inne zasady, ale w tym wypadku i uniwersalny nakaz nowej sztuki wojennej, mówiący by wybierać rozwiązania najprostsze, gdyż wojna w górach sama dostarcza tylu niespodzianek i komplikacji, że dodatkowe prowokowanie ich zbyt skomplikowanymi planami prowadzi do klęski.
      Prosta sprawa, wróg nacierał na osadę skryty pod koronami drzew gęstych onegdaj lasów. Często cichy, nocny atak był zauważany z wysokiej wieży zamku na górze, dopiero w ostatniej chwili, co pozostawiało mało czasu na gotowość obronną.








      Jezioro w iście soczystych barwach ciepłej żółci i czerwieni, przywodziło na myśl majowe wspomnienia z mazurskiej wyprawy. Właściwie siedząc nad brzegiem w porośniętych mchem chaszczach, zgodność obrazów była bliska. Horyzonty bardzo się różniły.



Przebiśniegi.


      W najdzikszych zakamarkach północno-wschodniej Polski, dokąd chciałabym móc się teleportować choć raz w roku, jest dokładnie tak. Brak duktu gwarantował ciszę i spokój. W takich miejscach jestem zdolna poukładać swój cały świat, a także ujarzmić najgorsze problemy i poczuć, że mam już wszystko pod kontrolą.
      Przechadzałam się bez pośpiechu, wreszcie nie gonił mnie czas ani żadne obowiązki. Nie myśląc o niczym szczególnym, fantazjując czasem, oddając się natchnieniu, robiąc zdjęcia, wypoczęłam należycie. W takim swobodnym stanie myśli najłatwiej jest usłyszeć głos swojego serca.





Po drodze podpatrzyliśmy, że ktoś hoduje szopa pracza:



      Marzec jest dla wielu miesiącem totalnej dysharmonii. Zmieniająca się pogoda wybija z rytmu i sprawia, że każdy dzień wygląda jak wojna ze złym samopoczuciem, nieustanną sennością czy humorkami. Jednego dnia czujemy się przygnębieni, drugiego chorzy, a na trzeci dzień mamy energię jak nigdy. O co chodzi?
      Nie roztrząsajcie pogody, remedium na to jest po prostu robić swoje. Uważam, że najgorsze jest poddać się bez walki, odpuścić i odwołać swój cały plan działania tylko dlatego, że ciśnienie spada w dół albo pada deszcz. Nonsens! Co roku przecież zderzamy się z przesileniem wiosennym i nikt ani nic tego nie zmieni, dlatego zamiast biadolić i się roztkliwiać nad sobą, należy być zdyscyplinowanym i działać dalej!
      Najgorszej jest usiąść z założonymi rekami i marudzić. Moja recepta na poprawę nastroju - długi spacer. Choć codziennie nie mam czasu i spacer raz w weekend musi wystarczyć, by naładować mnie na całą resztę tygodnia, słowo daję, że to najlepsza forma wypoczynku! Ziemia już kwitnie, my też się postarajmy :)

14 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    Zwiedziłem wiele zamków, pałacy, zabytkowych kościołów. Byłem w paru jaskiniach, sztolniach, kryptach i podziemiach, ale o jaskiniowych zamkach nie słyszałem. To nie polska specyfika.
    Bardzo ciekawy wpis i zdjęcia.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbliżej naszej ojczyzny, stoi zamek jaskiniowy w Słowacji. To rzeczywiście nie nasza specyfika, ale intrygująca, sam przyznasz.
      Pozdrawiam również i dziękuję za regularne odwiedziny, jest mi niezmiernie miło gościć Cię u siebie. :)

      Usuń
  2. LO matko !!!!



    Zbieram szczękę z podłogi

    Nawet nie wiesz jak na mnie takie cuda działają , zachwyt pełen , niedowierzanie , zadziwienie , i moja ignorancja , nieświadomość ze takie coś istnieje ....
    Teraz wrzucę w Google i Google Maps i bede kombinować ... Bo chce bo koniecznie musze zobaczyć na własne oczy

    Wogole , intrygujący blog , wędrówki i piekne zdjecia ... Rozgoszcze sie na dłużej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że zrobiłam swą relacją takie wrażenie. :) Najpiękniejsze opowieści pisze sama historia. Kto by dziś pomyślał, żeby budować się w skale?
      Zapraszam częściej i mam nadzieję, że dać będę mogła przydać jeszcze więcej odrealnienia i czasem dobrego humoru :)

      Usuń
  3. Zamczysko robi wrazenie!!! Podobne budowle widzialam na Krymie (ba, nawet w jednej z grot spedzilismy noc :)).

    Moja rodzinna wioska lezy w Dolinie Nidy i latem jest tam prawdziwa plaga komarow. Gdy poznym wieczorem wychodze na dwor, co chwile przelatuje mi nad glowa jakis potworek. Mieszkaja na strychu w starej chalupie :).

    Im jestem starsza, tym gorzej znosze to wiosenne przesilenie. Dzialam teraz jak robot. Wypelniam obowiazki, ktorych nie da sie olac, a jak tylko moge to spie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam się wybrać na Krym, ale cholera, teraz mi się nie podoba przesunięta granica w tamtym miejscu.

      Ja kiedyś podczas plagi komarów na Mazurach, zaprzyjaźniłam się ze stadkiem toperków. Podczas gdy reszta kompanii siedziała na tarasie przy oświetleniu, ja oddaliłam się w ciemność ze swoim leżakiem. Jak zaczęły nade mną krążyć toperki to komary przestały na mnie siadać, a jaki przy tym widok na rozgwieżdżone niebo miałam :) Polecam metodę.

      Ja dłużej śpię od kiedy w górach żyję. I częściej chce mi się spać. Sprawdzone, bo jak jestem w Polsce to na powrót wystarcza mi 7 godzin snu i mogę się kłaść o północy albo później, a tutaj już o ósmej czasami padnięta jestem. Być może to niedotlenienie.

      Usuń
  4. Czego to ludzie kiedyś nie wymyślali :) zamek w skale niesamowite :)

    OdpowiedzUsuń
  5. JESTEM POD WRAZENIEM CUDOWNE FOTKI SERDECZNIE POZDRAWIAM
    SZCZESLIWYCH SWIAT

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten zamek wykuty w skale jest niesamowity! Sama bym go chętnie zwiedziła, jeszcze w takim miejscu nigdy nie byłam!
    Podoba mi się również Twoje podejście do ciała: że najpierw o formę i zdrowie trzeba zadbać, a makijaż czy ubranie to tylko dodatek do całości. :) Ja też muszę się znów wziąć za swoją formę, bo ostatnio leży i kwiczy. :)
    Uściski wiosenne i świąteczne jeszcze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że ja na punkcie formy mam szajbę ;) Ogólnie uważam, że do każdej kobiety makijaż to tylko dodatek w większości przypadków niepotrzebny. Cera, sylwetka, ich niedoskonałości u osób zdrowych, są wynikiem zaniedbania. Trzeba czasem troszkę poświęcenia, aby skrupulatnie zadbać o ciało i żyjącą w nim duszę.
      Ciepłego poniedziałku, bo lać będą na pewno ;)

      Usuń
  7. nietoperki zawsze darzyłam sympatią:) zamek w skale niesamowity, naprawdę robi wrażenie

    OdpowiedzUsuń
  8. Pięknie tu u Ciebie. Mrocznie, tajemniczo, z początkiem wiosny.

    Nie zdążyłam z życzeniami świątecznymi, ale pewnie się nie gniewasz. Ty wiesz, że ja Tobie zawsze dobrze życzę.

    Podobają mi się te schody. I ten zamek. Super jest, ale mieszkać to ja bym w nim nie chciała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to nie zamek mieszkalny, tam koczowali strażnicy i mięli doskonały widok na całą okolicę. Z kolei zamku z oddali prawie nie widać, chyba że specjalnie wypatrujesz.

      Znasz mnie i wiesz, że będąc tam w środku, już rozplanowałam gdzie łazienka, gdzie salon XD Woda sobie z góry leci źródlana, kąpać można się w jeziorze,idealna rezydencja na lato. :)

      Ty też dobrze wiesz, że Tobie życzę zawsze dobrze, i że zawsze życzę, mimo iż rzadko to piszę. Myślę, że intencja i ciepła myśl są w tym wszystkim najważniejsze. :)

      Usuń
  9. Zamki w skałach to super sprawa!
    Dla mnie najgorsza zmiana wiosną to... zmiana czasu. Pomijając fakt, że u mnie ze spaniem i tak jest ciężko, to przesuwanie zegarów w przód to już totalna masakra!
    Ale z drugiej strony ile korzyści - wracam do domu z zajęć, a tu jeszcze jasno... I w ogóle dzień dłuższy, cieplejszy, bardziej słoneczny. Wiosna to piękna sprawa!

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.