wtorek, 9 lutego 2016

W poszukiwaniu harmonijnego współbrzmienia serca i umysłu.

      "Stajemy się jak ludzie, którymi się otaczamy. A potem przyciągamy do siebie takich, jakimi sami się staliśmy". Hasło zapożyczone od Mojmiry.
      Albo starczy mi doświadczeń nabytych ubiegłego roku, albo wpadnę w czarną dziurę. Podobno powstaje ona tam gdzie Bóg podzielił przez zero...
      Mimo iż lata temu postanowiłam, że nie będę robić niczego przeciwko sobie, rzecz wymagała, abym postanowiła to sobie raz jeszcze i mocniej. Robię tylko to, do czego mam wewnętrzne przekonanie. Co ważniejsze - i to musiałam koniecznie dodać, mam odwagę odmówić jeżeli ktoś usiłuje mnie zmusić do czegoś, czego nie chcę zrobić.


Jestem wdzięczna za to, co mam
- i dalej robię swoje.
Szukam tego, co mnie buduje i wzbogaca od środka.
Śmieciowe dane mnie nie interesują, nie doszukuję się teorii spiskowych dziejów,
 bo nic mi one nie dają i wiem, że oni chcą tego abyśmy jeszcze bardziej się dołowali,

uświadamiając sobie, że nie obronimy się przed nimi, przed ich trucicielstwem.
Jestem ponad to wszystko, ponad tych ludzi, którzy okrzyknęli siebie bossami świata,
Nie są nimi, a to co głoszą, nie jest prawdą.
Mam swoje własne źródła wiedzy,
których nikomu nie zdradzam. Nie zdradzam moich Duchów, które uczyniły mnie
zharmonizowaną.
      Pomyślałam także o systemie, jeżeli umarłabym jutro, firma dla której pracuję łatwo mnie zastąpi w kilka dni, ale rodzina i przyjaciele będą mnie opłakiwać przez resztę ich życia. Zapytałam więc dlaczego tak bardzo jestem pochłonięta pracą, dlaczego tak się zarzynam? Istnieją przecież ważniejsze rzeczy, np. moja edukacja, którą czasami zawalałam - były takie momenty w tygodniu, gdy na zajęciach z nieprzytomności i bólu oczu, po prostu przysypiałam, niewiele wynosząc z lekcji.
      Pragnąc spojrzeć na to z innej perspektywy, widzę kobietę zaangażowaną w samorozwój, ale nie dającą się wpędzić w rutynę - mimo wszystko. A także uważającą, że bezrobocie jest niegodne jej osoby. O_O No popatrzcie...
      Podejrzewam, że mój charakter nie pozwalałby mi na bezczynność zawodową nawet w rodzinie Rockefellerów. Z pewnością uciekłabym na własne i zaczęła żyć po swojemu. Podobno indywidualizm przenosi się z duszą, że on wcale nie wyrasta tylko w danej glebie i podlany daną wodą, ale jest. To piętno ekscentryków łażących własnymi ścieżkami i tak często samotników z wyboru, cierpiących wieczny niedobór wolności. Paradoksem we mnie jest to, że mimo iż nienawidzę systemu, nie chcę być poza jego trybami, po prostu nie wyobrażam tego sobie. Powinnam więc być szczęśliwa w tym galimatiasie, a jednak narzekam. Nie do końca jeszcze rozpracowałam ten problem i nie całkiem jeszcze potrafię sobie pomóc.

"...Pracujesz dniami i nocami bierzesz nadgodziny.
Dostajesz więcej kasy byś myślał "jestem szczęśliwy".
Zawalają Twoją głowę reklamami byś był bardziej chciwy. 
Lecz poza pracą nie ma czasu nawet dla rodziny.
Dostałeś awans myślisz: "idę przez życie twardo"
Tych co pod Tobą traktujesz z pogardą.
Nie jesteś sobą bo w tych czasach już nie warto.
Próbujesz z tym walczyć, ale z opuszczoną gardą.
Wokół korupcja mentalna destrukcja, potrzebna wam duchowa rewolucja.
Niech nie kieruje wami systemowa iluzja
Więcej szczerości i miłości to ma konkluzja!

Bo to system, on nawołuje Cię do zła.
System, on robi z Ciebie niewolnika.
System, radzi byś sprzedał brata.
Żądza pieniądza to rzeczywistość fałszywa!..."

Kiedy tysiąc razy potkniesz się w życiu o iluzje, w które sam tak chętnie chciałeś wierzyć, w końcu pukniesz się w czoło i postanowisz, że od tej chwili układasz swoje życie wyłącznie w zgodzie z prawdą.
I wtedy właśnie wszystko się zmieni, a ty poczujesz że wreszcie naprawdę żyjesz.

      "Myślę, że świat zewnętrzny istnieje w chmurze utkanej z podświadomych oczekiwań i pozorów, a jej siła jest równa mocy wspólnych przekonań zbiorowej podświadomości. Tak tworzy się zbiorowa iluzja, w której żyjemy.
      Ale tylko pozór. Stąd wzięła się iluzja władzy i pieniędzy, która rządzi światem w naszej cywilizacji, mimo że w gruncie rzeczy jest bezradna jak dziecko wobec sił większych od siebie, które naprawdę rządzą światem. Takich jak choćby Siła Natury.
      Iluzje kłują, bolą, dostarczają cierpienia i bólu. Sami je tworzymy, trzymamy się ich i chcemy w nich trwać – bo tak nam podpowiada nasza cywilizacja – ale jednocześnie chcemy się od nich uwolnić. Ale nie chodzi teraz o to co myślisz - Chodzi o to co ROBISZ.
      Wierni przekazują sobie na koniec mszy „znak pokoju”, ale po wyjściu z kościoła wracają do swoich wojen, pielęgnują urazy, żale i krzywdy!!!"
~ Beata Pawlikowska

      Obecnie okazuje się, że każdy robotnik, niezależnie od wykonywanej pracy, może zostać dotknięty syndromem wypalenia zawodowego. Wyznawane przekonania i narzucane sobie standardy, jak na przykład konieczność wykonania wszystkich zadań samemu - stały się moją chorobą. Wypalenie składa się na różne objawy, m.in. zakłócenia snu, zaburzenia pokarmowe, problemy zdrowotne, obniżony nastrój, impulsywne zachowania, niekontrolowana agresja, poczucie pustki i braku celów, a w weekend wszystko jak ręką odjął, ciekawe, nie?
      Jedyna recepta - urlop. Ten już był. Stąd ta treść i te spokojnym tonem wymawiane wnioski. Moja energia znów się zmieniła na normatywnie rutynową. Ale nie mogę codziennie uciekać samotnie gdzieś w góry dla ocalenia tej przepięknej równowagi jaką zyskałam przez tydzień urlopu. Nie głupi pomysł, ale doba jest za krótka.

"...najwyższemu dzięki składam.
Zakłamanie i obłudę słowem spalam,
za to że zgasiłeś płomień ja nie odpowiadam.
Ja nikogo tu nie sądzę, nikogo nie karam.
Kroczyć dobrą ścieżką jedynie się staram.
A Ty sprzedajesz swoją duszę za talara.
Nie widzisz że kult pieniądza jest kultem szatana.
Napraw się człowieku wreszcie oddaj w ręce Pana,
bo demon powróci jak nocna mara..."

Mam dobre i czyste intencje. Jestem uczciwa. Jestem wierna temu, w co wierzę.
"Kiedy masz wątpliwości - to stój, nie ruszaj się.
A kiedy wątpliwość zniknie - ruszaj odważnie naprzód, bo tak długo
jak czujesz się we mgłach wątpliwości, czekaj
aż promienie słońca przebiją się przez mgły
- wtedy działaj z odwagą.

~ mądrość Indian z plenienia Ponca
      Miałam okazję wysypiać się na zapas (to tak można? O.o) i dużo więcej poświęcać czasu swojemu wnętrzu, odzyskałam konsonans. Wiara i dobro, ogień i woda, a pozostałości złych snów strawił ogień.
     Jestem świadoma własnej wartości, swoich reakcji i ograniczeń, znam siebie. Wiem, co mi przeszkadza, i mogę chronić się przed utratą motywacji. Pamiętam aby wszystkie plany ustalać wcześniej, te odnośnie organizacji dnia pracy, jak i te związane z relaksem. Są one klarowne i mierzalne. Mam ustalony limit obowiązków, które przyjmuję naraz. Mam zwiększony dystans wobec otoczenia/ chodzi o to, żeby nie angażować się zanadto emocjonalnie w pewne rzeczy. To co mnie nie interesuje, nie jest mi potrzebne lub szkodzi mi - tego właśnie unikam.
      Potrafię cieszyć się z drobnych przyjemności. Praca nie jest wyłącznym sensem mojego życia, istnieję także poza nią i pełnię dużo ciekawsze, inne role. Chciałabym móc poświęcić im więcej czasu.
      Jestem wrażliwa na potrzeby ciała i ducha, nigdy nie zapominam o wypoczynku, aktywności fizycznej. Próbuję pamiętać, że odmowa nie jest niczym złym i że mam ograniczoną zdolność do przyjmowania na siebie nowych obowiązków. Uczę się tego tak samo sumiennie, jak skrupulatnie potrafię wykonywać wszystkie zadania.
      Pamiętajmy nade wszystko, że na łożu śmierci nikt nie żałuje, że spędził za mało czasu w pracy.

"...Obudź się człeku bo jutro smętne się kreuje i przytłacza.
Kiedy widzę jak bieda i głód mnie wciąż otacza.
Kiedy widzę jak kolejny człowiek z dobrej ścieżki zbacza.
Pamiętaj życie zawsze swój krąg zatacza.
Zarówno dobra jak i ta zła karma wraca..."

„Pozwól, żeby wiatr popchnął cię w najlepszą stronę”
Chodzi o to, żeby mieć marzenia, fantastyczne plany, wymyślać nowe projekty, być w życiu kreatywnym i ciągle szukać nowych inspiracji, ale jednocześnie nie żądać, że musi być tak, jak ja sobie wymyśliłam.

Miałam aspiracje, konkretne plany na życie. Żaden nie wypalił, uwierzycie? Ale wierzę mocno, że jest coś dalej,
że po prostu nie poznałam jeszcze swojej drogi.
Zobacz jak mamy pięknie! Mnóstwo powietrza do oddychania i wolność myśli!!
Odkryłam małe Mazury pośrodku gór.
Najpierw uparcie usiłowałam dostosować świat i ludzi do moich przekonań. I pozornie wydawało się, że to jest możliwe. Ale prędzej lub później życie podskakiwało jak dziki, swobodny mustang, a ja spadałam na twarz i uważałam, że to jest bardzo niesprawiedliwe. Boli, zmusza mnie do wysiłku, zasypuje mnie pytaniami, na które nie jestem w stanie znaleźć dobrych odpowiedzi.

      Czy wiesz jak to jest maszerować pod górę z pełnym plecakiem, a w mokrych butach puchną ci poobcierane stopy, na których skóra wygląda tak, jakbyś właśnie wyszedł z długiej kąpieli? Odzywają się stare kontuzje, do tego dochodzą nowe i jakieś zadrapania, małe i duże rany. Ale idziesz. Bo nie ma innej opcji. Wszystko, co do tej pory wiedziałam o świecie, to kłamstwo.
      - Prymitywny jest ten, kto ogląda pornografię w Internecie i kupuje brukowca, żeby dowiedzieć się kto kogo i w jaki sposób zarąbał siekierą.
      - Biedny jest ten, kto mimo posiadania wielkiej liczby przedmiotów nie potrafi się nimi cieszyć.
      - Prymitywna cywilizacja to taka, która oferuje masowo i tanio śmieciowe pożywienie dla ciała i umysłu, bo wyżej stawia pieniądze niż zdrowie i życie swoich własnych obywateli.
      - Prymitywna cywilizacja to taka, która wyśmiewa się z innych cywilizacji, bo nie jest w stanie ich zrozumieć.

      ~ Mądry jest ten, kto rozumie przyrodę i jest w stanie współgrać z jej rytmem, ucząc się jak najlepiej wykorzystać to, co ma do zaoferowania, czerpać z jej owoców, bogactw i siły, a jednocześnie dbać o to, żeby nie naruszyć jej równowagi.
      ~ Szczęśliwy i spełniony jest ten, kto przez całe życie rozwija swoją inteligencję, siłę ciała i wewnętrzną moc, bo dzięki temu jest w stanie osiągać cele, jakie sobie wyznaczy.

      Czarna dziura wg Beaty Pawlikowskiej -> Czarna dziura to miejsce nie w przestrzeni zewnętrznej, ale w twojej duszy. Jeśli raz po raz wpadasz w to samo miejsce i znowu rozbijasz sobie głowę o tę samą przeszkodę, to znak, że popełniasz jakiś błąd w swoim sposobie myślenia.
      Czarna dziura to nie przypadek ani pech. To konsekwencja tego, co działo się w twoim życiu wcześniej. Tego, co dzieje się w nim do tej pory.
      Na przykład wybierasz pracę, której tak naprawdę nie pragniesz, która cię nie rozwija i nie daje ci poczucia sensu, ale wybierasz ją dlatego, że widzisz w niej szansę zabłyśnięcia i zdobycia jeszcze jednego „dobrego stopnia”, czyli akceptacji i podbudowania niskiego poczucia twojej wartości.

Nic nie jest przesądzone, a wszystkie drogi są otwarte.
Pytam mojego serca dokąd iść - i tam idę.
Kiedy siedziałam na mokrej skale i czułam się jak dziecko. Wszystko, czego nauczyłam się wcześniej w szkole, było mi nie tylko kompletnie zbędne, ale i blokowało umiejętność postrzegania i rozumienia tego, co dzieje się na świecie.

      Zawsze szukam mojego przeznaczenia. Bo przecież nie ma jednej drogi na całe życie. Ciągle coś się zmienia, tak samo jak zmieniają się moje wewnętrzne przekonania i kody. Nie jest powiedziane, że mój życiorys zakończy się w tej właśnie dolinie, ani że mój życiorys na zawsze już pozostanie emigrancki. Idąc za słowami mojego męża, "nie będę mieć całe życie pod górę" ;) kiedyś pewnie wrócimy w rodzime doliny, na płaskie, zielone tereny i do oglądania długich zachodów słońca.
      A tymczasem małymi krokami realizuję wszystko, co sobie zamierzyłam w miejscu obecnym. Konsekwentnie, wytrwale, uparcie. Bez względu na to, co myślą na ten temat inni ludzie.
       Integruję się coraz bardziej z innymi ekspatriantami, może czyni to większa komunikatywność, w końcu już rok nauki języka obcego, ale pewnie też przyzwyczajenie do twarzy i wielka ciekawość innych kultur. Ostatniego dnia kursu językowego, każdy kto znalazł odrobinę czasu, upichcił danie regionalne ze swojego kraju. Dostałam trochę kulinarnego folkloru do domu.

Syryjskie specjały
- trójkąty zawierają farsz ze szpinaku
- ciasteczka są z orzeszkami laskowymi.
PITA ziemniaczana  z Kosova.
      Cokolwiek robisz w życiu - rób to najlepiej jak potrafisz, wkładając w to zarówno swoje serce jak i umysł. Jeżeli tak właśnie będziesz działał i jeżeli spójne będzie to, co podpowiada Ci Twój umysł i dusza, to siła wszechświata przyjdzie Ci z pomocą.
      Kiedy żyjesz w określonej społeczności, pamiętaj, że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni i kiedy jednemu dzieje się krzywda, to wszystkim dzieje się krzywda. Honor jednego człowieka jest honorem wszystkich ludzi. Cokolwiek robimy, każdy nasz czyn wpływa na świat i na zawsze go zmienia. Jeżeli więc działasz w taki sposób, że to, co czynisz i to, co mówisz jest - spójne z Tobą samym, jeżeli to, co mówisz i to, co robisz - jest tym samym, a Twoja dusza i Twój umysł są zgodne, to o cokolwiek poprosisz - tak się właśnie stanie.
- Tak brzmi instrukcja życia Indian z plemienia Czarnych Stóp.

      Serce i umysł muszą mieć tą samą pewność - to jest indiańska jedność, harmonia, a to oznacza, że masz czyste intencje.

      Zawsze jest czas, żeby nauczyć się czegoś nowego. Lubię próbować nowych rzeczy, lubię się uczyć, rozwijać i w ten sposób wzbogacać moje życie. To chyba jest domeną wędrowców. Nie stronię od żadnych narodowości, na wszystkich patrzę tak samo, bo w żyłach nas wszystkich płynie taka sama krew. Chciałabym, aby kolor skóry miał takie samo znacznie, jak kolor oczu.
      Na świecie obecnie dzieje się bardzo źle z powodów kulturowych, religijnych czy politycznych. I właśnie: nie o rasy tu chodzi. Problemem stanowi "góra", ci co na nas patrzą, jak sterowani, sami siebie zabijamy. Tylko co z tym zrobić?
      Nie znam wytłumaczenia dla tych dziwolągów, którzy napastują kobiety w Niemczech i nie tylko, ale mam niejasne poglądy o praniu mózgów przez wpływowych ludzi. Boże, jak to dobrze, że nie pochodzę z żadnej elitarnej rodziny, np politycznej.

      W temacie teraz są Walentynki, których nie obchodziłam nigdy bez względu na to czy byłam w związku, czy też nie, (podobno single robią wtedy sami sobie prezenty). Jako wieloletni pracownik handlu, kojarzy mi się ten dzień wyłącznie z dniem komercji i z przepracowaniem. Jeżeli jeszcze ktoś nie rozumie mojej awersji, to dopowiem, że pole magnetyczne księżyca tego dnia nie pozwala mi obchodzić Walentynek. Źle się czuję, mam zgagę i brakuje mi najwyraźniej estrogenów każących mi zrozumieć stadny zew kobiet tego dnia.


______________________________________
Treść zainspirowana takimi osobistościami jak:
Manolo "Mesajah"
Beata Pawlikowska
Indianie - ludność nieskażona

14 komentarzy:

  1. hm, też nie rozumiem idei walentynek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam też okazję obserwować środowisko wokół mnie, np nie daj Boże jak chłopak zapomni i tym dniu, dziewczyna strzela śmiertelnego focha. Albo koleżanka z pracy - miałam plan spędzenia wieczoru ze swoim chłopakiem, a zmienili jej grafik i musiała przyjść do pracy na popołudnie. Płakała pół zmiany. ;] Uwierzysz?

      Usuń
    2. normalnie przymus walentynkowy jakiś; pamiętam jak to wchodziło właśnie do Polski, byłam wtedy w liceum; przymierzaliśmy się wtedy ze znajomymi do tego jak pies do jeża, nie wiadomo było jak toto obchodzić; początkowo nawet kartki walentynkowe robiło się ... dla nauczycielek, niby żeby sympatię okazać, a w sumie wiadomo - belfer w lepszym humorze krócej pyta i kartkówek nie robi; ale żenada

      Usuń
    3. Pamiętam, że w szkole Obowiązkowo na lekcji robiliśmy walentynki. To nic, że większość nie miałam żadnej sympatii w szkole, ale każdy miał wysłać obowiązkowo poprzez szkolną pocztę walentynkową. Co roku ktoś komuś jakieś obrzydlistwa dla żartu posyłał, oczywiście anonimowe.

      Usuń
  2. Staram sie... staram sie bardzo nie zwariowac. Ja nawet weekendow wolnych nie mam. No, ale... sama tego chcialam i chce :). Zdziecinnienie byloby tu nawet na miejscu. Moze latwiej by bylo tolerowac wybryki maloletnoch!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niedługo popadnę w Zespół Tourette'a...

      Usuń
  3. Hexe, z której książki pochodzą te cytaty Beaty Pawlikowskiej? Muszę przyznać, że zupełnie przypadkowo mnie nią zainteresowałaś [książką, nie Beatą] ;) Tylko, kurczę, szkoda, że nie napisałaś tego posta tydzień temu, bo wtedy robiłam zakupy w polskiej księgarni internetowej, i pewnie kupiłabym też tę książkę.

    Jeśli chodzi o Pawlikowską, to czytałam kilka jej książek, ale wszystkie były o tematyce podróżniczej. W pewnym momencie jednak przestałam to robić, bo trochę miałam dość tych małych książeczek, które w wielu wypadkach nie liczyły nawet 100 stron. Miło za to wspominam "Blondynkę na Czarnym Lądzie". Nie dość, że pięknie i solidnie wydana, to do tego ciekawa i wzbogacająca.

    Urzekło mnie to drzewko rosnące nad urwiskiem. Niesamowita wola życia. Warunki niekorzystne, a ono mimo to rośnie. Przypomina mi mojego biednego baranka, wcześniaka, którego mam teraz pod opieką. Taki maleńki, praktycznie sama skóra i kości [a brat bliźniak duży], a tyle walki o życie w takim chucherku...

    Wypalenie zawodowe - wiem coś o tym. Nie wiem, czy było ono w 100% właśnie tym zjawiskiem, ale było mi z tym cholernie źle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Ci nie powiem dokładnie z której książki. Posługuję się jej słowami, których ona sama używa na swoim Fun Page i przyznam, że inspiruje mnie często do pisania, ale tym razem postanowiłam konkretnie cytować. Czasami też wynotowuje tutaj to, co jest napisane w jej odautorskim kalendarzu, który kupiłam już po raz drugi, "rok pozytywnych myśli", tam również mnóstwo motywacji i pokrzepienia.
      Ostatnio cholernie tego potrzebuję, więc ładuję sobie energię jej optymizmem, którego ona ma niezmierzone pokłady.

      Jak będę w Polsce, chcę nabyć kilka pozycji, właśnie jej podróże mnie ciekawią. Kiedyś czytywałam o wędrówkach Cejrowskiego, również wspaniałe książki, a przede wszystkim skutecznie rozweselający humor, bardzo lubię jego cynizm.

      To z dołu wygląda jak drewko, ale z daleka widać, że dalej jest trawa i cały las. Wąwóz jest fragmentem zielonej góry. Wszystko zależy od perspektywy, prawda? Jak pokażę światu dane miejsce, a później jak je odbierają inni.

      Usuń
  4. Witaj Hexe.
    Walentynki... W moim wieku była Noc Świętojańska...
    Czerwiec słowiki, gwiazdy jak byki, księżyc, że tylko w mordę go lać....
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Zapominamy już o świętach, które od wieków obchodziliśmy, a zajmujemy się bzdurami zza oceanu. Jeszcze trochę i będziemy indyka przyrządzać na święto dziękczynienia.

      Usuń
    2. e, może aż tak to nie; święto narzekania to może by się przyjęło, ale dziękczynienia? - nie wierzę ;)

      Usuń
    3. A może powinniśmy sobie dać spokój z tymi "dniami"? Nie pamiętam, żeby ktoś kiedyś stwierdził, że mu to do czegoś potrzebne. Wystarczy nam świąt Katolickich czy innych wyznań, jeżeli ktoś preferuje.

      Usuń
  5. Sic! Przeoczyłam ten post. Aniu, mogłabym się pod wszystkim podpisać. Od około dwóch lat skrzętnie pozbywam się toksycznych ludzi z mojego, osobistego świata. Czasami bardziej, a czasami mniej boleśnie. Zmieniam siebie. Staram się nie oceniać (a to chyba najtrudniejsze), tolerować, akceptować tą wszelką inność dookoła Bo mój świat nie jest tym jedynym. Nie jestem pępkiem świata, nie wszyscy muszą myśleć jak ja. Lubię te odmienne dyskusje. Ludzie przywykli myśleć, że jeśli dyskutujesz to chcesz ich namówić na Twój tok myślenia, a to nie prawda. Różnice ubogacają. Świat byłby potwornie nudny, gdybyśmy wszyscy byli tacy sami.

    Nieustannie powtarzam sobie, że nie będę robić tego, do czego mam wątpliwości. Styczeń, taka sytuacja. Dzwonią, że mnie chcą przyjąć na już, pilnie potrzebują. Jadę na rozmowę, nie jestem przekonana. Wewnętrznie szukam dziury w całym, coś mi śmierdzi perfidnie, ale zatrudniam się. Tylko po to, żeby po dwóch dniach zrezygnować. A miałam nie robić tego, co do czego mam wątpliwości. Bo wiem, że jeśli mam wątpliwość, jakąkolwiek to nic dobrego z tego nie wyjdzie. Tak mam ze wszystkim. Z zakupami nawet. Najlepiej jak idę, przymierzę, kupuję.

    Kiedyś, gdy pracowałam jeszcze w szkole, miałam drugą pracę i studia jednocześnie pani pedagog, z którą miałam dobry kontakt powiedziała: szkoły bez pani szlak nie trafi, ale panią może, szkoda życia.

    System jest wszędzie, ale wierzę, że szukając odpowiednio długo (może można to porównać do szukania faceta, nie wiem:P) można trafić w końcu dobrze. Metodą prób i błędów, jak ze wszystkim w życiu. Było mi niezmiernie przykro, gdy pracodawca nie przedłużył ze mną umowy. Miałam mnóstwo żalu. Dziś ogromnie się cieszę, że tego nie zrobił. Bo tak siedziałabym w tej pracy dalej. Myślałabym, że mam pracę, nie ma przecież co narzekać, nawet jak jest źle to idealnej pracy nie ma i nie ruszyłabym szanownej części ciała w celu zmian.

    Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

    Uwielbiam Pawlikowską i jej światopogląd. Uwielbiam jak pisze w swoich książkach, że my-cywilizacja rzekomego Zachodu uważamy ludzi w Afryce, dzikich za bardziej prymitywnych od nas. My, którzy nie potrafimy spotkać się z drugim człowiekiem i nie spojrzeć w telefon. My, którzy wiemy doskonale jak wykańczać się nawzajem i zapominamy, że istnieje honor, duma, wartości.

    Uwielbiam wycierać tyłkiem skały. Pewnie dlatego pożegnałam się nie dawno z dwiema parami ukochanych spodni. Jak to dzikie dziecko siadam wszędzie na chodnikach, klifach, skałach, trawie. Badam tyłkiem i stopami co się da.

    Eh to wszystko pięknie napisane. Piękną jesteś osobą, wiesz?

    Też nie obchodzę walentynek. Nie wiem o jakich singlach piszesz, nie kupuję sobie na tą okoliczność prezentu;) Robię sobie dobrze na co dzień, nie tylko od święta;) Pary, kobiety w ciąży nie ruszają mnie zupełnie. Aż mnie to czasami przeraża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko to, co napisałaś o ludziach i toku myślenia, dyskusjach... to absolutna racja, tyle że ludzie niestety patrzą na innych w bardzo zawężonym pojmowaniu świata. Oceniają przez pryzmat siebie samych, a to błąd, który nie prowadzi nigdy do mądrego zakończenia dyskusji. Wszystko, co się powie/napisze, biorą bardzo do siebie, nie wyczuwają sarkazmu, nie zauważają paradoksów. Mylne myślenie i ocena sytuacji, strofowanie, krzyczenie, staram się tego unikać, nie kontynuować takich rozmów.
      A toksycznych ludzi unikam, na ile to możliwe - czyli nie tak, jakbym tego chciała i nie zaznaję przez to całkowitego spokoju.
      Zdaję sobie sprawę, że efekt jaki wywołuje taka toksyczna osoba, jest tym czego by oczekiwała - niech się denerwuje, niech piórka stroszy i krew psuje na samą myśl o mnie - staram się przede wszystkim, aby żyła w błędzie, że ma jakikolwiek wpływ na moje życie - choć ma rzeczywiście, ale nie jest to adekwatne do zmian, jakie w nim zachodzą.

      Z zakupami to mam tak, że jak nie mam pewności, wychodzę ze sklepu myśląc sobie "jak za tydzień to tu będzie, to znaczy że moje". I to zdaje rezultat, bo jak moje nie jest, to później okazuje się, że nie było mi potrzebne, albo lada dzień dostaję takie samo od kogoś :)
      Z robieniem rzeczy wbrew sobie to już inna bajka, tutaj nie mogę słuchać swojego głosu rozsądku. Coś we mnie krzyczało i szczypało w serce od środka, ale po prostu musiałam się rzeczy podjąć i wiem, że nie miałam innego wyjścia, nie jest mi z tym dobrze, cierpię bardzo, bo mam huśtawki nastrojów jak nastolatka, ale muszę, kochana, sama tego nie rozumiem, ale muszę. To już nie jest mój znajomy świat.
      Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo jednak poprzednia praca momentami obrażała mnie patrząc mi w oczy i to dosłownie. Wszędzie znajdziesz jakieś plusy i minusy, najważniejsze, by tych dobrych rzeczy było najwięcej i taką bym chciała pracę znaleźć. By mi w życiu nie przeszkadzała, bym nie miała chędożonej depresji wstając co rano.

      Ja byłam takim typem singla niewzruszonego na pary i na kobiety w ciąży, nie tęskniłam do związków, nie marzyłam o założeniu rodziny, krótko mówiąc - nie byłam samotna i miałam konkretny plan na siebie. Byłam singlem z wyboru.
      Najważniejszą rzeczą w życiu jest akceptować i kochać siebie!! Pamiętaj, to nawet dla tęskniących za związkami jest ważne - jeżeli nie pokochasz siebie, to niby kto ma Cię pokochać?
      I prawda jest taka, że powodzenie mają osoby znające swą wartość. Wiedziałam, że nie ma sensu tracić czasu na tych degeneratów, którym dawałam niekiedy szanse. Dlatego biłam rekordy w byciu samą, ale szczęśliwą i szaloną samą babą, która zawsze, ale to zawsze jeśli było trzeba, wychodziła do ludzi z pomocną dłonią.
      Choć byłam sama, ludzi było wokół mnie w brud. Byłam postrzegana jako ten kolorowy punkt na samym środku życiorysów moich znajomych i przyjaciół. Energia, pozytywne zaczepie, które ZASZCZEPIAŁAM we wszystkich, którzy tego potrzebowali.
      Nie wymyślam, ja po prostu mówię to, co uzbierałam w pamięci w słowach innych. I szczycę się tym i dumna jestem z tego, że udało mi się wnieść w życie innych tyle optymizmu.
      Teraz troszeczkę się pozmieniało. Mówili mi dawno temu, że jak znajdę sobie męża, to wszystko się zmieni. Teraz wiem dokładnie i o co chodzi. Nie o to, że nowe życie mnie bardziej absorbuje, choć to prawda, ale to ze względów systemowych. Chodzi teraz o zmianę priorytetów i porzucenie planu na siebie. To powoduje moje huśtawki nastrojów, bo coś w środku się strasznie buntuje.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.