sobota, 9 stycznia 2016

Vox populi.

      Ludzie mogą was nienawidzić za to, że jesteście inni i nie żyjecie według społecznych standardów, ale w głębi duszy chcieliby mieć na tyle odwagi, by zrobić to samo. Tak powiedział kiedyś Ashley Purdy, ile w tym prawdy? Sprawiedliwy osąd mówi mi, że w interpretacji tekstu ma słuszność - większość. Mój język jest cyniczny, sceptyczny, dzięki temu możecie bawić się na mojej stronie, pośmiać i co ważniejsze, mam do siebie dystans i często żartuję z samej siebie.
      Napisała do mnie ostatnio pewna bratnia dusza: "A historia z rzyganiem świątecznym - nawet mamie opowiadałam. Siedzimy za stołami, danie za  daniem wjeżdża, to jakaś okropna sztafeta, w której musisz brać udział, bo jak nie to Cię wyklną" Może nie "wyklną", ale - "wypada nie odmawiać" i nie siedzieć przy pustym talerzu, prawda? Gdyby święta trwały jeden dzień, ja nie pohamowałabym się wtedy, bo polską kuchnię kocham i mogłabym pół dnia i nocy jeść wszystko co podane XD Ale dzień po dniu po takich sutych odwiedzinach, niestety ciało się sfrustrowało. I to sfrustrowane biedaczysko jeszcze dalej dokarmiałam, aż ostatecznie pogrążyłam się w cierpieniu gastrycznym. Napisałam to nie w sposób obelżywy, a z jajem, co odbiło się pozytywnym echem wśród znajomych, raz nawet usłyszałam "ty top potrafisz z najbardziej przykrej sprawy zrobić dowcip tygodnia." I o to chodzi w tym blogu! O talent do odnajdywania pozytywów w największym shicie.
      Zasada jest prosta, czy nie radujecie się życiem? Nie cieszycie się zdrowiem, światem dookoła, wiatrem, słońcem, deszczem, ptakami i lasem? Istnieniem? Nie sprawia Wam to radości? Mnie sprawia. Optymizm i bycie dobrym człowiekiem polega właśnie na tym. By nie szukać dziury w całym i pod nikim nie kopać dołków, uśmiechnąć się czasem i cieszyć się z małych rzeczy. Nie poddawać się w chwilach słabości i dalej dążyć do tego, aby być jeszcze lepszym człowiekiem i nie ulegać złym emocjom.
      Tu Was pewnie zaskoczę, najwierniejszymi czytelnikami mojego bloga są moi rodzice. Również i więcej osób z rodziny czyta te wpisy, co mi bardzo pochlebia. Aby pisać, przemawiać do publiczności, trzeba również brać odpowiedzialność za te słowa, bowiem jego moc jest olbrzymia.
      Nie tak trudno jest oczernić kogoś, publicznie poniżyć, lecz ja piszę głównie o samej sobie, o mich podróżach oraz o... bzdurach ;)
      Jedyną osobą, którą mogę oczernić, jestem w tej chwili ja sama, (publikuję teksty w internecie od 2007 roku) przez własne poglądy, przekonania, własne wizje, które mogą zdawać się kontrowersyjne, ale w gruncie rzeczy nikomu nie czynią krzywdy. Niedawno miałam motyw, aby zapytać kilka osób o opinie, toteż upewniłam się w tym najlepiej jak mogłam. Vox populi zawyrokował. [głos ludu]
      Blog stał się swoistym mostem między Szwajcarią, a krajem rodzinnym, co jest dla mnie bardzo ważne. Napisałam całkiem niedawno po świętach: "jestem mile upojona życzliwością i serdecznością wszystkich, a do takich domów aż chce się rzucić takielunek na maszt, wydąć żagle dobrymi wspomnieniami i wyznaczyć marszrutę na - Dom." Chciałabym, aby nic się nie zmieniło pod tym względem, tutaj również mam na myśli rodzinę mojego męża, czas świąt był ciepły i przesympatyczny. :)
      Życie czasem podstawia mi górę i zmusza do ciężkiej wspinaczki - po to, żebym z jej wierzchołka mogła lepiej rozejrzeć się po moim życiu. Tak było napisane dziś w kalendarzu. Należy mierzyć się ze swymi uczynkami, ale jeżeli wina nie istnieje, nie ma też mowy o konsekwencjach. Bo jedyną konsekwencją pisania tej strony jest ukazywanie prywatnego punktu widzenia. I zamiast narzekać i złorzeczyć, zawsze staram się zrozumieć, do czego dane problemy były mi potrzebne i czego dzięki temu się nauczyłam,
      Owszem, życie mnie nie rozpieszcza, nie jest łatwo na obczyźnie, często narzekam, ale kocham i jestem kochana, a miłość w moim życiu jest najważniejsza. Jestem w stanie dać za to naprawdę wiele.
      A przede wszystkim ja sama umiem kochać siebie. Niewielu jest na to gotowych, zbyt samokrytycznych, często nawet nienawidzących siebie z różnych przyczyn.
      Potrafię wyciągać rękę do ludzi, być blisko i pomagać, oraz cieszy mnie ogromnie, że pisząc, daję innym coś od siebie, także i tym, których nigdy nie poznałam osobiście, a korespondujemy ze sobą już od lat. Z niektórymi z Was na papierze. Kocham listy pachnące tuszem i cieszę się, że jesteście, że dzielimy się pismem, emocjami i uczuciami na mocy Słowa.
      Veritas Inlustrat - Prawda Oświeca, ale prawda jest jak dupa - każdy ma swoją. Mój ulubiony pisarz, A. Sapkowski rzekłszy te słowa, nie spodziewał się, że wkrótce pół światu będzie je cytować, do tak wielu sytuacji pasują. Sapkowski to właściciel cynicznego pióra, mistrz powieści fikcyjnych, ostrego słowa i fantastycznego, czarnego dowcipu. Na nim się wychowałam. Swoją drogą, polecam jego książki, ale nie pożyczam, bo czytam je wielokrotnie od lat między innymi autorami :P Taki mój bzik.

      Niedawno pewna przyjazna dusza opowiedziała mi ciekawą, historię. Szła ze swoim ukochanym do szpitala po lekarstwa, które on zażywa od lat. Byli tam chwilę, później wracając po oblodzonym chodniku, trzymali się pod rękę - gdy nogi się rozjeżdżają, wygląda się zabawnie ;) A następnego już dnia w brukowcach powiadomiono kraj cały, że ów mężczyzna zasłabł, a ona go zawiozła samochodem do szpitala, potem zaś wyszedłszy z kliniki, widziano go jak ledwie trzymał się na nogach...
      Wzorowa nadinterpretacja. Przyznam, że ciężkie jest życie osoby publicznej, jednakże szkoda, że przez te plotki najbardziej zamartwiali się bliscy.

      Przez wiele lat uczyłam się jak być naśladowcą Chrystusa. Z tych nauk wyciągnęłam jeden bardzo ważny wniosek - jeżeli ktoś próbuje Cię ściągnąć w dół, nie omijaj - wyciągnij rękę. Kilkakrotnie się na tym przejechałam, to prawda, ale zostało mi coś jeszcze z tych lekcji - wiara w drugiego człowieka. Nie pozwólmy aby nasze serca zapiekły się w zalewie z nienawiści, a przede wszystkim, przestańmy doszukiwać się dziury w całym. Życie będzie wtedy znacznie prostsze.
      Jestem ciekawa, czy człowiek krytykujący innego, jest wgl. świadom jaką mu krzywdę tym wyrządza.

      Znów w domu. Nasz wierzchowiec jest po przeszczepie, nowa pikawa póki co chodzi perfekcyjnie, lecz jego losy i tak są przesądzone. Nasz konik musi wytrzymywać bardzo długie trasy, on musi być temperamentny jak Tomili Jones i niezniszczalny jak Chuck Norris!
      Tradycyjnie podczas drogi pobawiłam się fotografią, przyznam, że to rzecz trudna przy zapadających zmierzchu.


Wrocław.
Niemcy.
      Dzień pochmurny, a w Niemczech całkiem zimowy. Z chwili na chwilę coraz było ciemniej i co kilka minut musiałam już zmieniać ustawienia. To ten moment, kiedy granica między zmierzchem, a nocą, jest najcieńsza, a do tego byliśmy przecież w ruchu.



       Pierwszego dnia czerwony wschód słońca widać było tylko wychylający się krwisto - purpurową poświatą zza krawędzi gór. Do tego stukot kopyt jeźdźców przejeżdżających mi pod balkonem drażnił instynkt zapalonej amazonki. Dzwonki pasącego się nieopodal bydła i temperatura na plusie w dolinie, a śnieg w górach. Rozpoczęła się pora deszczowa.

       Specyfiki załatwione przez ciotkę działają w 99%, franca zajęła jeden centymetr kwadratowy mojej twarzy, to wielki sukces w porównaniu z ostatnimi klęskami biologicznymi, zajmującymi całą twarz. Jeżeli zakończę kurację i problem zacznie znów występować na taką skalę, będę musiała jakimś trafem ściągnąć sobie specyfik tutaj. Niemniej, wielkie, publiczne dzięki dla cioci za ingerencję!
      Popijam sobie też ziółka zwane czystkiem, a to już za sprawą mej rodzicielki, która ostatnimi czasy wykwalifikowała się jako zielarka, ma już pokaźniejsze zbiory niż ja! I teraz mam wątpliwości, która od której rzeczywiście bakcyla załapała...


      W domu pojawił się nowy wydalacz tlenu, to ten zielono-biały na drugim planie. Cokolwiek to dokładnie jest, latami ciućkany przez kota, zwykł się nie zmieniać, nie rozwijać, nie wypuszczać nowych listków, stał się jak pomnik przyrody, dosłownie pomnik. Bez zmian. Postanowiłam okazać litość i kopnąć go w wegetacyjną rzyć. Tak na rozruch. Ma teraz spokój, może zacząć działać, nie ma wymówek.
      Orchidee, sukulent i kamień śpią, a skrzydłokwiat ma wiosnę od listopada. Kiedyś miałam zwyczaj nazywania roślin. Wszak nowy ma już od dawna imię, to Jaropełk. Na żywy kamień wystarczyło tylko spojrzeć. Mużdżak (ostatnie zdjęcie w TEJ notatce).
      A poniżej mamy wielkopańskie papu. Tak jada warstwa szlachecka:

Kotlety zawierają ser żółty. A fasolka nie jest z mrożonki.
     Styczeń w minionym roku był cudowny. Bez śniegu dzisiaj nie potrafię docenić piękna zimy. Śnieg leży w górach, natomiast w dolinie nastała pora deszczowa [die Regenzeit]. Sytuacja w Polsce podobno ładnie się wyklarowała, bieluteńka zima niestety zwiastuje gówniany rezultat, bo już za kilka dni odwilż [das Tauwetter]. Takie nieustanne opady mogą doprowadzić do lokalnych powodzi, osunięć ziemi z gór, to czas wyjątkowo niebezpieczny na wędrówki.
      Nie przejmuję się tym wcale, dziś i tak nie jestem w najlepszej kondycji do wędrowania, potrzebuję też czasu na przypomnienie sobie materiału ze szkoły, od poniedziałku kończą się ferie [Winterferien]. Prócz tego, mam Wam do pokazania i opowiedzenia dwie wędrówki, które odbyliśmy jeszcze w grudniu
      Kolejny rok pędzi przed siebie, a ja czuję się coraz młodsza, bo jak to Beata Pawlikowska zwykła mawiać, "młodość to radość, która płynie wprost z serca".
      W piątek ósmego był światowy dzień kąpieli w bąbelkach. Temu zadaniu nie podołałam, to troszkę było jak sugestia - zrób to, rozpuść się dziś w wodzie, niech reszta przestanie być istotna... Ale nie tym razem. Być kobietą, być kobietą...
      Tym razem bardziej obchodziło mnie zjedzenie niebieskiej galaretki z gumijagód.


      Recepta na pochmurny dzień? Możecie się otaczać tłumem ludzi, którzy przekażą Wam swoją pozytywną energię, ale najszczęśliwsi będziemy, kiedy znajdziemy słońce sami w sobie.
      Każdy potrzebuje czegoś innego. Wy znacie siebie najlepiej, wiecie czego Wam potrzeba, więc zróbcie TO!

17 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    Cosik Cię wzięło na rozważania filozoficzne. Też tak nieraz mam...
    Każdy wędrowiec musi się przed kolejną wędrówką nieco odreagować i zejść z centrum wszechąwiata na bezpieczniejsze peryferia życia.
    O konika należy dbać... Mój niestety padł...
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są niekiedy takie filozofie, które powstają za sprawą wychwycenia pewnej cząstki czyniącej mały zamęt.
      Pamiętam jak pisałeś o swoim koniku, że jak padnie ten, następnego już nie będzie. Jednak mam nadzieje, że to nie oznacza, iż zwijasz żagle.

      Usuń
  2. Witaj:) Lubię tu zaglądać, ciekawie piszesz.
    Pozdrawiam serdecznie ze Szkocji (święta też spędziłam w Polsce i wiem jak to jest:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogę przyjemnie zająć czas. :) Most okazał się dłuższy niż przypuszczałam, sięga już nie tylko do Polski, jak widzę ;)

      Usuń
  3. Ludzie mają skłonność do mierzenia innych swoją miarą - opowiadałam Ci kiedyś jak na cmentarzu sprzątałam z Ciotakiem groby a jakaś staruszka zarzuciła nam, że wysypałyśmy śmieci na "jej" grób, mimo, że siatka z naszymi śmieciami leżała na widoku, a pięć minut po tym, jak odeszłyśmy na dalszy grób rodzinny, widziałam babsko jak wyrzuca zawartość śmietniczki na jakiś "obcy" nagrobek. Zinterpretowała fakty podle swoich przyzwyczajeń i charakteru. To się odnosi do wszystkiego, oceny ogranicza nam wyobraźnia i własne doświadczenia. Ktoś niezdolny do myślenia twórczego i o ciężkim piórze nie wyłapie aluzji czy metafory. To też trochę jak z tymi plamami atramentu - jedni widzą motyla, inni tańczące kobiety, a jeszcze ktoś zobaczy rozjechanego kota.

    A o tym szpitalu to jeszcze radio i telewizja mówiły, szkoda, że nikt nie wpadł na to, by zadzwonić do nas czy menagmentu po potwierdzenie -_-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzi można oceniać podług nich samych, są miarą swoich własnych uczynków. Wedle tego co piszesz, zgadzają się znane mi sytuacje, np. kiedy mężczyzna oskarża notorycznie swoją kobietę o zdradę, boi się tego i dopatruje cały czas nieszczerości, okazuje się potem, że sam ma tendencje do bycia nieuczciwym wobec swojej partnerki.
      Obie możemy przytoczyć znacznie więcej pasujących historii i wielka szkoda, że ludziom tak łatwo przychodzi ocenianie innych, a wgl. nie patrzą na brud własnych rąk, jak ta pani z cmentarza.
      Serca zapieczone w zalewie z nienawiści, zawsze będą widzieć rozjechanego kota w plamie z atramentu. Amen.

      Usuń
  4. "Prawda jest jak dupa, każdy ma swoją". Podoba mi się. Już w starożytnej Grecji każdy miał swoją prawdę. Dlatego w wypadku plotek na temat innych ludzi ważny jest swój, zdrowy rozsądek.

    Cieszę się, że z rodzicami się układa. Najlepiej z rodzicami zawsze się układa na odległość. Trzeba im dać za sobą zatęsknić;)

    Trzymaj się ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta reguła, jak kij, ma dwa końce. Niektóre relacje rozluźniają się i nawet już nikt nie pyta, a inne będące wcześniej jak żar, dostały wreszcie tlenu i teraz płoną żywym ogniem. Mam na myśli ognisko domowe :)

      Usuń
  5. Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że to Piłsudski powiedział, a nie Sapkowski.
    Ktokolwiek zresztą powiedział, dobrze powiedział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to pierwszy raz zobaczyłam w książce Sapkowskiego, ale on rzeczywiście bardzo często przytaczał w swoich dziełach słowa innych, wpasowując idealnie w kształt swoich światów fantasy.
      Na szczęście Piłsudski nie będzie domagał się ode mnie praw autorskich, grunt że te słowa przydają się.

      Usuń
  6. Weszłam na telefon, bo łatwiej pisać. Chcę zapytać o specyfik na francę na twarzy. Też mam plamki,które się łuszczą. Zdaje się, że to alergia na krople do oczu. Napisz, proszę, u mnie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Ciebie już gotowe, mam nadzieję, że pomoże :)

      Usuń
  7. Jutro pójdę pytać o wapno. A to drugie gdzie kupujesz? Jestem ogromnie wdzięczna,bo moje plamki są jakby podobne do Twojego opisu.Serdeczne całuski dla Ciebie przesyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wapno w syropie w aptece, płyn miceralny w drogerii Rossmann, ale przypuszczam, że dostaniesz też w każdej innej, oraz może nawet w samej aptece.

      Usuń
  8. Sapkowskiego zaczęłam znowu czytać (po długiej prawie 10-cioletniej przerwie)!!! Czekając kiedyś na wizytę w osiedlowej przychodni, tak mnie rozbawił jakiś jego (Jaskra zdaje się) tekst, że śmiałam się do rozpuku, ku konsternacji współ-czekających ze mną babć :D!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to tak działa :D Mimo że przeczytałam cały siedmioksiąg kilka razy, nadal niektóre momenty bawią mnie do łez :D

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.