sobota, 13 lutego 2016

Gdzieś pomiędzy wiosną, jesienią, a zimą.

      Bardzo lubię się śmiać, wygłupiać, szukać powodu do śmiechu. Podobno śmiech jest dla duszy tym samym, co tlen dla płuc. Czasami też pełni rolę kamuflażu... bardzo dobrą. Na taki stan składają się różne wydarzenia, aby śmiech był rzeczywiście szczery, potrzebny jest odpowiedni stosunek myślowy.
      Świadome podejmowanie decyzji, prawo do spełniania marzeń - dzięki temu wszystkiemu stajemy się wolnymi ludźmi. Gdy mi tego poczucia brakuje, przestaję się uśmiechać. Wolność to coś więcej niż brak zewnętrznych barier. Prawdziwa wolność bierze się z przekonań. Należy usuwać ze swojego życia to, co jest zbędnym balastem. Nie tylko zepsute rzeczy, niepotrzebne ubrania, ale i uprzedzenia, negatywne emocje, smutki. Wtedy staniemy się lżejsi i łatwiej płyniemy przez życie. Nasze emocje będą wtedy wyrażane przez uśmiech. Miłość, dobroć, szczęście. Nie jestem hedonistką, po prostu ktoś mnie nauczył, że tak żyć - jest dobrze. Byśmy byli dla siebie wzajem dobrzy. Uśmiech to taka krzywa, która wszystko prostuje. Uśmiech sprawia, że stajesz się wyjątkowy. Uśmiech to droga do wieczności.

      "W świetle wieczności wszystko, co zdarzyło się we wszechświecie do tej pory i wszystkiego, co jeszcze się w nim zdarzy - każdy z nas ma swoje miejsce i swój czas."
- Beata Pawlikowska.

      Poniższa, zaiste jesienna przyroda dała nam znakomite okoliczności do spaceru. Podczas gdy na nizinie zakwitły kwiaty, szczyty wciąż pokrywał śnieg. Byliśmy gdzieś pomiędzy.

Gdzieś na tej polanie znajdowały się mogiły.



      Mgła pozostawia w organizmie chemiczne odczucie niedoczekania i niewiadomej. Czy za mgłą będzie słońce, czy za mgłą będzie deszcz? Wszelkie spodziewane trudy tlą się cicho w podświadomości, które wnet mogą być przygaszone jak ogień na wątłym knocie. Przecież to tylko myśli, czarnowidztwa osoby, która woli dać się mile zaskoczyć, niżeli brzydko rozczarować.
      Pesymizm tkwi głęboko w rdzeniu mojej egzystencji po to aby spośród gryzących wizji, z tej mgły, wyłonił się pąk na kolczastej róży. Okalające kwiat ciernie, niczym zbroja przed okrutnym światem, świadczą o sile, a pąk uwydatnia zapach nadziei i wiary. Mój pesymizm łatwo zobrazować w prosty sposób - idę sobie idę przez zaspy śnieżne, a tu nagle chodnik.



Zamek, do którego nie prowadzi żadna droga. Słusznie kiedyś rzekłam, iż dojścia nie ma, bo wybrawszy się sama pewnej gęstej w śnieg zimy, drogi szukając, nie odnalazłam.
Tego dnia zapytaliśmy tubylca o dojście, który potwierdził moje domniemania.
Przypuszczamy jednak, że sami tam chodzą i strzegą swych tajemnic mieszkańcy tego miasteczka.
Np chowają tam nielegalnie upędzony bimber!


      Mgła to najlepszy dyfuzor na świecie. Ranne wstawanie nie jest dla mnie problemem, gdy robię to dla przyjemności, np by uchwycić świetne zdjęcie.
      Dzięki mgle gdy wychodzę z domu to znikam, a to interesująca umiejętność. Zaś gdy wracam, mam wrażenie, że stopień moich umiejętności fotograficznych, nagle się poprawił. Ostatnio jednak w dolinie mgieł ustawicznie świeci słońce Oo i za każdym razem gdy zmienia się widok, od nowa trzeba ustawiać aparat... i dlatego moje wędrówki nagle zaczęły być dwukrotnie dłuższe...
      Wiem, że przede mną jeszcze ogromnie dużo nauki o fotografii, ale to jest jeszcze większa przyjemność.





      Czasem z wielkim zapałem zapadam się w ciszę. Choć w życiu faktycznie odeszłam w cień, to spoglądam w niebo odważnie. Wsłuchuję się w słowa, wtapiam się w muzykę, zapadam w treści kolejnej opasłej książki. Uciekam do tego, aby doszczętnie nie zwariować.
      Traktuję obecny czas częściowo jako zintensyfikowany termin eskalacji wzmocnienia i rozkwitu. Coś jak dynamizacja w dążeniu do prywatnego prosperity. A że przy tym odwalam niezłą dramaturgię, cóż... delikatna jam O_O
      Mgła zawsze odnajduje mnie w sytuacji, kiedy drążę dziury w pamięci. Wspomnieniom odnalezionym, tym dobrym z reguły, których jest coraz więcej, zapalam świecę o słodkim aromacie. Wtedy przeglądam się w zwierciadle duszy i analizuję stopień swego oddalenia od rzeczywistości. Znienacka odnajduje mnie czas, a bicie serca echem się niesie po górach, co grozi niechybnie czymś niebezpiecznym. Mędrcy mawiają, że jeżeli góra idzie do ciebie, a ty nie jesteś Mahometem, to czym prędzej spier..... bo to na 100% lawina.






      Zmęczony umysł myśli wciąż o odpoczynku, np. o zapadnięciu się na długie godziny z literaturą. Ale to nie wina książki, która kusi zapachem i treścią, w którą ubrały się problemy mężczyzny uparcie szukającego swojej drogi. Ja i on wiedzieliśmy, że na gruzach przeszłości, zbudujemy wreszcie własnym azyl. Że spotkamy kogoś, kto nas nie odstąpi pomimo frustracji i innych agresywnych zachowań powodowanych chorowaniem na wyrzuty sumienia, bezsiłę i niemożność podjęcia decyzji, co niedługo zacznie wymalowywać się na mojej twarzy jakimiś indiańskimi znakami wojennymi.
      I ten ktoś jest przy mnie. To ktoś taki, kto pomimo iż wie o mnie wszystko, nadal mówi, że mnie kocha. To ktoś taki, z kim mogę spędzić kilka godzin tylko na siedzeniu i gadaniu, a mimo to dobrze się bawić. To ktoś taki, przy którym nawet milczenie sprawia mi przyjemność. I to nie jest postać fikcyjna z książki. A tak się bałam, że skończę jako schizofreniczka...

Dzień zatrzymał się drżeniem na krawędzi swego istnienia.
- "Miasteczko Salem"


      Chciałabym aby każdy zajmował się swoim życiem. Żeby nikt nie wtrącał się w cudze, by szanowano wolność. Ja wiem, że nikogo nie można zmienić wbrew jego woli, a Wy to wiecie?
      Podobno gdy człowieka ugryzie wampir, ten zmienia się w wampira. Odnoszę wrażenie, że wiele osób zostało ugryzionych przez barany.

"Nic wzburzonego serca nie nasyci"
                                                     - "Faust"



W domu jak i w sercach, wieczna wiosna.
      Fabuła jak w zwyczajnym serialu, ona poznaje jego, wpadają sobie w oko, spędzają ze sobą noc pełną rozmów, a w polu zboża buszują dziwne światła. Przeżywają napaść i porwanie przez kosmitów, robi się już ranek, powrót na ziemię, następuje wskrzeszenie urządzenia mechanicznego na gąsienicach jako skutek uboczny promienia teleportacyjnego. Heroiczna ucieczka przed morderczą koparką, nic tak nie łączy jak wspólna walka o przetrwanie.
      Co mi z tego przyszło? Lubię jego dziwactwa, lubię to, co on lubi i współdzielę przestrzeń nie dusząc się przy tym. Połączenie dwóch żywiołów okazało się być możliwe. Dopełniamy się, on robi bałagan, ja sprzątam, on robi obiad, ja śpię, on ścieli i myje podłogę, ja gram w World of Warcraft.



      Pamiętajcie, 14 luty - dzień Króla Juliana. Nawet w kalendarzu jest! Kwiaty dla lemura, no już, biegiem człowieki!

10 komentarzy:

  1. Za te piękne krajobrazy to ja kiedyś Ciebie pokroję. Daję słowo. Dobrze, że macie, gdzie odpoczywać. Dobrze, że tak pięknie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro już masz przyjechać żeby mnie pokroić, to może łatwiej by było jednak po prostu pójść z nami na wędrówkę i je zobaczyć na żywo, bo wiesz, ja mam duże wymagania odnośnie pochówku...

      Usuń
    2. Czy to zabrzmiało jak nieoficjalne zaproszenie czy to ja się nieopatrznie, trochę bezczelnie wpraszam?:P Chętnie bym poszła. Póki co staram staram się ogarnąć katar, żeby nadawać się jutro do pracy. Zwłaszcza, że mam do dowiezienia blachę z brownie.

      Nie mam tak dużych wymagań. Mam miejsce, w którym chciałabym umrzeć. Mogą mnie tam po prostu rozsypać. Jeśli nie to obiecałam, że ich wszystkich będę straszyć:D

      Usuń
    3. Jak razem z blachą brownie, to zaproszenie XD

      Moje wymagania polegają na tym, że mam miejsce, w którym chcę być pochowana, mam też zastrzeżenia co do nowomody cmentarnej, preferuję zwykły stosik kamieni, prosty krzyż i trawnik.

      Usuń
    4. Hehe:D Zapamiętam jak będę rozważać urlop:P

      Mnie przeraża pochowanie w ziemi. Nie chcę. Nie chcę nawet tego sobie wyobrażać. I ta myśl, że w trumnie mogłabym się obudzić. Brr.

      Usuń
    5. Ja zamierzam powstać jako wampir, wykopać się i latać szczęśliwym nietoperzem z uśmiechem jak Joker z Batmana XD

      Usuń
  2. Witaj Hexe.
    Ale fajne widoki... Tylko pozazdrościć.
    U mnie zawirowania z wydaniem książki - tv, radio, prasa, asa tadarasa. Niedawno wróciłem z nagrania w lokalnej telewizji. Myślę, że do piątku jakoś przeżyje.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, że wszystko idzie zgodnie z planem. :) Czy mi się zdaje, czy promocja własnego dzieła to sama przyjemność niżeli żmudna praca? Zatem nie ma, że "jakoś przeżyję", do boju! :D

      Usuń
  3. Odnalezc w tym wielkim swiecie swoja druga polowke, jest wielkim szczesciem :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanim odnalazłam, myślałam, że to tylko fikcja literacka. Poważnie, kto by się spodziewał w czasach takiego zepsucia i demoralizacji, gdzie faktycznie spotykałam samych dysfunktów?

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.