wtorek, 29 marca 2016

Guillaume Musso

      Z powodów technicznych, których autorem jest zapewne serwis blogspota, straciłam 1/3 tego posta, została mi tylko recenzja. Zatem wizytę w restauracji zamkowej u podnóża góry oraz poznanie potrawy narodowej będę zmuszona pominąć, gdyż nie lubię się powtarzać.
      Przywracanie bloga do stanu używalności zajęło mi więcej czasu niż planowałam, wystarczy na dzisiaj.


      W minionym roku przeczytałam całą masę książek. Czytuję przy każdej okazji po kilka stron, bo nie wystarcza czasu jak drzewiej, by siąść na cały wieczór i przeczytać lekturę od deski do deski. Kilka z nich jest naprawdę wartych uwagi, mogłabym otworzyć cykl swoich recenzji, ale kto by wtedy tu zaglądał... ;)
      Czasem jakiś tytuł i wypisywane cytaty wpadną mi w ręce w ramach porządkowania biurka i jego półek. Tym razem wróciłam miłym wspomnieniem do Guillaume Musso, do przewrotnej powieści z morałem i zaskakującym zakończeniem: "Wrócę po Ciebie".
      Sam przebieg akcji jest bardzo nietuzinkowy ale nie mogę zdradzić za wiele. Po poniższych cytatach mogłoby się wydawać, że to zwyczajny obyczaj na tle romantycznym, że trudny i nudny z nutą psychologii. Przeczytałam ją szybko i określiłabym ją na obyczaj nasączony gonitwą z czasem plus do tego nuta fantastyki, bowiem spektakularna, choć w rzeczy samej irytująca możliwość jaką dostał główny bohater, niesie za sobą szczyptę... chyba nawet magii.
      Tak profilaktycznie napiszę. Zwykłam recenzować książki w sposób niecodzienny, wszak normalne recenzje znajdziecie w internecie. Dużo dywaguję przy tym przez pryzmat bohaterów oraz swój własny.
      Pewne poglądy, które poniżej przedstawiłam w oparciu o powieść, mogą być niesubiektywne ze względu na oddziaływanie klimatu książki jak i próbę zwyczajnej interpretacji danej sytuacji, nawet nie całej książki i do tego moim empatycznym sposobem, więc nie wszystko co napisałam, jest stricte moim zdaniem. Tylko większość.
      Wszystkie cytaty wypisałam z książki "Wrócę po Ciebie", w której też wiele cytowano i to wyszczególniłam. Miłego czytania. :)

      Muszę przyznać, że wedle pewnych spraw, treści przypominają mi moje własne stanowisko. Czytając uśmiechałam się do własnej przeszłości, która nie wiedzieć czemu, czasami jawi się tęskną nutą w wyobraźni pełnej obrazów opartych o zagadki "co by było gdyby"? Co byście zrobili, mogąc powtórzyć jeden dzień w życiu, cofnąć się w czasie na jedną dobę?
      Żadna z tych myśli nie przedstawia mi jednak uczucia, ani nawet cienia wrażenia żalu o swoje dzisiejsze wybory. Żeby była jasność, ja po prostu kocham swoje oba życia - tamto przeszłe, które sobie sama wykreowałam, i to obecne, które kreuję z moją drugą połówką. Nawiasem mówiąc, jak, to pięknie brzmi - kreatorka życia.
      "...od dawna zrezygnował z życia uczuciowego. Wybrał wewnętrzny spokój, z dala od tortur, na które narażały człowieka pożądanie i namiętność. A ponieważ człowiek zbiera to, co zasiał,(...) poświęcił życie na oczyszczenie swojej karmy.(...) Cykl narodziniśmierci może trwać całe wieki, zanim człowiek osiągnie Przebudzenie".

      Nie byłam zamknięta w dosłownym znaczeniu tego słowa. Byłam w pełni świadoma siebie i swoich wartości, odgrodzona od nieproszonych gości, ale gościnna w całkiem serdeczny sposób. Czy rozumiecie ten paradoks? On się zowie: Pani samej siebie.
      Wiele musiało się pozmieniać, no przecież! Okroiłam swoje życie z różnych rzeczy, jednak to nie znaczy, że zrobiłam sobie tym krzywdę, wręcz przeciwnie. Coś ustąpiło miejsca czemuś w myśl zasady, że w sytuacjach mających cokolwiek zmieniać, to co przyjdzie nowe - będzie lepsze. Coś bardziej trwałego. Na tym polega ewolucja życia każdego człowieka. Dokonujemy wyborów i bez wątpliwości powiem, że ja dokonałam słusznych.
      "Zamknięty w katedrze samotności i zabójczego indywidualizmu(...) a siłę czerpał ze swej kompletnej samotności. Ponieważ zawsze uważał, że samotność oznacza siłę, a miłość - jej utratę. Teraz zrozumiał, że sprawy są dużo bardziej skomplikowane."
      Oj są... Zabójczy indywidualizm zachowałam ;) Rzeczywiście dawniej wierzyłam, że sama jestem silniejsza. Wszak słabłam z każdą próbą zaufania uczuciom, które nie pozostawiły mi dobrych wspomnień.
      To nasza historia tworzy nasze poglądy. Póki nie doświadczymy dobra w tym kontekście, nie da się uwierzyć w miłość, ani tym bardziej, że z niej też można czerpać siły.
      Jednakże przyznam, że to pierwszy raz jak cudza przyszłość nie zwala się na mnie jak spróchniała pólka pełna skisłych przetworów. (Te tzw. wypadające trupy z szafy...) Po prostu jest nadal cudownie i nic się nie psuje, a minęło już kupę czasu.
      "Szczypta ciebie weszła we mnie i na zawsze mnie zatruła."
- indiańskie określenie głębokiego sensu miłości z języka Indian Yanomami

      "Miłość zjawia się niespodziewanie jak włamywacz. W jednej chwili wszystko znika, życie przenosi się w inny wymiar. Nagle topnieje strach."

      Na przykład, odnośnie mojego dawnego Ja, wierzyłam, że stabilizacja równa się stagnacja. Oczywiście miałam w głowie swoje wyobrażenie związku idealnego dla mnie (dla mnie, bo to co dla jednego dobre, dla drugiego niekoniecznie). Grunt to trafić na osobę, która ma podobne marzenia.
      Marzyłam, aby nie utracić siebie. Barwnej ikony kreatywnie prowadzonego życia, domorosłej motywatorki spełniającej marzenia, nawet te z pozoru nierealne, stając się niejako kwintesencją słów "nie ma rzeczy niemożliwych". Bo ekstrawagancka istota z temperamentem nie wie że żyje, jeśli siedzi w domu i wychodzi jedynie do pracy i sklepu. To się kończy zwykle depresją, taki dom nie jest dla mnie. Ja chcę od życia czegoś więcej.
      "Ten, który żyje bez szaleństw, nie jest tak rozsądny, jak się mu wydaje".

      Podróżom mym nie koniec, tak jak i próbom realizacji największych projektów. Ja jestem tego typu człowiekiem, że muszę mieć perspektywę jutra. Wiedzieć po co coś robię, mieć plan, choćby niejasny ze skłonnością do zmian, ale jakiś musi być. To moja motywacja.
      Mnie nie satysfakcjonuje życie chwilą, ja wgl. nie lubię ludzi żyjących chwilą, zatracających się w "tu i teraz", naiwnych i beztroskich. Owszem, to nie jest złe, ale gdybym nie myślała o jutrze, mogłabym spakować walizki i już teraz ruszać w świat jak Łukasz Supergan, bo po co zapuszczać gdziekolwiek korzenie? Żyjmy chwilą, zróbmy to, o czym marzymy. Rozumiecie teraz co mam na myśli?
      "Samemu idzie się szybciej, ale we dwoje dociera dalej."
- przysłowie afrykańskie

      Wierzę w przeznaczenie. Pomimo iż jestem kowalem swego losu i uznaję zasady pracy na rzecz swojej przyszłości, uważam, że są rzeczy, na które nie mamy wpływu, ale zawsze będziemy mięli jakiś wybór kiedy już się staną.
      Miałam być kimś innym, pracowałam na inną przyszłość i niosło to za sobą ogrom satysfakcji. Nigdy nie będę żałować swej pracy na to, ale też nigdy nie będę żałować, że zmieniłam kierunek, tak samo nigdy nie powiem, że tamte lata poszły na marne.
      Nigdy nie będę żałować żadnego aspektu przeszłości, choć są sprawy, do których nie będę wracać, ale wychodzę z założenia, że lepiej mieć się czego wstydzić, niżeli żałować, że się nie spróbowało.
"- Myślę, że istnieje pewien porządek rzeczy. Porządek, którego nie można zmienić ani pominąć.(...)
Nasze życie jest jak książka:
Kiedy pan czyta stronę Sześćdziesiątą szóstą, sześćdziesiąta siódma i ósma są już zapisane.(...)
- A przypadek?(...)
Przypadek to Bóg, który przechadza się incognito!"


      Bo tak naprawdę w życiu potrzeba nam niewiele. Trzeba tylko mieć czyste i otwarte serce.
"Cisza.
      Odbicia przepływających po niebie chmur przeskakują z jednej strony szklanej fasady na drugą."


      "Daj mi Boże, spokój ducha, abym pogodził się z tym, czego nie mogę zmienić, daj mi odwagę, abym zmienił to, co mogę zmienić, i rozum, abym mógł te dwie rzeczy rozróżnić."
- Modlitwa o spokój ducha


      Jestem zdania, że najlepszym szlifem dla nas są porażki. Że gdyby nie nasze smutki pogrążające niekiedy na długie dni apatii, nie byłoby przemyśleń, które adaptują w nas i jednako oswajają wszystkie lekcje, dla których mamy specjalne miejsce w pamięci, a zwie się doświadczenie.
      "Myślę, że aby być w pełni szczęśliwym, trzeba przedtem cierpieć. Sądzę, że mamy szansę na szczęście, jeśli umiemy oprzeć się nieszczęściu."

      Kto pyta, nie błądzi. Ja zadaję wiele pytań. Interesuję się wieloma rzeczami, choć moim zdaniem zasób wiedzy wcale u mnie nie jest tak rozległy jakby się mogło wydawać. Do każdego tematu muszę się przygotować, nie mam pamięci pozwalającej mi z miejsca na wykładanie, ale za to robię mnóstwo notatek ;) Zainteresowania dają mi jakiś pogląd na każdy temat.
      Mam taki specjalny zeszyt na cytaty i ważne wiadomości. Do definicji i dat nie przywiązuję większej wagi, ale czasem trzeba przecież coś określić za pomocą kalendarza... bo ja to ta, co nie ma lat i ciągle naprawdę zapomina ile już przeszło jej wiosen ;) Bo na co to komu? A powiedzcie mi, na ile roków wyglądam?
      "Tymczasem zajmijcie się pytaniami. Być może w ten sposób kiedyś powoli, niezauważalnie, znajdziecie się w samym sercu odpowiedzi."
- Rainer Maria Rilke

      Może to niedobry moment na paplanie o swoich snach, ale jak wyżej wspomniałam, każdy ma jakieś wyobrażenia o miłości. To nic, że moim była postać fikcyjna, zupełnie nierealna i tak bogata w szczegóły, że niekiedy sen stawał się aż somatyczny, a to już doprawdy trudne do zdefiniowania.
      Szukałam swojego idealnego modelu partnerskiego [związku] przez pryzmat wyśnionego wzoru. A to sprawiło, że stałam się cholernie wybredna... Dlatego ktoś mi powiedział, ktoś kto zna mnie bardzo dobrze, że jeśli kiedykolwiek wyjdę za mąż, to będzie najdokładniej przemyślana decyzja, bo przecież przemyśliwana przez całe moje życie i że to już będzie do końca.
      Ważne też, by mieć wspólny cel. Pewne sprawy powinno omawiać się już na samym początku, aby później uniknąć galimatiasu niosącego za sobą impasu.
      "Czasownik 'kochać' ma trudną koniugację. Jego czas przeszły nie występuje w czasie prostym, czas teraźniejszy występuje jedynie w trybie oznajmiającym, a przyszły - zawsze w warunkowym."
- Jean Cocteau

      "W sumie życie jest thrillerem, każdego dnia prowadzimy śledztwo, starając się zrozumieć własne strefy cienia."
- Jean - Christophe Grangé


      Schody pojawiają się tam, gdzie dwoje ludzi odkrywa swoje życiowe cele. Schody stają się bardziej strome, kiedy okazuje się, że cele drugiej połowy nie mają argumentu mogącego stanowić dla nas rację. Kiedy nie są wystarczające, abyśmy zmienili swoją gwiazdę przewodnią. To trochę jak w grze karcianej, bicie kartą młodszą w przewidywaniu, że przeciwnik nie ma czym jej przebić.
      "Jego prawdziwym celem było założenie rodziny, gdyż dzieci były naturalnym przedłużeniem życia w parze. Dla Céline celem życia było przede wszystkim życie w parze, kropka. Pragnęła szalonej miłości, egzaltacji."

      "Bardzo cię kocham, ale nigdy nie będę jedną z tych kobiet, które tylko ładnie wyglądają, uwieszone na ramieniu męża. Albo stoją w kuchni przy zlewie. Życie człowieka musi coś znaczyć.
      Więcej niż gotowanie, sprzątanie i dzieci. W życiu musi być coś więcej. Nie umrę zmywając filiżanki. Mówię serio. Potwierdź, że to rozumiesz."
— Margaret Thatcher

      Z okazji 29go marca, (bo dlaczego nie? uważam, że każdego dnia powinniśmy obchodzić święto miłości albo mieć swój dzień) życzę Wam miłości idealniej na miarę Waszego wyobrażenia, a jeśli już taką macie, to życzę Wam walentynek codziennie.
      - Hexe, wędrująca wiedźma :)

      A później znalazłam przejście do innego wymiaru. I okazało się, że mam klucz do rygla. Ja nim byłam. I byłam też prawdą orzekającą o nieskończoności światów, o których istnieniu przypomniałam sobie za dotknięciem furty...
      Z nagła światło rozbłysło jaskrawo i pamiętam jak brama zatrzasnęła się za mną, a później powróciły kolory i pamięć, o której utracie w doczesnym życiu nie miałam nawet pojęcia.


środa, 23 marca 2016

Oberiet. Ruine der Höhlenburg Wichenstein.

      To jeden z kilku zamków - jaskiń o wielkim znaczeniu. Zachowana została tylko wschodnia ściana tarczowa, ale i ona zniszczyła się podczas wojen.
      Zamki-jaskinie były wykorzystywane jako schronienia już od epoki kamienia łupanego, wyglądały jednak troszkę inaczej. Zaś pierwsze takie średniowieczne konstrukcje, powstały w XI i XII wieku. W latach wieków XIV i XV, na terenie Szwajcarii i Francji, budowanie takich zamków stało się bardziej powszechne.


      Była to wyprawa niezwykła, bowiem po raz pierwszy miałam przyjemność wejść do zamku wbudowanego w kamień, w dodatku na niemałej wysokości. Na pewno długi czas nie wyleci mi to z pamięci.
      Zdjęcia znów tracą na aktualności, jest to wyprawa ze środka lutego miesiąca, smagająca jeszcze mroźnym wiatrem, a przecież w poprzedni weekend wspinałam się na płaskowyż w bezrękawniku, a w poniedziałek widziałam pierwszą parę bocianów.
      Systematyka obowiązków w moim życiu, wyparła bloga ku mojej rozpaczy kwilącej o czas dla pisania, ale kosztem tego mam więcej terroryzujących moje ciało treningów, a po miesiącu stwierdzam, że mam też niezłe wyniki. W końcu muszę się jakoś pokazać latem na weselu osoby mi bardzo bliskiej.
      Dlaczego uważam  t o  za przygotowania, miast planować fryzjera i kosmetyczkę? Ponieważ należę do gatunku kobiet zagrożonych wyginięciem: naturalnych, nie święcących lateksem, pudrem, bez sylikonu i botoksu, błyszczących intelektem mam nadzieje, a nie du...ą.




      Swoim zwyczajem, zobaczywszy w górze grotę, mimo iż wiedziałam doskonale, że nie będę potrafiła stamtąd zejść, (mam syndrom kota, wszędzie wlezę, z powrotem gorzej...) Bo ja MUSIAŁAM wleźć do tej dziury. To jest uczucie nieodparte, ja muszę i basta. Mam lęk gruntu. Nie wysokości, wiem co mówię. To grunt zabija jak się spada, prawda? Nie zrobiłam zdjęcia poglądowego na lokalizację jaskini, uwierzcie, że schodziłam tyłem "na pająka".
      Ale ryzyko niesie za sobą przełomowy efekt odkryć. Odkryłam tam w środku stalagnat.


      A jak jaskinie, to nietoperze. Nie są niebezpieczne dla ludzi, żywią się jedynie owadami, a niektóre gatunki nektarem z kwiatów i owocami. Mity wymyślane na ich temat są bardzo krzywdzące, człowiek mógłby żyć z nimi w symbiozie, ale miast tego niszczy ich gniazda.


      Jest jedna odmiana nietoperzy, która pije krew lecz u zwierząt domowych (owce, bydło), ale ta odmiana żyje wyłącznie w Ameryce. Zaś największy gatunek nietoperza mający do 170 cm rozpiętości skrzydeł i do 32 cm długości ciała - je owoce. Zamieszkuje on głównie Indie.
      Rozwój cywilizacji i niekorzystne zmiany zachodzące w środowisku – chemizacja, zmniejszanie się bazy pokarmowej, ubywanie naturalnych schronień – sprawiły, że liczebność populacji wielu gatunków nietoperzy poważnie zmalała, a wiele z nich stoi na krawędzi zagłady.
      Jednym z poważniejszych zagrożeń dla egzystencji nietoperzy jest ubywanie naturalnych kryjówek. Starych domów, z piwnicami, strychami, okiennicami stale ubywa, a nowoczesne budownictwo nie zawsze zapewnia nietoperzom możliwość schronienia. Starych, dziuplastych drzew jest coraz mniej. Rozległe, młode monokultury nie dają praktycznie żadnych schronień. Jedną z wypróbowanych metod jest zwiększenie liczby schronień. Buduje się sztuczne podziemia, adaptuje strychy i piwnice.
      Dla niespecjalnie przekonanych do nietoperzy -> te zwierzęta to najlepszy, ekologiczny i skuteczny środek na komary. Jeden nietoperz potrafi zjeść nawet 1000 komarów w ciągu jednej godziny!!!
      Ostatnio o skuteczności nietoperzy w walce z plagą komarów przekonali się Włosi, którzy masowo wykupywali drewniane domki. Wieszali je na swoich tarasach i w ogrodach. Obecność tych małych ssaków, okazała się najskuteczniejszą bronią w walce z plagą komarów. W jednej z sieci włoskich supermarketów sprzedano w ciągu miesiąca ponad 12 tysięcy domków dla nietoperzy i to mówi samo za siebie. Chcesz mieć skuteczny i niezawodny środek na komary i jednocześnie pomóc ginącym gatunkom zwierząt? ;) Chatkę możesz zawiesić u siebie w ogrodzie tudzież na balkonie, ważne, by w ocienionym miejscu.
      Miałam dwukrotnie bliższą styczność z nietoperzem w Polsce. Raz, gdy spadł mamie na kolana, podczas gdy ona odpoczywała późnym wieczorem na tarasie mazurskiego domku. Nie wiem kogo ja właściwie ratowałam wtedy przed wyginięciem...
      Drugi raz wyłowiłam podtopionego nietoperza z jeziora. Na szczęści był przytomny O_O Wysuszyłam, muszę w tym miejscu powiedzieć, że futro mają delikatne jak chomiki, a dłuższe, więc to był bardzo przyjemny zabieg. "Odwiesiłam" pod dach starego hangaru z łodziami z poczuciem spełnienia dobrego uczynku. Zawisnął tam do góry nogami, zawinął się w ten swój kaftan bezpieczeństwa i zastygł.

      Ich zła sława... no cóż, bądźmy cywilizowanymi ludźmi i zrozummy wreszcie, że nietoperze nie wplątują się w nasze włosy. Chyba, że nosicie nietoperza na ramieniu i macie rozpuszczony fryz do pasa. No cóż... raz w ten sposób mi się szczur wplątał, mój własny, który lubił na mnie jeździć... -_-
      Myślę, że o stereotypach, poniższy obrazek mówi wszystko:


      Powrócę teraz do kwestii zamku. Strategia obronna dowódców żyjących w górach, moim zdaniem była znacznie łatwiejsza od zadania, jakie mieli strategowie nizinni, chociażby nasi Słowianie. Przyczyną są nie tylko zamki skalne, ale i te, które wznoszą się wysoko na szczytach gór, którym nie potrzeba było budować fosy.
      A bitwy? Czy rzeczywiście łatwiej jest sformułować strategię, która z punktu wojskowego była trudna do wykonania, bo jednak teren górzysty jest trudny nawet do zwykłego przejścia bez zbroi, ale gwarantowała w razie sukcesu wypełnienie najambitniejszych nawet celów. Rycerze musieli dobrze znać teren i wszystkie szlaki. Ja jako szczególnie zainteresowana strategią batalistyczną, odkąd zmieniła się geografia mojego bytowania i odwiedziłam tutaj pierwszy zamek, snułam wyobrażenia, empatycznie, niby okiem straży i wojów. Musiałam zmienić teoretyczne poglądy na sposoby prowadzenia średniowiecznej wojny.






      Ludzie, którzy decydowali się porywać na takie zamczyska, wiedząc, że nie wszyscy podzielają ten punkt widzenia i nie zechcą ryzykować utraty życia, włodarz zgodnie ze swoją naturą polityka, odważny i skłonny do wielkiego ryzyka, podejmował się realizacji śmiałych i bardzo ryzykownych projektów strategicznych.
      Roślinność na przykład, również odważnie porosła w skalnych szczelinach.




      Wielu - jak czytałam w opisach - tutejszych zamków, armia nie była wstanie zdobyć. W walkach pozycyjnych, w budowaniu umocnień, czy kierowaniu ogniem artylerii, których to umiejętności były wymagane podczas prób opanowania takiej warowni, musieli poprzeć się ogromnym doświadczeniem.






      Doświadczony wódz miał tak naprawdę ręce pełne roboty. Broniono zacięcie konceptu, który łamał nie tylko sztywne zasady europejskiej sztuki wojennej, co można uznać za dowód nowatorstwa stosującego inne zasady, ale w tym wypadku i uniwersalny nakaz nowej sztuki wojennej, mówiący by wybierać rozwiązania najprostsze, gdyż wojna w górach sama dostarcza tylu niespodzianek i komplikacji, że dodatkowe prowokowanie ich zbyt skomplikowanymi planami prowadzi do klęski.
      Prosta sprawa, wróg nacierał na osadę skryty pod koronami drzew gęstych onegdaj lasów. Często cichy, nocny atak był zauważany z wysokiej wieży zamku na górze, dopiero w ostatniej chwili, co pozostawiało mało czasu na gotowość obronną.








      Jezioro w iście soczystych barwach ciepłej żółci i czerwieni, przywodziło na myśl majowe wspomnienia z mazurskiej wyprawy. Właściwie siedząc nad brzegiem w porośniętych mchem chaszczach, zgodność obrazów była bliska. Horyzonty bardzo się różniły.



Przebiśniegi.


      W najdzikszych zakamarkach północno-wschodniej Polski, dokąd chciałabym móc się teleportować choć raz w roku, jest dokładnie tak. Brak duktu gwarantował ciszę i spokój. W takich miejscach jestem zdolna poukładać swój cały świat, a także ujarzmić najgorsze problemy i poczuć, że mam już wszystko pod kontrolą.
      Przechadzałam się bez pośpiechu, wreszcie nie gonił mnie czas ani żadne obowiązki. Nie myśląc o niczym szczególnym, fantazjując czasem, oddając się natchnieniu, robiąc zdjęcia, wypoczęłam należycie. W takim swobodnym stanie myśli najłatwiej jest usłyszeć głos swojego serca.





Po drodze podpatrzyliśmy, że ktoś hoduje szopa pracza:



      Marzec jest dla wielu miesiącem totalnej dysharmonii. Zmieniająca się pogoda wybija z rytmu i sprawia, że każdy dzień wygląda jak wojna ze złym samopoczuciem, nieustanną sennością czy humorkami. Jednego dnia czujemy się przygnębieni, drugiego chorzy, a na trzeci dzień mamy energię jak nigdy. O co chodzi?
      Nie roztrząsajcie pogody, remedium na to jest po prostu robić swoje. Uważam, że najgorsze jest poddać się bez walki, odpuścić i odwołać swój cały plan działania tylko dlatego, że ciśnienie spada w dół albo pada deszcz. Nonsens! Co roku przecież zderzamy się z przesileniem wiosennym i nikt ani nic tego nie zmieni, dlatego zamiast biadolić i się roztkliwiać nad sobą, należy być zdyscyplinowanym i działać dalej!
      Najgorszej jest usiąść z założonymi rekami i marudzić. Moja recepta na poprawę nastroju - długi spacer. Choć codziennie nie mam czasu i spacer raz w weekend musi wystarczyć, by naładować mnie na całą resztę tygodnia, słowo daję, że to najlepsza forma wypoczynku! Ziemia już kwitnie, my też się postarajmy :)

czwartek, 17 marca 2016

Kościół, który ustanowił Jezus vs Kościół, który ustanowili ludzie. + Fotografie z ostatniego etapu naszej wędrówki WILDHAUS - GAMS.

      Słyszeć o przykazaniach to jedno, lecz każdy powinien zadać sobie pytanie na ile zna dekalogi i potrafi nie tylko przypomnieć w odpowiedniej kolejności, ale przytoczyć tę nieokrojoną wersję.
      Są to zasady moralne spisane palcem Bożym na dwóch kamiennych tablicach i przekazane Izraelitom pod górą Synaj, podczas ich wędrówki z Egiptu do ziemi obiecanej.
      W biblii znajdziecie miejsca, gdzie cytowane są fragmenty dekalogu, oraz poza nimi jeszcze dwa miejsca, gdzie są wymienione w całości.
      Przykazania zostały spisane i przekazane Izraelitom, lecz obowiązują one każdego człowieka, który wierzy w jedynego Boga. Mają na celu wskazywać granicę grzechu i uczyć miłości do Boga i bliźniego.
      Od momentu nadania dekalogu pod górą Synaj do dziś, treść przykazań wciąż obowiązuje w niezmienionej formie. Dlaczego jednak coś się zmieniło? Stało się tak w ok. IV w. po Chr.
      Wtedy część chrześcijan święciła niedziele w miejsce soboty i zaczęła czcić obrazy i rzeźby. Potem praktyki te przejęła większość chrześcijan. Powodów tych wydarzeń można doszukiwać się w decyzji Konstantyna Wielkiego, oraz w próbach odizolowania się chrześcijan od żydów, np. ze względu na prześladowania.
      I tak w większości kościołów została zaakceptowana zmieniona wersja dekalogu, która dzisiaj nazywana jest również "dekalogiem katechizmowym" lub "przykazaniami katechizmowymi".

Parafia Rzymsko Katolicka pod wezwaniem św. Michała w Gams.
Ku naszemu miłemu zaskoczeniu, na tablicy informacyjne znajdowała się taka oto kartka :)
________________________________________________________________
      Zmiany dotyczą bardzo ważnego, drugiego przykazania dotyczącego zakazu kultu obrazów i rzeźb (wizerunków), które w wersji katechizmowej zostało usunięte.
      Czwartego przykazania (biblijnego), które w wersji katechizmowej występuje pod numerem trzecim, ze względu na usunięcie drugiego przykazania. Jego treść ze święcenia dnia sobotniego (szabatu), została zmieniona na święcenie "dnia świętego".
      Zmiany dotyczą także przykazań 5 - 9 (biblijnych) - które w wersji katechizmowej mają zmniejszoną numerację o 1 ze względu na usunięcie przykazania drugiego (biblijnego).
      Ostatnia różnica dotyczy dziesiątego przykazania, które zostało rozdzielone na dwa oddzielne, aby wypełnić lukę w liczbie przykazań, powstałą przez usunięcie drugiego przykazania. Dlatego w wersji katechizmowej dziesiąte przykazanie brzmi dziwnie, "ani żadnej rzeczy, która jego jest", i nie może być rozpatrywane oddzielnie od dziewiątego, gdyż wtedy traci sens.
_________________________________________________________________


      Ważne w tym wszystkim jest to, iż zmiany te powstały w wyniku praktykowania przez ludzi pewnych zwyczajów (niebiblijnych), a nie w wyniku poznania właściwego stanowiska biblii co do dekalogu. Więc zmieniona wersja dekalogu (katechizmowa) znajduje potwierdzenie jedynie w zasadach wiary większości kościołów, a w stosunku do Słowa Bożego - biblii pozostaje sprzeczna.

I. Nie będziesz miął bogów innych przede mną.
II. Nie czyń sobie obrazu rytego, ani żadnego podobieństwa rzeczy tych, które są na niebie wzgórę, i które na ziemi nisko, i które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał, ani im będziesz służył; bom Ja Pan Bóg twój, Bóg zawistny w miłości, nawiedzający nieprawości ojców nad syny w trzeciem i w czwartem pokoleniu tych, którzy mię nienawidzą; A czyniący miłosierdzie nad tysiącami tych, którzy mię miłują, i strzegą przykazania mego.
III. Nie bierz imienia Pana Boga twego nadaremno; bo się Pan mścić będzie nad tym, który imię jego nadaremno bierze.
IV. Pamiętaj na dzień odpocznienia, abyś go święcił. Sześć dni robić będziesz, i wykonasz wszystkę robotę twoję. Ale dnia siódmego odpocznienie jest Pana Boga twego; nie będziesz czynił żadnej roboty weń, ty i syn twój, i córka twoja, sługa twój, i służebnica twoja, bydlę twoje, i gość twój, który jest w bramach twoich; Bo przez sześć dni stworzył Pan niebo i ziemię, morze, i cokolwiek w nich jest, i odpoczął dnia siódmego; przetoż błogosławił Pan dzień odpocznienia, i poświęcił go.
V. Czcij ojca twego i matkę twoję, aby przedłużone były dni twoje na ziemi, którą Pan Bóg twój da tobie.
VI. Nie będziesz zabijał.
VII. Nie będziesz cudzołożył.
VIII. Nie będziesz kradł.
IX. Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu świadectwa fałszywego.
X. Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego, ani będziesz pożądał żony bliźniego twego, ani sługi jego, ani dziewki jego, ani wołu jego, ani osła jego, ani żadnej rzeczy bliźniego twego.

      Jezus w ciągu 33 letniego życia, przestrzegał wszystkich dziesięciu przykazań w oryginalnej postaci. Podkreślał doniosłość i świętość dnia sobotniego (szabatu) - czwartego przykazania, oczyściwszy go z naleciałości i błędów żydowskiej tradycji. Uczęszczał na nabożeństwa sobotnie według swego zwyczaju - w myśl przykazań. Przy tym wskazywał jak długo będą one obowiązywać człowieka i ostrzegał przed karą jaka czeka tych którzy odważą się je zmienić.

      Jezus wskazywał istotny cel sobotniego święta jako dnia radości i szczęścia, odpoczynku i chwały Bożej. Podobnie jak Bóg ukończył swoje dzieło w sześciu dniach i siódmego odpoczął, tak i Jezus ukończywszy swoje zbawcze dzieło odpoczął w sobotę, dnia siódmego, spędzając je w zaciszu kamiennego grobu. Przez to dzień sobotni będący pamiątką stworzenia stał się dniem odkupienia, więc jego znaczenie wzrosło. Przez święcenie tego dnia dajemy wyraz wiary w Boga jako Stworzyciela i Zbawiciela.



      Przyczyn mojego odejścia z Kościoła było kilka, ta między innymi odgrywała pierwszorzędną rolę, mianowicie poczułam się oszukana przez instytucję, której na kilka lat oddałam pełne swe zaufanie, a chciałam oddać nawet coś więcej.
      Zawsze byłam jednak głodna wiedzy, zaczęłam we własnym zakresie studiować Biblię, miałam dostęp do różnych komentarzy Pisma, szukałam tym samym najwłaściwszej interpretacji i nagle okazało się, że nie mam właściwego źródła do tejże.

      Wszystkie święta, które brałam za prawdziwie chrześcijańskie, również były plątaniną fałszu i obłudy. Historia mówi wprost: Jezus nie urodził się 25 grudnia. Dawniej chrześcijanie w ogóle nie obchodzili Bożego Narodzenia. Zaś smutnym jest to, iż data świąt - jak wiele innych elementów tradycji chrześcijańskiej - ma pogański rodowód i to powszechnie już wiadomo, a mimo tego wszyscy machnęli na to lekką ręką i celebrują dalej... mitologicznych bożków.
      Tego zimowego dnia wypadają urodziny Mitry oraz święto ku czci rzymskiego boga słońca. Warto wspomnieć również o Nimrodzie, na którego cześć ubieramy choinkę.

      Zasmuciło mnie to wszystko. Od dziecka wyczekiwałam świąt, to była magia, to były długie przygotowania, zapach ciast i grzybów na zupę, lepienie pierogów, pakowanie prezentów, ten niecodzienny klimat. Magia, jednym zdaniem, jedne z najpiękniejszych chwil z dzieciństwa.

      Dwie kanoniczne Ewangelie (Łukasza i Mateusza), które wspominają o jego narodzinach, są ubogie w szczegóły. Spowodowało to, że w pismach Ojców Kościoła - Tertuliana, Orygenesa czy Ireneusza z Lyonu - brak wzmianek o świętowaniu Bożego Narodzenia. Teolog Andrew McGowan dodaje, że wręcz potępiali oni obchody urodzin bóstw, uznając je za pogaństwo.
      W Bożym Narodzeniu pozostał pewien archetypiczny uniwersalizm. Mówiąc prościej, w każdym z nas drzemie jeszcze mały poganin świadom pierwotnych korzeni tego święta. I chyba to on sprawia, że przysłowiowa "magia Bożego Narodzenia" udziela się nawet niewierzącym.

      Wielkanoc tuż tuż, a wspomnienia z okresu małoletności są dziś jak słodkie relikwie jakichś pradziejów, kiedy to było... ;) Malowanie jajek, przygotowania, ciasta, odświętna sukienka i marsz do kościoła z kolorowym koszyczkiem. Dumna, że na wielkim stole w kościele, wszyscy mogą podziwiać jak pomalowałam jajka.
      Wielkanoc przypada na wiosnę jako święto nowego życia ku czci bogini światła i wiosny – Eastre. (Easter?) W tym czasie jajka zdobiono w celach magicznych.

     Kościół jest (delikatnie mówiąc) umowny. Choć wielu wiernych nie zaakceptuje tych informacji, warto pamiętać, że chrześcijaństwo to "produkt", na który złożył się dorobek różnych filozofii i religii.



      Zraziło mnie do KrK wiele nieprawidłowości, ale mam Boga w sercu, modlę się niewymuszenie i świadomie teraz patrzę na sprawy Kościoła. Nie potępiam wszystkich tych, którzy pozwolili się zaślepić, bo w gruncie rzeczy krocząc wiele lat między nimi, zrozumiałam, że sama idea tejże religii jest światła i bardzo dobra. To co stanowi krytyczny błąd to praktyki i dogmaty.
      Zacznijmy chociażby od nazywania papieża ‚Ojcem Świętym”. A znacie ten fragment?:

„Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie."

      Niestety spora część ludzi zamiast wierzyć Chrystusowi i czytać Biblię, woli wierzyć papieżowi, który uważa dziecięcą pornografię za normę, pedofilię księży za nic wielkiego, a prezerwatywy w Afryce za niepotrzebne do obrony przed HIV.
      Pytanie do Ciebie czytelniku, nim skończysz skrobać w poniższym edytorze słowa krytyki - przeczytałeś całe Pismo Święte, czy znasz tylko fragmenty z kościoła?
      Mówi się, że instytucja Kościoła Katolickiego jest kierowana przez Ducha Świętego. Zastanówmy się… Czy sprzedawanie odpustów, krwawe krucjaty, tortury, mordy i inkwizycja, tłamszenie nauki, bogacenie się kosztem biednych, jeżdżenie najnowszymi samochodami, mieszkanie w willach, jest działaniem Ducha Świętego? Kościoła, który sami stworzyli, a teraz sami wskazują na niego palcami powołując się na przedstawione przed momentem powiązania za pogaństwem. Oczywiście oni zręcznie podklejają własne niecne uczynki w KrK pod Chrystusa.

      Kulty zmarłych, kulty maryjne, Maryja Jasnogórska, Maryja Świętokrzyska, Maryja Królowa Nieba, Maryja Królowa Polski, Maryja Częstochowska… Po pierwsze Maryja była jedna, a po drugie nie była nigdy czczona przez chrześcijan, co potwierdzają słowa apostołów w Nowym Testamencie.
      Artemida, Astarte, Erziule… Niemalże we wszystkich kulturach pogańskich występowała jakaś bogini zwana "królową nieba". W zależności od „nawracanego na katolicyzm” terenu, kult maryjny przybierał różne formy. Dla przykładu czarna Madonna.

      I teraz akapit iście kontrowersyjny. Może nie jestem socjologiem ani seksuologiem, ale czy aby narzucony księżom celibat generował tak wysokie sfrustrowanie seksualnie? Czy Biblia faktycznie nakazuje celibat? Poznajmy jeden jej fragment:

      „Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity..." c.d. odnajdziecie tutaj -> 1Tym3:2-5,4:1-3


      Spróbuję obniżyć napięcie i nadmienię jako ciekawostkę, że pewien ksiądz kiedyś mądrze powiedział o "używaniu Imienia Boga nadaremno", że nie chodzi o to, że powiem w szoku "Jezus Maria" czy "o mój Boże", ale o składanie przysięgi w Imię Boże (które zniknęło z ludzkiej pamięci w sześćdziesiątymktórymśtam naszej ery, gdy podczas powstania żydowskiego zabito najwyższego kapłana i jego następcę, a tylko oni znali Imię - na ścianie świątyni wyryte były jedynie spółgłoski JHWH, które my interpretujemy jako Jahwe, a niektórzy jako Jehowa.
      Imię miało wielką moc pozwalającą uzdrawiać, wzywać demony, owładać ludźmi itd., kiedyś każdy znał Imię, lecz ludzie je nadużywali, dlatego potem znał je jedynie najwyższy kapłan i jego uczeń, na wypadek nagłej śmierci kapłana. Ale to, powiedzmy, drobnostka, która uzmysławia nam również, jak niewiele wiemy o naszym Bogu i o praktykach jakie nam nakazał, a czcimy obecnie potwora cywilizacyjnego oszustwa.

      Pamiętajcie o najważniejszym, że Kościół ustanowił sam Jezus. Jest on wspólnotą ludzi, którzy chcą naśladować Jezusa, aby stać się świętymi i na zawsze zamieszkać z Nim w niebie.
      Apostoł Paweł nazwał Kościół „Ciałem Chrystusa”, jego głową jest Jezus, a każdy człowiek ma w jego ciele swoje własne miejsce. Jak każdy z nas potrzebuje wszystkich części ciała, tak wszyscy wierni członkowie są ważni dla całego Kościoła.
      Chrześcijaństwo jest dobrem, ale co się z tym wszystkim stało, że ostatecznie nie przypomina siebie? Ci wszyscy gorliwi wierzący, którzy z braku chęci zrozumienia i nieumiejętności rozmawiania w sposób kulturalny, nagannie narzucają swoje przekonania na niepraktykujących ludzi. A lepiej byłoby dawać przykład własnym zachowaniem, niż stosować szantaż emocjonalny, prawda?

      W moim przypadku zmieniło się tylko tyle, że prócz tego, iż przestałam chodzić na mszę, bo świątynie przestały w moich oczach przypominać Dom Boga, to zaczęłam uznawać, że dniem odpoczynku jest raczej sobota, bo niedziela jest pierwszym dniem tygodnia (dniem roboczym) jak podaje Pismo. Kiedy jestem w kościele podczas świąt rodzinnych, sakramentów, zdecydowałam się milczeć w czasie modlitw.
      Jedynym rozwiązaniem jest samodzielne myślenie/zdrowy rozsądek/czysta logika, miłość do naszego Jedynego Boga Ojca czyli zatem również miłość i zrozumienie do drugiego człowieka i co najważniejsze znajomość nauk Chrystusa. Bo chcę być naśladowcą Chrystusa, a nie księży, których dłonie są brudne od pieniędzy.

      Dzisiaj, w przeciwieństwie do czasów średniowiecza, za odejście od Kościoła nie grozi publiczny proces. W najgorszym wypadku apostaci spotykają się z ostracyzmem społecznym, dlaczego? Przecież Kościół uczył zawsze tolerancji i miłowania bliźnich. Dlaczego więc ja czuję się zawsze pośród praktykujących Katolików jak wyrzutek?
      Wyprzedzając pytania, nie podpisałam aktu apostazji.

      Ja czułam potrzebę poznania prawdy. Bo mi jakoś coś nie grało, a lubię generalnie WIEDZIEĆ. Ktoś mi kiedyś powiedział, że wierzyć to nie wiedzieć, ale ja tego nie rozumiem poprzez "wiedza kontra Bóg", tylko "wiedza kontra ludzie, którzy pod Nim się podpisali".
Gdybym nie drążyła prawdy, nadal byłabym praktykująca, ale prawda, krótko mówiąc, przestraszyła mnie, bo nagle zrozumiałam, że żyję i praktykuję przeciwko Woli Bożej.
Czy teraz robię lepiej? To jest spór typu "kto ma rację", spór który zostanie rozstrzygnięty dopiero tam w górze.


_______________________________
ŹRÓDEŁKA:
dziennikbaltycki.pl
tweetingwithgod.com
prawdaokrk.blox.pl
czasprzebudzenia.wordpress.com
strefatajemnic.onet.pl
pismoswiete.republika.pl/dekalog

piątek, 11 marca 2016

O różnych wyborach i lasach nie tylko iglastych.

      Nasze wybory odzwierciedlają nas samych. "Każdy może wybrać swoją własną drogę. Wsłuchać się w swój wewnętrzny głos i wybrać coś, co idealnie do niego pasuje." A co Was czyni takimi, jakimi jesteście? Co Was charakteryzuje? Jak spędzacie czas wolny, czyli jaka jest Wasza ulubiona czynność?
      "Dookoła panuje zgiełk, w którym łatwo utonąć. Dlatego świadomie wybieram to, czego słucham i na co patrzę. Zamiast agresywnych reklam i kłócących się polityków wybieram ulubioną muzykę albo ciszę. I jak pięknie brzmi ta cisza!" - Beata Pawlikowska.




      Cisza jest poezją lasu i śpiewem gór. Echem roznosi się szept wiatru i pojedyncze akompaniamenty ptaków. Ile byście stracili bez obejrzenia jednego programu informacyjnego, serialu czy teleturnieju, a ile moglibyście zyskać idąc na spacer za miasto? Wracać po całodziennej wędrówce z lekkim plecakiem i pustymi pojemnikami po prowiancie, na umęczonych nogach po cudownym doświadczeniu natury. Gdy o zmierzchu przekroczycie granicę swej miejscowości, poczujecie niemile jaki tu panuje harmider i smród unoszący się nad ulicą. Gwar i pokłady negatywnej energii. Uczucia do zastąpienia.
      Jeżeli na świecie wydarzy się coś bardzo ważnego, rodzina mnie na pewno poinformuje, albo dowiem się w pracy. Jeżeli polityka zmieni swój ustrój, niech zmienia beze mnie, nie muszę patrzeć na te jednakowe twarze nad kołnierzykami jednakowych marynarek. Jeżeli istnieje jakaś spiskowa teoria dziejów, niech istnieje beze mnie, ja i tak robię swoje. I nie potrzebuję tych wszystkich rzeczy z reklam, jestem ostatnią osobą, na którą krzykliwa reklama mogłaby mieć wpływ. Nie oglądam ich. Ten czas wolę poświęcić na lekturę.
      Lekcja życia? Nie, rysopis mojego, które jest poukładane i rządne przygód. I staje się coraz bardziej harmonijne, a to jest najważniejsze.
      A rewers nowego banknotu o nominale 200 zł nie zawiera orła w trumnie, a litera "S" splatająca go, nie oznacza dolara. Rozbawiły mnie te facebookowe anonse. Jest to orzeł z sześciobocznego kartusza z fasady kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu, zaś "S" to monogram królewski Sigismundus.




Słabo widać, więc powiem - to pole kwiatkowe.
"Rozpuść włosy poczuj chwilę, przecież tyle można mieć. Nawet nie wiesz czy istniejesz, może to jest sen."
~ Magda Femme



Na szczytach wieje porywisty wiatr, tworzący śnieżne mgiełki. To bardzo częste i piękne zjawisko, zdjęcie tego nie oddaje.
      Porzuć złość. Wróć do domu na około, jeśli obok rośnie piękny gaj. I nie przejmuj się tymi, którzy niegdyś cenni w Twym życiu, robią wszystko aby spaść na samo dno. Nie uratujesz kogoś, kto tego nie chce. Pozwól mu spaść. Wtedy być może zrozumie, że musi coś zrobić ze swoim życiem. Bo każdy musi SAM. Po prostu odsuń się, pozwól mu doświadczać lekcje od życia.
      Udzielanie pomocy to piękna i szlachetna rzecz, ale pamiętaj, najpierw druga osoba musi do tego dojrzeć, musi chcieć.






      Lasy pokrywają 30% powierzchni Szwajcarii, która jest jednym z najmniejszych państw Europy. Powierzchnia samego lądu to 39 770 km².
       Dla porównania, powierzchnia lądowa Polski wynosi 311 888 km², z czego lasy zajmują powierzchnię 9,1 mln ha, czyli 29,2% powierzchni naszego kraju. Powierzchni płaskiej. Lasy w Szwajcarii to góry. Doliny są łyse. To łąki lub pola uprawne.



      W pewien ciepły i cichy, wiosenny dzień, zaczęłam rozważać dojeżdżanie do pracy rowerem, jak kiedyś. I nagle wiatr, jak nie przypieprzył ciężkim drewnianym meblem w szybę tarasową, tak sobie pomyślałam, że Bóg właśnie rozwiązał moją rozterkę.
      Góry, bandyty jedne...





      Na niektórych zdjęciach widać, że nadal nie przeczytałam instrukcji od aparatu. Ale jak to się mówi, nie trzeba być dobrym fotografem, aby utworzyć własną sztukę. O_O