piątek, 26 lutego 2016

Proza anielska.

      Rozmawialiście kiedyś z aniołami? Czy potraficie otworzyć się na świat kompletnie nienamacalny, mistyczny, zakrawający o kongregację i celebrę? Bóg wybrał nam mądrych pomocników, lecz czy kiedykolwiek odważyliście się podjąć rozmowy z istnością wyższą?
      Wieszcz lub Nauczyciel to kwintesencjonalne określenia, epitet meritum. Od dość młodych lat towarzyszy mi ten aspekt, nie pamiętam jednak skąd wzięły się te predylekcje. Zwracałam się do dobrej siły, która nie raz wlewała światło w moje zawiedzione, lub smutne albo rozżalone serce, wiecie jak to bywa w okresie dorastania. ;) A później nastąpił przełom, bo w moim sercu bardzo mocno wtedy rozkwitała wiara. Dziś jest pod pewnymi względami nieco inaczej, ale wiara sama w sobie zdecydowanie nie osłabła.

"Bóg stworzył cierpienie,  
potem dodał mu skrzydła
z lekkiego eteru i ciszy.
Tak powstały anioły..."

      Lecz ja dziś nie zamierzam więcej o sobie prawić. Zanim powrócę do wędrownych opowieści opartych na faktach, wyjątkowo zajmę Was krótkim opowiadaniem, może prawdziwym, może wyssanym z palca, jak sobie czytelnicy życzą ;)
       Istnieje siedem klas aniołów i siedmiu archaniołów, którzy odnoszą się do siedmiu niebios. Choć obecnie najbardziej znany jest i akceptowany model Kościoła katolickiego z zaledwie trzema archaniołami - nie mam pojęcia skąd ta degradacja pozostałych - i odnoszą się tylko do trzech niebios. Celowo pod lupę wzięłam najmniej popularną postać.
      Twierdzę, że prócz aniołów, powierników i pośredników Bożych, których można określić za co najmniej mistycznych, jest o wiele więcej, ale takie dywagacje powinno się zostawić na prywatne rozmowy przy saganku herbaty.
      Zatem do dzieła, czyli do mojego pisarskiego mini-dzieła przejdźmy:


קפציאל

      Wyobraźcie sobie świat bardzo odległych czasów, pięknie uczyniony słowem Boga, a wraz z Jego pozwoleństwem, aniołów kroczących pomiędzy ludźmi, którzy mogli dotknąć stworzonego. Wyobraźcie sobie, że stali się czymś spojonym z ludźmi, scalonym i współmiernym. Dostali szlachetną rolę, bo ludzie od początków potrzebowali pośrednictwa z Ojcem, potrzebowali oparcia i poczucia, że nie są sami.
      Jednym spośród wiarusów Jasności był reprezentujący jedność wielkiego Królestwa, ten którego hieratyczność była synonimem cierpliwości i harmonii. Dystyngowany obrońca naszego rodzaju i orędownik cierpliwości, której to zechciał uczyć dzieci Adama, wszak nic nie ratuje skóry lepiej niżeli opanowanie.
      Mawiał by brać odpowiedzialność za uczucia jakie tworzymy w innych ludziach. Chciał aby wszystko co robili, służyło i było zgodne z najwyższym dobrem. Jednak ludzkość wabiona urokami własnej wolności woli, rozsmakowała się w rozważaniach prześwietlanych cienką linią mroku. Anioł indagował ich czyny i bacznie obserwował jak syn ciemności chciwie hołubił sobie głód wiedzy, łatwowierność i nieostrożność ludzi, nazbyt zrywnych, aby pasować się z pokusą.
      Opiekun ten strzegł karmy, przypominał zawsze, że wszystko co robimy, mówimy i myślimy, niesie ze sobą konsekwencje. Zwano go czasem aniołem wstrzemięźliwości. Uczył, że do poczucia pełni szczęścia, nie jest potrzebna żadna rzecz, ale z biegiem lat ludzie przyswoili takie cechy jak zachłanność i żądza posiadania. Cóż, wolna wola, jak jej się sprzeciwić? Albo... jak ją poskromić?
      Przymusić do posłuchu nie chciał i nie mógł, bo w tym jest miłosierdzie Pana, że człek sam o sobie wyrokuje. Jednak świat niszczał, marnował się przez długie lata, aż Bóg losy świata odmienił zsyłając wielki potop.
      Długo trwało zanim nastały dni suche. I ponownie rasa ludzka zajęła lądy ziemskie.


      Wyobraźcie sobie dziewiczy świat, który ludzie na nowo poznawali gdy wielkie wody ustąpiły. Era mająca na celu przemianę dziejów cywilizacji nie była już tym samym domem, nie spotykało się już wędrownych olbrzymów z krwi i miłości anielskiej i człowieczej, a roślinność nie była już tak bujna. Tak jak zwierzęta zjadały się nawzajem, tak nas dołączono do łańcucha pokarmowego.
      Tedy nasz orędownik dawał o sobie znać w uosobieniu tworzonym dla każdego indywidualnie, bowiem nigdy już nie przedstawił się ani nie przybył w pełnym swym świetle. Opiewający niegdyś w półtony i tinty fioletu anioł, jawił się jako starszy mężczyzna w czerni. Przynosił w podarku piękne odłamki klarownego, fiołkowego kwarcu; wszystkim tym, którzy wierzyli. Składał je do rąk ludzkich wraz z łaską i wieszczbami.
      Łacińskie imię jego, które podawał zaszczyconym, wskazuje czakrę jaką jest korona. Przychylał ludziom olbrzymią wiedzę astralną, pomagał przy zgłębianiu tajników ezoteryki jak na patrona tajemnic i śmierci przystało, zwano go też aniołem samotności i łez, a uczyniło go to krzynę mroczniejszym. Choć to, co go określa, brzmi ponuro i posępnie, nigdy nie chodził z chmurą na czole.
      Przynosił zrozumienie. Odpowiadający za dar długowieczności Pomocnik Boży, Anioł Śmierci i Końca, pomagał pogodzić się będącym w agonii i skierować kroki ku wieczności. Nikt pod jego opieką nie bał się ostatniej drogi.
      Lata mijały srodze odmieniając na powrót ludzkość. Zafrasowany dostrzegał coraz negatywniejszą energię płynącą z niezawisłych serc ludzkich. Bo Chrystus nie przyobiecał swym wyznawcom, że będą odporni na zło na tym świecie. Obiecał im zwycięstwo nad złem.
      Mijały kolejne lata.


      Wybór należał od początków do ludzi. Jedni zamknęli się na sprawy boskie i zaniechali wiary. Inni gorliwie modlili się wznosząc oczy do nieba. Byli też tacy, którzy dotknąwszy mroku, zwrócili się w kierunku wymiaru gdzie wieczna noc zapadła.
      Tam zetkniesz się z czymś, co nie powinno mieć miejsca. A zwątpisz tedy i ujrzysz cień czarny jak smoła, który wleje się w Twe serce niczym rtęć trująca; będziesz drżeć i krew Twoja na ugody spłynie, w której posoce na pokuszenie pakt z nim podpiszesz.
      Tak łatwo się pomylić, popełnić lapsus... to nie ten sam cień czarny, nad którym świeci aureola. Wielu już ludzi dało się zwieść, poszukiwaczy pomocy, którzy z otwartym sercem dostąpili zguby myląc dobro z cieniem pełnym bólu i jęków.
      Nie idź tam, gdzie światło nie wypływa z progów drzwi, które otwierasz tak chętnie. Ale bacz na serce Jasnością wypełnione po brzegi i imię dobrze znane w tej wiecznotrwałej Księdze, Cassiel.
      Posługą anielską jest uświadamianie duszy szatańskich pułapek. Oświecanie, pouczanie i zachęcanie do godnego życia. Czarny cień mąci nam w sumieniach, że mimo tak czułej opieki anielskiej, mrok potrafi człowieka zmylić. Reszta jednak nadal należy od woli ludzkiej.

"Wszystko będzie dobrze, zobaczysz, mimo że teraz krzyczy w Tobie strach."
- Beata Pawlikowska


      Anioł nigdy nie upada. Diabeł upada tak nisko, że nigdy się nie podniesie. Człowiek upada i powstaje.
      Po dziś dzień są ludzie, w których za prośbą anioł wlewał wewnętrzną siłę. Ta zaś - uwierzcie mi - nie zna przeszkód. To jest tak, że zaczynacie widzieć swój cel i macie olbrzymią chęć, by ciężką pracą ten cel osiągnąć, działacie jak pod natchnieniem z determinacją i wewnętrzną dyscypliną.


      Żyjemy w czasach, który udaremnia działania świata duchowego, a wszelkie przeżycia religijne zostały zepchnięte na margines ludzkiej wrażliwości i zainteresowania. Jesteśmy świadkami triumfu szeroko rozumianej nauki, a z drugiej strony zastanawiają nas - lub raczej dziwią - poszukiwania ludzkości zmierzające w kierunku magii, ezoteryzmu, wróżbiarstwa, bo te jeszcze tlą się żywe. Pamiętajcie, że wszystko pochodzi od Boga. Dziś bojkotowane praktyki druidzkie, sądząc po wskazaniach, mogły być anielskimi.

piątek, 19 lutego 2016

Wildenburg. Zamek na płaskowyżu.

      Celem tej wyprawy było wędrowanie. Początek zaakcentowałam w poprzedniej notce, miał miejsce na piętrze krążownika górskich serpentyn. Gdy zaczęliśmy swą piesza wędrówkę, staną nam na drodze zamek, swą bezczelnością zachwycając nas tak, że nie było innego wyjścia - trzeba było go zdobyć. Powiadam Wam, jeszcze jeden i zawiesimy polskie godło! Nie wierzycie? Cierpliwości ;)

Mężna orlica gołębi nie rodzi,
Ani mdły zając z dużych lwów pochodzi.
Piękne nauki; tych kiedy nie staje,
Ślachetne plemię szpecą złe zwyczaje.
- frag. Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego

      Jest w tym formatywnym, charakterystycznym dyskursie kilka miejsc, które warto by było rozważyć i rozważeniem poszerzyć nieco refleksję uczonego poety, albowiem cnota (łac. virtus) to jedna z tych wartości fundamentalnych świata staropolskiego, bez której trudno zrozumieć aksjologię szlachty polskiej.
      Z jednej strony, kiedy mówi się o cnocie (co częste u Mistrza Jana), myśli się o filozofii stoickiej. Cnota, jak utrzymuje Kochanowski za stoikami, jest tym narzędziem, które podważa pozorne, jak się okazuje, królowanie Fortuny, losu, kaprysu sił większych niż ludzka słabość. Cnota rozbraja fatalizm, rozbija go, podważa, unieważnia, dlatego, że człowiek cnotliwy to ten, który nie poddaje się losu kolejom, tylko potrafi dzięki niej, niejako, wyjść poza koło fortuny, uwolnić się, chociażby w ten sposób, że poddaje wydarzenia swego życia, oglądowi rozumnemu. Cnota zapewnia zdolność transcendowania okoliczności, zatem ma moc wyzwolenia.
      Podkreślić zatem należy organiczny związek cnoty rozumianej jako wartość w stoickim zespole norm.

      Cnoty szlifuje się, doskonali podczas medytacyjnych zajęć, (lektura, refleksja, pisanie).

- Krzysztof Koehler



      Ruiny zamku Wildenberg stoją na wschód od wsi Wildhaus w górnym Toggenburg. Na zalesionym grzbiecie wzgórza, na południe od drogi prowadzącej do jeziora.






      Zamek jest oddzielony przez głęboki rów wschodniego płaskowyżu, skały gwałtownie spadają tworząc tam głęboki wąwóz, spełniający za dawnych czasów funkcję naturalnej ochrony.



      Wildberg został zbudowany około 1200 przez baronów SAX. W 1313 został sprzedany hrabiemu Fryderykowi IV z Toggenburg, zaś w 1439 został odziedziczony przez panów Raron. W 1468 sprzedano go w St. Gallen władzy klasztornej.
      Zamek przechodził z rąk do rąk, a mimo to nie ucierpiał w skutek żadnej bitwy. Otaczał go czar pokoju i cierpliwych ugód, ale czym się dziwić, przecie w tak statycznym otoczeniu surowych gór, nie mogło być inaczej.





      Ciekawostką jest, że poniżej zamkowych ruin znajduje się 100-metrowy bunkier, zbudowany w czasie II wojny światowej.
      Oczywiście paśniki z możliwością rozpalenia ognia, są w takich miejscach niemal obowiązkowe, co opiewa w popularyzację krajobrazowego spędzania czasu w naturze. I chwali się to Szwajcarom!


Strzepnąć z ramion kurz,
otrząsnąć się z niemiłych słów,
spojrzeć dalej niż każą,
i podjąć decyzję wielce ważną.
Oto losy się ważą!

      Nie kierujcie się tym, co proponuje Wam świat. Mam taką teorię, że nasza rzeczywistość jest naszym czyśćcem. Wiem, że to bardzo naciągane, ale mam w tej chwili wrażenie bycia w miejscu przejściowym. Może ma to wiązek z uświadomieniem sobie, że jednak nie jestem niezniszczalna, ale póki mogę swobodnie wędrować po świecie, chciałabym w umyśle każdego napotkanego człowieka, zostawić jakąś mądrość, skoro na prawdziwą książkę nie pozostaje czasu.

      "Jest to łacińskie przypomnienie o tym, że śmierć jest nieuniknionym kresem życia człowieka. Memento mori to pozdrowienie używane przez średniowiecznych mnichów: trapistów, kartuzów i kamedułów. Miało przypominać, że życie jest przygotowaniem do śmierci, że śmierć jest wielką sztuką.
      Sentencja ta wiąże się z fragmentem biblijnej Księgi Eklezjasty: Memor esto quoniam mors non tardat. – Pamiętaj: śmierć się nie ociąga. (Liber Eclesiasticus, 14, 12)
      Refleksja nad fenomenem śmierci ustawicznie towarzyszy człowiekowi. Snuli ją myśliciele starożytni, pogłębiali nowożytni; śmierć pojawia się jako stały motyw w literaturze i sztuce."
- Anna Wojciechowska

      Nasza rzeczywistość jest kosmicznym obozem koncentracyjnym ale bez drutów. I nie wymyśliłam tego sama, ktoś już to powiedział. To, co on proponuje, ma ZAWSZE swą drugą, mroczną stronę. Jest biel i czerń, wielkie koło pomalowane na dwa kolory - dwa aspekty. I ono się toczy regulując powoli nasze wzloty i upadki. Przez to, choć bywa okrutny, ten świat wiąże sprawiedliwość, której można się wszędzie dopatrzyć. Trzeba tylko skrupulatnie łączyć koniunktury.
      Zatem nie patrzcie w ogóle na to, co robią Wasi znajomi, bo zdecydowana większość jest już umarła za życia, "bez serc, bez ducha, szkieletów ludy". Wewnętrzną pustkę i rozpacz, ukrywają oni pod obłudną fasadą kompulsywnego picia, palenia, ćpania i chędożenia z kim popadnie. A nazywają to "stylem życia".
      Miejcie swoje własne standardy, idźcie własnymi ścieżkami i stwarzajcie swój własny, autorski świat.

      Nadal skupiam się na szukaniu swojego sensu, ale wiem, że jednocześnie jestem pod opieką dobrego Boga. Wiem też, że prowadzi mnie właściwymi drogami, na których zdobywam potrzebne mi doświadczenie. Nic nie dzieje się bez przyczyny.

środa, 17 lutego 2016

Każdy lęk ma swoje imię.

      Wycieczka piętrowym autobusem po górskich serpentynach, na siedzeniach szczęśliwców, czyli w jedynym słusznym miejscu - tuż nad kierowcą, zaowocowały mnóstwem fatalnych zdjęć przez szybę, stąd różne dziwne rzeczy jak znak wodny, jawią się na środku niektórych zdjęć. I te pasy jakbym fotografowała ekran telewizora... koszmar.
      Jadąc kiedyś tą trasą samochodem, nie byłam świadoma tylu ciekawych rzeczy, że np. obok drogi są jakieś wodospady... Oto galeria zdjęć niegodnych zupełnie pojęcia fotograf, ale muszę Wam pokazać te miejsca, tę drogę:





      Czasami gdy coś człowieka trapi, długo by można zastanawiać się o co chodzi. Czasem kluczową sprawą jest zwierciadło, w którym mogą odbić się nasze lęki, wszystkie obawy i poszlaki, domniemane przyczyny złego nastroju, ciągnącego się za mną jak ogon za kometą. Problem utkwił w tym, że ja rzeczywiście spalam się i albo przebiję się lotem koszącym przez atmosferę problemów i wyrżnę o glebę, albo zmienię kierunek lotu i ujrzę nieznane galaktyki. Prawda jest taka, że od życia uciec nie można. Ale jednak coś tam tkwi i przeraża. Coś co nie pozwala bystro patrzeć w świat i odbiera jasność umysłu.
      Aby dojść do mądrej konkluzji, należy koniecznie zacząć od postawienia właściwego pytania. Coś buntuje się wewnątrz mnie. I dopóki nie przyjmę tego na klatę, nie dowiem się, czy to skutkuje czymś pięknym i szczęściodajnym, czy też sprawi, że ostatnia cząstka pozytywnej mnie, wymrze bezpowrotnie, a więc ryzyko jest ogromne, a egzystowanie w niepewności męczące, ponieważ wisi na mnie presja jak nóż gilotyny na starej, zmurszałej linie.

"Jeszcze zdążymy w dżungli ludzkości siebie odnaleźć,
Tęskność zawrotna przybliża nas.
Zbiegną się wreszcie tory sieroce naszych dwóch planet,
Cudnie spokrewnią się ciała nam."
- Edward Stachura






      Przypominam sobie modlitwę sprzed dwóch laty bardzo dokładnie, jakby jej słowa przed chwilą odbiły się od ścian świątyni, w której je odważnie wypowiedziałam, złożone w prośbę i jedno pytanie. Nie dość, że dostałam klarowną odpowiedź, to dzieje się tak, iż w stu procentach mogę tę prośbę wypełnić. Nie myślałam wtedy konkretnie - ale dziś je konkretnie zrozumiałam.
      Wiem, że odpowiedzi zawsze odnajdę we snach jeżeli o to poproszę. Mój stary Wieszcz rzekł mi jedno zdanie: "jeżeli nie podejmiesz decyzji, ta niewiedza będzie gryzła cię aż zniszczysz wszystko co istnieje wokół ciebie. Rzeczywiście cierpisz na niemożność jej podjęcia..." Cóż, postawił tezę, tam gdzie była tylko hipoteza. Nie cierpię kiedy ma rację...

"Oni odnaleźli się, naprawdę nie w snach
i patrzą w siebie jak w lustro, twarzy ostrożnie dotykają..."
- Jerzy Harasymowicz






      Ludzi było wokół mnie zawsze w brud. Byłam postrzegana jako ten kolorowy punkt na samym środku życiorysów moich znajomych i przyjaciół, pozytywna energia, którą ZASZCZEPIAŁAM we wszystkich, którzy tego potrzebowali.
      Uzbierałam sobie w pamięci trochę pochlebstw ;) I szczycę się tym i dumna jestem z tego, że udało mi się wnieść w życie innych tyle optymizmu.
      Teraz troszeczkę się pozmieniało ale nadal wierzę, że moje metody jak i pomysłowość na dawanie szczęścia, są niewyczerpalne. Bo szczęście nie jest celem - jest sposobem życia i patrzenia na świat, który ja od dawna celebrowałam.

To jest najcudowniejszy sklep, zaraz po diabelskim sklepie indyjskim w Polsce, w którym niezaprzeczalnie jestem kuszona do wydawania pieniędzy na diabelsko piękne rzeczy prosto z krainy orientu.
Szwajcarski diabeł zamieszkał w sklepie indiańskim. Tam można kupić wszystko, czego potrzeba szamanowi jak i słowiańskiej wiedźmie. *_*
Dodam dla połechtania ciekawości zainteresowanych następnym postem z tej wędrówki, że poszliśmy w prawo ;)
      Dalej ćwiczę pozytywne myślenie, żeby przyszło do mnie od nowa, żebym umiała każdą negatywną myśl po prostu zamienić z łatwością na dobrą, konstruktywną i wspierającą. Przecież doskonale sama wiem, że dobre strony są we wszystkim, czasami tylko... nie chce ich widzieć. Ale każdy lęk ma imię. Podobno z lękiem jest jak z demonami - gdy się jego imię pozna, można wypędzić.

sobota, 13 lutego 2016

Gdzieś pomiędzy wiosną, jesienią, a zimą.

      Bardzo lubię się śmiać, wygłupiać, szukać powodu do śmiechu. Podobno śmiech jest dla duszy tym samym, co tlen dla płuc. Czasami też pełni rolę kamuflażu... bardzo dobrą. Na taki stan składają się różne wydarzenia, aby śmiech był rzeczywiście szczery, potrzebny jest odpowiedni stosunek myślowy.
      Świadome podejmowanie decyzji, prawo do spełniania marzeń - dzięki temu wszystkiemu stajemy się wolnymi ludźmi. Gdy mi tego poczucia brakuje, przestaję się uśmiechać. Wolność to coś więcej niż brak zewnętrznych barier. Prawdziwa wolność bierze się z przekonań. Należy usuwać ze swojego życia to, co jest zbędnym balastem. Nie tylko zepsute rzeczy, niepotrzebne ubrania, ale i uprzedzenia, negatywne emocje, smutki. Wtedy staniemy się lżejsi i łatwiej płyniemy przez życie. Nasze emocje będą wtedy wyrażane przez uśmiech. Miłość, dobroć, szczęście. Nie jestem hedonistką, po prostu ktoś mnie nauczył, że tak żyć - jest dobrze. Byśmy byli dla siebie wzajem dobrzy. Uśmiech to taka krzywa, która wszystko prostuje. Uśmiech sprawia, że stajesz się wyjątkowy. Uśmiech to droga do wieczności.

      "W świetle wieczności wszystko, co zdarzyło się we wszechświecie do tej pory i wszystkiego, co jeszcze się w nim zdarzy - każdy z nas ma swoje miejsce i swój czas."
- Beata Pawlikowska.

      Poniższa, zaiste jesienna przyroda dała nam znakomite okoliczności do spaceru. Podczas gdy na nizinie zakwitły kwiaty, szczyty wciąż pokrywał śnieg. Byliśmy gdzieś pomiędzy.

Gdzieś na tej polanie znajdowały się mogiły.



      Mgła pozostawia w organizmie chemiczne odczucie niedoczekania i niewiadomej. Czy za mgłą będzie słońce, czy za mgłą będzie deszcz? Wszelkie spodziewane trudy tlą się cicho w podświadomości, które wnet mogą być przygaszone jak ogień na wątłym knocie. Przecież to tylko myśli, czarnowidztwa osoby, która woli dać się mile zaskoczyć, niżeli brzydko rozczarować.
      Pesymizm tkwi głęboko w rdzeniu mojej egzystencji po to aby spośród gryzących wizji, z tej mgły, wyłonił się pąk na kolczastej róży. Okalające kwiat ciernie, niczym zbroja przed okrutnym światem, świadczą o sile, a pąk uwydatnia zapach nadziei i wiary. Mój pesymizm łatwo zobrazować w prosty sposób - idę sobie idę przez zaspy śnieżne, a tu nagle chodnik.



Zamek, do którego nie prowadzi żadna droga. Słusznie kiedyś rzekłam, iż dojścia nie ma, bo wybrawszy się sama pewnej gęstej w śnieg zimy, drogi szukając, nie odnalazłam.
Tego dnia zapytaliśmy tubylca o dojście, który potwierdził moje domniemania.
Przypuszczamy jednak, że sami tam chodzą i strzegą swych tajemnic mieszkańcy tego miasteczka.
Np chowają tam nielegalnie upędzony bimber!


      Mgła to najlepszy dyfuzor na świecie. Ranne wstawanie nie jest dla mnie problemem, gdy robię to dla przyjemności, np by uchwycić świetne zdjęcie.
      Dzięki mgle gdy wychodzę z domu to znikam, a to interesująca umiejętność. Zaś gdy wracam, mam wrażenie, że stopień moich umiejętności fotograficznych, nagle się poprawił. Ostatnio jednak w dolinie mgieł ustawicznie świeci słońce Oo i za każdym razem gdy zmienia się widok, od nowa trzeba ustawiać aparat... i dlatego moje wędrówki nagle zaczęły być dwukrotnie dłuższe...
      Wiem, że przede mną jeszcze ogromnie dużo nauki o fotografii, ale to jest jeszcze większa przyjemność.





      Czasem z wielkim zapałem zapadam się w ciszę. Choć w życiu faktycznie odeszłam w cień, to spoglądam w niebo odważnie. Wsłuchuję się w słowa, wtapiam się w muzykę, zapadam w treści kolejnej opasłej książki. Uciekam do tego, aby doszczętnie nie zwariować.
      Traktuję obecny czas częściowo jako zintensyfikowany termin eskalacji wzmocnienia i rozkwitu. Coś jak dynamizacja w dążeniu do prywatnego prosperity. A że przy tym odwalam niezłą dramaturgię, cóż... delikatna jam O_O
      Mgła zawsze odnajduje mnie w sytuacji, kiedy drążę dziury w pamięci. Wspomnieniom odnalezionym, tym dobrym z reguły, których jest coraz więcej, zapalam świecę o słodkim aromacie. Wtedy przeglądam się w zwierciadle duszy i analizuję stopień swego oddalenia od rzeczywistości. Znienacka odnajduje mnie czas, a bicie serca echem się niesie po górach, co grozi niechybnie czymś niebezpiecznym. Mędrcy mawiają, że jeżeli góra idzie do ciebie, a ty nie jesteś Mahometem, to czym prędzej spier..... bo to na 100% lawina.






      Zmęczony umysł myśli wciąż o odpoczynku, np. o zapadnięciu się na długie godziny z literaturą. Ale to nie wina książki, która kusi zapachem i treścią, w którą ubrały się problemy mężczyzny uparcie szukającego swojej drogi. Ja i on wiedzieliśmy, że na gruzach przeszłości, zbudujemy wreszcie własnym azyl. Że spotkamy kogoś, kto nas nie odstąpi pomimo frustracji i innych agresywnych zachowań powodowanych chorowaniem na wyrzuty sumienia, bezsiłę i niemożność podjęcia decyzji, co niedługo zacznie wymalowywać się na mojej twarzy jakimiś indiańskimi znakami wojennymi.
      I ten ktoś jest przy mnie. To ktoś taki, kto pomimo iż wie o mnie wszystko, nadal mówi, że mnie kocha. To ktoś taki, z kim mogę spędzić kilka godzin tylko na siedzeniu i gadaniu, a mimo to dobrze się bawić. To ktoś taki, przy którym nawet milczenie sprawia mi przyjemność. I to nie jest postać fikcyjna z książki. A tak się bałam, że skończę jako schizofreniczka...

Dzień zatrzymał się drżeniem na krawędzi swego istnienia.
- "Miasteczko Salem"


      Chciałabym aby każdy zajmował się swoim życiem. Żeby nikt nie wtrącał się w cudze, by szanowano wolność. Ja wiem, że nikogo nie można zmienić wbrew jego woli, a Wy to wiecie?
      Podobno gdy człowieka ugryzie wampir, ten zmienia się w wampira. Odnoszę wrażenie, że wiele osób zostało ugryzionych przez barany.

"Nic wzburzonego serca nie nasyci"
                                                     - "Faust"



W domu jak i w sercach, wieczna wiosna.
      Fabuła jak w zwyczajnym serialu, ona poznaje jego, wpadają sobie w oko, spędzają ze sobą noc pełną rozmów, a w polu zboża buszują dziwne światła. Przeżywają napaść i porwanie przez kosmitów, robi się już ranek, powrót na ziemię, następuje wskrzeszenie urządzenia mechanicznego na gąsienicach jako skutek uboczny promienia teleportacyjnego. Heroiczna ucieczka przed morderczą koparką, nic tak nie łączy jak wspólna walka o przetrwanie.
      Co mi z tego przyszło? Lubię jego dziwactwa, lubię to, co on lubi i współdzielę przestrzeń nie dusząc się przy tym. Połączenie dwóch żywiołów okazało się być możliwe. Dopełniamy się, on robi bałagan, ja sprzątam, on robi obiad, ja śpię, on ścieli i myje podłogę, ja gram w World of Warcraft.



      Pamiętajcie, 14 luty - dzień Króla Juliana. Nawet w kalendarzu jest! Kwiaty dla lemura, no już, biegiem człowieki!